Szara myszka szczęśliwsza od ciebie – czyli opowieść o trzech przyjaciółkach, których drogi do szczęścia prowadziły przez głośne wesela, błyskotki na Instagramie, kredyty, rozstania i domowe pierogi, aż w końcu to ta najcichsza z nich zbudowała swój mały raj z miłości, cierpliwości i pachnącej kartoflanki z grzybami

newsempire24.com 2 dni temu

Zosiu, powiedz mi szczerze Maria patrzyła na jej stare lniane sukienki z miną, jakby oglądała eksponat w muzeum folkloru. Ty naprawdę w tym łazisz? Przy mężu?

Zofia machinalnie poprawiła dół sukienki. Była wygodna, miękka od niezliczonych prań.

Lubię ją
Ty to zawsze lubisz jakieś pierdoły wtrąciła Jadwiga, nie odrywając wzroku od telefonu. Siedzieć w domu, gotować zupy, dziergać serwetki. Nie rozumiesz, iż młodość ucieka? Trzeba żyć, a nie wegetować!

Maria zamaszyście pokiwała głową, brzęcząc nowymi kolczykami złote, duże kółka zalotnie dyndały przy każdym ruchu.

Wiesz, my z Jakubem byliśmy wczoraj w tej nowej knajpie na Mokotowie. Bosko! Ty pewnie znów ziemniaki smażyłaś?

Zofia rzeczywiście smażyła. Z grzybami tak jak lubił Leszek. Wrócił z pracy wykończony, zjadł dwa talerze i zasnął na jej ramieniu przed telewizorem. Zofia nie dzieliła się tym z koleżankami. Po co? I tak by nie zrozumiały.

…Kiedyś, dawno temu, trzy przyjaciółki wyszły za mąż w odstępie kilku miesięcy. Zofia pamiętała ten rok ze szczegółami: swoją skromną uroczystość w urzędzie, potem wystawne wesele Marii z orkiestrą i fajerwerkami, a następnie z wielką pompą ślub Jadwigi, gdzie każdy dostał własną, manualnie robioną bombonierkę. Już wtedy Zofia widziała, jak dziewczyny wymieniają spojrzenia, gdy wspominała plany na miesiąc miodowy u rodziców Leszka na mazurach. Maria prychnęła w kieliszek szampana, a Jadwiga tak wywróciła oczami, iż nie dało się nie zauważyć.

Od tamtej pory uszczypliwości stały się tłem wszystkich spotkań. Zofia nauczyła się nie zwracać uwagi, choć z każdym razem czuła lekki ucisk pod żebrami.

Maria była typem kobiety, która do pokoju wchodzi tak, iż wszyscy na nią patrzą. Głośny śmiech, szerokie gesty, opowieści o tym, kto, co powiedział, kto, jak spojrzał. Ich mieszkanie z Jakubem przerodziło się w miejsce spotkań: znajomi, koleżanki, koledzy z pracy, przypadkowi ludzie. Przychodzili, wychodzili, zostawiając po sobie brudne szklanki i czerwone plamy po winie na jasnym dywanie.

W sobotę zbieramy ekipę z piętnaście osób informowała Maria przez telefon. Wpadaj! Jakub robi karkówkę.

Zofia grzecznie odmówiła. Leszek po tygodniu w pracy marzył tylko o spokoju, nie o tłumie obcych w kuchni.

Siedź w swojej norze rzuciła Maria i w jej głosie zabrzmiała nuta politowania.

Jakub na początku wspierał żonę. Pomagał nakrywać, żartował, sprzątał po gościach. Zofia widziała go na tych nielicznych imprezach, na które jednak czasem przyszła zmęczony wzrok, przyklejony uśmiech, mechaniczne ruchy. Nalewał wino, śmiał się, kiedy trzeba, ale coraz częściej patrzył gdzieś dalej.

Jakub, co taki kwaśny? Maria szczypała go w policzek na oczach wszystkich. Uśmiechnij się, bo pomyślą, iż głodzę cię!

Jakub uśmiechał się. Goście się śmiali. A Zofia myślała, ile można trzymać maskę, zanim przylgnie do twarzy na dobre. Albo zanim człowiek zapragnie zerwać ją z siebie razem ze skórą.

…Po dziesięciu latach maska pękła. Jakub odszedł do koleżanki z księgowości cichej kobiety, podobno przynosiła mu pierogi na lunch i nigdy nie podnosiła głosu. Maria dowiedziała się ostatnia, choć już wszyscy w biurze o tym szeptali.

Zostawił mnie! Maria szlochała przez telefon, a w tle coś spadało i stukało. Niewdzięcznik! Najlepsze lata mu dałam!

Zofia milczała. Co tu powiedzieć? Że Jakub przez dekadę zasypiał przy hałasach cudzych rozmów? Że dom, to nie nieustanna zabawa?

Po rozwodzie okazało się, iż mieszkanie jest w kredycie, a długów nazbierało się na pół samolotu. Maria została sama z bałaganem finansowym, a jej śmiech utichł.

Jadwiga tymczasem budowała swoją “instagramową” perfekcyjną codzienność. Jej profil pękał od zdjęć: restauracje, butiki, weekendy nad Bałtykiem. Idealne ujęcia z perfekcyjnym makijażem podpisy o “szczęściu” i “wdzięczności wobec losu”. Rafał majaczył w tle niewyraźny, ale to on fundował tę błyszczącą fasadę.

Patrz Jadwiga podtykała Zofii telefon pod nos. Kasi mąż kupił naszyjnik z Apartu. A mój? Znów z jakąś tandetą wyskoczy!

Może cieszy go samodzielny wybór prezentu?

Jadwiga spojrzała dziwnie:

Nie, nie. Lista poszła, niech wybiera z niej.

Zofia milczała. Leszek wczoraj przyniósł jej książkę, którą chciała przeczytać. Sam znalazł w małej księgarni, sam zawinął w papier. Zofia nie powiedziała Jadwidze wyśmiałaby taki prezent.

Przez pięć lat Rafał spełniał wymagania. Pracował po godzinach, dorabiał, próbował dogonić Jadwigę, która ciągle podwyższała poprzeczkę. A potem poznał ekspedientkę w księgarni po rozwodzie, z dzieckiem, bez manikiuru ani markowej torby. Patrzyła na niego tak, jakby był wystarczająco dobry, bez warunków.

Rozwód poszedł gwałtownie i burzliwie. Jadwiga chciała wszystko, dostała połowę według przepisów, nie według oczekiwań. Budżet domowy wyczyszczony: zabiegi w spa, wizyty u kosmetyczki, zakupy. Oszczędności nie zostało.

Z czego ja będę żyć? Jadwiga siedziała w cukierni, rozmazując tusz, Z czego?

Zofia piła kawę i przypomniała sobie, iż przez wszystkie lata Jadwiga nie zapytała ani razu, jak żyje ona. Jak Leszek się czuje. Zdrowie. Ważne były tylko sprawy Jadwigi.

Obie przyjaciółki znalazły się w podobnym punkcie: bez mężów, pieniędzy, bez swojego “luksusowego życia”. Maria znalazła drugą pracę, by spłacać długi. Jadwiga przeniosła się do mniejszego mieszkania i przestała wrzucać zdjęcia.

A Zofia dalej żyła po swojemu. Gotowała Leszkowi kolacje, pytała o pracę, słuchała o negocjacjach i problemach z dostawcami. Nie wymagała prezentów, nie urządzała scen, nie porównywała do innych mężów. Po prostu była. Pewna jak ściana domu. Ciepła jak światło w kuchennym oknie.

Leszek to doceniał. Pewnego dnia wrócił z teczką dokumentów i położył je przed Zofią na stole.

Co to?
Połowa firmy. Teraz Twoja.

Zofia długo patrzyła na papiery, nie mogąc się zdecydować, by ich dotknąć.

Dlaczego?
Bo zasłużyłaś. Bo chcę, żebyś była bezpieczna. Bo bez ciebie tego by nie było.

Jeszcze rok później kupił mieszkanie jasne, przestronne, z wielkimi oknami. Wpisał Zofię jako właścicielkę. Zofia płakała na jego ramieniu, a Leszek głaskał ją po głowie i powtarzał, iż jest jego skarbem. Cichą przystanią.

Byłe przyjaciółki zaczęły wpadać na herbatę. Najpierw rzadko, potem coraz częściej. Siadały na nowej kanapie, dotykały jedwabnych poduszek, oglądały obrazy na ścianach. Zofia widziała ich twarze: zdziwienie, zagubienie, dyskretnie tłumioną zazdrość.

Skąd to wszystko? Maria rozglądała się po salonie.
Leszek kupił.
Ot tak?
Tak po prostu.

Dziewczyny wymieniły spojrzenia. Zofia dolała im kawy i zamilkła.

Przy jednej z takich wizyt Maria nie wytrzymała. Postawiła filiżankę tak mocno, iż kawa rozlała się po spodku, i wypaliła:

Powiedz, czemu? Czemu my wszystko straciłyśmy, a ty taka szara myszka jesteś szczęśliwa?

Zapadła cisza. Jadwiga patrzyła w okno, udając obojętność, ale nerwowo przekręcała pierścionek tania biżuteria zamiast dawnych brylantów.

Zofia mogła odpowiedzieć. O cierpliwości. O tym, iż szczęśliwe małżeństwo to nie pokaz, tylko codzienna praca. O tym, iż miłość to słuchanie, zauważanie, troska. Że nie chodzi o wymagania, ale o dawanie.

Tylko po co? Przez dwadzieścia lat dziewczyny traktowały ją jak tło. Ich rady sprowadzały się do żyj bardziej i nie bądź nudna. Przez dwie dekady nie słyszały nic poza swoimi głosami.

Chyba po prostu szczęście powiedziała Zofia i uśmiechnęła się.

Po tej rozmowie bywały coraz rzadziej. Potem zniknęły całkiem. Zazdrość była silniejsza niż przyjaźń, wspomnienia, rozsądek. Łatwiej było odwrócić się, niż przyznać, iż przez lata się myliły.

Zofia nie cierpiała. Dziwnie, ale pustkę po tych relacjach wypełnił spokój. Jakby zdjęła za ciasne buty i wreszcie mogła odetchnąć.

…Minęło kolejnych dziesięć lat. Zofia skończyła pięćdziesiąt cztery, a życie układało się dobrze. Dorosłe dzieci, wnuk, Leszek, który przez cały czas kupował jej książki i owijał je w papier. Od starej znajomej, przypadkiem, dowiedziała się, iż Maria nie wyszła powtórnie za mąż, haruje w dwóch miejscach i narzeka na zdrowie. Jadwiga zmieniła trzech mężczyzn, ale scenariusz zawsze ten sam wieczne żale, kłótnie, pretensje.

Zofia słuchała tych wieści bez satysfakcji. Po prostu słuchała i myślała, iż czasem to właśnie szare myszki odnajdują szczęście. Takie ciche, niewidoczne z zewnątrz, ale bezcenne w środku.

Wyłączyła telefon i poszła robić kolację. Leszek obiecał wrócić wcześniej i zażyczył sobie ziemniaki z grzybami.

Idź do oryginalnego materiału