Ślubu nie będzie
Czemu ty taki cichy dzisiaj? zapytała Ola. Przecież umawialiśmy się, iż w sobotę jedziemy do IKEI po meble do sypialni. A ty chodzisz jakby ci ktoś barszcz rozlał na ulubioną koszulę. Co się dzieje?
Kuba wiedział: teraz albo nigdy. Nie ma co przeciągać trzeba powiedzieć teraz.
Ola Muszę ci coś powiedzieć. O ślubie.
Ola już dawno czekała na tę rozmowę. Z Kubą postanowili zrobić skromne wesele, ale widziała, iż Kuba tak naprawdę chciałby huczną imprezę z kamerzystą, didżejem, tańcami do rana i całą rodziną. Jak ona wyczekiwała tej rozmowy!
Tylko błagam, nie zaczynaj od długich wstępów. Mam wrażenie, iż wiem, co powiesz uśmiechnęła się.
Tyle iż Kuba palnął:
Przenieśmy Przenieśmy ślub na później.
Nie tego się spodziewała.
Przenieśmy? zdębiała. Ale co to za nagłe objawienie? Przecież dopiero co gadaliśmy, iż musimy wysłać zaproszenia! Ty sam wybrałeś wzór! Omawialiśmy listę gości! Zmieniłeś zdanie? Już nie chcesz się ze mną żenić?
Jak w kiepskiej telenoweli, zaraz wyzna, iż mu przeszło.
Ale Kuba, oczywiście, wypalił niezgodnie ze scenariuszem.
Wiesz z kasą u nas słabo mruknął. W pracy pensje odwlekają. Nie udaje się oszczędzać. Poza tym My razem mieszkamy ledwie pół roku. Czy to nie trochę wcześnie?
Wcześnie? Ola roześmiała się nerwowo. Kuba, my się spotykamy trzy lata! Trzy lata związku i pół roku razem pod jednym dachem i to dla ciebie za wcześnie?
Kuba już przestał wyglądać na zestresowanego.
Ola, nie zaczynaj. Nie chcę kłótni. Tylko chwila przerwy. To nie tak, iż już nie chcę się żenić. Ale ślub to kupa kasy.
To może zrobimy po cichu i tylko świętujemy z przyjaciółmi?
Ale to nie będzie prawdziwy ślub, Ola.
To niech go chuda bida weźmie!
A ty tego chciałaś przecież
Przeżyję!
Dziwne ma te wymówki.
Ola
Powiedz szczerze, coś się stało? Nie jesteś pewny, iż mnie kochasz? Czy poznałeś kogoś innego? Bo to duże wydatki brzmi jak żart.
Kuba pokręcił głową.
Nie, Ola, przysięgam. Po prostu chcę, by wszystko było idealnie, rozumiesz? A teraz nie mogę ci zapewnić idealnego ślubu. I te sześć miesięcy, jeszcze się nie dotarliśmy do końca. Trzeba sprawdzić, czy nam po drodze.
Trochę to miało sens Brzmiał wiarygodnie, ale intuicja Oli szalała. Rzadko kiedy Kuba, tak sprawnie jej coś tłumaczył. A przecież to on nalegał, żeby się gwałtownie ogarnąć.
Udawała, iż wierzy.
Od tej rozmowy Kuba stał się wręcz wzorowym chłopakiem nagle zaczął interesować się każdym detalem, choć wcześniej nie ogarniał nawet, iż ręczniki się kończą. W sklepie pytał, na co dziś Ola ma ochotę, zmywał naczynia, aż gąbka się zużyła. Ale chodził jak cień, wieczorami gapił się w sufit i sapnął ciężko na każde jej pytanie: Daj spokój, po prostu padam z nóg.
Ola nie naciskała. Potem, potem, potem szeptał jej głos rozsądku.
Po dwóch tygodniach dostali zaproszenie do rodziców Kuby. Ola wzbraniała się jak mogła. Nie miała ochoty na pogaduszki o niczym, a sprawa ślubu wisiała w powietrzu, przecież prędzej czy później zapytają.
No i pojechali.
Ślub się, rzecz jasna, pojawił.
No to, kiedy wreszcie nam zrobicie tę przyjemność? rzuciła jego mama, kiedy ojciec uciekł kibicować siatkarzom. Już zarezerwowaliśmy salę. Dwadzieścia osób. Na którą datę bukować?
Kuba siedział z takim wyrazem twarzy, jakby na obiad był kisiel z brukselki.
Mamo, mówiliśmy przecież. Przenieśliśmy wycharczał.
Przenieśliście? To co, pieniędzy brak? Kubusiu, przecież trzeba było pomyśleć o tym wcześniej!
Po obiedzie, gdy panowie z fascynacją rozkręcali zepsutą kuchenkę gazową, Ola poszła do łazienki ogarnąć włosy.
Tam czysto jak w prosektorium. Ani jednej buteleczki kremu jego mama wszystko trzyma w kredensie w sypialni. Ola zawsze była pod wrażeniem, iż chce jej się te kosmetyki targać za każdym razem.
Otarła twarz ręcznikiem i wtedy coś ją tknęło Ściany łazienki miały dziwną adekwatność każde słowo z kuchni niosło się lepiej niż transmitowane derby Krakowa.
Kuba wrócił do mamy. No i Ola usłyszała…
Kuba ty chyba nie zamierzasz z Olą zerwać?
Ola zamarła z ręcznikiem przy brodzie. Co? Udawać, iż jej się przesłyszało? Nie, przytuliła ucho do płytki.
Mamo, mówiłem. Przenieśliśmy. Ale się nie rozstaliśmy.
Przenieśliście dobre sobie! syczała pani Grażyna. Widzisz, jak się trapisz przez nią. Po co ci ona? To nie żona. Żona musi słuchać męża, a ta Żenisz się po to, by się za rok rozwieść?
Kocham ją, mamo powiedział Kuba.
Ola prawie się wzruszyła.
Ale następne zdanie matki zmiotło ją z planszy.
Ty ją kochasz? Ola to przebiegła dziewucha, ostrzegałam! Jeszcze choćby żoną nie została, a już cię na nas nastawiła! Przestałeś pomagać siostrze, przestałeś na działkę przyjeżdżać Ona cię zmienia na gorsze.
Ola aż przykleiła się do ściany. Kiedy niby podjudzała Kubę przeciw rodzinie? Zawsze trzymała fason nawet, gdy pan Marian krytykował jej krótką fryzurę. Bolało, ale milczała!
Przypominała sobie każdą sytuację żadnej wpadki. Wręcz przeciwnie, motywowała Kubę, by odwiedzał rodzinę, wiedząc, jakie ma dla niego znaczenie.
I nagle olśnienie: to nie o kasę chodzi. To mama, która do kamery mówi: cieszymy się z waszego szczęścia, a za plecami nie pozwolę mu się ożenić.
Ola wróciła do kuchni prędko jak ekspres PKP.
O, Ola już gotowa! Rozmawiamy właśnie, iż po co odwlekać rejestrację. Młodość rozumiem, ale bez ślubu to ja nie popieram.
Jakie to troskliwe.
Oczywiście, pani Grażyno uśmiechnęła się Ola Odkładamy tylko na Złotówki, potem śmigamy do USC. Prawda, Kuba?
Jasne, Ola, praktycznie już po ślubie jesteśmy podchwycił on.
Tej nocy, jadąc Wisłostradą, Kuba próbował ją objąć, ale Ola ciągle się odsuwała. Zupełnie nie wiedziała, jak zacząć tę rozmowę. adekwatnie pytać? Skoro Kuba nie rzucił jej z polecenia mamy, to chyba jednak mu zależy Ale ślub anulował.
Dziwnie się zachowywałeś, jak mama zaczęła temat powiedziała, patrząc na rozmywające się światła miasta.
Ja? Nie, po prostu ona znowu zaczyna pędzić z tym ślubem i
Przestań. Ona cię nie pogania. Ona jest przeciwko naszemu ślubowi. Powiedziała, iż cię przeciwko niej nastawiłam. Żebyśmy się rozstali.
Kuba nerwowo ścisnął kierownicę.
No to słyszałaś? Ola, mama się boi, iż jak się ożenię to o niej zapomnę. Taka typowa polska matka. Nie bierz sobie tego do serca. Przejdzie jej.
Oli nie ruszyły słowa matki, której syn to skarb, a synowa to wróg narodu. Bardziej bolało to, co powiedział Kuba nie wsparł jej, tylko dla świętego spokoju przytaknął Grażynie.
Ślub zawisł w próżni. Kuba chodził, jakby codziennie połykał cytrynę, a kiedy Ola wspominała o przyszłości, kwitował wszystko nieśmiertelnym: Może później
I wtedy los rzucił Oli odblokowanego telefona Kuby.
Tylko sprawdzę godzinę, przysięgam, nie będę grzebać w wiadomościach. No dobra, jednym okiem
Na ekranie powiadomienie od jego siostry. Karolina była tylko dwa lata młodsza od Oli, ale zachowywała się, jakby wciąż miała dwanaście. Zero pracy, zero szkoły, mieszka z rodzicami i na ich koszt.
Wiadomość była oczywista:
Jasne, pieniędzy i tak nie zobaczę. Znowu chodzisz pod pantoflem. No, żyj sobie z nią, skoro jakaś dziewczyna ważniejsza od rodziny.
Ola przeczytała powoli. Znowu pod pantoflem.
Przypomniało jej się
Jeszcze przed odwołaniem ślubu, gdy Karolina kolejny raz dzwoniła do Kuby po kasę, Ola rzuciła zniecierpliwiona:
Kuba, ona ma dwadzieścia siedem lat, żyje z rodzicami, prosi cię o pieniądze na głupoty. Może czas, żeby ruszyła do roboty? Nasz budżet nie jest z gumy.
Nie wtrącałaby się, ale do wspólnej kasy dokładała się na równi z Kubą i nie miała ochoty sponsorować jego rodziny. Kuba przyznał jej rację bez entuzjazmu, ale przyznał masz rację, Ola, czas się postawić.
To teraz już jasne, kto sieje ferment.
Ola wzięła telefon, przekopiowała wiadomość Karoliny i wysłała ją do siebie dowody muszą być. Oddała telefon na miejsce.
Kuba ściągał kurtkę w przedpokoju:
Kupiłem chleb i ten twój ulubiony czekoladnik z orzechami. Pomyślałem, iż moglibyśmy dzisiaj
Kuba przerwała mu.
No, Kuba. Chyba się nikogo więcej nie spodziewasz? rzucił żartem.
Ola nie podchwyciła.
Co ci pisze Karolina? zapytała.
Kuba wiedział, co trzeba robić, żeby nie być przyciśniętym do muru zaatakował pierwszy:
Ty szperasz po moim telefonie, jak mnie nie ma??
Standardowa defensywa. Klasyka polskiego konfliktu.
Nieważne, Kuba. Chcę wyjaśnienia. Teraz.
Kilka sekund, cała feeria min: złość, zdziwienie, panika.
Oj, Ola, nie przejmuj się. Ona to dzieciak, o wszystko się obraża.
O co się obraża? Że powiedziałam, iż czas zmężnieć? naciskała Ola.
No jasne, przecież była nauczona, iż można zawsze kasę wyciągnąć od brata. A tu nagle koniec eldorado. Ciężko się odzwyczaić od darmowych prezentów. Nie przejmuj się, przejdzie.
To ona napuściła twoich rodziców?
No tak przyznał. Tłumaczyłem im, iż to nasza kasa, iż Karolina sama powinna Ale mama od razu: Ola cię omotała, odwróciłeś się od rodziny dla niej! Ale ja tak nie uważam
Ale ślub odwołałeś Jasne. Ona nastawiła wszystkich przeciwko mnie. Zrozumiałam. Z nimi się nie dogadam. Ale co ty sam myślisz? Chcesz się jeszcze żenić? Czy po prostu boisz się powiedzieć mamie nie?
Pewnie, iż się chcę żenić! Ale teraz nie mogę Może potem jak się wszystko ułoży
I wszystko jasne.
Wiesz co, Kuba Zrozumiałam jedną rzecz. Nie chcę męża, który nie jest pewny swoich uczuć i drży na każdy kaprys swojej siostry. Dobrze, żeśmy ten ślub odwołali.











