Ta historia wydarzyła się w polskiej szkole podstawowej w czasach PRL

twojacena.pl 3 dni temu

Ta historia wydarzyła się dawno temu w polskiej szkole podstawowej, w roku 1986. O wszystkim dowiedziałam się od samej nauczycielki żadne z ośmioletnich dzieci świadkujących tej sytuacji nie pisnęło słowa, a choćby rodzice, choć pewnie domyślali się, co się stało, nie zgłaszali żadnych pretensji. Po prostu nikt.

Nauczycielce, którą nazwiemy panią Bożeną Nowak, przez całe życie towarzyszyły wyrzuty sumienia i ciężar winy z powodu tego, w jaki sposób kiedyś potraktowała jednego ze swoich uczniów.

Sytuacja była rzeczywiście bardzo trudna i do dziś nie wiem, jak ją oceniać. Czekam na wasze opinie

Do niewielkiego powiatowego miasta przyjechała wtedy młoda nauczycielka po studiach, dopiero co skierowana do pracy. Była adekwatnie jeszcze dziewczyną Bożena miała 22 lata, żadnego doświadczenia, za to ogromne pragnienie, by po raz pierwszy samodzielnie poprowadzić klasę i pokazać wszystkim sobie, rodzicom, dyrekcji ile jest warta.

Muszę przyznać, iż szło jej całkiem nieźle, zwłaszcza iż dostała dzieci starannie dobrane (w równoległej klasie był oddział sportowy), więc wyniki całej grupy cieszyły i nauczycielkę, i rodziców, i szkolne kierownictwo. choćby z dyscypliną nie miała większych problemów.

Wśród trzydziestu pięciu uczniów zawsze znajdą się tacy, którzy będą testować nauczyciela na wytrzymałość. U pani Bożeny nie było inaczej. Jednak potrafiła do nich dotrzeć, zaciekawić ich, a choćby zaangażować w życie klasy. Prawie ze wszystkimi sobie poradziła. Z jednym wyjątkiem

Tym wyjątkiem był Rafał, wychowywany tylko przez mamę. Kobieta nie poświęcała mu uwagi byle był najedzony i to wszystko. Chłopak rósł jak dziki mak na miedzy, sam dla siebie i nie umiał, ani choćby nie chciał nawiązywać relacji ani z rówieśnikami, ani tym bardziej z dorosłymi.

Bożena próbowała różnie podejść do Rafała rozmawiała, żartowała, chwaliła, tłumaczyła na próżno. Wszystko robił na złość. Mógł cały czas siedzieć pod ławką i stroić miny, by rozśmieszać innych. Wulgaryzmy rzucał głośno, z rozmysłem. Wyzywał koleżanki od najgorszych, czasem doprowadzając je do płaczu. Na przerwie ostentacyjnie palił papierosy na boisku, na co choćby najstarsi uczniowie sobie nie pozwalali.

A kiedy ktoś zwrócił mu uwagę, stawał wyzywająco i mówił:
No i co mi zrobisz?

Najgorszą jednak rzeczą, jaką robił ten nieznośny Rafi, było plucie! W klasie nie było dziecka, które choć raz nie padło jego ofiarą. Pluł zawsze z widoczną satysfakcją, czasem z rozbawieniem. Nabierał w usta śliny i siup w stronę przypadkowej osoby

Obrzydliwe to za mało powiedziane.

Ile razy Bożena rozmawiała z Rafałem, ile razy tłumaczyła, jak bardzo to niemiłe nic nie skutkowało. Chłopak tylko się nakręcał i plucie stawało się coraz gorsze.

W końcu zdecydowała się zadzwonić do mamy Rafała, choć zwykle nie prosiła rodziców o pomoc w takich sytuacjach.
Proszę porozmawiać z synem. Próbowałam wszystkiego, nie reaguje. Pluł już na wszystkich, w końcu i mnie się dostanie.

Matka pomogła po swojemu pasem i pięściami. Następnego dnia Rafał przyszedł do szkoły cały siny, z nienawiścią w oczach.

Tego samego dnia poszerzył pole ataku: zaczął pluć także na szkolnym korytarzu, początkowo w ukryciu, potem już ostentacyjnie. Wyglądało, jakby dręczenie innych sprawiało mu radość. Z satysfakcją patrzył na obrzydzenie i łzy w oczach dziewczyn, w końcu pluł choćby na starszych uczniów. Był mały i słaby, jakby nie miał instynktu samozachowawczego.

Parę razy starsi uczniowie dali mu nauczkę, przyłożyli, pogrozili, ale zaraz go puszczali. Wtedy uciekał kilkanaście metrów i z daleka rzucał jeszcze najgorszymi przekleństwami.

Mówiąc krótko: drugim został już wszystkim na nerwach. Apogeum przyszedł, gdy zaatakował nauczycielkę geografii, przez wszystkich lubianą. Wspiął się na schody i splunął w korytarzu na osobę idącą na niższy poziom, zupełnie nieświadomą co się dzieje okazało się, iż była to właśnie ona. Dziesiątoklasiści zauważyli i od razu wymierzyli Rafałowi sprawiedliwość, po czym zgłoszono go do higienistki w gabinecie.

Pani Bożeno, to się kiedyś źle skończy westchnęła starsza pielęgniarka, gdy Rafał uciekł z gabinetu z powrotem do klasy. Trzeba coś zrobić.

Próbowałam już wszystkiego! On reaguje tylko złością odpowiedziała Bożena.

Tacy jak on rozumieją tylko po swojemu

To co, mam na niego napluć, żeby zrozumiał? rzuciła z przekąsem nauczycielka.

No nie wiem
Na tym rozmowa się skończyła, ale słowa te zostały Bożenie w pamięci na długo.

Przez jakiś czas po pobiciu Rafał się wyciszył, potem znów zaczął swoje. Pewnego dnia jedna z dziewczynek miała urodziny przyniosła czekoladki dla wszystkich, cała klasa i nauczycielka gratulowali jej, Rafał oczywiście też się wyróżnił: napluł jubilatce prosto w twarz. Dziewczynka rozpłakała się, a on patrzył wyzywająco w stronę nauczycielki, jakby chciał powiedzieć: I co mi teraz zrobisz?

Wtedy Bożena nie wytrzymała.

Poprosiła Rafała do tablicy. Wstała i zamknęła drzwi na klucz. Spojrzała uważnie na cichy, przestraszony już klasowy tłumek. Powiedziała stanowczo:
Proszę, niech teraz wstanie każdy, na kogo Rafał choć raz napluł.

Wstali niemal wszyscy.

Tyle razy mówiliśmy, iż to obrzydliwe, iż nie można tak robić, ale Rafał nas nie rozumie. Myślę, iż trzeba mu to pokazać inaczej. Pozwalam każdemu z was zrobić coś brzydkiego: naplujcie na Rafała, raz, tak by zobaczył, jak to jest. Nie wiem, jak inaczej mu wytłumaczyć, jak bardzo to wstrętne. Może wreszcie zrozumie.

Klasa ruszyła powoli w kierunku Rafała. On rzucił się do wyjścia, ale drzwi były zamknięte. Dzieci przyparły go do kąta przy zlewie i po kolei pluły na niego. Jedni robili to z widoczną ulgą, inni tylko symbolicznie, z zażenowaniem. Prawie wszyscy jednak wzięli udział. W klasie panowała cisza, nikt się nie śmiał, nikt nie rozmawiał. Słychać było tylko piskliwy płacz Rafała.

Kiedy dzieci wróciły na miejsca, trudno było patrzeć na Rafała siedział na podłodze, zakrywając głowę, a po twarzy płynęły mu łzy.

Bożena spojrzała na klasę długim, ciężkim wzrokiem.

Nie wiem jak wy, ale ja się wstydzę. Za siebie, za niego, za nas wszystkich.

Dzieci podniosły głowy

Zapamiętajcie ten dzień powiedziała. Nigdy więcej nie upokarzajcie innych ani słowem, ani czynem. Bo widzicie, jak to może się skończyć.

Otworzyła drzwi. Rafał wybiegł z klasy.

Nie muszę wam chyba mówić, by to zostało między nami dodała jeszcze cicho Bożena. Jesteście wolni.

Rafał nie pojawił się w szkole przez następny dzień ani kolejny.

Bożena poszła do niego do domu. Przygotowywała się na niewygodną rozmowę z matką, ale ta nie wiedziała o incydencie.

Nie do siebie jest tłumaczyła, rozkładając ręce tylko płacze, do szkoły nie chce iść.

Pozwoli pani, iż z nim porozmawiam? zapytała nauczycielka.

Matka skinęła zachęcająco.

Kiedy Bożena weszła, Rafał schował się pod koc.

Wiem, iż ci przykro powiedziała spokojnie, kładąc dłoń na jego ramieniu i się boisz, iż teraz wszyscy będą cię wyśmiewać.

Rafał milczał.

Ale przecież nie jesteś tchórzem. Może ktoś się pośmieje, ale nie zrobi ci krzywdy.

Cisza.

Może chcesz zmienić klasę? Może tam ktoś będzie cieszył się, jeżeli na niego naplujesz

Rafał z nienawiścią wyskoczył spod koca:
Już nigdy nie będę pluł! krzyknął rozpaczliwie. Tylko nie przenoście mnie!

No widzisz. Koledzy martwią się, iż nie chodzisz do szkoły. Wszystko w porządku?

Rafał spuścił głowę, ale nie powiedział ani słowa.

Bożena pogładziła go po włosach:
No to do jutra!

Do jutra odpowiedział cicho.

Rafał, gdy wrócił do szkoły, jakby nic się nie wydarzyło wszyscy zachowywali się normalnie. I więcej już nikt w tej klasie nie pluł.

Gdy potem zostali najstarszą klasą, wielu nauczycieli zauważało wyjątkową jedność tej grupy:
Jakby mieli jakąś tajemnicę żartowano czasem na radach pedagogicznych.

Może Bożena powiedziałaby po latach coś o tej sprawie, ale już wtedy wyjechała z miasta i nigdy więcej nie pojawiła się w tej szkole.

Przez wiele lat śniły jej się tamte chwile miała poczucie winy, bała się, iż swoim pomysłem skrzywdziła dzieci.

Gdy wreszcie mi o tym opowiedziała, poradziłam jej dowiedzieć się, co z Rafałem.

Tak zrobiła.

Okazało się, iż gdy był w szóstej klasie, jego mama wyszła za mąż za oficera Wojska Polskiego. Ojczym zmotywował Rafała do nauki, ułatwił mu dostanie się do liceum wojskowego.

Dziś Rafał, były łobuz, ma około 45 lat. Jest zawodowym oficerem.

Przez cały ten czas utrzymuje kontakt z wieloma kolegami z klasy. choćby kilka razy wracał do rodzinnego miasta.

A podczas spotkań absolwentów nikt już nigdy nie wspomina tej historii o przemianie Rafała. choćby dla żartu. Chyba naprawdę nie pamiętająA jednak jak czasem bywa z najbardziej wstydliwymi wydarzeniami sekret tamtej klasy stał się czymś, co już zawsze ich łączyło. Dorośli, rozjechali się po świecie, borykając się ze swoimi sprawami, ale przy jednym stole, na spotkaniach po latach, wiedzieli, iż mają za sobą coś, co rozumieją tylko oni. Był to ból, był wstyd, ale była też lekcja o potrzebie przebaczenia, o możliwości zmiany i o tym, jak trudno jest być dorosłym, kiedy samemu jest się jeszcze prawie dzieckiem.

Pani Bożena, już pod innym nazwiskiem, któregoś dnia otrzymała pocztą list bez nadawcy. Krótką kartkę, na której drżącym pismem napisano: Dziękuję za to, iż nie zapomniała Pani o mnie, choćby gdy sam chciałem siebie zapomnieć. Wiem już, jak bardzo bolało. Przepraszam. R.

Przez długi czas patrzyła na ten list, aż wreszcie schowała go do szuflady z innymi skarbami przeszłości. Zrozumiała wtedy, iż żaden z nas nie rodzi się dobrym wychowawcą, przyjacielem czy człowiekiem wszyscy uczymy się na błędach. Najważniejsze to mieć odwagę przyznać się do nich i iść dalej. Czasem to wystarcza, by w końcu poczuć, iż wina zamieniła się w lekcję, a lekcja w coś, czego już nikt nie odbierze ani dzieciom tamtej klasy, ani jej samej.

Idź do oryginalnego materiału