Teściowa Iraida Serhiewna była kobietą monumentalną. Nie krok, a marsz. Nie spojrzenie, a wzrok. Ni…

newskey24.com 2 godzin temu

Teściowa
Genowefa Stanisławska była kobietą, jakich mało monumentalna, poważna, z charakterem. To nie była zwykła postawa, a marsz przez życie. Jej spojrzenie przenikało na wskroś i zamiast mówić, głosiła prawdy niemal jak z katechizmu. Gdyby postawić ją na cokole, wyglądałaby jak pomnik, nie kobieta.

Genowefa prowadziła magazyn spożywczy na obrzeżach Warszawy, miała na koncie dwa pobyty w zakładzie karnym za naruszenie porządku publicznego i jeden za nieumyślne spowodowanie śmierci, a oprócz tego trzy córki każda urodzona pomiędzy odsiadkami. No i naturalnie trzech zięciów.

Po ślubie z każdym zięciem przeprowadzała rozmowę, na której jasno przedstawiała zasady, obowiązki i katalog kar za ich złamanie.
Genowefa nie wdawała się w drobne scysje, nie szargała sobie nerwów. Córkom wręcz zakazała, żeby zawracały jej głowę głupotami mają się same nauczyć rozwiązywać swoje sprawy, a do niej zwracać tylko wtedy, gdy zniknie ktoś lub coś naprawdę ważnego albo do ukrycia będzie czyjś trup.

Zięciowie doceniali jej zasadę nie wtrącam się, nie szukali guza, bo kontakt z teściową mógł się skończyć tragicznie na jej czole wręcz widniała gotowa na każdy moment klauzula zbrodnia w afekcie.

Najmłodszy zięć Genowefy, Marek, nie miał z nią zbyt bliskiego kontaktu, więc jakiś lęk przed nią mu się nie wykształcił. Mieszkał z rodziną w Pruszkowie i czuł się przez to niezależny. Do czasu, aż zdecydował się wziąć udział w sobotnich eskapadach swojego szefa i zgodził się z nim pojechać do sauny razem z trzema kolegami z pracy.

Marek powiedział żonie, iż będzie musiał zostać dłużej w biurze jakieś sprawy do ogarnięcia. Bardziej doświadczeni współpracownicy zabezpieczyli się lepiej jeden zabrał z domu wędkę i namiot, wmawiając żonie, iż rusza z kolegą na ryby. choćby zamówił do domu wiadro żywego karpia. Dwóch innych wzięło ze sobą laptopy, twierdząc, iż czeka ich nocny maraton w grach. Szef nie miał skrupułów o wyjściu do sauny sam powiedział swojej żonie.

Tuż przed północą młodsza córka Genowefy, nie mogąc spać ze zmartwienia, zadzwoniła do matki:
Mamo, Marek nie wrócił, telefon milczy, choćby służbowy, nie mogę się dodzwonić do nikogo ze współpracowników, ani do szefa. Coś się stało!
Genowefa, zajęta rozładunkiem ciężarówki, rzuciła tylko:
Mów szybko, bo robotnicy czekają. Spokojnie, dziecko, zaraz się tym zajmę!
Pomachała ręką na magazynierów, wskoczyła do samochodu i ruszyła w stronę Pruszkowa, dzwoniąc po drodze do kilku znajomych.

Po pół godzinie wiedziała już, w której saunie Marek się bawi i z kim. Po godzinie była już pod samą sauną i w towarzystwie przestraszonego recepcjonisty wkroczyła do znudzonej ekipy, robiąc piorunujące wrażenie. Zięć dostał solidne alibi w postaci kilku siniaków i wybitego zęba.

Szef próbował ratować sytuację:
Proszę pani, co pani wyprawia?! Kim pani jest?! Dzwonię na policję!
Ale biedak nie wiedział, z kim ma do czynienia Genowefa rzuciła się na Marka, a drugą ręką chwyciła za nóż i przycisnęła szefa do ściany:
Spróbuj tylko, to języka ci nie zostawię! Jestem teściowa tego gagatka!
Do dziewczyn z agencji tylko rzuciła:
Cicho tam, dziewczyny!
Zakręciła nożem i ruszyła do zięcia:
No i co, kombinatorze, coś ci w majtach przeszkadza?
Mamo błagał Marek, uciekając w kąt Nie zrobi Pani tego!
A co by mi miało przeszkodzić?
Nic nie zrobiłem! Możesz spytać kogokolwiek!
Spojrzała na dziewczyny:
Nikt z nich nic nie zrobił, wychrypiał szef, trzymając się za gardło.
Widzę, same straszydła. Po co takie wynajmowaliście?
Nalała wódki do szklanki i podała Markowi:
Pij, to dla znieczulenia.
Marek, zębem stuknąwszy o szkło, wypił.
Co tu się działo? Wyjaśniać!
Chcieliśmy odpocząć, tłumaczył szef, ale nudno, dziewczyny jakieś No, nie te klimaty.
Genowefa usiadła przy stole, odkroiła pokaźny kawałek kiełbasy:
Wy, panowie, fantazji to za grosz nie macie przez kiełbasę powiedziała. Co to za wędki? Sklep erotyczny, czy co?
To moje alibi, odezwał się wędkarz.
A to wiadro z karpiem?
Też.
Przemyślany ruch, cwane. Bez mnie to byście tu się powykańczali jeden przez drugiego. Ale macie szczęście!
Przerzuciła wiadro do basenu ryby od razu rozbiegły się na wszystkie strony.
Trzymaj wędkę, podała wędkarzowi, drugą graczowi łapcie ryby! Ej dziewczyny! Do wody, zarabiać!
Dziewczyny wskoczyły do basenu.
Zasady są takie: panowie łowią na wędkę, a dziewczyny rękami. Kto złapie, ten wychodzi bez szwanku.
Ty, wskazała drugiego gracza notujesz wyniki. My z szefem stawiamy zakłady. Ja na tę w żółtym złapie pierwsza!
Skąd! skoczył szef. Ja stawiam na Wojtka on pierwszy, zawodowy wędkarz.
Ej, żółta, krzyknęła Genowefa na wyjściu masz ekstra, jeżeli złapiesz pierwsza!
A ja? obraziła się druga dziewczyna.
Też bonus, jeżeli złapiesz więcej niż żółta.

Po pół godziny recepcjonista zerka przez drzwi hałas taki, iż aż wesoło. Dziewczyny łapały ryby gołymi rękami, Wojtek próbował na miękisz, gracz łapał dziewczynę, Marek z drugim graczem, używając dużego ręcznika jak sieci, też coś tam próbowali dziwnie złapać. Szef na brzegu basenu dopingował jak szalony.

Genowefa wysyła córce wiadomość: Mąż zaatakowany przez nieznanych, pobity, żyje, w porządku, właśnie składa zeznania na policji. Jak tylko skończą, odwożę go do domu. Całuję, mama. I tak, spokój córki zawsze był dla niej ważniejszy niż wybity ząb zięcia czy noc nieprzespana w saunie. Dodatkowo, Marek dostaje od niej przelew na kartę solidne trzy tysiące złotych na nowy ząb, bo nie był winny, ale niech już następnym razem nie myśli, iż wolno wszystko.

Idź do oryginalnego materiału