Wyobraź sobie, opowiadam Ci to jak najlepszej przyjaciółce słuchaj, miałam pomysł na prezent dla teściowej, który na pewno ją zaskoczy! Taki, iż za każdym razem jak na niego spojrzy, aż jej serce będzie drżało. Ale wyrzucić nie wyrzuci, bo to nie wypada będzie musiała trzymać na widoku. Ot, takie małe, satysfakcjonujące rewanż bo ileż można znosić tę moją Zofię Nowakową! Przez piętnaście lat, odkąd jestem z Marcinem, ani jednego ciepłego słowa mi nie powiedziała. Oziębła i milcząca jak gradowa chmura. Inne chociaż coś mrukną pod nosem, a ta tylko łypie na mnie swoimi ciemnymi oczami. Unikam jej jak mogę, a w odwiedziny wpadam raz w roku, na pięć minut opowiadałam to Klarze, mojej przyjaciółce od serca.
Klara kiwała głową ze zrozumieniem, aż jej własna irytacja w środku buzowała bo ona do swojej teściowej, pani Marii, też sympatii wielkiej nie ma.
Tak sobie zorganizowałyśmy taki nasz babski dzień bo co drugą sobotę spotykamy się w trójkę, my przyjaciółki z dzieciństwa. Ja akurat fryzjerka, więc wszystkim odświeżam fryzury, a Klara kucharka, zawsze przynosi górę pyszności (mój Irek nazywa jej wypieki skarby z babcinej spiżarni). pozostało trzecia z nas Justyna, która od niedawna pracuje jako pielęgniarka, a teraz przeszła na nowe miejsce i właśnie chciałyśmy ją podpytać, co i jak, ale cały czas schodziło na temat naszych teściowych.
Ja jej znieść nie mogę! W ogóle mi jest obca. Gdyby jej nie było zaczęłam znowu narzekać.
I wtedy Justyna, która dotąd była cicho, odezwała się z lekkim uśmiechem:
I co wtedy, Gabi? Od razu lepiej by Ci było?
No może przyznałam, nagle milknąc.
Bo przypomniał mi się dzisiejszy ranek. Jak zanosiłam uroczyście spakowany prezent do Zofii Nowakowej, uśmiechając się fałszywie pod nosem. Jak jej wręczałam, a ona jak dziecko zaczęła rozpakowywać z ciekawości, a ja ją przyhamowałam: Otworzysz, jak wyjdę. I wiedziałam, iż tym prezentem popsuję jej humor na długo
Dziewczyny, pytałyście co teraz robię zaczęła Justyna.
Od razu na nią spojrzałyśmy.
Do prywatnej kliniki się dostałaś? zapytałam.
No to teraz będziesz kasę grabić łopatą! zaśmiała się Klara.
Do hospicjum odpowiedziała cicho Justyna.
Zrobiła się cisza. Wszystkim zaparło dech.
Naprawdę? Ale po co, Justyna? Przecież tam są chorzy śmiertelnie. Nie boisz się? A pieniądze? pokręciłam głową.
Znowu tylko o pieniądzach Wiesz co, Gabi, chcę Ci jedno powiedzieć: głupia jesteś, wyszeptała gorzko.
Kto? Moja teściowa? próbowałam obrócić w żart.
Ty, Gabi. Bo Ty podło robisz i mówisz. Nie znam dobrze Zofii Nowakowej, ale Ty mówisz, iż ani razu Cię dobrze nie potraktowała? A jak Wam z Marcinem na powiększenie mieszkania zabrakło pieniędzy, kto sprzedał mieszkanie w centrum Krakowa i przeprowadził się na obrzeża? Kto, jak Twój Irek ciężko zachorował, wyciągał znajomości i zawiózł go do znanego profesora, który był synem jej przyjaciółki z młodości? A gdy po zjeździe klasowym balowałaś tak, iż obudziłaś się u kolegi? Przecież Marcin by Ci tego nie przełknął… Kto ratował sytuację? Zofia powiedziała wszystkim, iż byłaś wtedy u niej. Ile razy jej wyroby jemy, ogórki, leczo, konfitury, kto je robi z myślą o Tobie? Ty byś choćby rozsady od pomidora nie odróżniła! Są ludzie, którzy nie umieją pięknie mówić, ale w czynach wszystko widać! oburzyła się Justyna.
O, super, dzięki za wsparcie! Miałaś być po mojej stronie, a tu jeszcze mi przygadałaś, skapitulowałam, już czułam się nieswojo.
Coś mnie zaczęło w środku gryźć. Taki mały robaczek sumienia, co dotąd śmiał się i snuł plan zemsty, teraz coraz bardziej się wiercił, nie dawał ani satysfakcji, ani spokoju.
Klara tymczasem bezwiednie zjadała kolejne pierogi z kapustą, bo na stres zawsze ją nachodził apetyt i nic już nie mówiła, jakby już nie była po mojej stronie.
W zasadzie powinnam się obrazić, trzasnąć drzwiami, wykłócić się z Justyną i wyjść z podniesioną głową. Ale ten robaczek nie pozwolił. Jakby mnie przymocował do krzesła.
Nagle Justyna odezwała się cicho:
Wy wiecie, iż nie mam już mamy, prawda? Tak samo jak Ty, Gabi, 15 lat przeklinasz swoją teściową, co Cię przecież naprawdę kocha, a mnie tak tęskno do mamy, iż numer jej wciąż na kartę doładowuję, żeby czasem zadzwonić i przez chwilę udawać, iż odbierze. Gadam wtedy do ciszy Na ramionach mam jej koc, jak jest mi źle, i wyobrażam sobie, iż to ona mnie tuli. Wszyscy narzekają, a nie doceniają, iż mają podwójnie mamę i teściową. Gabi, po co tak? Dla kogo ustawiasz się wyżej? Przecież wyśmiałaś Zofię Nowakową, mówiłaś o niej wieśniara, a sama korzystasz z jej dobroci. No i jeszcze: Ty wszystkim fryzury robisz, strzyżesz, stylizujesz, a kiedy ostatnio uczesałaś albo pofarbowałaś jej włosy? dopytała Justyna.
Robaczek we mnie zesztywniał. Nie poznałam własnego, nieśmiałego głosu, który odpowiedział:
Nigdy.
Żartujesz?! Gabi, no jak możesz! Mamę Marcina fryzjer własna nigdy nie dotknęła? A ja moją Marię to i zaproszę na ciasto, i zawsze przywiozę sernik, a na Wielkanoc specjalnie drożdżową babę piekę, a ona jak się cieszy! A jakby dzieciak, taki aniołek, euforia cała! rozmarzyła się Klara.
Mój robaczek sumienia zamilkł zupełnie, jakby mi ktoś pozwolił wstać z krzesła i wyjść.
W głowie migał mi obraz poranka. Klara mówiła o pulchnych dłoniach babci a ręce Zofii Nowakowej były inne: ciężko spracowane, żylaste, które ja zdawkowo nazywałam szczypcami, i twarz kiedyś myślałam o niej stara ziemniaczana bulwa. Tak mało o niej wiedziałam. A przecież ona zawsze była blisko, gdy działo się źle. Marcin mówił, iż miał dwie siostry, zmarłe jako dzieci Zofia najpierw walczyła o córki, potem o chorego męża, a na końcu został jej tylko ukochany syn, do późnych lat ukochany synek A sama wciąż kocham Marcina to taki mądry, czuły, pracowity facet właśnie dzięki niej.
Jest jaki jest, bo matka go tak wychowała! Mógłby być twardy, obojętny, a jest kochający. A Ty, co, nigdy dobrego słowa?! Kto Ci bronił? Wszyscy dookoła fryzurki, a jej? Czego się wyśmiewasz i jadem plujesz, jak żmija? podsumował mój sumienny robaczek.
Aż podskoczyłam, z trudem opanowałam łzy. Chciałam zmienić temat.
Justyna, a jak Ci się pracuje w hospicjum?
Dziewczyny, tego nie da się zapomnieć. Oni tam tyle bólu i nadziei mają w oczach. Słyszę różne opowieści, o życiu, o żalu, o decyzjach. Ostatnio był facet, przedsiębiorca, cały czas zabiegany, a jego mama u nas była. Dbał o nią jak mógł, sponsorował wszystko, ale ona chciała tylko z nim do swojej rodzinnej wioski wrócić. On nie miał czasu. Potem, kiedy zmarła, klęczał przy niej i błagał, żeby się obudziła, obiecywał spełnić każdą jej prośbę. A był drugi, starszy pan wojskowy, przychodził do córki, która przez chorobę straciła włosy, a on co wizytę nową spinkę jej przynosił, bo mówił, iż kiedyś znowu jej zrobi warkocze, jak mama Takie historie dają do myślenia. Ludzie czasem marnują czas na żal, urazy, złośliwości a potem zostaje żal nie do opisania albo choćby już za późno na przepraszam, westchnęła Justyna.
Klara spojrzała na pustą już misę z pierogami, ale zaraz napisała do męża, żeby dziś wieczorem posiedzieli całą rodziną, choćby teściową z teściem zaprosiła.
No to uciekam, zebranie rodzinne! i wyfrunęła już z mieszkania.
Ja też się zwinęłam, ręce mi aż drżały, jak szukałam czegoś w torebce wszystko mi z niej wypadło. Justyna pomogła mi to pozbierać, po cichu się pożegnałyśmy i rozeszłyśmy każda w swoją stronę.
No i już miałam chyba inne plany na wieczór ale nie wytrzymałam. Coś mnie ciągnęło. Zaczełam się zastanawiać: a co, jeżeli mi ktoś zrobiłby to samo, co ja Zofii? Pewnie by mi było przykro i święto miałabym zepsute na amen Odwołałam wszystkie wieczorne terminy u klientek, przeprosiłam, nagrzałam auto i pojechałam do teściowej, na drugi koniec Krakowa.
Był już wieczór, w małym domku światła się paliły. Nagle te zwykłe koronkowe firanki, pelargonie na parapecie, które mnie zawsze denerwowały, wydały mi się takie rodzinne, przytulne.
Co powiedzieć? Może zabrać coś nowego? Ale nie miałam czasu najwyżej obiecam, iż coś jej dokupię Jakby co, przeproszę, pomyślałam, trzęsąc się od nerwów.
Drzwi były otwarte. Na stole wielka misa pierogów, chłodnik na kefirze, ulubione przez Marcina naleśniki z farszem Zatrzymałam się w progu i obserwowałam chwilę stół. Marcin z Irkiem jedli, śmiali się, a Zofia stała z boku, rozmawiała z sąsiadkami i starszym panem, chyba znajomym.
Zobaczcie, co dostałam! pokazywała wszystkim prezent.
I mówi do nich z dumą:
To od Gabrysi, żony mojego Marcinka. Ona jest taka piękna, jak laleczka, cała urocza, wszystko we mnie śpiewa, jak na nią patrzę. Artysta ją namalował, dostałam portret! Nic mi więcej nie trzeba do szczęścia!
Poczułam, jak robię się czerwona, aż po uszy. Wstyd, taki jakby mi ktoś przypomniał, jak rozbiłam babcine naczynie i zwaliłam na brata.
Prezentem był mój portret. Myślałam, iż będzie jej przykro, iż zawsze będzie jej przeszkadzać a ona była zachwycona! Myślałam, iż Zofia Nowakowa mnie nie znosi, bo nic nie mówiła, nie chwaliła. A ona po prostu nie umiała. I wybrała mnie na córkę, swoją Gabrysię.
Robaczek sumienia w końcu ucichł. choćby nie zdążyłam sobie obiecać, iż wszystko naprawię. Ale chyba jeszcze mam czas. Już mnie zauważyli Irek od razu podbiegł, Marcin podszedł.
Co tu robisz, nie miałaś pracy? zapytał szeptem.
Odwołałam. Zosiu mogę mówić do Ciebie mamo od dziś? I wszystkiego najlepszego głos mi się łamał.
Chciałam paść jej do stóp, jak tamten mężczyzna z opowieści Justyny. Przeprosić za wszystko, za swoją głupotę i czas stracony na małostkowość.
Ach, Gabrysiu, dziecko moje kochane, iż też Ci się chciało tu jeszcze wpaść! ucieszyła się Zofia, tuliła mnie i mówiła z dumą do wszystkich.
A ten starszy pan kiwnął mi ze zrozumieniem głową, potem na portret.
Wszyscy zaczęli się śmiać, atmosfera się rozluźniła. Wreszcie świętowaliśmy. Było cudownie Marcina rodzice, moi też mieli przyjechać z życzeniami Uświadomiłam sobie, iż jestem szczęściarą: mam zdrowie, fajną rodzinę, kochającego męża i dziecko. I dobrą teściową. Czyli co? Jestem bogata!
Siadajcie do stołu! zawołała Zofia.
A potem, jeżeli chcecie robię wszystkim fryzury! Podciąć, uczesać, przefarbować co sobie życzycie! uśmiechnęłam się.
I to był mój prawdziwy prezent dla wszystkich.



![Szukasz zatrudnienia? Zbliżają się 35. Świdnickie Targi Pracy [LISTA WYSTAWCÓW]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2025/04/33-Swidnickie-Targi-Pracy-2025.04.10-14.jpg)







