Tata i tak jest lepszy! — Maks, musimy porozmawiać. Olga nerwowo poprawiała obrus na stole, wygładzając niewidoczne fałdy, podczas gdy Maksymilian siedział naprzeciwko, wpatrzony w telefon. Jego palce aż z przesadną gorliwością latały po ekranie — demonstracyjne ignorowanie, ulubiona broń nastolatka. — Synu… Chcę ci coś ważnego wyjaśnić. Żadnej reakcji. Tylko kliknięcia na wyświetlaczu. Olga wzięła głęboki oddech, zbierając się na słowa, które odkładała już tydzień. — Gdy rozwiodłam się z twoim tatą… minęło pół roku, zanim poznałeś się z Sergiuszem. Nie spieszyłam się, rozumiesz? Chciałam być pewna, iż to poważne. Palce Maksymiliana zamarły nad ekranem. Nastolatek powoli podniósł głowę — w oczach miał tyle oburzenia, iż Olga nieświadomie cofnęła się w fotelu. — Poważne? — wycedził przez zęby. — Uważasz, iż z tym obcym facetem jest ci naprawdę poważnie? On choćby nie dorasta tacie do pięt! Tata jest i tak najlepszy! Wspomnienia z pierwszego spotkania wróciły do Maksymiliana z bolesną dokładnością. Wysoki nieznajomy w progu mieszkania, nerwowy uśmiech mamy, obcy zapach w przedpokoju. Intruza, który zajął miejsce jego ojca. — On nie jest obcy — odparła łagodnie Olga. — To mój mąż. — Twój! — Maksymilian rzucił telefon na stół. — Dla mnie jest nikim! Mój tata to tata. A ten… Uciął, ale pogarda w głosie powiedziała wszystko. Sergiusz starał się, Boże, jak on się starał. Wieczorami znikał w garażu, pochylony nad wykrzywionym rowerem Maksymiliana. Ręce brudne od smaru, czoło mokre, uparcie dobry humor człowieka, który postanowił osiągnąć cel za wszelką cenę. — Patrz, naprawiłem ramę — mówił, wycierając dłonie szmatą. — Jutro możesz pojeździć? Cisza w odpowiedzi. Zimna, dzwoniąca cisza. Wieczorami Sergiusz siadał obok chłopca przy biurku, tłumacząc mu zadania z matematyki. — Zobacz, jeżeli przeniesiemy x tutaj… — Wiem — ucinał Maksymilian, choć wcale nie wiedział. Byle się go pozbyć. Każdego ranka kuchnia pachniała świeżymi naleśnikami z miodem — ulubioną słodkością chłopaka. Sergiusz układał je w stos na talerzu i stawiał przed pasierbem. — Tata robił je cieńsze — rzucał Maksymilian, ledwo dotykając jedzenia. — I kupował inny miód, prawdziwy. Ten jest niedobry. Każdy przejaw troski rozbijał się o mur lodowatej obojętności. Nastolatek jakby kolekcjonował powody do kąśliwych uwag, każdą drobnostkę przemieniając w okazję do porównania. — Tata nigdy nie podnosił głosu. — Tata zawsze wiedział, co lubię. — Tata wszystko robił najlepiej. Ślub Olgi z Sergiuszem wysadził kruche zawieszenie. Maksymilian odebrał pieczątkę w dokumentach jak zdradę — ostateczną i nieodwracalną. Dom stał się polem minowym. Poranki zaczynały się napiętym milczeniem, wieczory kończyły trzaskiem drzwi. Niepostrzeżenie Maksymilian stał się tajnym agentem. Notował każde potknięcie ojczyma z drobiazgowością detektywa. Ostre słowo przy obiedzie — zapisał. Westchnięcie z irytacją przy zadaniu domowym — zapamiętał. Zmęczone „nie teraz” po pracy — dorzucał do skarbnicy żalów. — Tato, a on znowu się na mnie wydzierał — szeptał Maksymilian do telefonu, zamknięty w swoim pokoju. — Serio? — Andrzej na drugim końcu przytakiwał z udawaną troską. — Biedny mój chłopak. Pamiętasz, jak chodziliśmy do parku? Co sobotę, co? — Pamiętam… — To była prawdziwa rodzina. Nie to, co teraz. Andrzej barwił opowieści syna, zamieniając codzienne konflikty w dramaty o złym traktowaniu. Malował wyidealizowane obrazki przeszłości: słońce jaśniejsze, trawa bardziej zielona, tata nigdy się nie mylił. Sergiusz czuł się niechcianym gościem we własnym domu. Każde spojrzenie Maksymiliana mówiło: jesteś zbędny. Zajmujesz cudze miejsce. Nigdy nie będziesz rodziną. Zmęczenie rosło, nakładało się jak warstwy, przygniatało niewidzialnym ciężarem. Wszystko pękło pewnego, pozornie zwyczajnego wieczoru przy kolacji. — Nie masz prawa mnie wychowywać! — wykrzyknął Maksymilian, gdy Sergiusz poprosił, by ten odłożył telefon na bok. — Jesteś dla mnie nikim! Rozumiesz? Nikim! Olga zamarła z widelcem w ręce. Coś w niej pękło. Syn patrzył na jej męża z taką nienawiścią, iż atmosfera zrobiła się gęsta. — Mój tata jest lepszy od ciebie w każdej dziedzinie. A ty… ty po prostu… Tata mówi, iż wszystko psujesz! Z nim byłoby mi lepiej! — Wystarczy — powiedziała Olga cicho. — Dosyć. Następnego poranka wybrała numer byłego męża. Palce się trzęsły, ale nie opuszczała jej determinacja. — Andrzej — zaczęła spokojnie — jeżeli uważasz się za lepszego rodzica, zabierz Maksymiliana. Na stałe. Nie mam nic przeciwko, choćby alimenty jestem gotowa płacić. Cisza przeciągnęła się nieznośnie. — No… wiesz… teraz to takie czasy… — jąkał się Andrzej. — Praca, delegacje… Chętnie bym, ale… Przez telefon szeleścił papierami, chrząkał. — I wiesz, Olgo… U mnie teraz remont, kawalerka, grafiki… I wiesz, Nataszka… moja dziewczyna… Ona raczej nie jest gotowa na dziecko w domu. Dopiero się do siebie przyzwyczajamy… Żałosne wykręty faceta, który podsycał syna przeciwko nowej rodzinie. Wieczorne rozmowy, sączenie jadów, rozdmuchiwanie każdej iskry pretensji. A teraz — kawalerka, remont, Natka nie gotowa. — Zrozumiałam, Andrzej — powiedziała spokojnie Olga. — Dziękuję za szczerość. Rozłączyła się bez żalu. Wieczorem Olga poprosiła syna do salonu. Maksymilian usiadł wyzywająco w fotelu, ale wzrok mamy wyraźnie go powstrzymał. — Rozmawiałam dziś z twoim tatą. Chłopak się wyprostował. — I co powiedział? Olga siadła naprzeciw. — Nie jest gotów cię zabrać. Ani teraz, ani potem. Ma nową kobietę, nową codzienność i nie ma dla ciebie tam miejsca. — Kłamiesz! W wszystko kłamiesz! — wybuchnął Maksymilian. — Tata mnie kocha! Sam mówił… — Łatwo mówić — odparła Olga poważnie, cicho. — Ale kiedy go poprosiłam, wspomniał o remoncie i kawalerce. Maksymilian otworzył usta, ale nie znalazł riposty. — Teraz posłuchaj. — Olga pochyliła się. — Koniec porównań. Koniec szpiegowania i skarżenia tacie, koniec złośliwości wobec Sergiusza. Albo jesteśmy rodziną. Wszyscy troje. Albo wychodzisz do ojca, który wcale cię nie chce. jeżeli trzeba, zmuszę go, żeby cię zabrał — wtedy zobaczysz, jaki jest naprawdę. Maksymilian znieruchomiał; tylko rozszerzone źrenice zdradzały, iż zrozumiał każde słowo. — Mamo… — Nie żartuję — powiedziała Olga bez cienia uśmiechu. — Kocham cię nad życie. Ale nie pozwolę ci niszczyć mojego małżeństwa. Masz okropne zachowanie. Dość. Wybieraj. Maks był jak sparaliżowany. Dotąd świat wydawał się prosty — dobry tata kontra zły ojczym. A teraz? Tata nie chce go zabrać. Wybrał Natalię i remont. Tata… tylko go wykorzystywał, by dokuczyć matce. Bolesna prawda opadała powoli, jak mgła. Wszystkie te wieczorne rozmowy, udawane współczucie, pytania „co zrobił jeszcze?” — to nie troska. To broń. Andrzej zbierał amunicję do małej zemsty na byłej żonie, a Maksymilian wiernie ją dostarczał. Młody chłopak przełknął gorycz. A Sergiusz? Ten sam, którego dręczył miesiącami? Który cierpliwie prostował rower, choć Maks demonstracyjnie omijał garaż? Który wstawał wcześnie rano, by robić naleśniki? Który nie odchodził, nie poddawał się, nie przestawał próbować — mimo wszystko… …Zmiana była trudna. Pierwsze tygodnie Maksymilian spędzał w swoim pokoju, unikając wzroku ojczyma. Było zbyt wstyd przyznać, jak bardzo się mylił. Na widok Sergiusza przypominał sobie własne słowa — „Dla mnie jesteś nikim” — chciał zapaść się pod ziemię. Wszyscy chodzili na palcach. Mówili ostrożnie, niebezpośrednio. Dom przypominał szpitalną salę intensywnej terapii. Pierwszym krokiem było zadanie z fizyki. Maksymilian siedział nad nim dwie godziny, gryząc ołówek, aż w końcu odważył się poprosić: — Sergiusz… — imię przeszło przez gardło z trudem. — Możesz mi pomóc? Nie rozumiem tych wektorów. Ojczym spojrzał znad laptopa. W oczach nie było zaskoczenia ani triumfu – tylko spokojna akceptacja. — Jasne, pokaż. Po miesiącu razem wybrali się na ryby. Siedzieli na brzegu, patrzyli na spławiki, a Maksymilian zaczął opowiadać — o szkole, kolegach, dziewczynie z sąsiedniej klasy, która mu się podoba. Bez wyrzutów, bez porównań. Po prostu rozmowa. Sergiusz słuchał, kiwał głową, czasem coś skomentował. I wtedy Maksymilian zrozumiał: tu jest prawdziwa rodzina. Nie w głośnych deklaracjach, nie w idealizowanej przeszłości. W spokojnych śniadaniach. W cierpliwości. W gotowości, by zostać choćby gdy wszystko jest przeciwko tobie. Chłopak dokonał swojego wyboru. adekwatnego… TATA JEST I TAK NAJLEPSZY!

naszkraj.online 4 godzin temu
Maciek, musimy porozmawiać. Anna nerwowo poprawiała obrus na stole, wygładzając niewidzialne fałdy. Palce jej drżały, mimo iż udawała spokój. Maciek siedział naprzeciwko, zatopiony w swoim telefonie, jego kciuki przesuwały się po ekranie z wyraźnym przesadnym zaangażowaniem. Udawanie, iż nie słyszy jego ulubiona broń. Synku… Chciałabym ci coś ważnego wyjaśnić. Zero reakcji. Tylko kliknięcia ekranu. Anna […]
Idź do oryginalnego materiału