Przewychowanie męża
Byliśmy razem, Danka. Tamten, ostatni wyjazd do Wrocławia. Wszystko się głupio pokomplikowało.
Wypiliśmy po prezentacji, i ja po prostu… Nie mogłem się wtedy zatrzymać, Danka…
Czy ty mówisz mi o tym tak po prostu? Danuta aż ochrypła z przerażenia. Mirek, ty właśnie przyznałeś się do zdrady?!
Nie mogę już tego w sobie tłumić spuścił głowę mąż. Danka, wybacz, proszę? Obiecuję, już nigdy się to nie powtórzy! Wszystko zrozumiałem…
Danka delikatnie odstawiła kieliszek na stół. Jej świat właśnie się rozpadł…
***
To poranek zaczął się zwyczajnie Danka stała przy kuchni, mieszając owsiankę dla młodszego i jednocześnie próbując zaplatać warkocza siedmioletniej Kazi.
Mamo, boli! zapiszczała Kazia, szarpiąc głową.
Przepraszam, skarbie, spieszy mi się. Gdzie ten wasz tata?! Zaraz się spóźnicie!
Mąż wyszedł z łazienki, dopinając koszulę. Po jego minie Danka od razu poznała, iż nie jest zadowolony.
Kawa jest? zapytał, choćby na nią nie patrząc.
W kawiarce. Nalej sobie, mam zajęte ręce.
Nalał sobie, wypił na stojąco, patrząc przez okno na szary dziedziniec, gdzie woźny zamiatał niechętnie liście.
Ani buziaka na do widzenia, ani jak się spało od paru lat żyli obok siebie jak nieznajomi.
Danka była główną księgową w dużej firmie handlowej, od dziesięciu lat żoną Mirka.
Mieszkanie trzy pokoje, ale kredyt hipoteczny, samochód nowiutka Skoda. Dzieci zdrowe, w teorii można by się cieszyć, a jednak…
Nie miała czym oddychać. Brakowało jej męża tego dawnego, który w środku nocy pobiegłby po lody albo przytulił tak mocno, aż żebra chrupnęłyby z radości.
Około drugiej po południu telefon na stole zawibrował.
Może pójdziemy dziś do restauracji? Nie byliśmy nigdzie od dawna, zjemy razem kolację? pisał mąż. Dzieci będą u mojej siostry, Ewa je zabierze na noc.
Danka przeczytała wiadomość trzy razy. Serce jej zdradziecko zatrzepotało jak u nastolatki.
O rany szepnęła. Czyżby zauważył?
Reszta dnia przeszła jak przez mgłę. Wyszła z pracy wcześniej, wpadła do domu, gorączkowo wybierając sukienkę.
Stanęło na granatowej, jedwabnej, podkreślającej figurę. Trochę więcej tuszu do rzęs niż zwykle, kropelka perfum za uszami.
W lustrze zobaczyła kobietę, która wciąż chce podobać się swojemu mężowi.
W restauracji panował ciepły półmrok świece, cicha muzyka na żywo. Danka przyszła, gdy Mirek siedział już przy stoliku. W garniturze, gładko ogolony.
Wstał, gdy podeszła, a w jego oczach przemknęło coś pomiędzy zachwytem a żalem wtedy tego nie zrozumiała.
Świetnie wyglądasz, Danka powiedział, podsuwając jej krzesło.
Dzięki. Zaskoczyło mnie to zaproszenie. Jaka okazja?
Żadna… Po prostu zrozumiałem, iż w ogóle przestaliśmy rozmawiać. Żyjemy jak sąsiedzi, naprawdę.
To prawda westchnęła, sącząc wino Praca, dzieci, ta przeklęta codzienność…
Tak, właśnie… Mirek obracał w dłoni nóż. Biegnę w kołowrotku, a po co zapomniałem.
Długo rozmawiali. Wspominali, jak się poznali, jak mieszkali w wynajmowanej kawalerce z kapiącym kranem i byli szczęśliwi.
Śmiali się z tego, jak po raz pierwszy Mirek zmieniał pieluchę córce i mało nie zemdlał.
To był piękny wieczór. Danka czuła, iż lód między nimi topnieje.
Musimy częściej wychodzić razem pomyślała. Wszystko się poukłada. Po prostu jesteśmy zmęczeni…
Jedziemy do domu? zaproponował Mirek, gdy kelner podał rachunek. Po drodze zajadę po wino. Posiedzimy bez dzieci.
W domu panowała nienaturalna cisza, bez dziecięcego hałasu i rozrzuconych zabawek mieszkanie wydawało się ogromne i smutne.
Usiedli w kuchni. Mirek rozlał wino do kieliszków. Atmosfera była ciepła, sprzyjająca, ale nagle…
Danka, chyba naprawdę musimy coś zmienić zaczął.
Też tak myślę, Mirku. Może pojedziemy sami gdzieś? Do Zakopanego albo do sanatorium. Trzeba odetchnąć.
Tak, tylko to nie o wypoczynek chodzi. Ostatnio jestem zupełnie kimś innym. Przestaliśmy się słyszeć.
Ty ciągle z dziećmi, ja w pracy. Wracam albo śpisz, albo jesteś zła.
Nie chodzi choćby o bliskość fizyczną, tylko… tą między myślami. Z pół słowa.
Danka nagle się spieła:
Do czego zmierzasz? zapytała cicho.
Do tego, iż się załamałem.
I wtedy wyznał. O Wrocławiu, koleżance i zdradzie.
Ona… po prostu mnie słuchała, Danka mówił szybko, chaotycznie, jakby się bał, iż zaraz mu przerwą. Jeździliśmy często razem służbowo.
Zawsze pytała, jak się czuję nie z obowiązku, szczerze. Okazywała troskę.
Nie tłumaczę się, wiem, jestem drań. Broniłem się długo, naprawdę.
Ale tamtej nocy… wypiliśmy z ekipą, potem zostaliśmy we dwoje w hotelowym barze…
Danka milczała. Czuła, jakby jej serce roztrzaskał granat, a odłamki cięły ją powoli od środka.
Przepraszam, jeżeli potrafisz mi to wybaczyć ciągnął on. Wstyd mi jak nigdy. Nie mogłem na siebie patrzeć te dwa tygodnie.
Nie mogę tego w sobie tłumić, patrząc ci w oczy. Nie chcę was stracić. Ty i dzieci jesteście dla mnie wszystkim. Zrobię wszystko.
Zrobisz wszystko… powtórzyła beznamiętnie Danka.
Tak. Już rozmawiałem z kierownikiem. Poprosiłem o przeniesienie do innego działu, żeby już nigdy się z nią nie minąć na korytarzu. Staszek obiecał, iż to załatwi w miesiąc.
Złożyłem wniosek o urlop. Pojedźmy gdzieś. Jutro kupię wczasy. Tylko ty i ja. Zacznijmy od nowa, z czystą kartą.
Mirek wyciągnął rękę, chcąc przykryć jej dłoń swoją, ale Danka odsunęła ją.
Z czystą kartą? uśmiechnęła się gorzko. Mirek, wiesz co zrobiłeś?
Nie tylko mnie zdradziłeś, ty mnie zniszczyłeś!
Siedziałam dziś w pracy, cieszyłam się z twojego SMS-a, wybierałam sukienkę… Myślałam, iż kochasz mnie, iż chcesz naprawić nasz związek
Kocham cię! niemal krzyknął.
Jakbyś kochał, nie spałbyś z inną Ach, troskliwa ta twoja koleżanka. A ja zła…
Nie o to chciałem… próbował się tłumaczyć.
Podszedł i chciał chwycić ją za ramiona.
Danka, proszę…
Nie dotykaj mnie! odepchnęła go. Brzydzę się tobą.
Wybiegła z kuchni do sypialni, zamknęła drzwi na klucz i rzuciła się na łóżko.
Łzy lały się strugami. Mirek długo krążył pod drzwiami, coś szeptał, błagał, później jednak ucichł słyszała jak ułożył się na kanapie w salonie.
***
Rano wyszła do kuchni z podpuchniętą twarzą. Mąż siedział na kanapie w wczorajszych ubraniach. Na stole stała zimna kawa.
Nie wyszłam w nocy tylko dlatego, iż nie miałam gdzie zabrać dzieci powiedziała zimno.
Danka
Zamilcz. Nie chcę słuchać o twoich uczuciach. Nie interesuje mnie, co przeżywasz.
Rozumiem.
Mówiłeś o urlopie. Gdzie chciałeś jechać?
Myślałem, by znaleźć ciche miejsce. Żeby po prostu chodzić, rozmawiać…
W porządku odwróciła się do okna. Pojedziemy. Ale nie licz, iż tam wszystko będzie jak dawniej. Ja jadę, by sprawdzić, czy mogę na ciebie patrzeć bez wstrętu.
Mirek kiwnął głową, gotowy na wszystko.
Wszystko zamówię. Jeszcze dzisiaj.
I jeszcze jedno Danka się odwróciła. Wniosek o przeniesienie. Chcę zobaczyć kopię z pieczątką. I twój telefon… Od dziś nie ma hasła.
Oczywiście. Jak powiesz.
Podał jej telefon, ale ona z obrzydzeniem pokręciła głową.
Później. Teraz idź pod prysznic. Muszę się zebrać zanim odbiorę dzieci od Ewy. Nie chcę, by widziały nas w takim stanie.
Gdy drzwi łazienki się zamknęły, Danka opadła na krzesło. Odejść, zostawić kogoś, kogo jeszcze wczoraj kochała ponad życie tego bardzo chciała, ale nie potrafiła. Dla dzieci
***
Dni do wyjazdu ciągnęły się leniwie, małżonkowie rozmawiali tylko o sprawach bieżących.
Kupiłeś bilety?
Tak, na sobotę.
Odbierz Kazię ze szkoły.
Okej.
Dzieci czuły, iż coś nie gra. Kazia milkła, gdy oboje byli w pokoju, syn bywał bardziej marudny niż zwykle.
Mamo, czemu tata śpi w salonie? zapytała któregoś wieczora Kazia.
Danka przełknęła łzy, poprawiając córce kołdrę.
Tata… dużo pracuje, skarbie. Boli go kręgosłup, na kanapie wygodniej.
Pokłóciliście się?
Jesteśmy tylko zmęczeni, księżniczko. Wszystko będzie dobrze. Pojedziemy niedługo nad morze, pamiętasz?
Kazimiera kiwała główką, ale w oczach wciąż miała cień niepewności. Dzieci nie da się oszukać.
***
W piątek, dzień przed wyjazdem, Mirek wrócił wcześniej do domu przyniósł papiery.
Proszę położył na stole dokument. Decyzja o przeniesieniu. Od poniedziałku po urlopie idę do analityki.
Żadnych delegacji. W ogóle. A tamta… ona zostaje przy zakupach. Jesteśmy w innych budynkach.
Danka rzuciła okiem na pieczątkę.
W porządku.
Danka… zawahał się w drzwiach kuchni. Naprawdę… co chwila o tym myślę. Jaki ze mnie… drań…
Mirku, przestań! Ty wybrałeś wtedy, we Wrocławiu teraz ja decyduję, czy przez cały czas z tobą być!
Nie powiedziała mu, iż wczoraj wieczorem, gdy spał na kanapie, przejrzała jego telefon.
Brzydziło ją to, ręce drżały, ale nie mogła inaczej. Wiadomości nie usunął, ostatnie były od niego:
To koniec. To była ogromna pomyłka. Nie pisz do mnie więcej.
I jej lakoniczna odpowiedź: Jak uważasz. Powodzenia.
Poczuła się lepiej? Nie. Ale w głębi duszy coś nieznacznie drgnęło. Tu przynajmniej nie kłamał naprawdę chciał przeciąć kontakt.
***
Sobotni poranek przywitał ich drobnym deszczem. Wrzucali walizki do bagażnika bez słowa.
Mirek był nienaturalnie troskliwy: podawał jej rękę, sprawdzał czy okna domknięte, kupił Danka jej ulubioną kawę na stacji. To bolało jeszcze bardziej.
Na lotnisku, w poczekalni, usiadł obok niej, gdy dzieci obserwowały startujące samoloty przez wielkie okno.
Wiesz mruknął cicho, patrząc jak dzieci wczoraj przypomniał mi się nasz pierwszy urlop, jak pojechaliśmy nad Bałtyk pod namiot. Pamiętasz jak sztorm zwiał nam dach?
Danka mimowolnie się uśmiechnęła.
Pamiętam. Ty całą noc trzymałeś namiot za linki, a ja spałam pod kurtką.
Myślałem wtedy, iż nie ma nikogo lepszego na świecie. przez cały czas tak myślę, Danka. Tylko… pogubiłem się.
My oboje się pogubiliśmy, Mirku pierwszy raz od tygodnia spojrzała mu w oczy.
Ujął jej dłoń. Tym razem jej nie wyrwała, choć też nie odwzajemniła uścisku. Sama nie wiedziała, co czuje.
Prawdopodobnie mu wybaczy. Przynajmniej dlatego, iż nie chce ranić dzieci rozwodem.
Lecz zanim wybaczy, dobrze go jeszcze podszkoli. Żeby przypadkiem nie pomyślał już nigdy o innej.
W tym urlopie zacznie go przewychowywać…











