Ojciec postanowił się ożenić
Matka Katarzyny zmarła pięć lat temu. Miała zaledwie czterdzieści osiem lat. Serce przestało bić, kiedy podlewała fiołki na kuchennym parapecie. Ojciec miał wtedy pięćdziesiąt pięć lat.
Nie płakał, nie krzyczał. Po prostu siadał w fotelu żony i patrzył na jej zdjęcie. Wzrok utkwił w jej twarzy tak, jakby siłą myśli próbował ją przywołać.
Tamtego dnia Katarzyna straciła nie tylko matkę. De facto straciła również ojca. On został w tym samym mieszkaniu, ale jakby nie był już sobą zamienił się w cień dawnego człowieka. Duch zamknięty w kokonie żalu.
Pierwszy rok był wyjątkowo trudny. Młodej, dwudziestotrzylatce przypadła rola nie tylko córki, ale i opiekunki oraz powierniczki. Gotowała mu barszcz, którego nie ruszał, prała koszule, których nie zakładał, i mówiła, mówiła bez końca, próbując wyciągnąć go z otchłani smutku.
Ojciec milczał. Gdy już odpowiadał, to monosylabami. Każde jego słowo brzmiało jak ostrzeżenie: nie wtrącaj się, nie dotykaj, nie zbliżaj się.
Tak zbudował się między nimi wysoki, nieprzenikniony, szary mur
***
Czas mijał. Żyli obok siebie, nie ze sobą.
Rano mijali się w kuchni, potem rozchodzili się w swoje strony. Wieczorem znów spotykali się przy czajniku, wymieniając kilka słów na krzyż, po czym znikali w swoich pokojach. Wspólnego życia nie było żadnego.
Katarzyna przestała narzucać ojcu swoją troskę. On był jej za to wdzięczny. Każde z nich powoli oswajało się z nową rzeczywistością.
Bez żony Bez mamy…
***
Po pewnym czasie ojciec zaczął powoli wracać do życia.
Uśmiechał się do sąsiadki z naprzeciwka, która czasem przynosiła im blachę sernika albo drożdżówki. Wyjeżdżał z kolegą na ryby. Odkurzył stary laptop i wrócił do filmowych seansów.
W jego postawie nie było już tego dawniego przygnębienia. Katarzyna uwierzyła, iż najgorsze minęło. Odważyła się choćby wyjechać na całe lato nadarzyła się okazja pracy w sanatorium.
Kiedy wróciła, czekała na nią wielka niespodzianka.
***
Ojciec oznajmił, iż się żeni.
Powiedział to od razu, gdy tylko przekroczyła próg. Głosem spokojnym i stanowczym, jakby wszystko było już poukładane.
Przeszli do kuchni, ojciec usiadł naprzeciw.
Poznałem kobietę powiedział z uśmiechem. Nazywa się Grażyna. Planujemy wziąć ślub.
Serce Katarzyny zamarło. Nie dlatego, iż ojciec znalazł kogoś. Była choćby gotowa cieszyć się jego radością. Ale w jej głowie zaczęły dźwięczeć słowa: Mieszkanie!
To ich mieszkanie! Tu dorastała! W rogu przez cały czas stoi maszyna do szycia mamy, w kredensie wciąż jej ulubiony kubek! A teraz obcy przedmiot, zostawiony w zlewie przez jakąś kobietę
Katarzyna patrzyła na niego z widocznym niesmakiem.
Tato zaczęła ostrożnie nie sądzisz, iż to trochę za szybko? Znasz ją wystarczająco dobrze? Gdzie chcecie mieszkać? Mam nadzieję, iż nie tutaj? Przecież to nie tylko twoje mieszkanie. To także mamy
Ojciec uniósł wzrok. Był w nim tylko zmęczenie i chłodny żal.
A więc o to chodzi powiedział cicho. Zaczęło się. Szybko, córeczko. Jestem jeszcze żywy Za wcześnie dzielić skórę na niedźwiedziu, który jeszcze żyje.
Nie dzielę! Chcę jasności! wybuchła Katarzyna. To chyba zrozumiałe! Zakładasz nową rodzinę, a ja co zrobię, gdy coś się wydarzy?
Wtedy będziesz myśleć, co zrobisz rzucił ojciec ponuro i poszedł do swojego pokoju.
***
Grażynę poznała po paru dniach. Wysoka, szczupła kobieta z lekko smutnym, przenikliwym spojrzeniem, była uprzejma aż do przesady.
Katarzyno, rozumiem twoje uczucia zapewniała. I wiesz, nie zamierzam niczego zabierać. Mam swoje życie, własne mieszkanie. Po prostu kocham twojego tatę.
Starała się być przyjazna, ale jednak te pytania!
A wasza działka daleko od miasta? pytała Grażyna z udawaną niewinnością. Dawno macie to mieszkanie? Kamienice z lat sześćdziesiątych teraz są bardzo w cenie.
Mówiła też, iż nie lubi rozmawiać o spadku zawczasu, bo to rani tatę i sprawia, iż czuje się niepotrzebny.
Po tej wizycie wątpliwości Katarzyny tylko się nasiliły. Była przekonana, iż ta kobieta jest przebiegła i interesowna, przez co jej relacje z ojcem już i tak napięte całkiem się popsuły. Ona widziała w nim urażonego staruszka, ślepo zakochanego, gotowego oddać dorobek przypadkowej osobie. Dla niego zaś stała się chciwą, nieufną córką, dla której nie liczyło się jego szczęście.
Każda rozmowa kończyła się kłótnią. Ojciec powtarzał, iż ma prawo do własnego życia. Katarzyna odwzajemniała, iż ma prawo do poczucia bezpieczeństwa na przyszłość. Raniąc się wzajemnie, nie rozumieli, jak bardzo krzywdzą samych siebie.
***
W końcu Katarzyna nie wytrzymała. Zaproponowała wizytę u notariusza, by raz na zawsze rozstrzygnąć sprawy majątkowe.
Ojciec długo się wzbraniał, ale w końcu westchnął i zgodził się.
Dobrze powiedział z żalem niech będzie, jak chcesz.
W drodze do kancelarii milczeli. Katarzyna ściskała nerwowo torebkę, przygotowując się na walkę
W kancelarii było cicho. Ojciec usiadł z boku, ręce spoczęły ciężko na kolanach. Twarz miał nieprzeniknioną.
Notariusz, siwa kobieta o ostrych rysach, otworzyła teczkę.
A więc spotkaliśmy się, by zaczęła służbowym tonem.
Proszę poczekać przerwał jej ojciec cicho, ale z tak stanowczym tonem, iż Katarzyna zadrżała. Ja tu jestem w innej sprawie
Podał notariuszowi dokument.
Proszę bardzo.
Notariusz włożyła okulary, przebiegła wzrokiem po kartce i spytała z wyraźnym zaskoczeniem:
Jest pan pewien? To akt darowizny. Przekazuje pan całe swoje mienie córce? Bez żadnych warunków?
Katarzynie zabrakło tchu. Co? Tak po prostu przekazuje wszystko jej? To pułapka? Powie potem, iż go zmusiła?
Patrzyła ojcu wprost w oczy, próbując zrozumieć, o co mu chodzi.
Ale on patrzył na nią tak, iż serce jeszcze bardziej się ścisnęło. W jego wzroku nie było już gniewu czy żalu. Było tylko nieskończone rozczarowanie i litość. Litość wobec niej samej.
Proszę powiedział cicho. Wstał i położył podpisany dokument przed nią. Bierz. Wszystko, o co ci tak chodziło. Mieszkanie. Działka. Całość. Teraz możesz spać spokojnie, bo stary pień nie zamieni twojego dziedzictwa na jakieś tam złudne szczęście.
Słowo szczęście wypowiedział z taką goryczą, iż Katarzyna aż się wzdrygnęła.
Tato ja nie chciałam wyszeptała przez łzy upokorzenia.
Nie chciałaś? parsknął gorzkim śmiechem. Ten śmiech był gorszy niż krzyk. Katarzyno, przez ostatnie pół roku ani razu nie spytałaś, jak się czuję. Czy mi ciepło, czy może potrzebuję lekarstw. Wszystko, co cię interesowało, to papiery. Metr kwadratowy za metr kwadratowy. Nie widziałaś we mnie ojca. Widziałaś przeszkodę do własnego majątku. Myślisz, iż tego nie zauważyłem?
Zrobił krok w stronę drzwi. Spojrzał:
Marzyłaś o tej klatce? To ją masz. Jest twoja.
Ojciec wyszedł. Katarzyna trwała w bezruchu, zaciskając w ręku zimny arkusz papieru. Wygrała! Dostała wszystko! Ale nagle zrozumiała, jak bardzo przegrała
***
Minęło wiele lat.
Ojciec i Grażyna są przez cały czas razem. Katarzyna czasem widuje ich w sklepie lub na spacerze. Prawie zawsze trzymają się za ręce. Ojciec postarzał się, ale gdy patrzy na Grażynę, twarz mu promienieje szczęściem.
Katarzyna mieszka sama.
W trzypokojowym mieszkaniu z nowoczesnym wystrojem i drogimi meblami.
W weekendy jeździ na działkę. Tam też wszystko jest dopieszczone.
Tylko iż szczęście gdzieś po drodze się zapodziało
Dziś rozumie: ojciec oddał jej dom nie z żalu ani złości. Oddał jej to, co sama wybrała ściany zamiast człowieka, papiery zamiast miłości.
Zamieniła własnego ojca na trzy pokoje i ogródek. I to zrozumienie to najstraszniejsze dziedzictwo, jakie dostała.











