Ta obojętność czasu w nas spotyka się z próbami, jeżeli nie zapanowania nad nim, by go zatrzymać, a przynajmniej spowolnić bądź przyspieszyć, gdy trzeba, to przynajmniej poddania kontroli. Opanowania poprzez narzucenie mu miary. Włożenia bezkształtu czasu w jakąś formę.
Te formy mogą być różne, tak jak różne może być kulturowo uwarunkowane postrzeganie czasu. Bo z jednej strony jest czas wielkością fizyczną – czwartym wymiarem, z drugiej zaś dotyczy nas, jako istot posiadających świadomość (i wszystkich innych potrafiących choćby minimalnie odczuć jego upływ), dotyka w poczuciu przemijalności, ale też rytmu, jaki narzuca naszemu życiu.
„Nieco dłuższej historii czasu”
Ten rytm, jak przekonuje Rebecca Struthers w wydanej przez Wydawnictwo Poznańskie „Nieco dłuższej historii czasu”, jest pochodną narzędzi używanych do jego mierzenia. Sam tytuł jest czytelnym nawiązaniem do bestsellerowej „Najkrótszej historii czasu” autorstwa Stephena Hawkinga, a jednocześnie sygnałem, iż jeżeli odejść od fizyki, to sprawy nie da się załatwić krótko i zwięźle, iż w złożonej siatce zależności zjawisk i rzeczy tworzących tkankę ludzkiej egzystencji z czasem trzeba się obchodzić inaczej. Autorka jest zegarmistrzynią i z tej perspektywy opisuje historię czasu – poprzez dzieje narzędzi do jego mierzenia.

fot. materiały prasowe
Jako pierwsze opisuje znalezioną w jaskini Border w górach Lebombo na terenie RPA liczącą około 40 tysięcy lat kość pawiana wielkości wskazującego palca, znaczoną 29 poprzecznymi nacięciami. Według przypuszczeń badaczy może to być przyrząd do ustalania księżycowego cyklu miesięcznego.
Mógł zatem służyć do odmierzania czasu – jako pierwowzór wszystkich innych czasomierzy, jest też pierwszym śladem chęci sprawowania kontroli nad upływem czasu. Przy tym pozwala dostrzec, iż wówczas (i długo jeszcze później) czas płynął powoli, skoro jego miarą były dni.
Naturalny rytm następowania po sobie światła i ciemności współgra z wewnętrznym rytmem ludzkiego ciała, pasuje do indywidualnych i społecznych aktywności związanych z pozyskiwaniem pożywienia oraz nawiązywaniem i utrzymywaniem relacji w grupie.
Wynalazki
Następujące po sobie kolejne wynalazki, takie jak gnomon czy klepsydra bądź zegar wodny, pozwalały dzielić czas na mniejsze cząstki, ale nie wpływały znacząco na wyznaczany naturą rytm życia. Dowodzą za to stałego wysiłku i nieustającej chęci uchwycenia czasu w jakąś sieć, by – chociaż nie daje się powstrzymać – nie wymykał się niezauważenie. Prawdziwa rewolucja zaczęła się jednak od wynalezienia mechanicznych czasomierzy.
Zegary na wieżach kościelnych czy ratuszowych obecne od późnego średniowiecza w panoramie miast z racji swojej wielkości i nieliczności służyły ograniczonym celom. przez cały czas też mierzenie miało wymiar z grubsza tylko ścisły, i jakkolwiek mogło służyć do regulowania wielu czynności, np. rytualnych, to nacisk wywierany na życie codzienne był stosunkowo niewielki.
Wciąż natura dyktowała warunki. Postępująca miniaturyzacja i wprowadzanie coraz to nowych usprawnień do mechanizmu zegarowego, tak zwanego werku, zmieniało tę sytuację.
Zegarki
Początkowo to, co nazywamy dzisiaj zegarkami (w odróżnienie od zegarów, z gruntu większych), służyło tylko bogatym i było w większym stopniu synonimem pozycji majątkowej niż wyrazem potrzeby regulowania życia podług wskazówek. Dość powiedzieć, iż w XVI wieku większość zegarów posiadała tylko jedną, godzinową wskazówkę. Z racji ograniczeń technicznych, ale głównie z powodu braku potrzeby ścisłych wskazań.
Wystarczało ówcześnie raczej „około” niż „dokładnie” odnaleźć się w czasie.
Zegarki ukrywane były w formie kwiatów, owoców, zwierząt, co dodatkowo pokazuje ich szczególny status – bibelotów, a nie narzędzi. Kolejne wynalazki: wahadła i balansu, wychwytu wrzecionowego, wychwytu kotwicowego, redukcji zakłóceń chodu z racji ruchu, temperatury, wilgotności, pozwoliły na zwiększenie dokładności wskazań i okazały się istotne w wielu dziedzinach życia, jak na przykład w nawigacji, ale także w synchronizacji działań (choćby wojennych).
Nowożytność
Społeczna historia mierzenia czasu przyspiesza u progu nowożytności. Rozwijający się model gospodarki i funkcjonowania państwa wymagał nowego podejścia do czasu. Dzięki stworzeniu nowego modelu produkcji czasomierzy, związanego z czymś, co Struthers nazywa ich fałszowaniem, potaniały one i dostały się do rąk mniej zamożnych osób.
W dobie rewolucji przemysłowej pozwoliły oderwać pracę od rytmu naturalnego i podporządkować go wymogom rynku. Upowszechnienie tego narzędzia jest jednocześnie znakiem podporządkowania wszystkich innemu już rytmowi działania. Mierzonemu nie w dniach, czy godzinach, ale w minutach i sekundach.
Na nadgarstek trafiły zegarki powszechnie dopiero w wyniku pierwszej wojny światowej. Wcześniej królowały zegarki kieszonkowe, jedynie kobiety nosiły wprawione w bransolety mechanizmy. Próby skłonienia mężczyzn do takiego ich noszenia początkowo spaliły na panewce, bo były wyśmiewane jako zniewieściałe.
Dopiero warunki polowe wymusiły zmianę postawy. Zegarki kieszonkowe trudniej było wydobyć w razie potrzeby, trwało to trochę czasu – w takich warunkach mającego niekiedy cenę życia. Przymocowane paskiem do nadgarstka okazały się wygodniejsze w użyciu.
Kobieta zegarmistrz
Książka Struthers jest oprócz podanej ze swadą historii urządzeń do mierzenia czasu, ich wpływu na życie oraz sposobów pojmowania czasu, także osobistą historią kobiety w męskim fachu i elegią o zanikającym rzemiośle.
Choć może się to wydawać mało prawdopodobne, to kiedy autorka u progu XXI wieku zaczynała terminować w zawodzie, spotykała się niejednokrotnie z uszczypliwymi komentarzami nauczycieli i kolegów, iż pcha się tam, gdzie nie jest jej miejsce, chce zyskać podziw, iż to nie dla kobiet.
Starając się zrozumieć przyczyny tej niezrozumiałej dla niej wówczas wrogości, bo uczyła się zegarmistrzostwa z zamiłowania dla detalu, przywołuje anegdotę na temat badaczki Antarktydy Liz Morris, która pod koniec lat 80. XX wieku spotkała się z podobnym oporem dla swojej obecności w tym polu badawczym ze strony mężczyzn.
Otóż według niej, jeżeli kobieta zabiera się do czegoś, co dotychczas było domeną męskiej aktywności, odbiera temu czemuś natychmiast nimb zasługującego na podziw wyczynu. Skoro zdobywcy biegunów tacy jak Amundsen czy Scott są bohaterami, to kobieta czyniąca to samo zdaje się umniejszać ich dokonania i męstwo.
Podobnie rzecz się ma z innymi zajęciami – ograniczanie dostępu do nich kobietom z racji tego, iż się nie nadają, pozwala podkreślać męską dominację. Przekroczenie tej granicy burzy jej strukturę. Dzisiaj kobiet zegarmistrzyń przez cały czas jest niewiele, a w przeszłości zatrudniane były w przemyśle wytwarzania czasomierzy do wykonywania najprostszych (często też żmudnych) czynności i opłacane niżej niż mężczyźni.
Zegarek jednorazowego użytku
Produkcja na skalę masową przedmiotów często jednorazowego użytku czyni i zegarmistrzostwo profesją zanikającą. jeżeli kiedyś budowa zegarka zajmowała wiele czasu, wymagała szeregu kompetencji i musiała być tym samym kosztowna, tak teraz maszynowe wytwarzanie czasomierzy (często nienaprawialnych z racji konstrukcji chociażby, bo koperty na przykład zespolone są z mechanizmami tak, iż nie sposób ich otworzyć bez niszczenia werku) jest tanie i łatwiej (i taniej) wyrzucić odmawiający posłuszeństwa sprzęt niż go naprawić.
Autorka z czułą pasją pisze o częściach zegarowych mechanizmów, obecnych na nich śladach twórców, w postaci naniesionych inicjałów bądź znaków, znamionach upływającego czasu. Odnotowuje nazwiska wybitnych twórców i innowatorów czasomierzy, o których mało kto poza specjalistami słyszał: Mudge’a, Harrisona, Bregueta, Wilfsdorfa.
Jednocześnie nie traktuje współczesnych zegarków – kwarcowych, cyfrowych – jako w czymś gorszych. Jako historyczka rozumie zmiany i ich uwarunkowania, jako zegarmistrzyni z lubością zakłada lupę zegarmistrzowską i pochyla się nad werkami wielkości kilku centymetrów, by je wprawić w ruch po latach bezczynności.
Opowiedziana przez Rebeccę Struthers historia jest wielowymiarowa, pokazuje, iż relacja człowieka z narzędziem przezeń stworzonym jest dużo bardziej skomplikowana, niż można by przypuszczać. Z pewnością nie jednostronna. Nie władamy narzędziami przy ich bierności, one także zabierają nas w podróż – w nieznaną przyszłość.