Telewizor w pokoju Kasi

polregion.pl 2 dni temu

Mam siedemdziesiąt jeden lat i przez blisko czterdzieści lat udawałam, iż lubię żużel. Nazywam się Halina, mieszkam w Bydgoszczy, a mój mąż Zenon ogląda żużel tak, jakby od tego zależało jego zdrowie.

Pobraliśmy się w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym trzecim. Czterdzieści dwa lata. Nasze wieczory od zawsze wyglądały tak samo: kolacja o wpół do ósmej, on zmywa, ja wycieram blat, potem oboje na kanapę w salonie bloku przy ulicy Gdańskiej. I wtedy zaczynało się jego królestwo pilota. Żużel, mecze Zawiszy, programy o wędkarstwie i te straszne amerykańskie seriale o naprawie ciężarówek. Ja mówiłam zawsze to samo: "oglądaj, co chcesz, mnie to bez różnicy". Czasem wtrącałam jakieś zdanie o wyścigu, żeby wyglądało, iż słucham, a tak naprawdę robiłam na drutach albo scrollowałam telefon. Nie byłam potulną żoną, o nie. To ja decydowałam, gdzie jedziemy na wakacje, jaką kupujemy kanapę, gdzie stawiamy choinkę. Ale przy telewizorze zawsze mówiłam to samo zdanie i przestałam choćby je analizować.

Pękło, kiedy sąsiadka z czwartego piętra, pani Grażyna, poleciła mi turecki serial o dwóch siostrach, które walczą o rodzinną winnicę. Włączyłam go w środę, kiedy Zenon poszedł na działkę. Wciągnęło mnie tak, iż nie zauważyłam, kiedy zrobiła się dziesiąta. Wrócił w połowie odcinka, usiadł koło mnie, popatrzył chwilę i po trzech minutach zapytał, czy może przełączyć na wiadomości. Wyłączyłam. Nie tyle zabolało mnie samo przełączenie, ile to, iż on w ogóle nie zauważył, iż oglądam coś swojego. Dla niego telewizor grał po prostu w tle, żebym miała towarzystwo.

Miesiąc później kupiliśmy mały telewizor do pokoju, w którym kiedyś mieszkała nasza córka Kasia, zanim wyprowadziła się do Torunia. Kosztował dziewięćset trzydzieści złotych, co Zenon wypominał mi jeszcze przez tydzień, licząc, ile to wychodzi na miesiąc emerytury. Kupiliśmy go oficjalnie po to, żeby Zenon miał gdzie oglądać żużel, kiedy do mnie przychodzi koleżanka na herbatę. Ale pewnego wieczoru to ja zaniosłam tam kubek z melisą, zamknęłam drzwi na tyle, żeby zza ściany nie dochodził komentarz sportowy, i usiadłam w starym fotelu Kasi, tym z wytartym podłokietnikiem. Zostałam tam prawie dwie godziny. Kiedy wyszłam, Zenon spał na kanapie z pilotem na brzuchu. Powtórzyłam to następnego dnia. I kolejnego.

Na początku to była wolność. Mogłam oglądać filmy, teleturnieje, programy o podróżach bez jego komentarzy o tym, iż "to i tak wszystko ustawione". Ale po kilku tygodniach zrobiło się dziwnie. Praktycznie przestaliśmy spędzać wieczory razem. Kolacja, zmywanie, każde do swojego ekranu. Aż pewnego dnia zapytał, czy się na niego gniewam. Powiedziałam, iż nie. "Bo już w ogóle ze mną nie siadasz" – odparł. Przypomniałam mu, iż przez lata siedziałam koło niego i oglądałam rzeczy, które mnie w ogóle nie interesowały. Zgłupiał kompletnie. Naprawdę myślał, iż lubię żużel. "Nigdy nie powiedziałaś, iż nie lubisz" – rzucił. I miał rację, co mnie zirytowało najbardziej. Latami zbierałam w sobie tę drobną złość o coś, czego nigdy nie wypowiedziałam na głos. Liczyłam, iż sam się domyśli, iż się nudzę, podczas gdy sama zapewniałam go, iż mi wszystko jedno.

Tego wieczoru pokłóciliśmy się nie na żarty. Ja wypomniałam mu, iż nigdy nie zapytał, on wypomniał mi, iż latami udawałam. Żadne z nas nie miało do końca racji. Zenon trzasnął drzwiami do kuchni i przez chwilę słyszałam tylko, jak nalewa sobie wody z kranu – nie z filtra, tylko prosto z kranu, co robi wyłącznie wtedy, gdy jest naprawdę wściekły. Za oknem akurat zaczął padać pierwszy jesienny deszcz, a sąsiad z góry, jak zwykle o tej porze, puszczał disco polo tak głośno, iż słychać było przez strop choćby w środku naszej awantury. Zenon krzyknął w stronę sufitu, żeby "ten pajac wreszcie ściszył", co jakoś rozładowało napięcie między nami, bo oboje parsknęliśmy śmiechem w tym samym momencie.

Następnego dnia usiedliśmy przy stole kuchennym i ustaliliśmy zasadę, którą można było wprowadzić dwadzieścia lat wcześniej. Dwa wieczory w tygodniu wybieram ja, dwa on, a jeżeli któremuś się nie podoba propozycja drugiego, może iść do pokoju Kasi bez robienia z tego dramatu. Piątki zostawiliśmy na wspólne poszukiwania czegoś dla obojga.

Pierwszego wieczoru, kiedy wybierałam ja, puściłam polski film kryminalny, o którym Zenon z góry stwierdził, iż będzie nudny jak flaki z olejem. Po pół godzinie to on prosił mnie, żebym ściszyła, bo nie dosłyszał jakiejś kwestii. Tydzień później ja obejrzałam z nim program o historii Zawiszy Bydgoszcz i, ku własnemu zdziwieniu, wciągnęło mnie to bardziej, niż się spodziewałam – może dlatego, iż opowiadali o meczu, na który chodziliśmy jeszcze jako narzeczeni.

W piątki zaczęliśmy robić coś, czego nie robiliśmy od lat: siadaliśmy razem na kanapie z miską popcornu i po kolei czytaliśmy sobie opisy na głos, zanim któreś zdążyło kliknąć "odtwórz". Zenon zawsze pyta teraz, zanim włączy cokolwiek na wspólnym wieczorze, czy na pewno chcę to oglądać, a ja przestałam odpowiadać "mnie to bez różnicy" choćby w żartach.

Miesiąc później Kasia przyjechała na weekend z Torunia i zastała ojca w swoim starym pokoju, w swoim starym fotelu, oglądającego jakiś francuski serial kryminalny, który sama mu poleciła przez telefon. Stanęła w drzwiach z torbą jeszcze na ramieniu i tylko pokręciła głową: "Tato, ty to oglądasz?". Zenon choćby się nie obejrzał, tylko machnął ręką, żeby usiadła i nie przeszkadzała mu do końca odcinka.

Idź do oryginalnego materiału