„To tylko stres”. Kobiety częściej słyszą, iż choroba jest w ich głowie

sexed.pl 2 tygodni temu

Kobiety z chorobami autoimmunologicznymi mają aż o 74% większe prawdopodobieństwo otrzymania błędnej diagnozy psychosomatycznej niż mężczyźni. Częściej słyszą, iż ich dolegliwości wynikają ze stresu lub problemów psychicznych, a na adekwatne rozpoznanie choroby czekają znacznie dłużej. Najnowsze badanie naukowców z Cambridge pokazuje, jak dużą rolę w medycynie mogą przez cały czas odgrywać uprzedzenia związane z płcią. O tym, jak trudno uzyskać pomoc, kiedy lekarze nie traktują poważnie zgłaszanych objawów, mówiły również Monika Miller i Maja Staśko.

Przychodzisz do lekarza, bo od miesięcy czujesz się coraz gorzej. Jesteś nieustannie zmęczona, bolą cię mięśnie i stawy, czasami trudno ci normalnie funkcjonować. Opowiadasz o swoich objawach, ale wyniki podstawowych badań nie wskazują jednoznacznie, co może być ich przyczyną. Słyszysz, iż prawdopodobnie za dużo pracujesz, powinnaś odpocząć, mniej się stresować albo porozmawiać z psychologiem. Wracasz do domu bez odpowiedzi, za to z coraz większym przekonaniem, iż może rzeczywiście przesadzasz.

Mijają miesiące, czasami lata. Objawy nie ustępują, a ty zaczynasz wątpić we własne odczucia. Dopiero kolejny lekarz, kolejne badania i wreszcie adekwatna diagnoza potwierdzają, iż przez cały ten czas mierzyłaś się z chorobą wymagającą leczenia.

To doświadczenie znane wielu pacjentkom, choć oczywiście nie każda trudna do zdiagnozowania choroba oznacza błąd lekarza. Najnowsze badanie naukowców z Uniwersytetu Cambridge i Uniwersytetu Wschodniej Anglii pokazuje jednak, iż kobiety z chorobami autoimmunologicznymi znacznie częściej niż mężczyźni zgłaszają błędne przypisywanie ich dolegliwości problemom psychicznym. Co więcej, na postawienie adekwatnej diagnozy zwykle potrzebują więcej czasu.

Kobiety o 74% częściej zgłaszają błędną diagnozę psychosomatyczną

W badaniu opublikowanym w październiku 2026 roku w czasopiśmie naukowym „eClinicalMedicine” przeanalizowano doświadczenia 6607 osób chorujących na schorzenia autoimmunologiczne. Większość uczestników stanowiły kobiety, a znaczna część pochodziła z Wielkiej Brytanii. Naukowcy chcieli sprawdzić, jak wyglądała droga pacjentów od pierwszych objawów do rozpoznania choroby i czy płeć miała znaczenie dla przebiegu diagnostyki.

Wyniki pokazały wyraźne różnice. Aż 43% kobiet zgłosiło, iż ich objawy zostały wcześniej błędnie przypisane przyczynom psychiatrycznym, podczas gdy wśród mężczyzn odsetek ten wynosił 33%. Jeszcze większą dysproporcję odnotowano w przypadku diagnoz psychosomatycznych. Takie doświadczenie miało 34% kobiet i 22% mężczyzn.

Po uwzględnieniu wieku, rodzaju choroby, miejsca zamieszkania i sytuacji finansowej badanych okazało się, iż kobiety miały o 46% większe prawdopodobieństwo zgłoszenia błędnej diagnozy psychiatrycznej i o 74% większe prawdopodobieństwo zgłoszenia błędnej diagnozy psychosomatycznej.

Różnice dotyczyły również czasu oczekiwania na rozpoznanie choroby. Wśród mężczyzn najczęściej wskazywany okres między pojawieniem się pierwszych objawów a diagnozą wynosił mniej niż trzy miesiące. Wśród kobiet było to od roku do dwóch lat.

Badanie dotyczyło między innymi osób z chorobą Hashimoto, chorobą Gravesa-Basedowa, toczniem rumieniowatym układowym czy reumatoidalnym zapaleniem stawów. Schorzenia te mogą objawiać się przewlekłym zmęczeniem, bólami mięśni czy pogorszeniem samopoczucia. Część tych objawów jest niespecyficzna, co utrudnia rozpoznanie choroby choćby doświadczonym specjalistom.

Jednak zdaniem autorów badania same trudności diagnostyczne nie wyjaśniają wszystkich zaobserwowanych różnic między kobietami i mężczyznami. Naukowcy wskazują, iż znaczenie mogą mieć również utrzymujące się w medycynie uprzedzenia dotyczące płci. Kobiety wciąż bywają postrzegane jako bardziej emocjonalne, a ich relacje o własnych dolegliwościach jako mniej wiarygodne.

„Niektórzy lekarze twierdzą, iż w taką chorobę nie wierzą”. Historia Moniki Miller

Monika Miller przez lata żyła z bólem, którego przyczyny długo pozostawały niewyjaśnione. Jak opowiadała w rozmowie z Medonetem, od dzieciństwa zmagała się z silnymi bólami głowy, a po dwudziestym roku życia zaczęły pojawiać się dolegliwości karku, szyi, ramion i kręgosłupa. Ból stopniowo stawał się tak intensywny, iż utrudniał jej wykonywanie najprostszych czynności.

Nie była w stanie spokojnie wysiedzieć u fryzjera czy podczas makijażu. Po treningach na siłowni potrzebowała choćby dwóch tygodni, żeby dojść do siebie. Przez długi czas przyzwyczajała się jednak do swoich dolegliwości, uznając, iż być może po prostu jest bardziej wrażliwa na ból niż inni.

Diagnozę usłyszała przypadkiem, podczas pobytu na oddziale reumatologicznym. Lekarz rozpoznał u niej fibromialgię, przewlekłe schorzenie charakteryzujące się rozległym bólem mięśniowo-szkieletowym, zmęczeniem i zaburzeniami snu.

Mogłoby się wydawać, iż postawienie diagnozy zakończyło okres niepewności. Jednak Miller przyznała, iż choćby później spotykała się z lekarzami, którzy kwestionowali istnienie jej choroby.

W rozmowie z Medonetem powiedziała: „Niektórzy lekarze, którym o tym mówię, twierdzą, iż w taką chorobę nie wierzą…”.

Fibromialgia nie jest klasyfikowana jako choroba autoimmunologiczna, ale jej objawy mogą być równie trudne do jednoznacznego wyjaśnienia. Przewlekły ból nie zawsze wiąże się ze zmianami widocznymi w standardowych badaniach obrazowych czy laboratoryjnych. To sprawia, iż pacjenci nierzadko odwiedzają wielu specjalistów, zanim uzyskają adekwatne rozpoznanie.

Historia Moniki Miller pokazuje również, jak łatwo zacząć podważać własne doświadczenia, kiedy przez długi czas nie zna się przyczyny dolegliwości. Aktorka przyznawała, iż początkowo uważała się za osobę przewrażliwioną. Dopiero diagnoza pozwoliła jej zrozumieć, dlaczego zwykłe czynności sprawiały jej tak duży ból.

Co ciekawe, w leczeniu pomógł jej psychiatra, który znał fibromialgię i przepisał lek stosowany również w terapii tego schorzenia. To istotny szczegół, ponieważ pokazuje, iż korzystanie z pomocy psychiatrycznej czy przyjmowanie leków przeciwdepresyjnych nie oznacza, iż ból jest wymyślony. Niektóre z tych leków stosuje się także w leczeniu przewlekłego bólu.

Dolegliwości znacząco ograniczały życie zawodowe i towarzyskie Miller. W wywiadzie przyznała, iż intensywne próby podczas udziału w „Tańcu z gwiazdami” pochłaniały większość jej energii, a wieczorne wyjście ze znajomymi często przekraczało jej możliwości.

Jej doświadczenia pokazują, dlaczego tak ważne jest, aby osoby z przewlekłym bólem mogły liczyć na rzetelną diagnostykę i leczenie, choćby kiedy ich choroby nie widać na pierwszy rzut oka.

14 lat czekania na diagnozę. Maja Staśko i historia endometriozy

Maja Staśko również publicznie opowiadała o wieloletnich trudnościach z uzyskaniem adekwatnej diagnozy. Aktywistka przez 14 lat zmagała się z objawami endometriozy, zanim dowiedziała się, co jest przyczyną jej dolegliwości. Jej historia pokazuje, iż problem bagatelizowania kobiecego bólu wykracza poza choroby autoimmunologiczne.

Endometrioza jest przewlekłą chorobą, w której tkanka podobna do błony śluzowej macicy występuje poza jamą macicy. Może powodować bardzo silne bóle miesiączkowe, dolegliwości podczas współżycia czy wypróżniania, a także problemy z płodnością. Mimo iż dotyka milionów kobiet na świecie, jej rozpoznanie często zajmuje wiele lat.

Staśko opowiadała, iż przez długi czas zgłaszała lekarzom niepokojące objawy, ale nie otrzymywała adekwatnej pomocy. Dopiero po latach udało się ustalić przyczynę dolegliwości, z którymi żyła od nastoletniości.

W listopadzie 2025 roku w rozmowie z portalem Pacjenci.pl wróciła do doświadczenia wieloletniego oczekiwania na diagnozę. Podkreślała, jak ważne jest mówienie o endometriozie i zwiększanie świadomości na temat jej objawów, aby kolejne kobiety nie musiały przechodzić przez podobne doświadczenia.

W jednym ze swoich wpisów w mediach społecznościowych napisała, iż chciałaby kilkanaście lat wcześniej trafić do lekarza, który nie ignorowałby jej dolegliwości. Zwróciła również uwagę, iż przewlekły ból miesiączkowy, ból podczas seksu czy wypróżniania powinny skłaniać do konsultacji z lekarzem mającym doświadczenie w diagnozowaniu endometriozy.

W historii Staśko szczególnie istotny jest czas. Czternaście lat życia z objawami, które nie doczekały się prawidłowego rozpoznania, to czternaście lat niepewności i poszukiwania odpowiedzi. Dla wielu pacjentek oznacza to również konieczność wielokrotnego opowiadania o swoich dolegliwościach, zmiany specjalistów i ponoszenia kosztów kolejnych konsultacji.

Właśnie takie doświadczenia sprawiają, iż coraz częściej mówi się o potrzebie zmiany podejścia do kobiecego bólu. Bolesna miesiączka nie powinna być automatycznie uznawana za coś, co trzeba po prostu wytrzymać, szczególnie gdy uniemożliwia normalne funkcjonowanie.

Kiedy lekarz nie wierzy pacjentce. Czym jest medical gaslighting?

Doświadczenia Moniki Miller i Mai Staśko wpisują się w szerszy problem określany mianem medical gaslighting. Tym terminem opisuje się sytuacje, w których osoba korzystająca z pomocy medycznej czuje, iż jej objawy są bagatelizowane, kwestionowane lub tłumaczone przyczynami psychicznymi bez wystarczających podstaw.

Pacjentki mogą słyszeć, iż przesadzają, są przewrażliwione, mają niski próg bólu albo powinny nauczyć się żyć ze swoimi dolegliwościami. Z czasem niektóre zaczynają traktować własne cierpienie jako coś normalnego. Inne rezygnują z kolejnych konsultacji, ponieważ nie chcą ponownie doświadczać niezrozumienia czy poczucia, iż muszą udowadniać, jak bardzo źle się czują.

Termin medical gaslighting jest szeroko wykorzystywany w dyskusjach o doświadczeniach pacjentów, choć nie stanowi formalnej diagnozy medycznej. Nie każde zakwestionowanie podejrzeń pacjenta oznacza niewłaściwe postępowanie lekarza. W procesie diagnostycznym naturalne jest rozważanie różnych przyczyn objawów, w tym również psychologicznych. Problem pojawia się wtedy, gdy takie wyjaśnienie zostaje przyjęte zbyt pochopnie, a utrzymujące się dolegliwości nie są odpowiednio diagnozowane.

Naukowcy z Cambridge wskazują, iż właśnie z takimi sytuacjami kobiety mogą spotykać się częściej niż mężczyźni. Ich badanie pokazuje, iż różnice w doświadczeniach diagnostycznych są widoczne choćby po uwzględnieniu rodzaju choroby i innych czynników, które mogłyby wpływać na przebieg leczenia.

Kobiecy ból jest traktowany inaczej. Potwierdzają to kolejne badania

Badanie naukowców z Cambridge nie jest jedynym, które zwraca uwagę na nierówności w opiece medycznej. W 2024 roku w prestiżowym czasopiśmie „Proceedings of the National Academy of Sciences” (PNAS) opublikowano analizę dotyczącą różnic w leczeniu bólu u kobiet i mężczyzn.

Naukowcy przeanalizowali dokumentację 21 851 wizyt na szpitalnych oddziałach ratunkowych w Izraelu i Stanach Zjednoczonych. Okazało się, iż kobiety rzadziej otrzymywały recepty na leki przeciwbólowe niż mężczyźni, choćby kiedy zgłaszali oni porównywalne nasilenie bólu.

W jednej z analizowanych grup leki przeciwbólowe przepisano 38% kobiet i 47% mężczyzn. Różnice utrzymywały się także po uwzględnieniu wieku, zgłaszanego natężenia bólu oraz innych czynników medycznych. Co ważne, występowały niezależnie od płci lekarza prowadzącego.

Badacze zauważyli również, iż pielęgniarki rzadziej odnotowywały poziom bólu zgłaszanego przez kobiety, a pacjentki spędzały na oddziałach ratunkowych średnio o 30 minut więcej niż mężczyźni.

W dodatkowym eksperymencie personel medyczny oceniał identyczne opisy przypadków klinicznych. Kiedy przedstawiano pacjenta jako kobietę, jej ból oceniano jako mniej intensywny niż w przypadku mężczyzny.

Autorzy badania wskazali, iż na decyzje dotyczące leczenia mogą wpływać utrwalone przekonania na temat tego, jak kobiety i mężczyźni odczuwają i wyrażają ból. Wyniki sugerują, iż kobiety mogą otrzymywać mniej skuteczne leczenie przeciwbólowe, choćby jeżeli zgłaszają dolegliwości o podobnym nasileniu.

Przez lata kobiety słyszały, iż przesadzają

Sposób, w jaki medycyna przez stulecia traktowała kobiece zdrowie, również ma znaczenie dla zrozumienia współczesnych nierówności. Historycznie wiele dolegliwości zgłaszanych przez kobiety tłumaczono ich rzekomą nadmierną emocjonalnością, niestabilnością psychiczną czy „histerią”.

Chociaż współczesna medycyna odrzuciła te przestarzałe koncepcje, autorzy badania z Cambridge sugerują, iż niektóre związane z nimi stereotypy mogą przez cały czas wpływać na sposób oceniania objawów.

Shaista Tayabali, pacjentka z chorobą autoimmunologiczną, która współtworzyła zespół badawczy, zwraca uwagę, iż kobiety wciąż częściej muszą przekonywać lekarzy, iż ich dolegliwości są rzeczywiste i wymagają pomocy.

Szczególnie narażone na takie doświadczenia mogą być osoby z chorobami, których objawy są trudne do jednoznacznego potwierdzenia podczas pierwszych badań. Przewlekły ból, zmęczenie czy problemy z koncentracją mogą mieć wiele przyczyn, dlatego wymagają uważnej diagnostyki, uwzględniającej zarówno historię choroby, jak i wyniki badań.

Błędna diagnoza może odebrać zaufanie do własnego ciała

Długotrwałe podważanie objawów ma konsekwencje, które wykraczają poza opóźnione leczenie. Kobiety mogą zacząć wątpić w to, co czują, ograniczać aktywność zawodową i społeczną, a także unikać kolejnych wizyt lekarskich. W przypadku przewlekłych chorób oznacza to niekiedy miesiące lub lata funkcjonowania z nieleczonymi dolegliwościami.

Melanie Sloan, główna autorka badania z Cambridge, zwraca uwagę, iż doświadczenie błędnej diagnozy może na długo podważyć zaufanie pacjentek do lekarzy oraz wpłynąć na ich samoocenę.

W historii Moniki Miller widać, jak łatwo wieloletni ból może stać się częścią codzienności. Aktorka przez długi czas uważała, iż jest po prostu zbyt wrażliwa, zanim dowiedziała się, iż choruje na fibromialgię. Maja Staśko przez 14 lat szukała wyjaśnienia dolegliwości, które ostatecznie okazały się objawami endometriozy.

Choć żadna z tych historii nie pozwala ocenić wszystkich decyzji podejmowanych przez lekarzy, obie pokazują, jak ważne jest traktowanie doświadczeń pacjentek poważnie. Szczególnie wtedy, gdy choroba rozwija się latami, a jej objawy są trudne do uchwycenia w podstawowej diagnostyce.

Co powinno się zmienić?

Autorzy najnowszego badania podkreślają, iż potrzebne jest większe zrozumienie tego, jak płeć może wpływać na proces diagnozowania chorób. Lekarze powinni być świadomi własnych uprzedzeń i unikać pochopnego przypisywania objawów problemom psychicznym, zwłaszcza kiedy nie przeprowadzono jeszcze odpowiedniej diagnostyki.

Nie zawsze da się rozpoznać chorobę podczas pierwszej wizyty. Wiele schorzeń wymaga obserwacji, powtarzania badań czy konsultacji z kolejnymi specjalistami. Istotne jest jednak, aby brak natychmiastowej odpowiedzi nie prowadził do bagatelizowania dolegliwości pacjentki.

Choć badanie Cambridge ma pewne ograniczenia, pokazuje jednak, iż problem wymaga dalszych badań i większej uwagi ze strony systemu ochrony zdrowia.

Przez lata kobiety słyszały, iż ból miesiączkowy jest normalny, zmęczenie wynika ze stresu, a przewlekłe dolegliwości mogą być efektem nadmiernej emocjonalności. Dziś wiemy znacznie więcej o chorobach, które mogą kryć się za takimi objawami, ale historie pacjentek pokazują, iż wiedza medyczna nie zawsze idzie w parze z gotowością do słuchania.

Kobieta nie powinna musieć latami udowadniać, iż naprawdę cierpi, aby otrzymać odpowiednią pomoc. Czasami pierwszym krokiem do prawidłowej diagnozy jest potraktowanie jej słów poważnie.

Źródła:

University of Cambridge, komunikat o badaniu, 12.10.2026.

Medonet, wywiad z Moniką Miller.

Pacjenci.pl, rozmowa z Mają Staśko, 18.11.2025.

Guzikevits i in., Sex bias in pain management decisions, PNAS, 2024.

Idź do oryginalnego materiału