Tak bardzo chcę wrócić do domu, synku Stary Pan Petrowicz wyszedł na balkon, zapalił papierosa i u…

newsempire24.com 23 godzin temu

Bardzo chcę wrócić do domu, synku

Kowalski wyszedł na balkon, zapalił papierosa, i usiadł na niskim stołeczku. W gardle zawiązał mu się gorzki supeł. Próbował się opanować, ale ręce zdradziecko mu zadrżały. Nigdy by nie pomyślał, iż nadejdzie taki dzień, gdy zabraknie mu miejsca we własnym mieszkaniu…

Tato! Nie obrażaj się i nie wybuchaj złością! na balkon wbiegła jego starsza córka, Jadwiga. Przecież wiele nie proszę… Oddaj nam swój pokój, i to wszystko! jeżeli mnie nie żałujesz, to pomyśl przynajmniej o wnukach. Chłopaki zaraz pójdą do szkoły, a muszą spać z nami w jednym pokoju…

Jadzia, nie pójdę mieszkać do domu spokojnej starości powiedział Kowalski spokojnie. Jak wam ciasno z dziećmi w moim mieszkaniu, to przeprowadźcie się do matki Wojtka. Ona sama siedzi w trzech pokojach. Będzie osobny pokój dla was i dla chłopców.

Przecież wiesz, iż nigdy się z nią nie dogadam! krzyknęła córka, po czym z całej siły zatrzasnęła drzwi balkonowe.

Kowalski pogłaskał swojego starego psa, który tyle lat wiernie towarzyszył jemu i żonie, i wspominając ukochaną Helenę, rozpłakał się. Zawsze łzy nabiegały mu do oczu, gdy o niej myślał. Odeszła pięć lat temu. Po jej śmierci poczuł się jak sierota. Przez całe życie szli razem ramię w ramię, nie wyobrażał sobie, iż choćby przy córce i wnukach czekać go będzie samotna starość.

Jadwigę wychowywali z miłością i dobrocią, starali się przekazać jej najlepsze wartości. Ale najwyraźniej coś jednak przeoczyli Córka wyrosła na osobę chłodną i zapatrzoną w siebie.

Rudy, jego pies, cicho zawył i położył się u nóg właściciela. Czuł jego rozterki, cierpiał wraz z nim.

Dziadku, ty nas wcale nie kochasz? do pokoju wszedł ośmioletni wnuk.

Co ty mówisz Kto ci to nagadał? zdziwił się staruszek.

Czemu nie chcesz od nas wyjechać? Żal ci oddać pokój mnie i Olkowi? Jesteś taki skąpy! chłopiec patrzył na dziadka ze złością i pogardą.

Kowalski chciał coś wytłumaczyć wnukowi, ale zrozumiał, iż ten powtarza tylko słowa swojej matki. Jadwiga musiała go już uprzedzić.

Dobrze. Wyjadę powiedział bez życia. Oddam wam pokój.

Nie mógł już wytrzymać tej atmosfery. Wiedział, iż wszyscy go tu mają za intruza od zięcia, który od dawna z nim nie rozmawiał, po wnuka, któremu wmówiono, iż dziadek zabrał mu pokój.

Tatusiu, serio się zgadzasz? wbiegła do niego roześmiana Jadwiga.

Serio odparł cicho. Tylko proszę, nie krzywdź Rudego. Sam czuję się jak zdrajca…

Przestań! Będziemy się nim zajmować, wyprowadzać go choćby kilka razy dziennie. A na weekendy będziemy cię odwiedzać razem z Rudym obiecała córka. Znalazłam dla ciebie najlepszy dom opieki, zobaczysz, spodoba ci się tam.

Dwa dni później Kowalski wyjechał do domu spokojnej starości. Córka już dawno to załatwiła i tylko czekała, aż tata się podda. Gdy wszedł do dusznego pokoiku, gdzie czuć było wilgoć i pluskwy, żałował tej decyzji. Jadwiga okłamała go, opowiadając o wygodnych warunkach. To nie był prywatny pensjonat, tylko zwykły dom starców, gdzie lądowali ci, którzy nie mieli gdzie się podziać.

Powkładał rzeczy na miejsce i zszedł na dół. Usiadł na ławce przed budynkiem, prawie się rozpłakał. Patrząc na bezradnych staruszków rozmyślał, jakie nędzne życie czeka go tu za parę lat.

Nowy? zagadnęła elegancka starsza kobieta, dosiadając się do niego.

Tak westchnął ciężko.

Niech się pan nie przejmuje Ja też na początku płakałam, a później się pogodziłam. Mam na imię Zofia.

Antoni przedstawił się. Pani dzieci też pana tu oddały?

Nie, siostrzeniec. Dzieci nigdy nie miałam, zostawiłam mu mieszkanie, ale chyba się pośpieszyłam Przejął je, a mnie tu wsadził. Dobrze, iż chociaż nie wyrzucił na ulicę

Siedzieli razem do późnego wieczora, wspominając najlepsze młodzieńcze lata i swoich drugich połówek. Następnego dnia zaraz po śniadaniu znów wyszli na spacer.

Zofia wnosiła choć odrobinę euforii w życie Kowalskiego. Nie mógł wysiedzieć w pokoju, ciągle był na zewnątrz. Jedzenie też było marne, jadł tylko tyle, by mieć siłę.

Kowalski wyczekiwał córki. Wierzył, iż Jadwiga jednak zatęskni, zabierze go do domu. Czas mijał, a ona nie przyjeżdżała. Gdy spróbował zadzwonić, by zapytać o Rudego, nikt nie odebrał telefonu.

Pewnego dnia przed wejściem zobaczył dawnego sąsiada, Jacka Michalskiego. Jacek, zobaczywszy go, podbiegł zaskoczony.

To tu pan jest! zdziwił się. A córka mówi, iż wyjechał pan na wieś do rodziny! Od razu czułem, iż coś się nie zgadza. Wiedziałem, iż nie zostawiłby pan Rudego na ulicy.

O co chodzi? nie rozumiał Antoni Kowalski. Co z moim psem?

Proszę się nie martwić, oddaliśmy go do schroniska. Widziałem, jak Rudy siedzi godzinami pod klatką, a pana nie było. Spotkałem Jadwigę, spytałem czy coś się panu stało. Powiedziała, iż przeprowadza się do teściowej, a mieszkanie sprzedaje. A psiak, bo już staruszek, jej zdaniem nie był panu potrzebny. Co się w ogóle dzieje? zapytał Jacek, widząc jak staruszek blednie.

Kowalski opowiedział mu wszystko. Wyjaśnił, iż oddałby wszystko, by cofnąć czas i nie podjąć tej pochopnej decyzji. Córka pozbawiła go godnego życia, a jeszcze i psa wyrzuciła na ulicę.

Bardzo chcę wrócić do domu, synku wyszeptał.

Właśnie tu przyjechałem w podobnej sprawie. Jestem prawnikiem, często walczę o prawa starszych ludzi. Akurat prowadzę sprawę pewnego pana, któremu sąsiedzi przejęli dom. Proszę się nie martwić! Jest pan wciąż zameldowany, tak?

Tak. Chyba iż sama mnie wymeldowała Sam już nie wiem, co się po niej spodziewać…

Proszę się pakować, czekam w samochodzie powiedział Jacek. Nie można jej na to pozwolić! Cóż z niej za córka

Kowalski gwałtownie wrócił do pokoju, wrzucił rzeczy do torby i wyszedł. Przed wejściem spotkał Zofię.

Zosiu, wyjeżdżam. Spotkałem sąsiada, mówi, iż córka wyrzuciła mojego psa i sprzedaje mieszkanie. Takie oto sprawy wyjaśnił.

I co ze mną? zmartwiła się kobieta.

Nie martw się, jak tylko wszystko uporządkuję, wrócę po ciebie obiecał.

To tylko tak się mówi Kto mnie potrzebuje? westchnęła ze smutkiem.

Wybacz, muszę już iść. Ale przysięgam, dotrzymam słowa.

Kowalski do domu nie wrócił. Mieszkanie było już zamknięte, kluczy nie dostał. Jacek zabrał go do siebie. niedługo dowiedział się, iż Jadwiga już tam nie mieszka, przeniosła się do teściowej, a mieszkanie wynajęła lokatorom.

Dzięki Jackowi udało się wywalczyć swoje prawa do mieszkania.

Dziękuję ci podziękował sąsiadowi. Ale nie wiem, jak żyć dalej. Ona nie przestanie, dopóki mnie całkiem nie wyrzuci

Jest jedno wyjście powiedział Jacek. Sprzedamy mieszkanie, damy Jadwidze jej część, a za resztę kupimy panu nowe lokum. Najlepiej niewielki domek na wsi.

Wspaniale! ucieszył się Kowalski. To najlepsze rozwiązanie.

Po trzech miesiącach Antoni Kowalski przeprowadził się do nowego domu. Jacek pomagał mu we wszystkim, choćby zaoferował podwieźć go razem z Rudym.

Chciałbym wstąpić w jedno miejsce poprosił Kowalski.

Staruszek z daleka zobaczył Zofię. Siedziała na tej ich ławce, patrząc smutno w dal.

Zosiu! zawołał. Jedziemy po ciebie z Rudym. Mam już domek na wsi. Świeże powietrze, ryby, jagody, grzyby wszystko pod ręką. Jedziesz z nami? uśmiechnął się.

Jak miałabym pojechać? zawahała się kobieta.

Po prostu wstań z ławki i chodź z nami roześmiał się Nie ma tu już nic dla nas.

Poczekasz dziesięć minut? zapytała, łzy kręciły jej się w oczach.

Oczywiście, Zosiu! odparł Kowalski z uśmiechem.

Na przekór złej woli bliskich, tych dwoje wywalczyło szansę na szczęście. Każdy z nich przekonał się, iż nie brakuje dobrych ludzi na świecie. Bez względu na wszystko dobrych jest więcej niż złych. Antoni i Zofia przekonali się o tym na własnej skórze. Starsi ludzie potrafili powalczyć o siebie i odnaleźli w końcu upragniony spokój i szczęście.

Idź do oryginalnego materiału