"Teściowa chce przyjechać do nas na wakacje. W dodatku z przyjaciółką"

kobietaxl.pl 1 godzina temu

Moja teściowa mieszka w Warszawie, w bloku na starym osiedlu. Wiem, iż w lecie ciężko tam wytrzymać, mieszkanie niewielkie, gwałtownie się nagrzewa. Wiem, iż każdy marzy, by w wakacje wyrwać się gdzieś na łono przyrody, pooddychać innym powietrzem. Ale dobrze by było, gdyby urlop nie odbywał się cudzym kosztem
Ja mieszkam z mężem i z dziećmi w górach, przeprowadziliśmy się tu zaraz po studiach, bo dostaliśmy dobrą ofertę pracy. I tak już zostaliśmy na zawsze. Mamy niewielki dom pod miasteczkiem, z pięknym widokiem na okolicę, jest mój wypielęgnowany ogród, za domem są turystyczne szlaki. Można powiedzieć, iż mamy co roku za płotem darmowe wakacje. Dlatego rzadko jeździmy gdziekolwiek, szczególnie, iż oboje pracujemy w budżetówce.
Teściowa zawsze jeździła gdzieś na wczasy, nasz dom omijała szerokim łukiem, szczególnie, gdy pobyt mógłby się wiązać z pomocą w opiece nad dziećmi. Chętnie przybywała na Boże Narodzenie, również nie wyrywając się do pomocy. Od dwóch lat teściowa jest na emeryturze, pracuje jednak dalej na pół etatu, bo ciężko wyżyć za połowę pensji. W zeszłym roku wymyśliła więc, iż aby odetchnąć od stolicy, przyjedzie do nas na dwa tygodnie. Nie byłam szczęśliwa, bo za nią nie przepadam. Nigdy w niczym nam nie pomogła. Moja mama przyjeżdżała, kiedy tylko mogła, żeby nam pomóc przy dzieciach, szczególnie w ferie czy wakacje, kiedy szkoły zamknięte, a potrzebna jest opieka. Wysyłaliśmy dzieciaki z moją mamą na wczasy, czasami zabierała je do siebie, choć to żadne wakacje, bo też mieszka w dużym mieście. Teściowa nigdy się nie skalała żadną pomocą i z tego tytułu nie pojawiała się u nas w wakacje.
Sytuacja się jednak zmieniła, dzieci podrosły, jeżdżą na obozy, a dom i ogród są bardzo kuszące, szczególnie, jak nagle brakuje środków. W zeszłym roku teściowa przyjechała do nas na dwa tygodnie, zajęła gościnny pokój, wymagała też codziennej obsługi. Nie przyszło jej do głowy, żeby ugotować obiad, kiedy my z mężem jesteśmy w pracy, czy żeby choć trochę dom ogarnąć. Mąż musiał ją wozić na przejażdżki, ja stałam przy kuchni, serwowałam gorące obiadokolacje, sprzątałam, myłam po niej szklanki i miałam tego szczerze dosyć. Ona, niczym udzielna księżna, leżała w ogrodzie pod jabłonką i wołała od czasu do czasu, iż życzy sobie herbaty lub kompotu. Oczywiście nie zrobiła nigdy zakupów, nie dołożyła się do jedzenia, ani benzyny, do czegokolwiek. A my nie jesteśmy zamożnymi ludźmi. Zagryzłam zęby, wytrzymałam, ale powiedziałam już wtedy mężowi, iż nigdy więcej.
Tymczasem miesiąc temu mąż mi oznajmił, iż jego matka znowu przyjeżdża, ale nie sama, bo z przyjaciółką. Zaprotestowałam, ale on powiedział, iż już się zgodził, bo przecież nie mógł mamusi odmówić. Że przecież to tylko dwa tygodnie.
Byłam i jestem wściekła, iż nie uzgodnił tego ze mną. Bo nie mam zamiaru być znowu służącą teściowej, nie mam zamiaru gotować i sprzątać, tym razem w dwójnasób jeszcze dla jakiejś obcej kobiety. Poza tym na jedzenie czy rachunki pójdzie znacznie więcej pieniędzy. Teściowa wybrała sobie czas, kiedy naszych dzieci nie będzie w domu, więc argument, iż stęskniła się za wnukami również odpada. Wiem, iż zrobiła to celowo, bo nie chce jej się spędzać czasu, kiedy jest hałas i gwar w domu.
Powiedziałam mężowi, iż teściowa może przyjechać, ale wyłącznie sama. W dodatku ma się włączyć w prace domowe i dołożyć do budżetu. Ona nam nigdy nie pomagała, nie widzę powodu, by ją sponsorować. Przyjaciółki widzieć nie chcę, bo nie mam ochoty na obcych ludzi w domu.
Mąż mówi, iż już się zgodził i swojej decyzji nie odwoła. Uważa, iż raz do roku może ugościć swoją matkę i nie musi tego ze mną konsultować. Ja uważam, iż skoro jesteśmy małżeństwem, to wszystkie decyzje powinny być wspólne. Czy jest tu ktoś z podobnymi problemami?
Agata
Czekamy na wasze listy [email protected]

Idź do oryginalnego materiału