«Synowa poprosiła mnie o dystans – Ale nagle sama wezwała moją pomoc»

twojacena.pl 4 godzin temu

**Synowa poprosiła mnie o dystans Aż nagle sama zadzwoniła z prośbą o pomoc**

Po ślubie mojego syna starałam się odwiedzać ich jak najczęściej. Nigdy nie przychodziłam z pustymi rękami zawsze coś ugotowałam, przyniosłam ciasto, upiekłam pierniki. Synowa chwaliła moje potrawy, zawsze próbowała pierwsza. Wydawało mi się, iż między nami jest ciepła, bliska relacja. Cieszyłam się, iż mogę być pomocna, iż jestem w ich życiu nie jak obca, ale jak rodzina.

Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Zastałam ją samą w domu. Jak zwykle wypiłyśmy kawę, ale od razu poczułam napięcie. Patrzyła na mnie dziwnie, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie miała odwagi. A gdy w końcu to zrobiła, poczułam się, jakbym dostała nóż w serce.

Może lepiej, żebyście przychodzili rzadziej Żeby Krzysiek odwiedzał was sam powiedziała, nie patrząc mi w oczy.

Nie spodziewałam się tego. Jej głos był zimny, a w oczach czy to było rozdrażnienie? Nie wiedziałam. Od tamtej pory przestałam przychodzić. Zniknęłam z ich życia, żeby nie być natrętną. Syn odwiedzał nas sam. Synowa nigdy więcej się nie pojawiła.

Milczałam. Nikomu się nie żaliłam. Ale w środku płakałam. Co zrobiłam nie tak? Chciałam tylko pomóc Całe życie starałam się dbać o spokój w rodzinie. A teraz moja obecność stała się ciężarem. Bolało, wiedzieć, iż jest się niechcianym.

Minął czas. Urodził się ich syn nasz wyczekiwany wnuk. Z mężem byliśmy szczęśliwi. Ale trzymaliśmy się z daleka: przychodziliśmy tylko na zaproszenie, zabieraliśmy chłopca na spacery, żeby nie zawadzać. Robiliśmy wszystko, by nie przeszkadzać.

Aż pewnego dnia zadzwoniła. Synowa. Spokojnym, niemal urzędowym tonem powiedziała:

Możecie dziś zająć się dzieckiem? Muszę pilnie wyjść.

Nie pytała oznajmiła. Jakby to my bardziej tego potrzebowali. Jakbyśmy błagali o tę szansę. A przecież niedawno prosiła, żebym nie przychodziła

Długo myślałam, co zrobić. Duma szeptała: Odmów. Ale rozum mówił: To twoja okazja. Nie dla niej dla wnuka. Dla Krzyśka. Dla rodzinnego spokoju. Jednak odpowiedziałam inaczej:

Lepiej przywieź go do nas. Chcieliście, żebyśmy nie wpadali bez zapowiedzi. Nie chcę wchodzić w waszą przestrzeń.

Zamilkła. Po chwili się zgodziła. Przywiozła chłopca. Dla nas z mężem to był święty dzień. Bawiliśmy się, śmiali, chodziliśmy na spacery czas płynął jak szalony. Co za szczęście być dziadkami! Ale w środku został gorycz. Nie wiedziałam, jak mam się teraz zachować.

Mam trzymać dystans? Czekać, aż ona pierwsza wyciągnie rękę? Czy być mądrzejszą i odłożyć urazę? Dla wnuka byłabym gotowa na wiele. Na wybaczenie, na zapomnienie przykrych słów. Na nowy początek.

Tylko czy oni w ogóle mnie chcą? Czy ona mnie chce?

Nie wiem, czy rozumie, jak łatwo zniszczyć coś, co latami się buduje. I jak trudno to potem odzyskać, krok po kroku

Idź do oryginalnego materiału