Tatusiu, jak mogłeś to zrobić mamie?! Dlaczego postąpiłeś w ten sposób?!

polregion.pl 5 godzin temu

Tatusiu, jak to możliwe?! Jak mogłeś zrobić to mamie?!

Halina szła z przyjaciółką, Zosią, pod starymi kasztanami Parku Łazienkowskiego, ich kroki tłumiły opadające liście, a świat wirujący wokół wydawał się jakby rozmyty i nierealny. Nagle, pomiędzy skrzypiącymi ławkami, zobaczyły mężczyznę i kobietę na rozświetlonym przez księżyc fragmencie trawnika. On delikatnie przytulał ją, szepcząc coś prosto do ucha, a jej twarz jaśniała radością, dziwnie świecącą w tym jesiennym półmroku. Halina patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami, nie mogąc oderwać wzroku.

Halu, co jest? Halo! popędzała Zosia.

Nic, chodźmy już powiedziała nagle Halina, dziwnie spięta.

Pożegnały się pod starą bramą, każda poszła w swoją stronę, a Halina, idąc w stronę kamienicy przy Alejach Jerozolimskich, czuła, jak rzeczywistość rozpuszcza się w jakiejś sennie nieprawdopodobnej mgławicy.

Tatusiu, jak mogłeś?! Jak to mamie zrobić?! krzyczało jej serce, a w głowie wirowały obrazy z parku.

Zajęcia już minęły, a do domu nie spieszyło jej się. Zosiu, chodźmy jeszcze na spacer! zaproponowała.

Jasne, póki jasno! Zosia skinęła głową.

Zupełnie im nie po drodze był park, ale czemu by nie oddać się dryfowaniu między samotnymi ławkami i obserwowaniu cieni ludzi zakochanych? Szły w ciszy, czasami przyglądając się, jak inni wtuleni w siebie zupełnie ich nie widzą.

Gdy skręciły w pustą aleję, zobaczyły go. Ten sam obraz, który niedługo nawiedzałby Halinę przez całą noc. On, starszy pan, którego sylwetka wydała się jej znajoma, obejmujący kobietę o uśmiechu z porcelany. Halina nie mogła przestać patrzeć.

Halu, co ty… mruknęła Zosia. Halina wypadła z zamyślenia i przyspieszyła kroku.

Kiedy wyszły z parku, Halina milczała, myśląc o tym, czy naprawdę widziała, co widziała. Obraz kobiety przy klombie, mężczyzny szepczącego jej do ucha przez chwilę świat był rozbity na odłamki, a ona sama, przecież córka, stała się przezroczysta jak sen.

W domu matka powitała ją tonem przyziemnym.

Siadaj do kolacji! warknęła matka. Znowu na was oboje z ojcem nie można się doczekać.

Zaraz, tylko umyję ręce wymamrotała Halina.

Stała długo nad łazienkową umywalką, wodząc wzrokiem po kafelkach, jakby szukała ukrytego kodu. Ojca przez cały czas nie było, a matka wyciągała z piekarnika schabowe. Halina zjadła parę kęsów, po czym zamknęła się w swoim pokoju.

Usiadła do laptopa, ale przed oczami powracał tamten obraz z parku, jakby utkwił jej w głowie kawałek innego świata.

To przecież mój tata. Czy w dorosłym życiu zdrada i kłamstwo to coś zwyczajnego? Czego mu brakowało w domu? Może… ona choćby nie wie, iż ja jestem, iż mama istnieje? powtarzała w myślach.

Nagle usłyszała szczęk zamka. Zza drzwi dobiegł głos ojca:

Przepraszam kochana! Dzień był ciężki.

Dawniej ciężkie dni miałeś tylko pod koniec miesiąca, a teraz codziennie! burknęła matka, jakby to był codzienny rytuał.

Aniu, naprawdę tak już mam westchnął ojciec, wchodząc do pokoju Haliny. Jak zawsze, nachylił się, by ją pocałować, ale ona cofnęła się, sztywniejąc.

Idź, bo kolacja stygnie! powiedziała ostro.

Córeczko, co się stało?

Nic mi nie jest, a tobie?

Spojrzał na nią uważnie, ale nie powiedział nic, zasmucony. Odszedł do kuchni, a Halina całą noc układała w głowie plan odzyskania ojca.

Zasypiając słyszała głosy we śnie, mieszające się z trzeszczącą gałęzią kasztana za oknem:

Krzysztofie, gdzie idziesz?

Do pracy, na chwilę, naprawdę muszę.

Dziś sobota, zostań z nami

Wracam na obiad, wyjdziemy gdzieś razem.

Rankiem Halina przeciągnęła się leniwie, udając, iż dopiero się budzi.

A ty gdzie się wybierasz? zapytała matka.

Mamusiu, mam zajęcia i się spieszę.

Matka fuknęła, coś mrucząc o zabieganych dzieciach. Halina wbiegła gwałtownie do łazienki. Wychodząc zauważyła, iż ojciec już czeka w przedpokoju.

Chodź, odprowadzę cię, Halinko powiedział cicho.

Napij się kawy, przecież już gotowa! zawołała matka z kuchni.

Halina w biegu wypiła łyk, a potem pociągnęła ojca za rękę.

Chodź, tato!

Szli razem, milcząc. W końcu ojciec spytał:

Jesteś na mnie zła?

Ależ skąd, tato! Pewnie mam trudny okres. Bardzo Cię kocham, tato!

I ja ciebie, córeczko.

Najmocniej na świecie?

Zauważyła, iż ojciec spiętrzył brwi, spojrzał dziwnie, ale odpowiedział:

Najmocniej w całym świecie!

Przeszli trochę, prawie się nie odzywając.

To tutaj tato, już możesz wracać. Pamiętaj, dziś wspólny rodzinny dzień!

Halina udała się w kierunku zajęć, ale za rogiem ukryła się za krzakiem. Poczekała aż ojciec zniknie za rogiem i nie oglądając się, podążyła za nim jak w półśnie. Szli długo, jakby przez wieczność, przez nieznane jej dzielnice Warszawy. W końcu zatrzymał się pod wysoką kamienicą, zadzwonił do kogoś i czekał.

Po kilku minutach pojawiła się kobieta. Piękna, aż Halina wstrzymała oddech.

Czy ona jest dla niego ważniejsza niż ja i mama? przeszło jej przez myśl.

Kobieta podbiegła i pocałowała tatę. Odeszli razem, trzymając się za ręce, zawinięci jakby w przezroczystą mgiełkę. Weszli do jakiegoś skweru, usiedli na ławce i rozmawiali bardzo poważnie w pewnym momencie pocałowali się długo i namiętnie.

Halina czuła zawód i wściekłość, które rosły w niej jak zimowa burza.

Po wszystkim kobieta wróciła do kamienicy. Halina poczekała, aż znowu wyjdzie, tym razem z torbą śmieci. Podążyła za nią i, gdy tamta zamykała kontener, podeszła do niej z zaciętością.

Dzień dobry! Halina zagrodziła jej drogę.

Dobry, o co chodzi? kobieta spojrzała na nią podejrzliwie.

Posłuchaj, spotkasz się jeszcze raz z Krzysztofem i zobaczysz!

Kim ty jesteś?

Córką. A mój ojciec kocha moją mamę powiedziała ostro.

Weź telefon i zadzwoń do niego. Powiedz, żeby już nigdy się do ciebie nie odzywał.

Wystraszona kobieta wykręciła numer. Halina słyszała głos ojca po drugiej stronie:

Marto, co się dzieje?

Krzysztofie, my już się nie zobaczymy. Masz rodzinę. Ja i tak niedługo wyjeżdżam z miasta po studiach.

Cisza, potem głos ojca z nutą ulgi:

Dobrze, Marto. Żegnaj.

Halina zawróciła. Gdy weszła do mieszkania, rodzice rozmawiali przy stole, jakby nic nigdy się nie wydarzyło.

Co taka zadowolona? zapytała matka, odkładając talerz.

Zjem chętnie odpowiedziała Halina.

Naprawdę, dlaczego taki dobry nastrój? dopytywał ojciec.

Tato, kochasz mnie? odpowiedziała pytaniem.

Kocham!

A mamę?

Zapanowała krótka cisza, po czym ojciec stanowczo powiedział:

Twoją mamę też kocham.

I powtórzył raz jeszcze:

Naprawdę, was kocham! a w tym śnie Warszawa była jakby cieplejsza niż zwykle.

Idź do oryginalnego materiału