Tajmer na stole, czyli jak nauczyliśmy się mówić o sobie – polska historia czwartkowych rozmów przy herbacie, garnku zupy i odkładaniu soli na adekwatną półkę

newskey24.com 1 godzina temu

Minutnik na stole

Znowu postawiłeś sól nie tam, gdzie trzeba odezwała się Ewa, nie odrywając wzroku od gotującego się rosołu.

Andrzej zatrzymał się z małym słoiczkiem w ręce, patrząc zdezorientowany na półkę. Sól stała tam, gdzie zawsze, obok cukiernicy.

A gdzie powinna stać? spytał ostrożnie.

Nie tam, gdzie powinna. Tam, gdzie ja jej szukam. Mówiłam ci już o tym.

Tobie łatwiej powiedzieć, gdzie, niż żebym zgadywał odpowiedział, czując, jak narasta w nim znane już zniecierpliwienie.

Gwałtownie wyłączyła gaz pod kuchenką, zakryła garnek pokrywką, odwróciła się do niego.

Jestem już zmęczona ciągłym powtarzaniem. Czasem chciałabym, żeby rzeczy po prostu stały tam, gdzie trzeba.

Czyli znowu robię wszystko źle podsumował, odkładając sól zaledwie kilka centymetrów w prawo.

Już otwierała usta, żeby odpowiedzieć, ale tylko trzasnęła szafką i wyszła z kuchni. Został z łyżką w dłoni, nasłuchując kroków w przedpokoju. Westchnął, spróbował zupy, bezwiednie jeszcze dosypał odrobinę soli.

Po godzinie jedli w milczeniu. W salonie telewizor cicho szumiał wiadomościami, ekran odbijał światło w szybach kredensu. Ewa jadła powoli, prawie na niego nie patrząc. On dziabał widelcem mielone, myśląc, iż znów wszystko poszło tym samym tropem: drobiazg, wyrzut, jego odparcie, jej milczenie.

I tak będziemy dalej żyć? odezwała się nagle.

Podniósł wzrok.

W sensie?

W sensie odłożyła widelec ty coś robisz, ja się denerwuję, ty masz do mnie żal. I wszystko idzie w kółko.

A jak inaczej? próbował zażartować. Przecież mamy tradycje.

Nie uśmiechnęła się.

Czytałam ostatnio coś o rozmowach. Raz w tygodniu, na minutnik.

Mrugnął zdziwiony.

Na co?

Na minutnik. Dziesięć minut mówię ja, dziesięć minut ty. Bez ty zawsze, bez ty nigdy. Tylko: ja czuję, dla mnie ważne, ja potrzebuję. A druga osoba nie zaprzecza, nie broni się, tylko słucha.

To z internetu? zapytał z przekąsem.

Z książki. Nie ważne. Chciałabym spróbować.

Sięgnął po szklankę z wodą, upił łyk, zyskując kilka sekund.

A jeżeli nie chcę? rzucił, starając się nie zabrzmieć zbyt ostro.

To znaczy, iż będziemy się dalej kłócić o sól powiedziała spokojnie. Ale ja już nie chcę.

Spojrzał na jej twarz. Zmarszczki wokół ust pogłębiły się w ostatnich latach; choćby nie zauważył kiedy. Wydawała się zmęczona nie dniem, tylko całym życiem.

Dobrze powiedział ale od razu mówię, iż nie jestem dobry w tych waszych technikach.

Tu nie trzeba być dobrym uśmiechnęła się słabo. Tu trzeba być szczerym.

Wieczorem, w czwartek, siedział na kanapie z telefonem w dłoni, udając, iż czyta wiadomości. W brzuchu czuł nieprzyjemny ścisk, jak przed wizytą u dentysty.

Na niskim stoliku leżał kuchenny minutnik biały okrągły, cyfry na brzegu. Ewa zwykle używała go podczas pieczenia sernika, ale dzisiaj leżał pomiędzy nimi, jak obcy przedmiot.

Przyniosła dwa kubki herbaty, postawiła jeden przed nim, usiadła naprzeciwko. Miała na sobie sweter domowy, rozciągnięty na łokciach. Włosy związane w byle jaki koczek.

No zaczęła. Zaczynamy?

Obowiązuje jakiś regulamin? próbował obrócić wszystko w żart.

Tak. Ja pierwsza. Dziesięć minut. Potem ty. jeżeli zostanie, przełożymy na następny raz.

Kiwnął głową, odłożył telefon na bok. Ewa wzięła minutnik, przekręciła na 10, nacisnęła przycisk. Zaczęło cicho tykać.

Czuję zaczęła i ucichła.

Złapał się na tym, iż czeka na znane ty nigdy lub znowu, i już miał zaciśnięte mięśnie. Ale ona, ściskając dłonie, mówiła dalej:

Czuję, iż jestem jak tło. Że dom, jedzenie, twoje koszule, nasze dni wszystko się dzieje jakby samo. Gdy przestanę, wszystko się posypie, ale nikt nie zauważy, aż się naprawdę posypie.

Chciał odpowiedzieć, iż zauważa. Że po prostu nie mówi. Albo iż ona sama nie pozwala się zaangażować. Ale przypomniał sobie reguły i milczał.

Dla mnie ważne spojrzała krótko w jego stronę, znów odwróciła wzrok żeby to, co robię, było widać. Nie pochwała, nie wdzięczność codziennie. Po prostu, żebyś czasem mówił nie tylko zupa dobra, ale iż wiesz, ile to kosztuje wysiłku. Że to nie dzieje się samo.

Przełknął ślinę. Minutnik spokojnie tykał. Chciał powiedzieć, iż on też jest zmęczony, iż w pracy nie ma lżej. Ale nie było punktu wtrąć się w środku.

Chcę westchnęła Ewa. Chcę nie być domyślną odpowiedzialną za wszystko. Za twoje zdrowie, święta, relacje z dziećmi. Czasem po prostu chcę być słaba, nie zawsze trzymająca się.

Patrzył na jej dłonie. Na serdecznym obrączka, ta, którą kupił na dziesiątą rocznicę. Już lekko wpijała się w palec. Pamiętał, jak wtedy przejmował się rozmiarem.

Minutnik zadzwonił. Ewa aż drgnęła, nerwowo się uśmiechnęła.

Tyle powiedziała. Moje dziesięć minut.

A ja odchrząknął. Teraz ja.

Kiwnęła głową i od nowa nastawiła minutnik.

Poczuł się jak uczeń przy tablicy.

Czuję zaczął, i od razu uznał, iż brzmi idiotycznie. Czuję, iż w domu często mam ochotę schować się. Bo jeżeli coś zrobię źle, od razu to widać. A jak dobrze, to po prostu tak ma być.

Ewa lekko przytaknęła, nie przerywając.

Dla mnie ważne mówił żeby jak wracam z pracy i siadam w fotelu, to nie było zbrodnią. Tam też się męczę, nie siedzę bezczynnie.

Złapał jej spojrzenie: zmęczone, ale skupione.

Chcę zawahał się. Chcę, żeby jak się złościsz, nie mówiłaś, iż nic nie rozumiem. Może nie wszystko, ale nie zero. Jak tak mówisz, mam ochotę się zamknąć w sobie, bo każda odpowiedź będzie zła.

Minutnik zadzwonił. Aż wzdrygnął się, jakby ktoś go szarpnął.

Przez chwilę siedzieli w ciszy. Telewizor wyłączony, w sąsiednim pokoju coś cicho buczało może lodówka.

Dziwnie powiedziała. To jak próba generalna.

Jakbyśmy nie byli małżeństwem tylko szukał słowa pacjentami.

Uśmiechnęła się lekko.

No to bądźmy pacjentami. Ustalmy, iż próbujemy choć przez miesiąc. Raz w tygodniu.

Wzruszył ramionami.

Miesiąc to nie wyrok.

Kiwnęła i wzięła minutnik, odnosząc do kuchni. Spojrzał za nią i niespodziewanie pomyślał, iż właśnie pojawił się nowy mebel w domu.

W sobotę poszli razem na zakupy. Ewa szła przodem z wózkiem, Andrzej podążał za nią, tickając rzeczy z listy: mleko, kurczaka, kaszę.

Weź pomidory rzuciła bez odwracania się.

Podszedł, wybrał kilka, włożył do woreczka. Uświadomił sobie, iż aż chce powiedzieć czuję, iż pomidory są ciężkie, i parsknął cicho śmiechem.

Co jest? odwróciła się.

Ćwiczę odpowiedział. Nowe zwroty.

Przewróciła oczami, ale kąciki ust jej drgnęły.

Publicznie nie trzeba powiedziała. Ale adekwatnie, czemu nie.

Przeszli obok półki z ciastkami. Sięgnął po jej ulubione, ale przypomniał sobie o jej diecie i problemach z ciśnieniem. Zawahał się.

Weź zauważyła jego gest nie jestem dzieckiem. Jak nie zjem, wezmę do pracy.

Włożył paczkę do wózka.

Ja zaczął, po czym urwał.

Co?

Wiem, ile robisz powiedział cicho, patrząc na ceny. To na czwartek.

Spojrzała na niego uważniej, przytaknęła.

Zapiszę na plus podsumowała.

Drugi wieczór był trudniejszy.

Na kanapę usiadł piętnaście minut później: zatrzymała go praca, potem korki i jeszcze telefon od syna. Ewa czekała, minutnik już stał na stoliku, jej zeszyt w kratkę leżał obok.

Gotowy? rzuciła bez powitania.

Chwila zdjął kurtkę, powiesił na krześle, poszedł do kuchni po wodę. Czuł jej wzrok w plecach.

Nie musisz, jeżeli nie chcesz powiedziała. jeżeli cię to nie interesuje, powiedz.

Interesuje wymamrotał, choć wewnątrz wszystko protestowało. Po prostu mam ciężki dzień.

Ja też skwitowała krótko. Ale weszłam na czas.

Ścisnął szklankę w dłoni.

Dobra rzucił. Zaczynajmy.

Przekręciła minutnik.

Czuję, iż mieszkamy jak sąsiedzi. Omawiamy rachunki, zdrowie, zakupy, ale prawie w ogóle nie rozmawiamy o tym, czego chcemy. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz planowaliśmy urlop tylko dla nas, bez sugestii gdzie ktoś nas zaprasza.

Pomyślał o działce jej siostry, sanatorium z zeszłego roku, gdzie wysłał ich związek zawodowy.

Dla mnie ważne, żebyśmy mieli nie tylko obowiązki, ale i wspólne plany. Nie kiedyś nad morze, tylko konkretnie gdzie, kiedy, na ile. Żeby nie tylko ja ciągnęła, tylko oboje.

Przytaknął, choć nie patrzyła mu w oczy.

Chcę, żebyśmy rozmawiali o seksie nie tylko wtedy, gdy go nie ma. Wstyd mi to mówić, ale brakuje mi nie tylko tego, ale uwagi. Dotyku, przytulenia, nie z rozkładu jazdy.

Poczuł, iż uszy mu płoną. Chciał zażartować, iż w ich wieku już nie wolno o tym mówić, ale nie potrafił.

Gdy odwracasz się do ściany powiedziała myślę, iż już cię nie interesuję. Nie tylko jako kobieta. Jako człowiek.

Minutnik tykał. Bał się zerknąć, ile zostało.

Ty powiedziała wreszcie po sygnale. Teraz ty.

Sięgnął po minutnik, zadrżała mu ręka. Nastawiła sama, przesunęła łagodnie w jego stronę.

Czuję zaczął iż o pieniądzach rozmawiamy tak, jakbym był bankomatem. Gdy czegoś odmawiam, brzmi to jak skąpstwo, nie jak lęk.

Ewa ścisnęła usta, ale milczała.

Dla mnie ważne, żebyś wiedziała, iż boję się zostać bez poduszki. Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych liczyliśmy każdego grosza. I kiedy mówisz daj spokój, w środku mi wszystko sztywnieje.

Oddech miał urywany.

Chciałbym, byśmy przed większymi wydatkami to omawiali. Nie: już się zapisałam, już zamówiłam, już ustalone. Nie jestem anty wydatkom, tylko niespodziankom.

Ulżyło mu, gdy minutnik zadzwonił.

Mogę coś powiedzieć? nie wytrzymała Ewa. To niezgodne z zasadami, ale nie umiem milczeć.

Zamarł.

Mów powiedział cicho.

Gdy mówisz, iż jesteś bankomatem głos jej zadrżał mam wrażenie, iż uważasz mnie tylko za osobę, która wydaje pieniądze. A ja też się boję. Boję się zachorować, boję się, iż odejdziesz, boję się zostać sama. Czasem coś kupuję nie dlatego, iż chcę wydać twoje pieniądze, ale żeby poczuć, iż wciąż mamy przyszłość. Że chcemy coś razem planować.

Otworzył usta, już miał komentować, ale się powstrzymał. Patrzyli na siebie przez stolik, jak przez granicę.

Jesteśmy poza regulaminem szepnął.

Wiem potwierdziła. Ale nie jestem robotem.

Uśmiechnął się bez radości.

Może ten nasz sposób nie jest dla żywych ludzi pomruczał.

Jest dla tych, którzy chcą dać sobie jeszcze jedną szansę odparła.

Oparł się o oparcie kanapy, czując całkowite zmęczenie.

Starczy na dziś zaproponował.

Spojrzała na minutnik, potem na niego.

Dobrze zgodziła się. Ale nie traktujmy tego jak porażki. Po prostu notatka na marginesie.

Przytaknął. Minutnika nie wyniosła, zostawiła go bliżej brzegu stołu jakby zostawiała otwartą furtkę.

Tej nocy długo nie mógł zasnąć. Leżała obok niego, plecami. Wyciągnął rękę, zamierzał ją objąć, ale zatrzymał się kilka centymetrów nad ramieniem. Krążyły mu po głowie jej słowa o tym, iż czuje się jak sąsiadka.

Delikatnie cofnął rękę, przewrócił się na plecy i zapatrzył się w ciemność.

Trzecia rozmowa przyszła tydzień później, zaczęła się wcześniej w autobusie.

Jechali razem do przychodni: on na EKG, ona na badania. Było tłoczno, stali przy drzwiach, trzymali się poręczy. Milczeli ona patrzyła w okno, on na jej profil.

Jesteś zła? zapytał.

Nie odpowiedziała. Myślę.

O czym?

Że się starzejemy przyznała bez odwracania wzroku. I iż jeżeli teraz nie nauczymy się rozmawiać, potem może już nie starczyć sił.

Chciał powiedzieć, iż u niego wszystko dobrze, ale przypomniał sobie wczorajszy zadyszany marsz na piąte piętro bez windy.

Boję się wymsknęło mu się niespodziewanie. Że mnie położą do szpitala, a ty będziesz przynosić paczki i w milczeniu się złościć.

Obróciła się do niego.

Nie będę zła powiedziała. Będę się bała.

Pokiwał głową.

Wieczorem, gdy usiedli na kanapie, minutnik już stał na stole. Dwa kubki herbaty. Usiadła naprzeciwko.

Zacznij dziś ty zaproponowała. Ja już się wygadałam w autobusie.

Westchnął, przekręcił minutnik na 10.

Czuję, iż kiedy mówisz o zmęczeniu, od razu słyszę oskarżenie. choćby jeżeli go nie ma. I od razu się tłumaczę, zanim jeszcze ty skończysz mówić.

Pokiwała głową.

Dla mnie ważne jest umieć cię słuchać, nie tylko się bronić. Ale nie umiem. W domu byliśmy uczeni, iż jeżeli jesteś winny będą cię karać. Gdy ty mówisz, iż ci źle, ja słyszę: jesteś zły.

Pierwszy raz powiedział to na głos i aż się zdziwił.

Chciałbym, żebyśmy się umówili: gdy mówisz o emocjach, to nie znaczy z automatu, iż to moja wina. jeżeli robię coś źle, mów konkretnie 'wczoraj’, 'teraz’, nie zawsze.

Minutnik tykał. Ewa słuchała.

Tyle wypuścił powietrze razem z sygnałem. Twoja kolej.

Od nowa nastawiła.

Czuję mówiła powoli iż od dawna żyję na trybie wytrzymaj. Za dzieci, ciebie, rodziców. Gdy zapadasz się w ciszę, mam wrażenie, iż tylko ja ciągnę całą furę.

Przypomniał sobie jej matkę pogrzeb sprzed roku; faktycznie wtedy milczał bardziej niż zwykle.

Dla mnie ważne, żebyś czasem sam zaczynał rozmowę. Nie czekał, aż wybuchnę, tylko sam pytał: Jak się czujesz? albo Porozmawiamy?. Bo gdy zawsze zaczynam, czuję się zbyt nachalna.

Przytaknął.

Chciałabym, żebyśmy ustalili dwie rzeczy. Po pierwsze: nie rozmawiamy o trudnych sprawach, gdy któreś z nas jest zmęczone albo złe. Nie na szybko, nie w drzwiach. Jak trzeba przekładamy.

Patrzył jej w twarz.

Po drugie: nie podnosimy głosu przy dzieciach. Wiem, iż mi się zdarza, ale nie chcę, żeby widziały, jak krzyczymy.

Minutnik zadzwonił, ale Ewa gwałtownie dokończyła:

Już, koniec.

Uśmiechnął się półgębkiem.

To już poza regułą zauważył.

Ale zgodnie z życiem odpowiedziała.

Sięgnął, wyłączył minutnik.

Zgadzam się powiedział. Z oboma punktami.

Ramiona jej się trochę rozluźniły.

Jeszcze ja chciałbym coś dołożyć. Jedno.

Jakie? zapytała czujnie.

jeżeli za dziesięć minut nie skończymy rozmowy, nie ciągniemy kłótni do nocy. Przenosimy na kolejny czwartek. Żeby nie było tych przeciąganych frontów.

Zamyśliła się.

Spróbujemy zgodziła się. Ale jeżeli coś będzie pilne?

Pilne gasimy od razu kiwnął głową. Tylko nie benzyną.

Zachichotała.

Umowa stoi podsumowała.

Między czwartkami życie płynęło zwyczajnie.

Rano parzył sobie kawę, ona smażyła jajecznicę. Czasem mył naczynia, zanim Ewa poprosiła zauważyła, ale nie zawsze komentowała. Wieczorami oglądali wspólnie seriale, spierali się, który bohater ma rację. Ona niekiedy już miała zaczynać to zupełnie jak u nas, ale przypominała sobie ich zasadę i zostawiała temat do czwartku.

Pewnego dnia stała przy kuchence, mieszając zupę i nagle poczuła, iż on podchodzi i obejmuje ją w talii. Ot tak, bez powodu.

Co się stało? spytała, nie patrząc.

Nic odparł. Ćwiczę.

Co takiego? zdziwiła się.

Dotyk powiedział. Żeby nie tylko z harmonogramu.

Uśmiechnęła się, nie odsuwając się.

Zapisuję na plus rzuciła.

Po miesiącu znów siedzieli na kanapie, minutnik leżał między nimi.

Kontynuujemy? spytał Andrzej.

Jak myślisz? odpowiedziała pytaniem.

Spojrzał na biały, okrągły korpus, na jej dłonie, na własne kolana.

Myślę, iż tak przyznał. Jeszcze się nie nauczyliśmy.

I nie nauczymy wzruszyła ramionami. To nie egzamin. To jak z myciem zębów.

Parsknął pod nosem.

Jakie romantyczne porównanie.

Ale trafne dodała cicho.

Przekręciła tarczę na 10, położyła minutnik z powrotem.

Proponuję dziś mniej surowo. Jak zboczymy z tematu, wrócimy.

Bez przesady zgodził się.

Wzięła oddech.

Czuję, iż jest mi trochę lżej. Nie we wszystkim, ale jakby przestałam być niewidzialna. Sam zacząłeś mówić, pytać. Widzę to.

Zarumienił się lekko.

Dla mnie ważne, żebyśmy nie przestali, jak będzie trochę lepiej. Żebyśmy nie wrócili do starych nawyków ciszy aż do wybuchu.

Skinął głową.

Chcę, żeby za rok móc powiedzieć: Jesteśmy bardziej szczerzy. Nie idealni, nie bez kłótni, ale po prostu prawdziwsi.

Minutnik tykał. Słuchał i nie miał ochoty żartować.

Koniec zakończyła, gdy zadzwonił sygnał. Teraz ty.

Wziął minutnik, nastawił, postawił.

Czuję, iż bardziej się boję. Kiedyś można było ukryć wszystko za milczeniem, teraz trzeba mówić. Boję się powiedzieć coś nie tak, zranić.

Patrzyła z lekko przechyloną głową.

Dla mnie ważne, żebyś pamiętała: nie jestem twoim wrogiem. Gdy mówię o swoich lękach, to nie przeciw tobie. To po prostu o mnie.

Zamilkł na chwilę.

Chciałbym, żebyśmy trzymali się tej zasady. Raz w tygodniu, szczerze, bez oskarżeń. choćby jeżeli czasem nie wyjdzie. Żeby to był nasz pakt.

Minutnik zadzwonił. Wyłączył go natychmiast.

Przez chwilę milczeli. W kuchni coś strzeliło wyłączył się czajnik. Za ścianą rozległ się śmiech sąsiadów, trzasnęły drzwi klatki schodowej.

Myślałam, iż nam potrzeba jednego wielkiego przełomu powiedziała Ewa. Jak w filmie. A wychodzi, że

Po prostu co tydzień po trochu dokończył.

Tak właśnie potwierdziła.

Patrzył na jej twarz. Zmarszczki zostały, zmęczenie nie zniknęło. Ale w jej spojrzeniu pojawiło się coś jeszcze może uważność.

Chodź na herbatę zaproponował.

Chodźmy zgodziła się.

Wzięła minutnik, zaniosła do kuchni. Położyła obok cukiernicy, nie chowając do szafki. On nalał wodę do czajnika, postawił na gazie.

W czwartek mam wizytę u lekarza po pracy powiedziała, opierając się o stół. Mogę się spóźnić.

To przełożymy na piątek odpowiedział. Nie poruszajmy ważnych spraw, gdy jesteś zmęczona.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

Umowa stoi powiedziała.

Otworzył szafkę, wyjął dwa kubki, postawił na stole. Woda w czajniku zaczęła bulgotać.

Gdzie postawić sól? zagadnął nagle, przypominając sobie ich pierwszy wieczór.

Odwróciła się, zobaczyła słoik w jego dłoniach.

Na tej półce, po lewej odpowiedziała od razu, a potem dodała łagodniej: Tam, gdzie zawsze jej szukam.

Postawił słoik na wyznaczone miejsce.

Przyjęte do wiadomości odparł.

Podeszła bliżej, dotknęła jego ramienia.

Dziękuję, iż zapytałeś powiedziała cicho.

Kiwnął głową. Czajnik gwizdał coraz głośniej. Minutnik milczał na stole, czekając wiernie na kolejny czwartek.

Idź do oryginalnego materiału