Ręce zaczęły mi drżeć tak mocno, iż filiżanki zadzwoniły cicho, jakby ostrzegały przed tym, co zaraz padnie.
— To już za dużo — powiedział mój syn. — Mama sobie nie radzi.
— W domu opieki będzie miała lepiej — dodała córka. — Stałą opiekę. Spokój. My też wreszcie odpoczniemy.
„Odpoczniemy”. To słowo bolało najbardziej.
Wróciłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Patrzyłam na ściany, które sama malowałam, na zasłony szyte nocami, kiedy dzieci były małe, na zdjęcia z wakacji, na których jeszcze się uśmiechali. Przez czterdzieści lat byłam dla nich wszystkim — kucharką, pielęgniarką, nauczycielką, bankiem, psychologiem. Teraz byłam problemem do rozwiązania.
Nie zapukali. Nie zapytali, czego chcę. Już zdecydowali.
Nie wiedzieli jednak, iż od miesięcy planowałam coś innego.
Lekarz powiedział mi prawdę bez owijania w bawełnę. Czas. Niewiele. Wystarczająco, by uporządkować sprawy, ale za mało, by łudzić się cudami. Wyszłam z gabinetu spokojna. Najgorsze było za mną — niewiedza.
Wieczorem zaprosiłam dzieci do stołu. Jedli w milczeniu, jakby już ćwiczyli życie beze mnie.
— Chcę wam coś powiedzieć — zaczęłam.
Spojrzeli na siebie nerwowo.
— Dom opieki nie będzie potrzebny — dodałam. — Sprzedałam dom.
Córka zakrztusiła się herbatą.
— Co… jak to sprzedałaś?
— Legalnie. Spokojnie. Pieniądze są zabezpieczone — uśmiechnęłam się słabo. — Część trafi na fundację. Część na moje leczenie paliatywne w miejscu, które ja wybrałam.
Zapadła cisza. Ciężka. Prawdziwa.
— Dlaczego nam nie powiedziałaś? — zapytał syn.
— Bo nie pytaliście — odpowiedziałam. — A kiedy człowiek przestaje być pytany, zaczyna sam decydować.
Widziałam strach w ich oczach. Nie o mnie. O siebie. O wygodę. O plany, które właśnie się rozsypywały.
— Nie chcę kończyć życia tam, gdzie będę numerem pokoju — powiedziałam cicho. — Wolę odejść tam, gdzie ktoś spojrzy mi w oczy.
Wyszli późno. Bez pożegnania.
Zostałam sama, ale pierwszy raz od dawna nie czułam samotności. Czułam ulgę. Godność. Spokój człowieka, który odzyskał głos.
Bo czasem największym dramatem nie jest to, iż dzieci chcą oddać matkę do domu opieki. Największym dramatem jest to, iż zapominają zapytać, kim ona jeszcze jest — i czego naprawdę chce.








