Maks, musimy porozmawiać.
Oliwia nerwowo poprawia obrus na stole, wygładzając niewidzialne fałdy. Jej palce nie chcą się słuchać, zdradzając napięcie, które tak pieczołowicie chowa za równym tonem głosu. Maksymilian siedzi naprzeciwko niej, zapatrzony w ekran telefonu, intensywnie przesuwając palcami po ekranie. Ostentacyjne ignorowanie jego ulubiona broń.
Synku… chcę Ci wyjaśnić coś ważnego.
Zero reakcji. Słychać tylko kliknięcia palców.
Oliwia bierze głęboki oddech, zbierając odwagę do rozmowy, którą odkładała już od tygodni.
Kiedy rozwiodłam się z Tatą minęło pół roku zanim przedstawiłam Cię Michałowi. Nie spieszyłam się, rozumiesz? Chciałam się upewnić, iż to poważne.
Palce Maksymiliana zawisły nad ekranem. Chłopak powoli podnosi głowę, a w jego oczach pojawia się gniew tak intensywny, iż Oliwia cofa się na moment.
Poważne? syczy przez zaciśnięte zęby. Myślisz, iż z tym obcym facetem wszystko jest poważne? On choćby nie dorasta Tacie do pięt! Tata jest i tak najlepszy!
Wspomnienia pierwszego spotkania wracają do Maksymiliana z bolesną precyzją. Wysoki nieznajomy w progu ich mieszkania, nerwowy uśmiech mamy, zapach obcego perfumu w korytarzu. Zdobywca, który zajął miejsce ojca bez zaproszenia.
Nie jest obcy Oliwia mówi łagodnie. To mój mąż.
Twój! Maksymilian rzuca telefon na stół. Dla mnie jest nikim! Moim ojcem jest Tata, a ten…
Nie kończy zdania, ale pogarda w głosie mówi wszystko.
Michał próbował naprawdę mocno. Boże, jak się starał. Wieczorami znikał w garażu, pochylony nad wygiętym rowerem Maksymiliana. Ręce w smarze, pot na czole, uparcie uśmiechnięty człowiek, który postanowił walczyć.
Popatrz, wyprostowałem ramę mówił, przecierając ręce szmatką. Jutro pojeździsz?
W odpowiedzi cisza. Zimna, przenikliwa cisza.
Wieczorami Michał siada obok chłopca przy biurku, tłumacząc równania prostymi słowami.
Zobacz, jak przesuniesz x tutaj…
Wiem urywa Maksymilian, choć wyraźnie nie rozumie.
Byle tylko się odczepił.
Każdego poranka kuchnia wypełnia się zapachem świeżych naleśników z miodem ulubionego przysmaku chłopaka. Michał układa je w stosik na talerzu, stawia przed Maksem.
Tata robił je cieńsze rzuca Maks, ledwo dotykając jedzenia. I kupował prawdziwy miód, a nie ten… ten jest bez smaku.
Każdy gest troski rozbija się o mur obojętności. Chłopak jakby zbierał powody do kąśliwych uwag, zmieniając każdą drobnostkę w pretekst do porównania.
Tata nigdy nie podnosił głosu.
Tata zawsze wiedział, co lubię.
Tata robił wszystko lepiej.
Ślub Oliwii i Michała rozsadził delikatny rozejm. Maks przyjął wpis w dokumencie jako zdradę głęboką i nieodwracalną. Dom stał się polem minowym. Poranki rozpoczynały się napiętą ciszą, wieczory kończyły się trzaskaniem drzwi.
Maksymilian bezwiednie stał się agentem. Notował każdą pomyłkę Michała z dociekliwością śledczego. Ostre słowo przy kolacji zapisane. Przesadny westchnienie nad zadaniem domowym zapamiętane. Zmęczone nie teraz po pracy dorzucone do skarbonki żalu.
Tata, on znów na mnie krzyczał szeptał Maks do telefonu, zamknięty w swoim pokoju.
Serio? Andrzej po drugiej stronie mlaskał z pozornym współczuciem. Biedny mój synuś. Pamiętasz, jak chodziliśmy do parku? Co weekend?
Pamiętam…
To była prawdziwa rodzina. Nie to, co teraz.
Andrzej malował idealistyczne obrazy przeszłości, w których słońce zawsze świeciło, trawa była najbardziej zielona, a tata nigdy nie popełniał błędów. Każdy domowy konflikt przemieniał w dramat.
Michał czuł się jak nieproszony gość we własnym domu. Każde spojrzenie Maksymiliana krzyczało: jesteś tu zbędny. Zająłeś nie swoje miejsce. Nigdy nie będziesz częścią rodziny.
Zmęczenie narastało, przytłaczało. Wszystko runęło jednego zwyczajnego wieczoru, przy kolacji.
Nie masz prawa mnie wychowywać! wykrzyknął Maks, gdy Michał poprosił, by odłożył telefon. Jesteś dla mnie nikim! Słyszysz? Nikim!
Oliwia znieruchomiała z widelcem w dłoni. Coś w niej pękło. Syn patrzył na jej męża z taką nienawiścią, iż w powietrzu zrobiło się gęsto.
Tata i tak jest najlepszy. A ty tylko wszystko niszczysz! Tata mówił, iż z nim byłoby mi lepiej!
Dość powiedziała cicho Oliwia. Wystarczy tego.
Następnego dnia wzięła telefon do ręki. Palce się trzęsły, ale determinacja nie ustępowała.
Andrzej zaczęła równo jeżeli uważasz, iż jesteś lepszym rodzicem, zabierz do siebie Maksymiliana. Na dobre. Nie protestuję, choćby alimenty mogę płacić.
Cisza w słuchawce trwała wieczność.
Wiesz teraz jest ciężko zaczął Andrzej. Praca, delegacje Chciałbym, naprawdę, ale
Andrzej kręci się w zeznaniach. Szeleści papierami, chrząka.
No, Oliwio Mam teraz jednopokojowe mieszkanie, zacząłem remont. A praca sama rozumiesz, nieregularne godziny.
Oliwia milczy, pozwalając mu kluczyć w swoich wymówkach.
Poza tym, Natalia moja dziewczyna ona nie jest gotowa na dziecko w domu. Właśnie zamieszkaliśmy razem, wciąż się docieramy
Żałosny głos człowieka, który nastawia syna przeciw nowej rodzinie. Który wieczorami dzwoni, szepcze jadowite słowa, rozdmuchuje każdą iskierkę niezadowolenia. A teraz jednopokojowe mieszkanie, remont, Natalia.
Rozumiem, Andrzeju mówi Oliwia spokojnie. Dziękuję za szczerość.
Rozłącza się, nie czekając na odpowiedź.
Wieczorem Oliwia woła syna do salonu. Maks siada w fotelu, wyzywająco patrząc, ale coś w oczach mamy sprawia, iż milknie.
Dzisiaj rozmawiałam z Tatą.
Chłopak natychmiast się spina.
Co powiedział?
Oliwia siada naprzeciw.
Nie jest gotów Cię zabrać. Ani teraz, ani później. Ma nowe życie, nową partnerkę, nie ma dla Ciebie miejsca.
Kłamiesz! Wszystko kłamiesz! rzuca Maks. Tata mnie kocha! Sam mówił
Mówić łatwo Oliwia mówi cicho, poważnie. Kiedy zapytałam, by Cię zabrał, zaczął mówić o remoncie i jednopokojowym mieszkaniu.
Maks otwiera usta, ale nie ma już nic do powiedzenia.
Teraz słuchaj uważnie Oliwia pochyla się. Koniec porównań. Koniec szpiegowania, donosów tacie, obrażania Michała. Albo jesteśmy rodziną całą trójką. Albo idziesz do ojca, który nie chce Cię przyjąć. Znajdę sposób, by go zmusić i sama zobaczysz, kim on naprawdę jest.
Maksymilian siedzi nieruchomo, tylko szeroko otwarte oczy zdradzają, iż wszystko usłyszał.
Mamo
Nie żartuję patrzy na syna bez śladu uśmiechu. Kocham Cię bardziej niż wszystko, ale nie pozwolę Ci rozbijać mojego małżeństwa. Zachowujesz się okropnie. Długo wytrzymałam, ale mam dość. Decyzja należy do Ciebie.
Maksymilian zamiera. Świat, który wydawał się prosty dobry tata kontra zły Michał pęka na kawałki. Ojciec nie chce go brać. Wybrał Natalię i remont. Ojciec wykorzystywał go tylko po to, by dokuczyć matce?
Bolesna prawda dociera powoli. Te wieczorne telefony, współczujące westchnięcia, pytania co jeszcze zrobił? to nie troska. To broń. Andrzej gromadził amunicję do własnej zemsty, a Maks mu ją dostarczał.
Chłopak przełyka gorzką kulę w gardle.
A Michał? Ten sam Michał, którego dręczył miesiącami? Który cierpliwie prostował rower, mimo demonstracyjnego lekceważenia. Każdego poranka wstawał wcześniej, smażył naleśniki. Który nie odchodził, nie rezygnował, nie przestawał próbować mimo wszystko
Zmiany przychodzą powoli. Pierwsze tygodnie Maksymilian chowa się w swoim pokoju, unika kontaktu wzrokowego z Michałem. Wstyd przyznać, iż zachowywał się jak dzieciak. Za każdym razem, gdy widzi Michała, przypomina sobie swoje słowa jesteś nikim i chciałby zapaść się pod ziemię.
W domu wszyscy chodzą na palcach. Rozmawiają ostrożnie, ogólnikowo. Atmosfera jak w sali szpitalnej, gdzie pacjent balansuje na granicy życia.
Pierwszym krokiem była praca z fizyki. Maksymilian siedzi dwie godziny, gryzie ołówek i wreszcie, z trudem się przełamuje.
Michał imię przychodzi z trudem, zawiesza się na języku. Pomożesz mi? Nie ogarniam tych wektorów.
Ojczym podnosi głowę znad laptopa. Bez zaskoczenia, bez triumfu tylko spokojna zgoda.
Pokazuj.
Miesiąc później jadą razem na ryby. Siedzą na brzegu, obserwują spławik, a Maks nagle zaczyna opowiadać o szkole, kumplach, o dziewczynie z równoległej klasy, która mu się podoba. Bez żalu. Bez porównań. Po prostu rozmawiają.
Michał słucha, kiwa, czasem wtrąci coś od siebie. Maksymilian rozumie: oto prawdziwa rodzina. Nie w wielkich słowach, nie w pięknych wspomnieniach. W cichych śniadaniach, w wytrwałości, w gotowości być obok choćby wtedy, gdy jest ciężko.
Chłopak dokonał wyboru. Takiego, jaki był adekwatny.













