Otwarci, a tak zamknięci na klucz. Grażyna Bartoszuk, mieszkanka Rejowca Fabrycznego, spogląda na Azję Środkową

supertydzien.pl 4 godzin temu
W tym dostrzega sensKiedy mowa o kolejnej podróży, w oku pani Grażyny pojawia się ognik zachwytu. Uwielbia spotkania z tubylcami, rozmowy, obecność. Pełne euforii spojrzenia i szczere uśmiechy. Naturalność. Otwartość. Gościnność. Ciepło. W rolę podróżniczki wchodzi najczęściej po to, aby doświadczyć świata, który dla nas, współczesnych, jest już niestety coraz bardziej odległy. - Wie pan, kiedy jeżdżę właśnie tam, do krajów, które stanowiły niegdyś część Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, to odnajduję w pewnym sensie naszą Polskę sprzed kilkudziesięciu lat. Takich ludzi i atmosferę, którą pamiętam z mojego dzieciństwa i lat młodości. Wtedy mieliśmy dla siebie zdecydowanie więcej czasu. Mogliśmy pielęgnować szczere, bliskie relacje. Sąsiedzi tworzyli małe, niezwykle zżyte ze sobą wspólnoty. Wiedzieli o sobie jeżeli nie wszystko, to wiele. Byli otwarci. Dzisiaj mówimy „dzień dobry” z czystej kurtuazji, ale nie kryje się za tym sformułowaniem ciekawość świata i drugiego człowieka. A to cenię sobie najbardziej – podkreśla pani Grażyna.Pierwszą wyprawę odbyła, jeszcze w latach szkolnych, do Gruzji. I przez wiele lat tęsknota za dalekimi wyprawami pozostawała w sercu pani Grażyny jakby uśpiona. Na sprawdzony szlak powróciła dopiero w 2017 roku. Ukochała Uzbekistan, Armenię i Kazachstan. Myśli intensywnie o Kirgistanie. Zwiedziła też cały niemal Półwysep Bałkański. Europa, mimo iż kusząca wieloma pięknymi zakątkami, nie pociąga jej. A może to nie miasta i budowle, a wypaleni ludzie przestali być ciekawi? Zapytana o popularne kierunki pani Grażyna ma pewien kłopot z udzieleniem odpowiedzi. - Powiem szczerze, iż nie ciągnie mnie do europejskich krajów. Dlaczego? Być może nie odnajduję w nich tego, co odnalazłam właśnie tam, na wschodzie. Wspomnianą już naturalność, ludzką życzliwość, zwykłe, normalne życie. My tutaj chyba za bardzo zatraciliśmy się w codziennej, wymagającej i wyczerpującej przecież gonitwie. Tam natomiast spotkałam się z zachwytem drugim człowiekiem, ciekawością świata. Dlatego czuję w sobie tęsknotę, by tam wciąż powracać. Odkrywać na nowo te tereny – zaznacza pasjonatka.Oczywiście – także ten zakątek świata został ukształtowany przez wiele różnych zjawisk i czynników. Przez kilkadziesiąt lat pozostawały przecież pod wpływem rosyjskiego hegemona i w pewnym sensie przez cały czas targane są wieloma wewnętrznymi napięciami. istotną część tamtej kultury stanowi też islam – ze wszystkimi tego stanu rzeczy konsekwencjami. A mimo to kraje Jedwabnego Szlaku, jak mówi pani Grażyna, potrafią wciąż obdarowywać niezwykle pouczającymi wrażeniami. - Odnoszę takie wrażenie, iż są to wciąż tereny, których nie dotknęły jeszcze procesy związane z globalizacją. Ludzie tam żyjący pozbawieni są absolutnie tych wszystkich obciążeń i ról, w jakie musimy wchodzić my, ludzie cywilizacji zachodniej. Oczywiście, wynika to prawdopodobnie z historycznych uwarunkowań i innych procesów, jakie zachodziły w tej części świata. Z całą pewnością. Mieszkańcy, z którymi mieliśmy okazję się spotkać, nie byli nigdy poza granicami swojego kraju. Oni byli nieco egzotyczni dla nas, ale i my dla nich. Młodzież czy studenci pytali się nas, czy byliśmy kiedykolwiek w Europie, bowiem nie wiedzieli dokładnie, gdzie leży Polska – wspomina pani Grażyna.W kulturowym tyglu zachowali wszystko, co najcenniejszeW tych dosyć specyficznych warunkach udało się jednak Uzbekom czy Kazachom zachować to, za czym my zaczynamy powoli tęsknić – zwykłą, naturalną serdeczność. To inny świat, który tutaj, w Europie, zaczął umierać na naszych oczach. A może nigdy tak naprawdę się nie narodził? Podróże, o których mówi z taką pasją i zapałem pani Grażyna, powinny stanowić dla nas zachętę do odrobienia jednej z najważniejszych, życiowych lekcji – lekcji serca. - Te społeczeństwa i państwa kształtowane były przez całe wieki i pozostające pod różnymi wpływami. Mieliśmy okazję zwiedzać świątynie, które zostały wzniesione np. w I czy II wieku naszej ery i funkcjonują po dziś dzień – zauważa pani Grażyna.W starożytności tereny dzisiejszego Uzbekistanu kształtowały dwa, tworzone przez ludy irańskie, organizmy państwowe – Sogdianę i Baktrię. W 327 p.n.e. oba te kraje podbił Aleksander Wielki. Po jego śmierci zaczęli pojawiać się w tych stronach Grecy, którzy przynieśli ze sobą kulturę helleńską. Pomiędzy I a II wiekiem p.n.e. wyłoniło się Królestwo Indo-Greckie. Na te lata przypada też początek kształtowania się słynnego Jedwabnego Szlaku. W pierwszych wiekach naszej ery kontrolę nad Azją Środkową zaczęła przejmować perska dynastia Sasanidów. Badacze wskazują, iż to właśnie pod panowaniem Sasanidów sztuka i kultura perska osiągnęły szczyt rozwoju, a ich wojska były w stanie skutecznie opierać się naciskom Rzymu. Królestwo Sasanidów charakteryzowało się silną centralizacją władzy, silną urbanizacją kraju i zaawansowaniem technik rolniczych. Proces islamizacji rozpoczął się na początku VIII wieku n.e., kiedy kontrolę przejęli Arabowie. Rdzenna ludność Uzbekistanu wszczynała przeciwko nim liczne rewolty. Po upływie paru wieków Persowie znowu zaczęli przejmować kontrolę nad regionem. Stan napięć pomiędzy Persami a Turkami trwał w zasadzie do początku XIII wieku, kiedy Uzbekistan zdobyli Mongołowie, dokonując przy tym licznych zniszczeń. Teren obecnego Uzbekistanu otrzymał jeden z synów Czyngis-chana – Czagataj. Ostatnie chanaty, powstałe w wyniku rozpadu chanatu czagatajskiego – Chanat Chiwy, Chanat i Emirat Buchary oraz Chanat Kokandu istniały do momentu przejęcia kontroli przez carską Rosję, a więc ok. 1870 roku. Nie sposób więc, aby tak bogate dzieje nie odbiły swojego piętna w materialnej kulturze odwiedzanych przez panią Grażynę krajów. Z drugiej zaś strony pozostali zwykli, bardzo prości w swoim sposobie bycia, ale niezwykle bogaci duchowo ludzie. - Podczas tych wypraw udawaliśmy się często małymi grupkami na spacer, nierzadko w późnych godzinach wieczornych czy też nocnych. Tubylcy zachęcali nas do tego, by przysiąść razem z nimi w kawiarni. Na stole pojawiała się natychmiast gorąca herbata i przepyszne lokalne słodycze. I tak goszczono nas kilkukrotnie, nie pozwalając jednocześnie uregulować rachunku. Czuliśmy się przyjęci, zauważeni, obdarowani zainteresowaniem. To moje najcieplejsze wspomnienia z wyjazdów – podkreśla Bartoszuk.Nie ma czego się baćPrzewodniczka, która oprowadzała wycieczkę pani Grażyny, podkreślała, iż znajdują się w muzułmańskim kraju i wykonywanie fotografii nie jest mile widziane. W pamięci podróżniczki zapadło jednak, iż w tych kwestiach inicjatywę przejmowali tubylcy, którzy chętnie i często fotografowali się z przybyszami z Polski. - To było naprawdę zaskakujące i miłe. Zdarzało się, iż ustawiały się do nas całe kolejki ludzi, którzy chcieli wykonać kilka ujęć. Jakieś wycieczki szkolne, mundurowi czy rodziny z dziećmi. W tych kulturach rodzina posiada niezwykle wysoki, społeczny status, a relacje rodzinne uznawane są za jedne z najważniejszych. I to widać na co dzień – w publicznych miejscach czy różnych instytucjach. Europejczycy mówią często, iż gdzieś byli, ale czy faktycznie przeżyli ten czas? Czy mieli czas na to, aby spotkać się z drugim człowiekiem? To już zupełnie inna sprawa – mówi miłośniczka podróży.Jej opowieść skłania do refleksji. Czy boimy się drugiego? Czy obawiamy się spotkania z kimś, kogo nie znamy? Kogoś, kto pochodzi z innego kręgu kulturowego? Czy nie zatraciliśmy w sobie ciekawości świata? Na ile kształtują nas ośrodki opinii, a na ile jesteśmy w stanie samodzielnie ocenić różne zjawiska? - Mam głębokie przekonanie o tym, iż wszyscy, jako ludzie, mamy te same pragnienia, uczucia. Jedną z podróży odbyłam w 2024 roku, a zatem dwa lata po wybuchu wojny na Ukrainie. I proszę mi wierzyć każdy, kogo spotkałam, mówił o tym, iż nie chce wojny. Zwykli ludzie chcą kochać, mieć rodziny, zwyczajnie żyć. Interesuje ich normalne życie. Myślę, iż ludzie dzielą się generalnie na dobrych i złych. Wyznanie nie ma tutaj większego znaczenia. Trzeba więc dużej pokory, żeby wyjść z kalki swoich przekonań czy fałszywych ocen – uważa Bartoszuk.Trafna więc okazała się stara prawda, iż „podróże kształcą”. To nie truizm. Żeby zrozumieć, trzeba wstać z kanapy, sprzed telewizora. Wyruszyć w drogę. Przeżyć, doświadczyć... Wie ten, który choćby raz otarł pot ze zmęczonej podróżą twarzy. Czytaj także:Powiat chełmski. Na drogę w gminie Wojsławice przygotowali za mało pieniędzyGm. Rejowiec. Projekt planu ogólnego wywołał poruszenie. Burmistrz apeluje o zachowanie spokojuGm. Rejowiec Fabryczny. Odpowiedzieli na pytania. Pora na wybór wykonawcyGm. Rejowiec Fabryczny. Za podwyżki odpowiadają ci, co się migają?
Idź do oryginalnego materiału