Tolmin i jego największe atrakcje (Tolminska Korita, Kozlov Rob, Slap Beri, Javorca i wiele innych)

balkanyrudej.pl 5 dni temu

Tolmin to największa miejscowość w obrębie Doliny Soczy. Często jest przez turystów pomijany lub traktowany tylko tranzytowo. Jednak warto się w nim zatrzymać na dłużej. Bowiem Tolmin i jego okolice kryją naprawdę sporo atrakcji. I choć przez lata zaglądaliśmy do niego wielokrotnie, to dopiero na majówkę 2026 postanowiliśmy zatrzymać się w nim na dłużej. Efekt? Lista miejsc oraz gotowy plan pobytu, jakim teraz możemy się z Wami podzielić!

O Tolminie słów kilka

Tolmin to centrum administracyjne i gospodarcze górnego biegu Doliny Soczy. Liczy ok. 3.5 tys. mieszkańców. To właśnie tuż obok niego, a dokładniej w Wąwozie Tolminki, znajduje się najniżej położone wejście na teren Triglavskiego Parku Narodowego. I choć otaczają go ciut niższe góry, to krajobrazy są naprawdę zachwycające. W północnej części miasta wyrasta wzgórze Kozlov Rob z ruinami zamku. Na południe od centrum rzeka Tolminka wpada do Soczy tworząc wyjątkowo malowniczą scenerię. Okolica ta słynie z dogodnie wiejących wiatrów, które sprzyjają uprawianiu paralotniarstwa. Stąd widok paralotniarzy unoszących się ponad miastem stanowi niemal stały element tamtejszego krajobrazu. Samo miasto posiada nieduże, przyjemne centrum z Mestnim Parkim, na terenie którego wznosi się kościół parafialny Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. A przy Mestnim Trgu działa muzeum i kino. Co roku w Tolminie odbywa się Tolminator – festiwal muzyki metalowej/rockowej. Pod koniec czerwca miasto jest również gospodarzem Soča Outdoor Festival, w trakcie którego realizowane są biegi na dystansie od 5 do 50 km, można wziąć udział w wycieczkach tematycznych, trekkingach i wielu innych aktywnościach.

Tolmin – nasz pobyt

W Tolminie postanowiliśmy spędzić 3 dni. Marek był nastawiony na jazdę na rowerze, ja na bieganie, a wspólnie mieliśmy zrealizować wycieczki piesze. gwałtownie się okazało, iż nasz plan rozbudowywał się na tyle intensywnie, iż i tak nie udało nam się zobaczyć i doświadczyć wszystkiego. Niemniej w poniższym planie pobytu na pewno znajdziecie sporo inspiracji przed Waszą wizytą w tym słoweńskim mieście.

Dzień 1 – Matajur, Kozlov Rob, Tolminska Korita, Javorca i Kobala

Nasz pierwszy dzień pobytu w Tolminie przypadał na 1 maja, który również w Słowenii jest wolny od pracy. Liczyliśmy się więc z tym, iż ruch turystyczny może być spory. W pierwszej połowie dnia się rozdzieliliśmy. Marek udał się na wschód słońca na Matajur, ja natomiast postanowiłam skupić się na samym mieście.

Matajur na rowerowy wschód słońca

Będąc w Tolminie możecie rozważyć wypad do Włoch. Wszak miasto leży całkiem blisko słoweńsko-włoskiej granicy. I to właśnie przy niej wznosi się szczyt Matajur. Wspólnie mieliśmy okazję zawitać na nim kilkukrotnie podczas eksplorowania regionu Natisone. Marek postanowił wpaść tam z rowerem, by zaliczyć widokowy zjazd o wschodzie słońca.

Wycieczka na Kozlov Rob i spacer po mieście

Choć początkowo miałam razem z Markiem wyruszyć na Matajur, to… rano gwałtownie zrewidowałam moje plany. Po prostu nie byłam się w stanie dobudzić. Dlatego zrezygnowałam z tego pomysłu i gdy już doszłam do siebie, wyruszyłam na eksplorowanie nieco bliższej okolicy. Z naszej kwatery, która znajdowała się u podnóża wzgórza Kozlov Rob, udałam się ku ruinom zamku. Obrałam jednak nieco okrężną drogę, obchodząc wzniesienie po jego zachodniej stronie i udając się na wierzchołek od północy. Od mojej ostatniej wizyty na Kozlov Rob zaszły tam pewne zmiany. A mianowicie… w obrębie ruin powstała interaktywna wystawa poświęcona historii warowni (wstęp: 5 €/dorośli, 4 €/studenci i dzieci). To co się nie zmieniło, to widoki. Jak zwykle były zachwycające! Po pobycie na zamku zeszłam z powrotem do miasta, najpierw zahaczając o okolice parkingu P2 przy Tolminskiej Koricie, a następnie ul. Gregorčičeva zeszłam do centrum. Zajrzałam do Mestniego Parku, przeszłam w okolice dworca autobusowego oraz mostu na Tolmince. Mimo świątecznego dnia… miasto w sumie świeciło pustkami.

Tolminska Korita – co, gdzie i jak?

Gdy Marek wrócił ze swojej rowerowej eskapady, wyruszyliśmy na piechotę ku największej i najbardziej znanej atrakcji Tolmina. Mamy oczywiście na myśli Tolminską Koritę. To potoczna nazwa wąwozów dwóch rzek: Tolminki i Zadlaščicy, które znajdują się na północny-wschód od miasta. I to właśnie tam znajduje się wspomniane wcześniej najniższe wejście na teren Triglavskiego Parku Narodowego. Wstęp na teren wąwozów jest biletowany i obowiązuje ilościowy limit wejść na daną godzinę. Informacje na temat dostępności biletów sprawdzicie na oficjalnej stronie. W miesiącach IV-V oraz X-XI zapłacicie 8 €/osoby dorosłej, 4 €/dzieci, w okresie VI-IX 12 € i 6 €. Auto możecie zaparkować bezpłatnie na parkingu P2 przy wyjeździe z miasta w stronę wsi Zatolmin. Stamtąd na piechotę lub bezpłatnym busem dotrzeć można do wejścia na teren trasy turystycznej. Ma ona formę pętli. Czekają tam na Was liczne punkty widokowe, mostki i wprost urzekająca przyroda.

Tolminska Korita – nasza wizyta

Jak wspomnieliśmy, z naszej kwatery udaliśmy się pieszo do Tolminskiej Kority. Najpierw szlakiem u podnóża Kozlov Rob, następnie z parkingu P2 szlakiem do wejścia na trasę turystyczną. Bilety kupiliśmy bezpośrednio w kasie znajdującej się na miejscu. Po chwili schodziliśmy przez las ku rzece Tolmince. Po przejściu jakiś 200 m mogliśmy podziwiać wspaniały widok na intensywnie niebieską wodę, spływającą pośród skał i oszałamiającej zieleni drzew i krzewów. Gdy zeszliśmy nad brzeg Tolminki skierowaliśmy się ku miejscu, gdzie znajduje się termalne źródło. Dotarcie do niego wymaga pokonania wąskiej ścieżki i tunelu. Po powrocie stamtąd zaczęliśmy się wspinać do punktów widokowych ponad wąwozem Zadlaščicy. To bardzo malowniczy odcinek trasy, który pozwala spojrzeć z góry na obie rzeki. Później szlak wyprowadza na asfaltową szosę. Ciut powyżej znajduje się wejście do jaskini, którą można eksplorować po wcześniejszym umówieniu, w ramach wycieczki speleologicznej. Idąc drogą w dół przechodzi się przez most, z którego doskonale widać płynącą w dole Tolminkę oraz trasę, którą kilkanaście mint wcześniej pokonywaliśmy. Na kwaterę wróciliśmy przez Zatolmin. Przy okazji zobaczyliśmy tam tablicę reklamującą Javorcę i znajdujący się tam kościół. Zaintrygowani postanowiliśmy tam podjechać samochodem.

Javorca i kościół pw. Ducha Świętego

Powyżej Tolmina i doliny rzeki Tolminki znajduje się niewielki przysiółek o nazwie Javorca. To właśnie tam wznosi się Kościół Pamięci pw. Ducha Świętego. Zbudowany został przez austro-węgierskich żołnierzy na cześć swych poległych pobratymców walczących podczas bitwy nad Isonzo (1915–1917). Aby do niego dotrzeć trzeba pokonać w dużej mierze szutrową drogą biegnącą ciut powyżej doliny Tolminki. Na Planinie Srednica znajduje się parking, na którym należy zostawić auto. Dalej do pokonania jest ok. 1 km pieszo. Stroma droga doprowadza na porośnięte łąkami zbocze, na którym wznosi się kościół. Musimy przyznać, iż miejsce to ma w sobie coś, co nie pozwala oderwać od niego wzroku. Sielanka wokół, w tle wysokie szczyty i kamienno-drewniany kościółek, którego architektura jest niezwykle ciekawa. Jego fasadę zdobią herby państw wchodzących w skład Austro-Węgier. Nad głównym wejściem, do którego prowadzą schody, zobaczyć można zegar słoneczny (podczas naszej wizyty był przesłonięty przez rusztowania). Wstęp do wnętrza świątyni jest biletowany. UWAGA! Płatność tylko gotówką, której niestety nie mieliśmy, w efekcie mimo iż opiekun kościoła był na miejscu, to mogliśmy jedynie przespacerować się dookoła budowli. Ale i tak było warto, bo Javorca jest absolutnie zachwycająca.

Kobala

Bliżej złotej godziny wybraliśmy się w jeszcze jedno miejsce. Tym razem naszym celem była Kobala – szczyt mający 1080 m n.p.m., na którym znajduje się startowisko dla paralotniarzy. Bezpośrednio do niego można dojechać autem, podążając wąską, w dużej mierze asfaltową drogą przez Ljubinj. My zaparkowaliśmy auto ciut wcześniej, a dokładniej nieopodal Kočy na planini Stador, skąd już pieszo udaliśmy się na Kobalę. Panował na niej spory ruch, bowiem kilkunastoosobowa grupa paralotniarzy czekała na odpowiednie warunki do lotu. Sam szczyt oferuje fenomenalną panoramę Doliny Soczy, okolic Tolimna, a także dalej, w stronę doliny rzeki Bača. Idealne miejsce do podziwiania widoków, w szczególności podczas złotej godziny. Gdy tam tak siedzieliśmy, naszą uwagę przykuł jeszcze jeden szczyt – pobliska Kobilja Glava. Tego dnia nie mieliśmy już wystarczającej ilości światła dziennego, by się na nią wybrać. Ale postanowiliśmy dać jej szansę nazajutrz.

Dzień 2 – biegowo i rowerowo oraz trekking na Kobilją Glavę

W pierwszej połowie drugiego dnia postanowiliśmy się znów rozdzielić. Marek pojechał testować kolejne trasy rowerowe. Ja natomiast zaplanowałam sobie wycieczkę biegową po okolicach Tolmina. Późnym popołudniem chcieliśmy wspólnie zdobyć Kobilją Glavę.

Biegowo dookoła Tolmina

Bardzo często planuję moje biegowe trasy korzystając z apki mapy.com. Łączę ze sobą punkty, które wydają mi się ciekawe, a później weryfikuję, czy intuicja okazała się skutecznym doradcą. Zwykle wyszukuję jakieś punkty widokowe, charakterystyczne miejsca itd. Podobnie było i tym razem. Zaplanowana przeze mnie pętla praktycznie wokół Tolmina miała mieć dystans półmaratonu, z niebyt dużą ilością przewyższeń. Ale za to powinna obejmować… wodospady. Dlatego z naszej kwatery udałam się najpierw do Zatolmina. Tam obrałam szlak, którym można się stamtąd dostać na Krn. Jednak mój cel, a dokładniej wodospad Sopotnice, był zdecydowanie bliżej. Problem polegał jednak na tym, że… nie zastałam wodospadu. Mimo wiosennego terminu nie było w nim wody.

Nieco zawiedziona zbiegłam do wsi Gabrje. Tam skierowałam się nad brzeg Soczy, wzdłuż której zaczęłam biec w stronę Tolmina. Moja trasa na tym odcinku przecinała soczyście zielone łąki u podnóża wzgórza Kozlov Rob, oferując naprawdę piękne widoki. Kontynuując bieg wzdłuż Soczy, przyjemną, trailową ścieżką, dotarłam do miejsca, w którym wpada do niej Tolminka. Punkt ten znany jest jako Sotočje. Znajduje się tu plaża i bardzo przyjemny teren piknikowy. Po krótkim przystanku pobiegłam przez wschodnie obrzeża Tolmina ku wsi Poljubinj. To właśnie tam znajduje się wejście na szlak do wodospadu Beri. Tym razem liczyłam, iż jednak zobaczę coś więcej niż tylko kamienie. Stromą ścieżką przez las dotarłam do wodospadu, który prezentował się naprawdę pięknie. Zadowolona, tą samą drogą zbiegłam do wsi. Z niej, bardzo przyjemnymi drogami udałam się do miejscowości Žabče, a z niej z powrotem do Tolmina. Mimo panującego tego dnia upału, zrealizowałam w 100% mój plan. I przy okazji zobaczyłam kilka nowych dla mnie miejsc.

Kobilja Glava

Późnym popołudniem ponownie skierowaliśmy się ku wsi Ljubinj. Tym razem jednak zamiast udać się ku Kobali, skręciliśmy w drogę na planinę Lom. To stąd zaczynają się dwie trasy na Kobilją Glavę (1475 m n.p.m.). Choć ta niepozorna, trawiasta kopka wydawała się łatwym celem, to gwałtownie miało się okazać, iż to tylko złudzenie. Na drogę podejściową obraliśmy szlak, który najpierw trawersuje zbocza tego szczytu, a następnie wspina się ku niemu zachodniej strony. O ile początek był w miarę łagodny, o tyle po wyjściu zza linii ostatnich drzew okazało się, iż robi się… naprawdę stromo. Silne podmuchy wiatru wcale nie ułatwiały przemieszczania się. Ale widoki – te rekompensowały wszystko. Kobilja Glava oferuje wspaniałą panoramę zarówno w stronę wyższych partii Alp Julijskich, jak i okolic Doliny Soczy. A iż byliśmy tam bliżej złotej godziny, to generalnie działa się magia.

Nieco mniej magicznie było podczas drogi powrotnej. Do pozostawionego na planinie Lom auta postanowiliśmy zejść wzdłuż grzbietu. I choć dalej przemieszczaliśmy się po trawiastych kopkach, to były one wyjątkowo wąskie i strome. A im bliżej planiny Lom byliśmy, tym… robiło się jeszcze bardziej stromo. W pewnym momencie zaczęłam się śmiać, iż ktoś powinien zbocze zaporęczować linami, bo trudno było utrzymać się w pionie podczas schodzenia, a równowaga była mocno zaburzona. Przy okazji cieszyliśmy się, iż tędy nie podchodziliśmy, bo zajęłoby nam to zdecydowanie za dużo czasu. Do planiny dotarliśmy już po zapadnięciu zmroku.

Dzień 3 – farma Široko, Kanal ob Soči i Sabotin

Ostatniego dnia naszego pobytu w Tolminie postanowiliśmy odwiedzić jeszcze cztery miejsca. Pierwszym z nich była farma Široko. Marek miał okazję odwiedzić ją kilka lat temu podczas zawodów rowerowych. Drugim natomiast Kanal ob Soči, zwany słoweńskim Mostarem. Na koniec chcieliśmy zajrzeć jeszcze w okolice Novej Goricy.

Farma Široko

Farma Široko, a dokładniej Turistična kmetija Široko, położona jest na wysokości 755 m n.p.m. ponad dolinami dwóch rzek: Soczy i Idrijcy. Można do niej dojechać samochodem, co zresztą sami uczyniliśmy. Z jej terenu rozciągają się wspaniałe widoki na wspomniane doliny, jak i okolice Tolmina. Sielankowa atmosfera sprzyja spacerom i relaksowi.

Jednak my zdecydowaliśmy się również na wycieczkę w formie pętli. Dlatego z farmy udaliśmy się szlakiem „Tematska pot Lom je moj dom” na południe. Tu głównie droga prowadzi przez las. Dopiero po jakimś czasie odsłaniają się widoki. A dokładniej wtedy, gdy szlak kieruje się ku miejscowości Kanalski Lom. Kiedy przechodzimy przez nią, możemy pozachwycać się wiosennymi, ukwieconymi łąkami. Dalej czekało nas podejście z powrotem ku farmie Široko.

Kanal ob Soči

19 km dzieli Tolmin od miasteczka Kanal ob Soči. Przebiega przez niego główna droga wzdłuż Doliny Soczy biegnąca do Novej Goricy. Bywaliśmy tam już kilka razy. A sam Kanal ob Soči przywodzi na myśl… Mostar. Jest most, są położone wzdłuż brzegu Soczy kamieniczki, jest możliwość skakania do rzeki. Oczywiście Kanal ob Soči jest zdecydowanie mniejszy od swojego bośniackiego pierwowzoru. Ale nie można mu odmówić uroku. Spacer po jego centrum zajmuje jakieś 5 min. Głównym punktem jest Trg Kontrada oraz Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Warto też przejść się ul. Pionirską oraz zejść na plażę nad brzegiem Soczy. Jedynym minusem Kanal ob Soči jest to, iż przez jedyny jego most (ten przywodzący na myśl most z Mostaru) ciągną tiry i ogólnie cały tranzyt przez dolinę. Jest to o tyle kłopotliwe, iż jest on wąski i idąc nim trzeba uważać, by nie zostać potrąconym przez jadące tędy auta. Po spacerze zaszyliśmy się na dłuższy czas na plaży. Kiedy Marek postanowił polatać nad miasteczkiem dronem, nagle pojawił się rój pszczół. Owady te rzuciły się na drona i niemal jak ciemna chmura krążyły wokół niego. Marek zdecydował się jak najszybciej wylądować, oczywiście w pewnej odległości od nas. Uzbrojeni w ręcznik ruszyliśmy odzyskać nasz sprzęt. gwałtownie się okazało, iż dron kwalifikuje się do porządnego czyszczenia. Generalnie w Słowenii trzeba uważać na pszczoły. Rok temu zostałam przez nie pogryziona, gdy idąc przez łąkę chcieliśmy podejść do uroczego „domku”, który okazał się ulem… Teraz natomiast owady te uwzięły się na drona. Dodajmy, iż nigdzie w najbliższej okolicy nie dostrzegliśmy żadnych uli.

Sabotin – Park Miru

Jednym z ostatnich miejsc, jakie postanowiliśmy odwiedzić podczas naszego eksplorowania tej części Doliny Soczy był Sabotin. Pod nazwą tą kryje się góra mająca 609 m n.p.m., wznosząca się na granicy Słowenii i Włoch, w bliskim sąsiedztwie Novej Goricy czy uroczego regionu Goriška Brda. Wiedzie do niego asfaltowa szosa, która kończy się przy parkingu ciut poniżej Parku Miru, czyli Parku Pokoju Sabotin z interaktywnym centrum dla zwiedzających. Z racji wizyty w niskim sezonie i w środku tygodnia miejsce to było nieczynne. Ale to nic! Bowiem Sabotin kryje na swoim terenie masę innych, historycznych atrakcji. W jego obrębie znaleźć można liczne pozostałości po froncie Isonzo z I wojny światowej. Co ważne, w walkach uczestniczyli tu też Polacy. Poświęcona jest im cała tablica informacyjna oraz pomnik. Okopy czy wieże obserwacyjne stanowią stały element tamtejszego krajobrazu. A liczne ścieżki pozwalają na eksplorację tego szalenie urozmaiconego terenu. Dodatkowo Sabotin oferuje piękne widoki tak w stronę Adriatyku, jak i na Alpy, Dolinę Soczy czy Svetą Gorę z bazyliką.

Solkanski most

Ostatnim miejscem, które postanowiliśmy zobaczyć przed opuszczeniem Doliny Soczy, był Solkanski most. Ma niecałe 220 m długości i wznosi się 36 m nada tonią rzeki. Jego kamienny łuk ma rozpiętość 85 m. A to czyni go największym, łukowym, kolejowym, kamiennym mostem na świecie. Zbudowano go w latach 1905-1906. Podczas I wojny światowej jego główny łuk został wysadzony (miało to miejsce w 1916 r.). Dwa lata później wstawiono tam tymczasową konstrukcję stalową, która umożliwiała pociągom przejazd po nim. 9 lat później Włoskie Koleje Państwowe, które wówczas zarządzały mostem, ukończyły renowację łuku z ciosanego kamienia, oddając niemal 1:1 jego wcześniejszy wygląd i kształt. Do mostu podjechaliśmy od strony Ošterija Žogica (restauracja) oraz parku. Stojąc u stóp mostu chyba najlepiej widać, jego ogrom.

Tolmin praktycznie

  • Tolmin może być całoroczną destynacją, bo bez względu na porę roku znajdziecie tam dla siebie aktywności czy atrakcje, które wypełnią Wam czas.
  • Podczas naszego pobytu w Tolminie stołowaliśmy się w restauracji Pizzeria Soca 202. Bardzo przystępne ceny, pyszne jedzenie i przyjemna atmosfera. Natomiast na kawę i coś słodkiego polecam wpaść Grajski vrt ART&DECO CAFÉ. Miejsce z duszą, prowadzone przez pasjonatów.
  • Jeśli chodzi o noclegi, to rekomendujemy poszukać kwater prywatnych. A tych jest w miasteczku całkiem sporo. My nasz nocleg znaleźliśmy u podnóża wzgórza Kozlov Rob. Była to dobra baza wypadowa, do tego cisza, spokój i ładne widoki.
  • Inne miejsca warte zobaczenia w okolicy: Kobarid i jego atrakcje; przejazd Avtovlakiem; wizyta na Kolovracie; wypad do włoskiego regionu Natisone; odwiedziny w Dolinie Vipavy; winne atrakcje Goriški Brdy;

Jeśli uważacie ten artykuł za pomocny i chcielibyście wesprzeć działanie bloga, to będzie nam niezwykle miło, gdy postawicie nam wirtualną kawę. Mała rzecz, a cieszy!

Post Tolmin i jego największe atrakcje (Tolminska Korita, Kozlov Rob, Slap Beri, Javorca i wiele innych) pojawił się poraz pierwszy w Bałkany według Rudej.

Idź do oryginalnego materiału