TheStyleStalker: „Nie interesuje mnie, kto to jest na zdjęciu. Interesuje mnie, jakie zdjęcie udało mi się uchwycić”

miumag.pl 48 minut temu
Zanim zaczął fotografować gości tygodni mody, rysował miasteczka oglądane z samochodu podczas rodzinnych podróży, robił zdjęcia pejzaży i pracował nad reportażami. Fotografował w hospicjach, szukał historii zesłańców na Syberii, mieszkał z Polakami w rumuńskiej Bukowinie. Szymon Brzóska, znany jako TheStyleStalker, do dziś pod pokazami szuka tego, co interesowało go wtedy: człowieka, światła i momentu, którego nie da się powtórzyć. Rozmawiamy o początkach z długiem na koncie, rozczarowaniach branżą, zdjęciach obrabianych do drugiej w nocy i nowym projekcie Murali.pl, który pozwala mu wrócić do pejzażu.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Paula Jarosz, redaktor naczelna MIUMAG: Zacznijmy od czasu, kiedy nie było jeszcze TheStyleStalker. Skąd wzięła się u ciebie fotografia?
Szymon Brzóska, TheStyleStalker: Od dzieciństwa chciałem rysować wszystko, co mi się podobało. A najbardziej podobały mi się architektura i pejzaż. Rysowałem domy, miasteczka. Rodzice zabierali mnie na wakacje na południe Europy, więc miałem co oglądać. Jeździliśmy samochodem, a ja przez całą drogę coś szkicowałem.
Kiedy miałem trzynaście, czternaście lat, zainteresowałem się fotografią. Pochłonęła mnie tak bardzo, iż porzuciłem rysowanie. Całą energię, która wcześniej skłaniała mnie do szkicowania, zacząłem wykorzystywać do robienia zdjęć.


Jak od pejzażu przeszedłeś do fotografowania ludzi?
Pejzaż też może być częścią dokumentu. Zauważyłem, iż bardzo inspiruje mnie fotografia dokumentalna i reporterska, i w pewnym momencie zacząłem fotografować ludzi. Pracowałem w hospicjach, współpracowałem z fundacją hospicyjną. Robiłem zdjęcia do specjalistycznych magazynów, wystawy, kampanie zachęcające do przekazywania jednego procenta podatku.
To był poważny, ciężki dokument. Wystawy też miały dramatyczny charakter. A ja cały czas szukałem również lekkości, piękna. Z czasem zacząłem szukać tematów związanych z modą.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Po drodze były jeszcze Syberia i Rumunia.
W 2009 roku zrobiliśmy ze znajomym projekt poświęcony poszukiwaniu zesłańców na Syberii, w Kirgistanie i Kazachstanie. Podróż trwała dwa i pół miesiąca. Był to projekt reporterski, ale też bardzo pejzażowy. Mam z niego zdjęcia, które do dzisiaj są dla mnie ważne.
Po powrocie brakowało mi jego kontynuacji. W 2011 roku wyjechałem już na własną rękę do Rumunii. Przez kilka miesięcy mieszkałem z Polakami w rumuńskiej Bukowinie, fotografowałem ludzi i folklor. Do tych zdjęć też lubię wracać, szczególnie do analogowych. Na Syberii nie miałem jeszcze ze sobą sprzętu analogowego.
Z rumuńskich zdjęć nie powstała wystawa. Chciałem ten temat kontynuować, ale przyszły inne rzeczy, między innymi praca przy fotografii mody.


Z pozoru to odległe światy: Bukowina i fashion week. Ty widzisz między nimi ciągłość?
Tak, chociażby przez folklor. Fotografując polski pejzaż, spotykałem rolnika czy gospodynię, która była niesamowicie ubrana. Nie do końca umiałem wtedy powiedzieć, dlaczego mnie to interesuje, ale interesowało.
Później oglądałem folklor na Syberii i w Rumunii. Zupełnie mnie nie dziwi, iż projektanci po niego sięgają. Jest piękny, unikatowy, dopracowywany przez pokolenia. Te stroje są przemyślane kompozycyjnie, wszystko ze sobą współgra.
Na początku czułem to intuicyjnie. Dopiero po latach pracy zacząłem rozumieć, dlaczego coś mi się podobało i dlaczego pewne zdjęcia były dobre.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


To kwestia dojrzewania jako fotograf?
Myślę, iż to naturalny proces. Bardzo pomaga też historia sztuki. Zawsze mnie interesowała, oglądałem i analizowałem malarstwo klasyków. W ten sposób uczyłem się światła i kompozycji.


Samodzielnie?
Tak, nie studiowałem historii sztuki. Po prostu mnie to pochłaniało. Do dzisiaj, kiedy robię uliczny portret i widzę, iż mogę uzyskać na twarzy trójkąt Rembrandta, uwielbiam z tego korzystać.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


A kiedy fotografowanie mody zaczęło stawać się pracą?
Robiłem zdjęcia do książek o modzie ulicznej. Niestety za tę pracę nie dostałem wynagrodzenia. Po roku zostałem z długiem. I to choćby nie było tak, iż wydałem wszystkie pieniądze i miałem zero na koncie. Miałem piętnaście tysięcy złotych debetu. Z takiego miejsca zaczynałem TheStyleStalker.
Pojechałem ze swoją partnerką Karoliną do Frankfurtu, gdzie mieszka jej mama, a stamtąd już sam do Londynu. Jeszcze przed fashion weekiem trafiłem na uliczny festiwal w Soho. Zobaczyłem fotografa, którego interesowały te same osoby co mnie — pamiętam przede wszystkim bardzo kolorowo ubranych mężczyzn.
Zagadałem. Zapytałem, co robi i dla kogo fotografuje. Okazało się, iż pracuje dla WGSN, firmy zajmującej się prognozowaniem trendów. Później przez kolejne lata robiłem dla niego zdjęcia.


Czyli rozmowa na ulicy przerodziła się w kilkuletnią współpracę?
Tak. Dzięki niej udało mi się też spłacić dług po pracy przy książkach. Zacząłem jeździć na męskie tygodnie mody i do Skandynawii, bo stamtąd również potrzebowali materiałów. W Kopenhadze między pokazami chodziłem po ulicach i szukałem ciekawie ubranych przechodniów.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Pamiętasz swój pierwszy fashion week?
Najpierw była Łódź, jeszcze przy pracy nad książkami. Później Berlin, mniej więcej w latach 2011–2012. Brakowało mi czegoś innego niż to, co fotografowałem w Polsce.
W Berlinie adekwatnie bardziej krążyłem wokół fashion weeku, po showroomach, niż uczestniczyłem w samym wydarzeniu. Pojechałem też pod pokaz, ale nie bardzo mi się tam podobało. Było dużo przebierańców. Mimo to zrobiłem kilka zdjęć, które do dzisiaj lubię.


Miałeś wtedy konkretny pomysł na siebie jako fotografa street style’u?
Na początku interesowała mnie przede wszystkim osoba i jej styl. Fotografowałem całą sylwetkę na możliwie minimalistycznym tle, żeby uchwycić charakter człowieka.
Kiedy zatrzymujesz kogoś na zwykłej ulicy, poza fashion weekiem, w takim zdjęciu jest bardzo dużo dokumentu. Ubiór coś o tej osobie mówi. Dopiero później coraz bardziej chciałem pokazywać ruch, robić reportaż z tygodnia mody, uchwycić jego atmosferę.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Czyli punktem wyjścia był człowiek, nie samo ubranie.
Tak. Jego wyjątkowość, różnorodność stylów. Człowiek jako całość, ze stylizacją, która oddaje jego charakter. To zawsze mnie inspirowało.
Teraz podczas fashion weeków najbardziej interesują mnie naturalne sytuacje i emocje. Nie jest o nie łatwo, bo fotografowie ciągle kogoś zatrzymują, proszą o pozowanie, ustawiają. A ja chcę zobaczyć też to, co dzieje się pomiędzy.


Dlatego tak lubisz Kopenhagę i Nowy Jork?
Tam jest ogromna różnorodność ludzi. Oczywiście pewna grupa pojawia się na kolejnych pokazach, ale jest też dużo osób, których gdzie indziej nie spotkasz.
Na jednym z pokazów w Kopenhadze było około pięciuset gości, głównie influencerek i influencerów. Wyobraź sobie: pięćset stylizacji w jednym miejscu. Ale też wszystkie interakcje między tymi ludźmi. To daje ogromne możliwości zrobienia reportażu.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Jak z takiego tłumu wybierasz osobę, którą chcesz sfotografować?
Nie mam przepisu. Na zwykłej ulicy mijasz mnóstwo ludzi, aż nagle widzisz kogoś, kto po prostu świeci w tym tłumie. Pod pokazem jest podobnie.
Z tych pięciuset osób kilka szczególnie pasuje do miejsca, do marki, w interesujący sposób wchodzi w relację z otoczeniem. Wszystko zaczyna się zgadzać.


Zanim zaczęłam pracować w modzie, oglądałam twój Instagram i marzyłam, żeby mieć zdjęcie zrobione przez TheStyleStalker. Co powiedziałbyś komuś, kto teraz myśli tak samo? Jak zwrócić twoją uwagę?
Przede wszystkim, dziękuję, bardzo mi miło. Nie wiem, czy jest na to przepis, ale może mam jedną wskazówkę: mnie bardziej interesuje to, co dzieje się wokół pokazu, niż pod samym wejściem.
Ktoś podjeżdża samochodem, wysiada, przechodzi przez ulicę albo idzie od metra. Wtedy mam szansę uchwycić ten mój ulubiony, naturalny moment. Oczywiście naturalny trochę w cudzysłowie, bo ta osoba wie, iż może zostać sfotografowana.
Później dociera pod wejście, zatrzymuje się i zaczyna pozować wszystkim fotografom. A ja często już nie jestem zainteresowany robieniem kolejnego takiego samego zdjęcia.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Zdarza ci się usłyszeć: „Nie, dziękuję”?
Oczywiście. To normalna część tej pracy. Kiedy fotografowałem na ulicach Warszawy, mniej więcej dwie osoby na dziesięć odmawiały. I często były to właśnie te osoby, które najbardziej mnie zainteresowały — ubrane bardzo klasycznie, z ogromnym wyczuciem.
Na fashion weekach też się to zdarza. Cały czas szukam nowych twarzy, czasem zainteresuje mnie ktoś, kto towarzyszy znanej influencerce. Nie zawsze chce albo czuje się swobodnie, żeby zapozować. Inni po prostu się spieszą.


Co najbardziej zmieniło się pod pokazami od czasu twoich pierwszych wyjazdów?
Liczba ludzi. Pamiętam pokaz Gucci w Mediolanie, pod którym było może pięćdziesiąt osób. Dzisiaj potrafi być ich dziesięć razy więcej. I wszyscy robią jakieś materiały.
Dużo zmienił TikTok. Przychodzą osoby, które filmują gości telefonami z bardzo bliskiej odległości. Dawniej między fotografami obowiązywały pewne zasady. Staraliśmy się nie wchodzić sobie w kadr. Kiedy zaczynałem, choćby zrobienie zdjęcia tej samej osobie, którą przed chwilą fotografował Scott Schuman, wydawało się trochę niezręczne. Teraz przy takim tłumie te zasady się rozmyły.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Zmieniły się też relacje z osobami, które fotografujesz?
Tak, i czasami jest to przykre. Z częścią dziewczyn zaczynaliśmy w podobnym momencie. Przez lata robiliśmy im zdjęcia, spotykaliśmy się pod pokazami. Niektóre osiągnęły ogromny sukces i stały się celebrytkami.
Tamarę Kalinic przez cały czas można spotkać i sfotografować. Z Leonie Hanne mam inne doświadczenie — jest dziś dla nas dużo mniej dostępna. Dla fotografów, którzy pamiętają wspólne początki, to bywa dotkliwe. Zaczynaliśmy jako równi sobie, a teraz trudno o ten sam kontakt.


Słyszę w tym rozczarowanie.
Bo dla mnie istotny jest szacunek do pracy innych ludzi. I w tej branży często mi go brakuje. Dotyczy to wynagrodzeń, relacji, ale też pozornie drobnych rzeczy, jak spóźnienia na pokazy.
Nie rozumiem sytuacji, w której wszyscy czekają pół godziny na jedną znaną osobę. Dlaczego jej czas ma być ważniejszy od czasu pozostałych? Mam poczucie, iż ta granica jest ciągle przesuwana.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Jak wygląda finansowa strona tej pracy? Fashion weeki zarabiają na siebie czy są inwestycją w kolejne zlecenia?
Mam swoich klientów i wyjazdy się zwracają, ale finansowo jest to dalekie od moich oczekiwań.
Doceniam za to swobodę, którą mam teraz. Nie muszę dostarczać określonej liczby zdjęć ani podporządkowywać całego dnia czyimś wymaganiom. Mogę fotografować bardziej po swojemu. Coraz bardziej interesują mnie też sesje edytorialowe.


Co konkretnie ograniczało cię wcześniej?
Przy pracy dla WGSN potrzebowałem stojącej sylwetki, osobnego zdjęcia spodni, góry stroju, biżuterii, butów. Nie mogłem po prostu fotografować ludzi w ruchu, kiedy widziałem ciekawą sytuację. Trzeba było dostarczyć określony materiał.
Agencje z kolei potrzebują zdjęć znanych osób, bo takie fotografie łatwiej sprzedać. A gdzie są gwiazdy? W największym tłumie pod pokazem. Ja wolę szukać zdjęć poza tym tłumem.
Pracowałem z Launchmetrics. Teraz nie współpracuję ani z nimi, ani z Getty Images. Z Getty z jednej strony chciałbym pracować, a z drugiej bardzo bym nie chciał, bo znów musiałbym podporządkować się regułom, które niekoniecznie pasują do tego, co chcę robić.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Czyli dzisiaj możesz pozwolić sobie na mniej zdjęć?
Tak. Nie interesuje mnie już ilość. Wolę poświęcić czas na selekcję i obróbkę.
Przy pracy agencyjnej ważne jest też opisywanie: kto jest na zdjęciu, co ma na sobie. Byłem bardzo nieszczęśliwy, kiedy musiałem się tym zajmować. euforia daje mi praca nad samym obrazem.


A nazwisko fotografowanej osoby naprawdę nie ma znaczenia?
Nie jest na pierwszym miejscu. Ktoś pyta mnie po pokazie: „Jak było?”. Odpowiadam: „Super, zrobiłem dużo zdjęć”. „A kto był?”. I wtedy muszę się zastanowić, komu adekwatnie robiłem zdjęcia.
Pamiętam, jak ktoś wyglądał, co udało mi się uchwycić. Nie zawsze pamiętam, kto to był. Sprawdzam to później, chociażby po to, żeby oznaczyć tę osobę na Instagramie. Ale nie jadę pod pokaz z myślą, iż muszę sfotografować wszystkie największe gwiazdy street style’u.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Masz jednak osoby, których styl szczególnie lubisz.
Oczywiście. Jestem fanem wspomnianej wcześniej Tamary, jej styl bardzo mi odpowiada. Zawsze wygląda świetnie.
Dla mnie pokaz jest wydarzeniem kulturalnym. Nie przekonują mnie stylizacje, w których odsłanianie ciała wydaje mi się przede wszystkim sposobem na przyciągnięcie uwagi i zdobycie obserwujących. Tamara nie musi tego robić, żeby wyglądać rewelacyjnie.


Mówisz dużo o naturalności, ale zdarza ci się przecież kogoś ustawić. Gdzie przebiega granica?
Najpierw próbuję uchwycić sytuację, która wydarza się sama. Ale jeżeli to się nie uda, mogę poprosić kogoś, żeby przeszedł kawałek ze mną albo stanął w innym miejscu.
Na przykład pod jednym z pokazów Max Mary w Mediolanie fotografowie ustawiali się przy zatłoczonej ulicy i wołali ludzi na jezdnię. Dla mnie osoba idąca środkiem pasa ruchu, tylko dlatego iż tam czekają aparaty, wygląda sztucznie. A potem powstaje sto podobnych zdjęć.
Wolę sfotografować ją na chodniku, kiedy rzeczywiście idzie na pokaz. o ile ktoś wcześniej ją zawoła i ten moment przepadnie, czasem proszę, żeby wróciła ze mną na chodnik albo zapozowała przy ładnych drzwiach. Tło i wszystkie drobne szczegóły mają znaczenie. Tak samo jak w sesji edytorialowej.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Masz zdjęcie, do którego wracasz szczególnie chętnie?
Mam takich kilkanaście. Często bardzo starych, sprzed wielu sezonów.
Kiedyś zobaczyłem zdjęcie, na którym za fotografowaną osobą przeleciał gołąb. Pomyślałem: jaki niesamowity przypadek. Marzyło mi się uchwycenie podobnego momentu, ale przecież nie można go sobie zaplanować.
Po latach fotografowałem w Kopenhadze modelkę wychodzącą z ratusza, gdzie odbywały się pokazy. Była ubrana na biało, za nią znajdowała się ciemna, granitowa ściana. I właśnie wtedy w kadr wleciał biały gołąb. Wszystko się połączyło: jej strój, tło, ten ptak. To jedno z moich ulubionych zdjęć.


Dobrze poradziło sobie na Instagramie?
Właśnie nie miało jakichś spektakularnych wyników. Inne zdjęcia mocniej zapamiętałem również dlatego, iż bardzo spodobały się ludziom. Na przykład takie, w których udało się uchwycić atmosferę Nowego Jorku.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Patrzysz na swoje zdjęcia przez reakcje obserwujących?
Staram się tego nie robić, ale często myślę, iż oni mają rację. Pierwszy czy drugi post z danego miasta zwykle dobrze się przyjmuje. Pewnie działa świeżość sezonu, ale ja też jestem wtedy wypoczęty. Mam poczucie, iż w zdjęciach jest więcej niż sama stylizacja.
Ludzie, których fotografuję, też mają różną energię w trakcie całego miesiąca. W Paryżu na pokazie Miu Miu, pod koniec sezonu, nagle wraca im dobry humor. To trochę jak maraton: dużo siły na początku i jeszcze ten przypływ tuż przed metą, kiedy wiesz, iż już zaraz koniec.


Jak budowałeś swoją społeczność?
Latami, wspólnie z Karoliną, moją żoną. Przez pewien czas była w to zaangażowana codziennie. Przez kilka lat bez przerwy publikowaliśmy jedno zdjęcie dziennie.
Instagram wyglądał wtedy inaczej, dominowały fotografie. Ta regularność działała. Do tego dochodziły publikacje moich zdjęć, które pomagały docierać do odbiorców z różnych krajów, szczególnie ze Stanów Zjednoczonych.
Ważna była też spójność. Karolina wybierała zdjęcia, które jej się podobały. Nie staliśmy za tym z jakimś skomplikowanym planem. Po prostu robiliśmy to konsekwentnie.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Czego dziś szukasz u innych fotografów?
Bardzo cenię Adama Katza Sindinga. Mam poczucie, iż cały czas szuka czegoś nowego. Fotografuje modę, ale jednocześnie dokumentuje ludzi. To jest dla mnie wartość.
Chciałbym, żeby mój profil też dawał coś więcej niż przegląd stylizacji.


Sam zacząłeś robić również wideo. Sprawia ci to przyjemność?
Tak, absolutnie. Ale jest też trudne, bo przede wszystkim jestem fotografem, dopiero później filmowcem.
Przez cały dzień podejmuję tę samą decyzję: robić zdjęcie czy nagrywać? Dla mnie to naprawdę ból serca. Kiedy skupiam się na fotografowaniu, zapominam o wideo. Muszę się przestawiać z jednego sposobu patrzenia na drugi.
W zdjęciu potrzebujesz jednego idealnego momentu. jeżeli chcesz mieć dziesięć dobrych sekund filmu, musisz utrzymać ten obraz przez dziesięć sekund. To zupełnie inne zadanie.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Jak wygląda twój zwykły dzień podczas fashion weeku?
Załóżmy łagodniejszą wersję: o dziewiątej trzydzieści jestem pod pierwszym pokazem. Wstaję około ósmej, gwałtownie kawa i coś słodkiego. Wiem, też chciałbym przestać tak zaczynać dzień.
Fotografuję pod pięcioma, sześcioma pokazami. Kończę około dziewiętnastej, czasami dwudziestej, bo właśnie wieczorem jest najlepsze światło. W środku dnia, około czternastej, najtrudniej zrobić zdjęcia, które mi odpowiadają.
Później selekcja. Czasem zaczynam ją już w ciągu dnia, w aparacie, ale jedna selekcja nigdy nie wystarcza. Po pierwszej jest druga. Około dwudziestej drugiej siadam do obróbki: kolory, kadrowanie. To zajmuje mniej więcej cztery godziny.


Czyli kończysz o drugiej w nocy…
Tak, a potem jeszcze nie mogę od razu zasnąć. Po tylu godzinach przed ekranem jestem zbyt pobudzony. Zasypiam około wpół do trzeciej, trzeciej, a o ósmej znowu wstaję. Zostaje mniej więcej pięć godzin snu.
Największym koszmarem jest dla mnie nie zdążyć z obróbką. Chcę przynajmniej wstępnie opracować zdjęcia i mieć je zapisane, choćby jeżeli później coś jeszcze poprawię. Kiedy zostaje mi zaległy dzień, następnego wieczoru mam już dwa dni materiału. Bardzo trudno to nadrobić.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Co powiedziałbyś komuś, kto chciałby dzisiaj pójść twoją drogą?
Żeby znalazł coś innego niż to, co robią pozostali.


Brzmi prosto. Tylko jak to zrobić, kiedy masz wrażenie, iż wszystko już było?
Wiem, brzmi banalnie. Ale przez ostatnie lata wiele razy widziałem kogoś nowego, kto przychodził i robił coś, co mnie zachwycało.
My, fotografowie, znamy się od wielu sezonów. To ma dobre strony, ale też tworzy presję. Ktoś bierze szerszy obiektyw i od razu słyszy: „Będziesz stał bliżej? Będziesz wchodził mi w kadr?”.
A potem przychodzi osoba, która nikogo nie zna. Robi szerokie kadry, zostawia innych fotografów w tle, obrabia zdjęcia bardzo mocno, na przykład w ciepłych kolorach. I nagle myślę: wow.
Tak odbierałem zdjęcia Nadii Kaweckiej, kiedy była jeszcze na wcześniejszym etapie swojej drogi. Bardzo ją cenię.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Ty też przez cały czas szukasz?
Cały czas. Przez lata próbowałem wyróżniać zdjęcia również sposobem obróbki i przez cały czas daje mi to ogromną radość. Dlatego dobrze mi robi rozwijanie się w stronę sesji edytorialowych. Mam wtedy więcej czasu w pracę nad obrazem.
Szukam też innych miejsc. Tommy Ton przez lata fotografował redaktorki, często bardzo klasycznie ubrane, a później zaczął pojawiać się pod bardziej undergroundowymi pokazami, gdzie można zobaczyć zupełnie inne osoby. Mnie też to interesuje. Jest nas tam kilkunastu czy dwudziestu fotografów, zamiast wielkiego tłumu.


Co robisz poza tygodniami mody?
Fotografuję wydarzenia, robię zdjęcia studyjne, sesje edytorialowe i kampanie. Bardzo lubię zlecenia, przy których klient mówi, żebym robił to, co sam lubię. Daje mi swobodę.
Czasami te światy świetnie się łączą. Ktoś kręci film reklamowy i zaprasza mnie, żebym przy okazji zrobił zdjęcia. Trafiam do gotowej scenografii i mogę reagować na to, co zastaję. Trochę jak na ulicy, tylko otoczenie zostało wcześniej zbudowane.
Tak było z MMC. Rafał zadzwonił, iż następnego dnia kręcą film na pokaz, i zapytał, czy przyjdę porobić zdjęcia. Wyszedł z tego katalog. Śmiał się później, iż każę modelkom chodzić po studiu. Ale scenografia była ogromna i świetna, więc właśnie tak chciałem ją wykorzystać.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Teraz wracasz też do pejzażu, od którego wszystko się zaczęło. Opowiedz o projekcie Murali.pl.
Kiedy miałem około dwudziestu lat, chciałem otworzyć sklep internetowy ze zdjęciami, plakatami, rzeczami do powieszenia w domu. Nie udało się z powodów technicznych i finansowych. Nie było tylu łatwo dostępnych rozwiązań do prowadzenia sklepu jak dzisiaj.
Teraz ten pomysł wrócił. Zainwestowaliśmy w Murali.pl. Zaczynamy od tapet i murali dopasowywanych do wymiarów wnętrza. Są wśród nich motywy zaczerpnięte z klasycznego malarstwa, pejzaże, ale rozwijamy też inne wzory.


Czym mural różni się od tapety?
W tapecie wzór się powtarza, a mural tworzy jeden obraz na całą ścianę. Podajesz jej wymiary, a my dopasowujemy obraz do proporcji konkretnego wnętrza.
Docelowo chciałbym też sprzedawać plakaty i wydruki fotografii, w tym moje zdjęcia. Już wcześniej część moich prac trafiała do sprzedaży jako wydruki na ścianę. Chcę do tego wrócić.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Dlatego do Nowego Jorku lecisz wcześniej?
Tak, trzy dni wcześniej chcę poświęcić na fotografowanie miasta z myślą o Murali.pl. Mam już zdjęcia zrobione przy okazji wcześniejszych wyjazdów. Nowy Jork zimą bywał niezwykle malowniczy, czasem również w deszczu.
Ale są też konkretne widoki, które chciałbym sfotografować specjalnie do tego projektu: panorama z Empire State Building, widok od strony Brooklynu, Most Brookliński. Zobaczymy, co wyjdzie.


Murali.pl ma być też miejscem dla innych twórców.
Tak, szczególnie dla młodych artystów. Chciałbym, żeby mogli dodatkowo zarabiać na swoich pracach dzięki reprodukcjom.
Młody artysta sprzedaje obraz, czasem za tysiąc czy dwa tysiące złotych, i na tym kończy się jego zarobek z tej pracy. Wydruki dają możliwość, żeby ta sama praca przynosiła dochód wielokrotnie. W zależności od formatu i warunków współpracy mogą to być mniejsze kwoty za plakat albo większe za mural na dużą ścianę.
Mam już podpisaną pierwszą umowę z artystą. Chcę rozwijać tę współpracę.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Czyli wracasz do pomysłu sprzed dwudziestu lat, ale na większą skalę?
Wtedy myślałem przede wszystkim o zdjęciach fotografów. Teraz myślę też o pracach grafików i malarzy. Z czasem chciałbym wyjść poza same ściany, może w stronę innych dekoracji czy choćby rzeźby.
Sam uczyłem się patrzeć, oglądając prace klasyków. Teraz chciałbym stworzyć miejsce, które będzie służyło również współczesnym artystom.


Jak mogą się do ciebie zgłosić?
Najlepiej przez Instagram — TheStyleStalker albo murali_home. Tam najłatwiej mnie znaleźć.


fot. Szymon Brzóska / Instagram @thestylestalkercom


Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję!
Idź do oryginalnego materiału