Śmigus-Dyngus w Jaśle to był czysty survival! Pamiętasz jeszcze te bitwy? [ANKIETA]

mojejaslo.pl 17 godzin temu

Lany poniedziałek w naszym regionie zawsze miał swój ciężar gatunkowy – mierzony w litrach wody na metr kwadratowy. Jasło i okoliczne miejscowości to nie miejsce na symboliczne kropienie perfumami. Tutaj, jak już się za coś bierzemy – choćby za lanie wody – to robimy to konkretnie i bez taryfy ulgowej. Jak wspominacie najsłynniejsze wodne bitwy na swoich osiedlach i w podjasielskich wioskach?

Jeśli ktoś szukał prawdziwych emocji w drugi dzień świąt, osiedle Gamrat było legendą, o której słyszał każdy w powiecie. Tamtejsze bloki przez lata wyznaczały standardy wielkanocnego szaleństwa. Podczas gdy w innych częściach kraju dzieci biegały z plastikowymi pistoletami, u nas w użyciu były naczynia o znacznie większej pojemności. To była prawdziwa szkoła przetrwania – wyjście z klatki schodowej było jak wyścig z przeszkodami, a sukcesem było dotarcie do celu bez całkowitego przemoczenia ubrań.

Wioski wokół Jasła – tu nie było litości

Prawdziwa moc Śmigusa-Dyngusa objawiała się jednak zaraz po przekroczeniu tablicy z przekreśloną nazwą miasta. W miejscowościach wokół Jasła tradycja lania wody była (i gdzieniegdzie wciąż jest) traktowana z niezwykłą powagą. Grupy młodych ludzi, uzbrojone w wiadra, potrafiły zorganizować „powitanie”, przy którym każda profesjonalna myjnia samochodowa wysiada.

Nieważne, czy jechało się rowerem przez Trzcinicę, szło pieszo przez Kołaczyce, czy próbowało przemknąć samochodem przez wiejskie drogi – szanse na pozostanie suchym były bliskie zeru. To był element naszego lokalnego krajobrazu: surowy, mokry, ale zawsze kończący się wspólnym śmiechem, choćby jeżeli garnitur nadawał się już tylko do natychmiastowego suszenia.

Region ludzi zahartowanych

Mieszkańcy Jasła i okolicznych gmin zawsze słynęli z tego, iż mają „twardą skórę”. To specyficzne hartowanie organizmu w lany poniedziałek było niemal rytuałem przejścia. Tutaj nikt się nie pieścił – lodowata woda była częścią świąt tak samo jak święconka. Dziś, gdy na ulicach jest znacznie spokojniej, a zabawa przeniosła się głównie na prywatne posesje, wielu z nas z nutką nostalgii wspomina czasy, gdy każde wyjście z domu w lany poniedziałek było wielką niewiadomą.

Gdzie lało się najbardziej?

Dziś Śmigus-Dyngus w powiecie jasielskim wygląda już inaczej. Czy staliśmy się bardziej wygodni? A może po prostu stare, dobre bitwy na wiadra odeszły do lamusa razem z dawnymi latami? Jedno jest pewne – te wspomnienia wciąż żyją.

Teraz Wasza kolej! Gdzie w naszym powiecie lało się najmocniej? Czy to Wasze osiedle było postrachem okolicy, czy może to w Waszej miejscowości pod Jasłem tradycja była najbardziej ekstremalna? Piszcie w komentarzach, wspominajcie swoje osiedla i wioski – odświeżmy wspólnie historię tych najbardziej mokrych świąt w naszej okolicy!

Jak wspominasz Śmigus-Dyngus w swoich stronach?

To był survival – bez wiadra wody na plecach święta się nie liczyły!
Było wesoło, ale z umiarem – głównie w gronie znajomych.
Zawsze szukało się bocznych dróg, żeby tylko wrócić do domu na sucho.
Kiedyś to były czasy... dzisiaj młodzi już chyba zapomnieli o tej tradycji.
WynikiGłosuj
Idź do oryginalnego materiału