Był to jeden z tych cichych poranków, kiedy świat zdawał się zatrzymać pod warstwą świeżego śniegu. Wysunęłam się z domu, gotowa zabrać się za odśnieżanie podjazdu, gdy niespodziewanie dostrzegłam coś nietypowego. Na końcu ulicy zatrzymał się samochód rozpoznałam w nim listonosza, pana Marka, tego samego, który każdego dnia przynosił mi pocztę.
Pan Marek to porządny człowiek, zawsze uśmiechnięty, z szybkim dzień dobry na ustach. Ale tego ranka zrobił coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Zamiast wrzucić listy do skrzynki i pojechać dalej, zaparkował fiata, wysiadł i… chwycił za swoją łopatę, by odgarnąć zwały śniegu z krańca mojego podjazdu tam, gdzie było go najwięcej.
Przyglądałam mu się z okna w kompletnym osłupieniu.
W końcu odważyłam się wyjść na zewnątrz, by mu podziękować. Marek odwrócił się w moją stronę, uśmiechnął lekko i rzucił: Nie ma za co, pani Jolu. Pomyślałem, iż zaoszczędzę pani trochę czasu.
Puścił do mnie oko i dodał: Wiesz, czasem wystarczy mały gest.
I nim zdążyłam odpowiedzieć, machnął ręką, wsiadł do samochodu i ruszył dalej ulicą.
Zostałam ze swoją łopatą w ręku, patrząc za nim. To nie był żaden wielki czyn, żadne spektakularne bohaterstwo. Po prostu zwyczajny, cichy akt życzliwości. Ale dla mnie znaczył o wiele więcej, niż Marek mógłby przypuszczać. Nie prosiłam go o pomoc, a on wcale nie musiał jej udzielać. Po prostu to zrobił tak bezinteresownie i tak bardzo mi tym pomógł.
W tamtej chwili uświadomiłam sobie coś ważnego: tak łatwo dać się porwać codziennemu pośpiechowi, zamartwiać się sprawami wielkiej wagi, a tymczasem czasem to właśnie drobiazgi, których inni choćby nie zauważają, potrafią zostawić w człowieku ślad na długo. Marek nie oczekiwał żadnych podziękowań. Zrobił to, bo tak uważał za słuszne. Przypomniał mi, iż życzliwość choćby ta najmniejsza zostaje doceniona.
Zastanowiłam się wtedy, ile razy sama byłam tak skupiona na własnych obowiązkach, iż nie dostrzegałam okazji, by wyciągnąć do kogoś rękę. Zwykłe odśnieżenie podjazdu przez listonosza zainspirowało mnie, by zauważać więcej możliwości dzielenia się dobrem.
Tego popołudnia dokończyłam odśnieżanie już z uśmiechem na twarzy. Śnieg wydawał się jakby lżejszy, a świat stał się jaśniejszy. Od tamtego dnia postanowiłam szukać sposobności, by drobnymi gestami poprawiać komuś dzień bo skoro Marek potrafił, to dlaczego ja nie mogłabym?
Więc piję dziś herbatę za te małe momenty, których nie pokazują w Wiadomościach, a które naprawdę zmieniają świat na lepsze. Bo czasami to właśnie te najdrobniejsze rzeczy odwracają wszystko do góry nogami.









