Spełnione marzenie

twojacena.pl 16 godzin temu

**Spełnione życzenie**

Wynajęli mieszkanie niemal w samym centrum Warszawy.
Podoba ci się? zapytał, ledwo zdążywszy otworzyć przed nią drzwi.
Mieszkanie było ogromne, wręcz luksusowe.
No nie wierzę zdumiała się to niesamowite! A ten widok z okna Ale to chyba kosztowało fortunę?
Wiesz, dziwna sprawa, ale nie aż tak. Wynajął mi je starszy pan. Powiedział, iż mieszka na starej działce za miastem.
E, co tam! Uwielbiam to miejsce odparła, patrząc na niego rozbłysłymi, ciepłymi, brązowymi oczami.

Rano wyjechał wcześnie, a ona, po porannej kawie, umówiła się z przyjaciółkami.
Gdy został sam, w obcym, nieoswojonym jeszcze domu, zrobiło się jej nieswojo. Kilka razy miała wrażenie, iż ktoś stoi za jej plecami, ale gwałtownie odegnała te myśli.
Zrobiła kilka udanych selfie na tle obrazów i antyków, ubrała się i wyszła.

Przyjaciółki z zachwytem oglądały zdjęcia, gadając bez przerwy:
Słuchaj, ten żyrandol! Piękno nieziemskie!
Spójrz na te obrazy! Ojej, a to kto? Patrz, ktoś stoi za tobą
Spojrzała na zdjęcie. Rzeczywiście, za jej plecami majaczył niewyraźny zarys starszej kobiety.
Co to jest? przyjaciółki wymieniły się spojrzeniami.
Dajcie spokój, to tylko cień przy złym świetle zaśmiała się nienaturalnie spokojnie, ale w duszy znów zrobiło się jej nieswojo. Przypomniała sobie poranne obawy.

Następny tydzień minął jak sen. Ciepłymi wieczorami spacerowali po Starówce, nad Wisłą, kupowali lody i wracali pieszo do domu. Przyzwyczajała się do nowego miejsca.

Weekend spędzili w domu. Lało. Zamówili pizzę i oglądali stare filmy. Mąż zasnął na kanapie, a i ona przysnęła obok.
Obudził ją huk grzmotu, a gdy błyskawica rozświetliła pokój, zobaczyła przed sobą staruszkę. Mąż spał, a ona, sparaliżowana strachem, nie mogła wydusić z siebie słowa.
No i co, młoda pani, jak ci się tu żyje? szepnęła staruszka, nie czekając na odpowiedź. Zgadłaś już życzenie w nowym miejscu?
N-nie wyjąkała, wtulając się w kanapę.
*Jakie życzenie? Ma męża, zarabiają nieźle, wynajmują choćby swoje stare mieszkanie. Tylko z dzieckiem nie wyszło kilka prób in vitro, ale na razie bez skutku* Te myśli przemknęły jej przez głowę w jednej chwili.

Kolejny grzmot wstrząsnął nią. Błyskawica znów rozjaśniła pokój, ale staruszki już nie było. Nie zauważyła nawet, kiedy zasnęła.

Poranek przywitał ich błękitnym niebem i słońcem. Tylko krople deszczu na szybie przypominały o nocnej burzy.
Słuchaj, ale się wyspałem na tej kanapie! A ty? zapytał, przygotowując kawę w ekspresie.
Ja też uśmiechnęła się. Czuła się świetnie, nocne zdarzenie wydawało się już tylko snem.
A tak w ogóle, jak ci się tu mieszka? Ja już się przyzwyczaiłem.
Wiesz, jest naprawdę przytulnie. Czuję się jak u siebie.

Parę lat wcześniej, po kolejnej nieudanej próbie in vitro, psycholog poradził im wynajmować mieszkania. Dla emocjonalnej odnowy. To była ich trzecia wynajęta lokalizacja.

Minął czas, zbliżał się Sylwester. 31 grudnia mąż powiedział, iż wieczorem przyjedzie starszy pan po pieniądze za następne pół roku.
Dziwak zdziwiła się. W Sylwestra, wieczorem?
No cóż, stary, trochę ekscentryk. Niech przyjedzie.

Dziadek pojawił się pod wieczór, niosąc w rękach tort akurat jej ulubiony. Musieli nastawić czajnik.
Pogawędzili przy herbacie. Za oknem zaczął padać gęsty śnieg i nagle, nieoczekiwanie, zaproponowała:
Zostańcie z nami na Sylwestra. Gdzie pan teraz pójdzie w taką zamieć? Będzie nam weselej, a tak to tylko we dwoje no, prawie w troje poprawiła się z uśmiechem.

Gdy zegar wybił północ, za oknem rozległy się petardy. Fajerwerki, odbijając się w lustrze, tworzyły kolorowe wzory. I nagle, w głębi lustra, znów ujrzała staruszkę. Ta uśmiechnęła się do niej lekko, pomachała ręką i rozpłynęła się w migoczących fontannach światła.

Zdążyła tylko odpowiedzieć uśmiechem i dyskretnie pomachać. Więcej już jej nie zobaczyła.

**P.S.**
Pewnego dnia, kilka lat później, spotkałam na Krakowskim Przedmieściu dawnego znajomego.
Słuchaj, pamiętasz tę parę, co wynajmowała mieszkanie niedaleko? zapytałam. Co u nich?
A, pamiętam! Zabawna historia mieszkają tam do dziś. Ale najlepsze jest to, iż ten starszy pan, właściciel, teraz z nimi mieszka. Już bardzo stary, ale z ich chłopcem bawi się jak z wnukiem. Żona mu dawno zmarła, swoich dzieci nie miał. No cóż, takie życie

Idź do oryginalnego materiału