To nie są moje czasy…Gdy bliskość staje się luksusem

kobietytomy.pl 3 godzin temu

Jan Wieczorkowski, aktor, który ma dziś 54 lata, powiedział w wywiadzie dla WP znamienne zdanie: „to nie są moje czasy”. I myślę, iż wiele osób mogłoby powtórzyć za nim dokładnie to samo.

My, wychowani w epoce analogowej, w świecie, w którym dźwięk telefonu oznaczał rozmowę, a nie powiadomienie: coraz częściej czujemy się zagubieni. W chaosie współczesności brakuje nam normalnych rozmów, spontanicznych spotkań, prostoty i przewidywalności. Drażni nas bylejakość, powierzchowność, tempo, które nie daje oddechu. I pojawia się pytanie: czy to naprawdę nie są nasze czasy? A może po prostu świat zmienił się tak szybko, iż nie zdążyliśmy za nim nadążyć i teraz to młodzi, dwudziestolatkowie, czują się tu jak u siebie, a my coraz częściej jak goście.

To nie są moje czasy…Gdy bliskość staje się luksusem

Czas chaosu

Nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu możliwości kontaktu. Możemy zadzwonić w sekundę, napisać w ułamku chwili, wysłać zdjęcie, nagrać wiadomość, połączyć się z kimś na drugim końcu świata. A jednak, paradoksalnie, nigdy wcześniej samotność nie była tak powszechna.

Wokół nas pełno ludzi, a mimo to wiele osób wybiera bycie samemu. Spotkania stały się trudne, wymagające, męczące. Zamiast rozmowy wybieramy ucieczkę. Zamiast obecności wygodę, zamiast bliskości dystans, który daje złudne poczucie bezpieczeństwa.

Niby razem, a jednak osobno

Jesteśmy obok siebie, ale nie ze sobą. W tramwaju niebieskie ekrany. Na przystanku pochylone głowy. Przy kolacji scrollowanie. Na rodzinnych uroczystościach „zaraz, tylko sprawdzę coś na telefonie”.

Świat online jest szybki, dynamiczny, dopaminowy. Karmi nas bodźcami, które trudno porzucić. W porównaniu z tym zwykła obecność drugiego człowieka wydaje się… za mało. Jest za cicho, za wolno, za mało blasku….

Nasze sylwetki dostosowują się do nowej pozycji, kręgi wykrzywiają, szyje zniekształcają…ale palce ćwiczą się w pewnej zdolności, którą często przypadkowo przenosimy na książki, czasopisma, czy broszury.

Nie patrzymy na siebie

Na światłach nie patrzymy na osobę siedzącą w aucie obok. Nie widzimy się w sklepach. Przestaliśmy się pozdrawiać zwykłym dzień dobry. Mówimy wprost, iż się nie lubimy, nie znamy i to bez sensu. Przestaliśmy się lubić, zanim w ogóle zdążyliśmy się poznać.

Więzi międzyludzkie pomału rozluźniają się, tradycja zanika, bo jest zbyt obciążająca, a my jesteśmy za bardzo zmęczeni.

Ukrywamy się

W dużych ubraniach, w kapturach, za okularami, za torbami. Ukrywamy się w filtrach, w pozach, w starannie wybranych kadrach.
Mamy znajomych na Facebooku, których nie rozpoznalibyśmy na ulicy.
I coraz częściej nie rozpoznajemy też… samych siebie sprzed lat.

Tęsknimy za tamtymi czasami

Kiedy dzień był dłuższy, odpoczynek lepszy, każdy miał czas i chęci. Gdy przyjaźń była prawdziwsza, zainteresowanie większe, a zasady stosunkowo proste i odporne na próby negocjacji.

  • za rozmową, która była prawdziwa.
  • przyjaźnią, która nie potrzebowała potwierdzenia w social mediach.
  • za zasadami, które były jasne i nie podlegały negocjacjom.
  • za światem, w którym człowiek był ważniejszy niż algorytm

Czy to naprawdę nie są nasze czasy?

Może nie chodzi o to, iż te czasy nie są nasze. Może chodzi o to, iż świat zmienił się szybciej, niż człowiek jest w stanie się zmieniać. I iż w tym pędzie zgubiliśmy coś, co było fundamentem: obecność, uwagę, prostotę.

Ale to nie znaczy, iż nie możemy tego odzyskać. Nie musimy wracać do lat 90., żeby znów poczuć się u siebie. Wystarczy, iż zaczniemy od małych rzeczy: od rozmowy, od spojrzenia, od „dzień dobry”, od bycia tu i teraz.

Bo może te czasy wcale nie są „nie nasze”. Może po prostu czekają, aż zaczniemy je współtworzyć: po swojemu.

Idź do oryginalnego materiału