To nie magia Nowy Rok zbliżał się do Leny jak pociąg ekspresowy, a ona czuła, iż nie ma biletu, szczęścia i choćby noworocznego nastroju. Po co w ogóle zapraszała gości, skoro nikt nie chce świętować z pechową gospodynią? Sylwestrowy dzień zaczął się katastrofą: pralka po dziesięciu latach wiernej służby zalała całą łazienkę, a znalezienie hydraulika w sylwestra graniczyło z cudem. Kiedy Lena uporała się z wodną awarią, jej rudy kot Bazyl zjadł całą kiełbasę przeznaczoną do sałatki jarzynowej, a na domiar złego przewrócił fikusa, zniszczył choinkę i ulubioną, starą lampki. Ozdoby i bombki z dzieciństwa zmieszały się z ziemią na podłodze. Gdy Lena ledwo powstrzymywała łzy, rozbiła jeszcze karafkę, przypaliła kurczaka, a na koniec zapomniała kupić tortu – gdy goście byli już niemal pod drzwiami. Na szczęście pod blokiem czekała już siostra Kasia, najlepsza przyjaciółka Marysia i ciocia Halina z wielką miską galarety „na wszelki wypadek”. Kiedy dziewczyny ruszyły po tort, Bazyl zamotał się w serpentyny, a mąż Kasi, Igor, musiał ratować kota, który odwdzięczył się krwawym zadrapaniem. Wtedy Marysia znalazła tajemnicze pudełko z napisem „Szczęśliwego Nowego Roku. Otworzyć w nocy. Babcia Wanda”. Zaintrygowani domownicy czekali na wybicie drugiej. W środku nie było pieniędzy, tylko dziesiątki zwiniętych w ruloniki karteczek, przewiązanych kolorowymi wstążkami i zaadresowanych do każdego ucztującego. Każda z nich zawierała osobiste, zabawne i czułe przesłanie. „Lenka, jeżeli znowu wszystko poszło nie tak, zamów pizzę, włącz ulubiony serial i pamiętaj, iż najważniejsze to mieć kogoś do wspólnego jedzenia. Kocham Cię – Babcia Wanda”, przeczytała Lena, wybuchając śmiechem. choćby ciocia Halina dostała życzliwą radę, żeby czasem po prostu zjeść kawałek tortu i nic nie mówić. Do rana dom wypełniały śmiech, rozmowy i ciepło, a Lena zrozumiała, iż szczęście to nie magia albo perfekcyjne święta, ale obecność najbliższych, których ktoś kocha i zna lepiej niż ktokolwiek inny. Rano wszystkie karteczki trafiły do słoika – jako przepis na szczęście od babci: nie bój się chaosu, śmiej się z porażek, doceniaj tych, którzy są obok, jedz co lubisz i pamiętaj, iż najlepszym prezentem jest świadomość, iż gdzieś ktoś zawsze o tobie pamięta. To nie magia!

twojacena.pl 3 godzin temu

Żadnej magii

Nowy Rok nadciągał nieubłaganie, jak pociąg ekspresowy przetaczający się przez zimowy krajobraz.

Zosię ta prędkość wręcz przygniatała. Miała poczucie, jakby stała na peronie dworca Warszawa Centralna, patrząc na odjeżdżającą szansę. Biletu brak, perspektywa szczęścia nikła, a noworoczny nastrój gdzieś się zapodział i już pewnie nie wróci.

Po co ona w ogóle zapraszała gości? Kto chciałby spędzać Sylwestra z życiową nieudacznicą?

***

31 grudnia zaczął się od domowej katastrofy: po dziesięciu latach niezawodnej pracy pralka Zosi postanowiła przejść na zasłużoną emeryturę urządzając w łazience powódź na miarę tatrzańskiej ulewy.

Znalezienie hydraulika w przededniu Nowego Roku to jak polowanie na Yeti misja niemożliwa! Za cenę nerwów i czasu Zosia jednak dokonała niemożliwego, mając nadzieję, iż pech da jej już spokój.

Ale

W samo południe jej rudzielec, kot Filemon, samozwańczy smakosz, spałaszował całą szynkę przygotowaną do sałatki jarzynowej. Dla Zosi został tylko smętny groszek i ogórki konserwowe.

Gdyby tego było mało, Filemon uznał, iż to świetny dzień na polowanie tym razem na bogu ducha winną sikorkę, która przysiadła na parapecie uchylonego okna

Ogromny fikus runął z parapetu, ściągając ze sobą choinkę. W sekundę zgasła jej ulubiona, stara girlanda.

Odłamki doniczki, bombki z dzieciństwa i ziemia wymieszały się z igłami na podłodze

Zosia z trudem powstrzymała łzy, sprzątając resztki świątecznej magii.

A potem był jeszcze stłuczony dzbanek, przypalony kurczak, i na domiar złego tuż przed przyjściem gości Zosia z przerażeniem odkryła, iż zapomniała kupić tort. W panice chwyciła za telefon i zadzwoniła do siostry.

Basia, katastrofa! Nie mam żadnego tortu!

Spokojnie! usłyszała w słuchawce wesoły głos. Już jestem pod blokiem. Schodź szybko, razem coś kupimy.

Serio? Jesteś już?

Mówię ci, czekam pod klatką.

Kiedy Zosia zbiegła na dół, ujrzała przed blokiem scenę niczym z polskiej komedii: obok samochodu Basi stała jej najlepsza przyjaciółka Ania z ogromną torbą, a ciocia Grażyna dzierżyła misę galarety drobiowej.

Po co aż tyle galarety? I to w misie? zdziwiła się Zosia.

A na wszelki wypadek! odparła z powagą ciotka, wielka miłośniczka udzielania rad bez pytania. Wiem, jak teraz gotujecie! Przecież noc długa! Sałatka jarzynowa chociaż jest?

Zosia wzruszyła ramionami

Gdy dziewczyny ruszyły po tort do cukierni, Ania wieszała serpentyny, w których Filemon natychmiast się zaplątał, wyglądając jak kot z innej planety.

Z ratunkiem śpieszył mąż Basi, Paweł. Wpadł po pracy, akurat w porę.

Filemon nie protestował, dopóki nie zobaczył Zosi; wtedy wystrzelił w jej stronę tak radośnie, iż na ręce Pawła zostawił czerwoną pamiątkę.

Rany opatrzono, a Paweł, sam pełen zapału, ruszył do kuchni z zamiarem pomagania.

Jego pomoc ograniczyła się do filozofowania: sałatka to nie składniki, a stan ducha ale dla Basi i Zosi taka inspiracja w zupełności wystarczała.

Zosiu, co to za pudełko? zawołała z pokoju Ania. „Szczęśliwego Nowego Roku” napisane. O, a tu jeszcze dopisek: Otworzyć nocą. Babcia Wanda.

Zosia wbiegła do pokoju:

Ojej, zupełnie zapomniałam! Basiu! To babcia przed wyjazdem kazała otworzyć. Mówiła, żeby na Nowy Rok, tak po drugiej w nocy. Miał być niespodzianka.

Ale co tam jest? Basia z ciekawością obracała pudełko. Zobaczmy już teraz!

Zosia pokręciła głową:

Zwariowałaś? Przecież ona sprawdzi! Na sto procent wymyśliła jakąś sztuczkę. Lepiej poczekać, jak prosiła. Wytrzymaj trochę!

Cała ekipa wpatrywała się w pudełko jak w relikwię. choćby ciocia Grażyna usiadła blisko i z ciekawością zerkała.

***

Słuchali orędzia prezydenta, pili szampana, życząc sobie wszystkiego najlepszego, zajadali kocią sałatkę jarzynową, żartowali i spierali się o wszystko.

Aż w końcu

Już po drugiej? upewniła się Zosia. No to pora na niespodziankę! uroczyście podniosła pudełko. Otwieramy prezent od babci Wandy!

Do otwierania wyznaczony został jedyny mężczyzna.

Paweł pogmerał przy zamku i zdjął wieczko.

W środku, na warstwie waty, leżały nie pieniądze ani stare zdjęcia, ale dziesiątki małych karteczek, zrolowanych i przewiązanych kolorowymi wstążkami, a do każdej przyczepiona naklejka z imieniem.

Co to jest? zdziwił się Paweł.

Zosia rozwinęła pierwszą, z napisem Zosia i przeczytała na głos:

Zosieńko, moja kochana wnuczko. Czy znowu ci coś nie wyszło? Pralka się popsuła? Kot zjadł wędlinę? Spokojnie! Każdy problem to dobra okazja, żeby zamówić pizzę i odpalić ulubiony serial. Tort możesz kupić rano. Ważne, żeby obok byli ludzie, którzy z tobą tę pizzę zjedzą. Kocham cię do Warszawy i z powrotem. Twoja babcia Wanda.

Przez moment zapanowała cisza, po chwili wszyscy wybuchli śmiechem.

Zosia śmiała się do łez.

Skąd skąd ona to wszystko wiedziała?!

To jest magia szepnęła ciocia Grażyna.

Daj moją! ponagliła Basia.

Otworzyła zrolowany świstek:

Basieńko, przestań kłócić się z Pawłem o drobiazgi. Przytul go jest świetny, choćby jeżeli za dużo filozofuje. Jak zacznie dyskutować, po prostu go pocałuj. To najlepszy sposób na męską logikę. Ściskam was mocno!

Paweł poczerwieniał, po czym wszyscy zobaczyli, jak całuje Basię, ku aplauzowi zgromadzonych.

Ania, otwierając swoją karteczkę, zachichotała:

Aniu, piękna dziewczyno. Miłości nie szukaj w klubie, tylko w bibliotece albo po sąsiedzku w Żabce. Tam są normalni ludzie, tacy jak ty. Po prostu nie chodzą w modnych, obcisłych spodniach. I jeszcze jedno przestań farbować włosy na fioletowo! Twój naturalny kolor jest najładniejszy!

Skąd ona wie o włosach?! wykrzyknęła Ania. Farbowana jestem od dwóch dni!

Wreszcie przyszła kolej na ciocię Grażynę. Rozwinęła karteczkę z nabożnym skupieniem.

Grażynko, najdroższa. Wiem, iż jesteś mądra i zawsze wszystko wiesz. Ale pamiętaj: dobre rady i życzliwość są wspaniałe, ale czasem lepiej po prostu zjeść kawałek tortu i nic nie mówić. Przytulam cię mocno.

Twarz cioci oblał rumieniec. Mruknęła coś pod nosem, ukroiła sobie kawałek tortu i zamilkła. Pierwszy raz od lat nic nie doradziła nikomu przez cały wieczór.

Śmiech i rozmowy trwały prawie do rana.

Dziewczyny zadzwoniły do babci Wandy przez wideorozmowę. Babcia, uśmiechając się z wygodnego fotela gdzieś w Krakowie, mówiła: Moje kochane! Jak dobrze, iż się udało! Żadnej magii ja po prostu bardzo was znam i bardzo was kocham!

Nazajutrz, sprzątając po imprezie, Zosia włożyła wszystkie karteczki do ładnego słoika i postawiła na komodzie. To nie były zwykłe życzenia. To była recepta na szczęście od jej babci: nie lękaj się chaosu, śmiej się z niepowodzeń, doceniaj bliskich i jedz to, na co masz ochotę byle z umiarem. I zawsze pamiętaj, iż gdzieś jest ktoś, kto cię kocha i rozumie. Zawsze.

Idź do oryginalnego materiału