Spotkanie po latach z przyjaciółką z dzieciństwa: Nigdy nie miała dzieci, bo wybrała życie dla siebie – jej szczera odpowiedź zmieniła moje spojrzenie na macierzyństwo i starość w Polsce

newsempire24.com 17 godzin temu

Pamiętam, jak po latach znów przyjechała do naszego Sandomierza moja serdeczna koleżanka z dzieciństwa, Elżbieta Kowalska. Nigdy nie miała dzieci. Zresztą sama od zawsze powtarzała: dzieci są nie dla mnie, zamierzam żyć dla siebie.

Było to już dawno, obie dobrnęłyśmy do sześćdziesiątki. Po studiach Ela gwałtownie spakowała walizki i wyjechała z rodzinnych stron. Przez krótki czas pisałyśmy do siebie listy (wtedy maili jeszcze nie było), ale z czasem nasza korespondencja urwała się.

Zdarzało się, iż przez znajomych dochodziły mnie wieści o jej życiu iż podróżuje po Europie, nie może usiedzieć w jednym miejscu, mężczyźni przewijali się przez jej życie, jeden po drugim. Gdy skończyła pięćdziesiątkę, miała już za sobą trzeci ślub i trzeci rozwód, a dzieci nigdy nie chciała mieć. Zawsze mnie to zastanawiało; przecież większość kobiet przynajmniej ma dzieci. Być może związek się nie układa, ale przynajmniej zostają dzieci i wnuki, którymi można się zająć na stare lata.

I tak pewnego dnia Elżbieta pojawiła się z powrotem w naszym miasteczku. Potrzebowała sprzedać swoje pozostałe dobra, jeszcze z czasów, gdy wynajmowała tu mieszkanie. Umówiłyśmy się na kawę w naszej ulubionej kawiarni przy Rynku. Opowiadałam jej o rodzinie, wnukach, codziennych troskach, a ona dzieliła się swoimi przygodami. W końcu, trochę nieśmiało, zapytałam:

Elu, powiedz mi, dlaczego twoje życie akurat tak się potoczyło? Dlaczego nie zdecydowałaś się na dzieci? Przynajmniej dla siebie, żeby ktoś podał ci wodę na starość…

Zaśmiała się serdecznie, aż łzy jej stanęły w oczach.

Haniu, jaką wodę? Myślisz, iż twoje dzieci rzeczywiście ci coś podadzą? Dzieci przestają myśleć o rodzicach, każdy żyje swoim życiem. Lepiej przez całe życie odkładać złotówki i pod koniec wynająć porządną opiekunkę, niż obarczać tym dzieci.

Nigdy nie chciałam dzieci mówiła dalej poważnie nie miałam ochoty opiekować się kimś, martwić się bez przerwy, oddawać pieniądze, zadręczać. Wybrałam własną drogę, podróże, nowe miejsca i własne zarobki. Mężowie odchodzili, bo nie chciałam urodzić im dziecka, ale nie żałuję ani jednej decyzji.

Teraz też żyję tylko dla siebie nie muszę dbać o wnuki, nie martwię się, jak tu przeżyć z emerytury i dorzucić dzieciom na mieszkanie czy lekarza. Kiedy słyszę, jak kolejne znajome żalą się, iż ich dzieci wyjechały za granicę albo nie mają dla nich czasu, myślę sobie: ja przed tym się ustrzegłam.

Nie żałuję niczego, Haniu podsumowała, a w jej spojrzeniu widziałam spokój. Wręcz przeciwnie, czasem współczuję tym wszystkim, którzy postawili wszystko na jedną kartę i liczyli, iż dzieci będą wiecznym wsparciem.

Słuchałam jej w milczeniu i zrozumiałam, iż miała w swoim myśleniu sporo racji. Po co mieć dzieci na siłę? Tylko po to, by potem liczyć, iż odwdzięczą się opieką? Życie pisze różne scenariusze I tak zostało mi to spotkanie w pamięci, jako cenne przypomnienie, by żyć w zgodzie ze sobą.

Idź do oryginalnego materiału