Spotykamy nie tych, za mąż wychodzimy nie za tych – Życiowa droga, kobiece losy i przewrotna polska …

twojacena.pl 3 godzin temu

Nie tych spotykamy, za nie tych wychodzimy

Droga życia bywa kręta i wyboista, a od przeznaczenia nie da się uciec. Każdy ma swoje losy, swoją prawdę o życiu. Wiera wychowywała się w kobiecym królestwie. Trudno to oczywiście nazwać królestwem ot, własny, stary dom na wsi gdzieś pod Olsztynem, kawałek ogródka, drewno do pieca, woda ze studni, kury, trochę pola i robota bez końca.

Babcia Fajka od dawna żyła w tej wsi sama, owdowiała wcześnie. Jej córka, Maria, też samotna mąż odszedł, kiedy Wierze miała dwa lata. I tak we trójkę tworzyły kobiece gospodarstwo. Od dziecka Wiera umiała doić krowę, wyrywać chwasty na grządkach i stopniowo uczyła się prostego gotowania.

Fajka miała już dawno ponad pięćdziesiątkę, kiedy wróciła z gospodarstwa zmęczona i powiedziała:

Maryś, córciu, jak ja już tego wszystkiego mam dosyć

Mamo, co się stało? zapytała Maria, a razem z nią zerwała się z miejsca Wiera.

No bo co? Ileż to można się harować, łopatą gnój przerzucać? Czy nam się już nie należy inne życie? mówiła, kładąc spracowane dłonie na kolanach.

A co proponujesz, mamo?

A może spakujemy się do miasta? Sprzedamy tutaj wszystko. Uzbierałam trochę oszczędności, kupimy mieszkanie w Olsztynie.

Babciu, ja się zgadzam! zawołała uradowana Wiera. Chcę do miasta, bardzo chcę!

Tak też zrobiły. Fajka miała w Olsztynie starszego brata, Nikodema. Zatrzymały się u niego.

Na początek damy wam pokój troszczyła się jego żona. Jak tylko coś znajdziecie, to się przeniesiecie.

Rodzina przyjęła je serdecznie i cierpliwie. Maria już szukała mieszkania, Nikodem pomagał, aż wreszcie się udało przeprowadziły się na swoje.

Oj, remontu by się tu przydało mówiła Fajka ale co tam, wszystkie pieniądze poszły na mieszkanie. Z czasem coś się zrobi.

Tak, mamo przytaknęła Maria. A ja mam już choćby pracę w Piekarni Olsztyńskiej. Jutro zaczynam. No i trzeba Wierę zapisać do szkoły; za półtora miesiąca kończy się lato. Niedaleko tu szkoła, po drodze do pracy ją mijam.

Dobrze, córko, z Wercią pójdę do szkoły. Ty nie będziesz miała czasu, praca

Wierę przyjęli do szóstej klasy. Naprawdę blisko miała do szkoły cieszyła się bardzo.

Babciu, ja tak bardzo chcę się uczyć w miejskiej szkole, postaram się! obiecywała wnuczka.

Kiedy Maria wróciła po pierwszej zmianie, mama powiedziała jej nowinę:

Przyjęli mnie na sprzątaczkę w szkole, gdzie Wercia będzie chodziła. Popracuję, ile sił starczy, każda złotówka się przyda.

Oj, mama, mogłabyś już siedzieć w domu, masz przecież emeryturę.

Ach, córko, dopóki siłnie brakuje, popracuję. A i na Wierę w szkole będę miała oko, nowa tam jest

Czas mijał. Fajka pracowała w szkole, lubiła to, choć czasem była zmęczona. Maria także pracowała, Wera uczyła się przeciętnie.

Po ósmej klasie Wiera nie poszła już do szkoły. Wiedziała, iż trzeba pracować i pomagać mamie i babci. Przechodząc koło restauracji, zauważyła ogłoszenie, iż szukają zmywaczki. Weszła od razu przyjęli ją bez zwłoki.

Wiera pracowała sumiennie, czasem choćby pomagała na kuchni tu obrała ziemniaki, tam zastąpiła kucharkę, dopilnowała, żeby się nic nie przypaliło. gwałtownie zaprzyjaźniła się z dziewczynami, a później razem z nimi chodziła na potańcówki.

Mamo, idę do klubu na tańce mówiła. Wrócę później.

Uważaj, Wercia rzucała babcia szczególnie z chłopakami, nie słuchaj ich komplementów, myśl z głową.

Oj, babciu, nie jestem już dzieckiem, wiem, co robię.

Na jednym z tańców poznała Tolka. Poprosił ją do tańca, a potem już przez cały wieczór trzymał się blisko.

Odprowadzę cię dziś do domu powiedział stanowczo, tak iż nie umiała odmówić.

Zaczęli się spotykać. Po jakimś czasie Tolek mówi:

Werciu, powołali mnie do wojska. Będziesz czekać? Będę pisał listy. Odpowiadaj mi, dobrze?

Dobrze, będę pisała, na pewno obiecała.

Odwiozła Tolka na dworzec, pisała listy, odpowiadała na każdy, a on jej też obiecywał przyjechać na przepustkę za rok. Wiera cieszyła się, aż w końcu nadszedł ten dzień. Spotkali się.

Cześć, Werka. Co tam u ciebie? Jeszcze się nie wydałaś? żartował Tolek.

Przecież obiecałam, iż poczekam, więc czekam.

Ale jakby w jego głosie nie było wielkiej radości, rozmawiał jakoś sztywno, nie patrzył jej w oczy.

Przepustka minęła szybko. Tolek wyjechał. Potem listy od niego przychodziły coraz rzadziej i coraz krótsze, aż w końcu zupełnie przestały przychodzić.

Wreszcie Tolek powinien już wrócić z wojska. Wiera czekała, ale on choćby nie dał znaku życia. Nie było wtedy telefonów. Na potańcówkach się nie pojawiał.

Wracając z tańców, Wiera rzuciła do koleżanek:

Coś z Tolkiem nie tak? Powinien już być, choćby nie wiem, gdzie mieszka jego rodzina, mogłabym pójść.

Idź! parsknęła koleżanka. To przy okazji poznasz jego żonę. Ale jesteś naiwna, Werka. Twój Tolek już się w wojsku ożenił, przywiózł żonę, teraz siedzi w domu i nosa nie pokazuje. Zapomnij o nim.

Jak to? Przecież czekałam na niego

Ty czekałaś, a on nie.

Po jakimś czasie Werka przypadkiem spotkała Tolka wracała z pracy przez park. On siedział na ławce, jak dawniej.

Cześć, Weroniko poderwał się, widząc ją.

Ale ona szła dalej. On próbował ją zatrzymać.

Poczekaj, Werka, przepraszam Popełniłem błąd. Myślę o tobie, śnisz mi się. Nie kocham żony. Musiałem się ożenić, dziecko w drodze. Ale ciebie mi brakuje.

Zatrzymała się i spojrzała mu prosto w oczy.

A czego ty chcesz ode mnie? Żebym była dla ciebie na boku? Nie! Oszukałeś mnie, nie jesteś godny zaufania. Żyj z tą, którą wybrałeś, wychowujcie razem dzieci. Szczęścia ci życzę, Tolek! poklepała go po ramieniu i odeszła.

Wiera dalej pracowała w restauracji, aż dyrektor w końcu zaproponował:

Werka, świetnie sobie radzisz na kuchni, lubisz gotować pojedź na kursy dla kucharzy do Warszawy, awansujesz na kucharkę.

Super, bardzo mi się to podoba!

I tak się znalazła Wiera, modnie ubrana i ładna, na peronie, czekając na pociąg do Warszawy. Była zdenerwowana pierwszy raz sama w dużym mieście. Obok przechodzili młodzi chłopcy, ktoś grał na gitarze, śpiewali, żegnali kumpla, który akurat wrócił z wojska.

Nagle jeden z nich, w mundurze, podszedł do niej.

Dziewczyno, poznajmy się! Jestem Jurek. A jak ty masz na imię?

Weronika odpowiedziała odruchowo.

Czekasz na pociąg? spytał, kiwnęła głową.

Nadjechał pociąg, Jurek pobiegł do kolegów.

Dziwny ten Jurek pomyślała po co mu moje imię

Werka wsiadła do przedostatniego wagonu, usiadła przy oknie. Pociąg ruszył, patrzyła na mijający krajobraz, gdy nagle obok stanął ten sam chłopak w mundurze.

A, tutaj jesteś! rzucił zadowolony.

Obejrzałem prawie cały pociąg, ale cię znalazłem! Niedługo wysiadam, ale muszę coś powiedzieć: spodobałaś mi się od razu. Wymienimy się adresami? Będziemy pisać. A ty dokąd jedziesz?

Na kurs kucharski do Warszawy odpowiedziała.

Gadali całą drogę, o wszystkim, wymienili adresy. Rozstali się Wiera nie liczyła na więcej. Miała już za sobą historię z Tolkiem, który wrócił z żoną z wojska. Ale Jurek był inny: pogodny, szczery, nie składał wielkich obietnic pisać listy nie było jej trudno.

Babcia Fajka zawsze powtarza: nie tych spotykamy, za nie tych wychodzimy myślała Werka, wcale nie czekając na szczęście z Jurkiem.

Pisali do siebie prawie rok. Wreszcie Jurek wrócił z wojska i od razu odwiedził ją pod podanym adresem. Akurat miała wolne. Ucieszyli się ze spotkania. Wiera poczuła, iż na niego może liczyć. Nie zawiódł jej.

Minęły lata. Weronika wyszła za Jurka. Pracowała jako kucharka w restauracji, zaś mąż w fabryce. Wiera dbała o dom, lubiła porządek wszystko miała poukładane, wyprane, uprasowane. Dwóch synków bliźniaków chodziło do przedszkola zawsze czyste i zadbane.

Ale z mężem ciągła walka: Jurek, gdzie coś odłożył, tam zostawiał. Wiera się denerwowała, karciła, sprzątała po nim, aż zrozumiała:

Trzeba to inaczej rozegrać trzeba go przekonać uśmiechem i mądrością.

Łagodnie, miło, wszystko tłumaczyła. W końcu Jurek zostawiał brudne robocze ubranie w sieni, narzędzia składał w garażu, sam sprzątał podwórko i szopę, choćby w garażu zrobił porządki. Wiera była dumna.

A jednak spotkałam adekwatnego człowieka, wyszłam za mąż za tego jedynego, wbrew słowom babci myślała teraz Weronka.

I tak właśnie przeżyła z mężem szczęśliwie prawie całe życie aż pewnego dnia Jurek wracając z pracy, zasłabł i zmarł na ulicy. Serce mu wysiadło, choć nic na to nie wskazywało. Została sama. Owdowiała tak samo jak kiedyś babcia Fajka czy mama Maria. Teraz i ona żyje sama, dzieci i wnuki odwiedzają, ale od przeznaczenia nie uciekniesz.

Idź do oryginalnego materiału