
Lubię prostych ludzi. Takich, którzy nie udają i nie grają kogoś, kim nie są. Którzy potrafią się szczerze uśmiechnąć, powiedzieć dobre słowo i tak po prostu być. Bez tej rywalizacji, zazdrości, bez udawania. Z sercem na dłoni i spokojem w oczach. Bo żeby być dobrym człowiekiem, nie trzeba przecież kasy, pozycji czy idealnego życia. Wystarczy mieć serce po adekwatnej stronie, być naturalnym, szczerym, otwartym na drugiego człowieka. Współczesne życie przypomina pas szybkiego ruchu, po którym wszyscy gnają na złamanie karku, żeby tylko nie dać się wyprzedzić innym. Ludzie są przepracowani, ciągle podpięci do sieci i zestresowani. Prześcigają się w tym, kto jest bardziej zajęty, bardziej potrzebny i bardziej niewyspany. W tym świecie wszyscy chcą splendoru, chcą często za wszelką cenę błyszczeć... a prostota /nie mylić z prostactwem/ staje się największym luksusem...













