Słodka zemsta żony: Kiedy wierna i kochająca żona odkrywa zdradę męża na portalu randkowym, postanaw…

twojacena.pl 2 dni temu

Cześć, muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio wydarzyło aż sama nie wierzę, iż to się dzieje u mnie.

– Kochanie, mógłbyś mnie dziś odebrać z pracy? zadzwoniła do niego Wioletta, licząc po ciężkim dniu, iż nie będzie musiała cisnąć się przez czterdzieści minut w zatłoczonym autobusie.

– Jestem zajęty, rzucił krótko Marek. Ale w tle aż za dobrze było słychać telewizję. No pewne, iż Marek siedzi w domu.

Wioletcie zrobiło się cholernie przykro, aż łzy stanęły jej w oczach. Ich małżeństwo ostatnio ledwo się trzymało. Jeszcze pół roku wcześniej on ją nosił na rękach. Co się przez ten czas zmieniło? Nie miała pojęcia.

Dba przecież o siebie, regularnie chodzi na siłownię. Gotuje rewelacyjnie nie bez powodu pracuje w jednej z lepszych restauracji w Warszawie. Nigdy nie żądała od niego pieniędzy, nie awanturowała się, zawsze była gotowa spełnić jego drobną zachciankę…

– Za bardzo mu się podporządkowujesz, kręciła głową mama, słuchając tych wszystkich żali. Nie można tak wszystkiego mężczyźnie ułatwiać.

– Ale ja go kocham, Wioletta tylko bezradnie się uśmiechała. I wierzyłam, iż on mnie też

******************************

– Wychodzi na to, iż mu się znudziłam, przygryzała wargę Wioletta, przeglądając historię przeglądarki na komputerze. Okazało się, iż Marek większość wolnego czasu spędzał na portalach randkowych, zagadując do kilku kobiet naraz. Nie mógł ze mną po prostu porozmawiać? Przecież bym zrozumiała i puściła go wolno. Po co się męczyć razem, jeżeli już mnie nie kocha? Po co tak ranić?

Więc co? Rozwód. Trzeba w sobie znaleźć siłę, by iść dalej. Ale nie zamierza zostawić tego bez odpowiedzi. Należy mu się mała nauczka.

Tej samej nocy Wioletta założyła konto na tej samej stronie co Marek, odnalazła jego profil i napisała. Zdjęcie ściągnęła z internetu, lekko przerobiła w Photoshopie wiedziała, iż się złapie. No i oczywiście złapał się.

Rozkręciła się pełna emocji korespondencja. Marek zarzekał się w wiadomościach, iż jest singlem, szuka poważnego związku i chętnie by już miał dzieci. Tak wychwalał swój charakter, iż Wioletta momentami śmiała się aż do łez. Ona doskonale wiedziała, ile cierpliwości wymaga współżycie z nim.

– Spotkajmy się, napisała, nie mogąc się doczekać jego reakcji.

– Zdecydowanie jestem za! odpisał w sekundę. Tylko wiesz, u mnie w mieszkaniu chwilowo siostra się uczy do egzaminów na studia. Może więc lepiej spotkajmy się gdzieś na mieście, a potem przeniesiemy się do hotelu

– Serio? wymknęło się Wioletcie podczas czytania. Co za tupet, od razu z hotelowym pokojem. Każdą normalną kobietę by to odstraszyło. Ale na rękę mi to.

– To przyjedź do mnie, mieszkam sama w domku pod Warszawą. Nikt nam nie będzie przeszkadzał Zastanawiała się, czy się zgodzi.

– Super pomysł! Marek wyraźnie się ucieszył; pewnie liczył, iż nie będzie musiał wydawać pieniędzy na hotel. Wyślij adres i porę, pojawię się na skrzydłach miłości.

– Ulica Klonowa 25, godzina 22. Może być?

– Jasne, czekaj na mnie!

Przed dziewiątą wieczorem Marek udawał, iż dostał pilny telefon z pracy. Zaczął nerwowo szukać kluczyków do auta i z udawaną niechęcią spytał Wiolettę, czy gdzieś nie widziała ich pęku.

– Leżały chyba na komodzie, spojrzała na niego niewinnie, ściskając klucze w kieszeni. Może to kot je zabrał?

– Trudno, zamówię taksówkę. Nie czekaj na mnie, idź spać.

Nie zamierzała jednak czekać. Zamiast tego spakowała swoje rzeczy. Dobrze, iż miała własne mieszkanie po babci. Na pamiątkę zostawiła jedynie w widocznym miejscu na stole pozew o rozwód.

Marek wrócił dopiero rano, wściekły jak osa. Zajęło mu godzinę, żeby dojechać na miejsce, a Angelika z portalu randkowego w ogóle się tam nie pojawiła.

Adres co prawda był prawdziwy, choćby dom się zgadzał, ale otworzyła mu drzwi nie młoda piękność ze zdjęcia, tylko starsza baba trzy razy większa od niego. Przez półprzezroczysty szlafrok prześwitywało no, Marek najchętniej oddałby ostatniego złotego, żeby wymazać to wspomnienie z głowy.

Ledwo uszedł z życiem kobieta okazała się nad wyraz wylewna. A potem jeszcze pół nocy musiał czekać na taksówkę i prawie zamarzł. Kierowca okazał się dziwny, zamiast prosto, zawiózł go na jakieś zadupie wyobrażasz to sobie?

Dopiero w domu, patrząc na pozew na stole, Marek w końcu się domyślił, kto zgotował mu tę „przygodę”, tym bardziej iż obok szminką na blacie była napisana wiadomość:

To jest ta słodka zemstaMarek osunął się na krzesło, przecierając twarz dłońmi. Miał wrażenie, iż w kilka godzin jego świat przewrócił się do góry nogami nie tylko stracił żonę, ale dostał też solidną lekcję pokory. Spojrzał na kuchnię, w której jeszcze rano pachniała dla niego świeża kawa. Teraz było pusto i cicho jak nigdy wcześniej.

Wioletta siedziała na swoim nowym „starym” fotelu w mieszkaniu po babci, z kubkiem gorącej herbaty w ręku. Wyjrzała przez okno i uśmiechnęła się przez łzy. Żałowała, iż musiała uciec się do takiej zagrywki ale czuła się silna jak nigdy. Przez cały dzień, przychodzili do niej znajomi z pracy i sąsiedzi, z gratulacjami za odwagę. Mama przytuliła ją na progu i pierwszy raz od dawna nic nie musiała mówić.

Minęły tygodnie. Wioletta odkryła, iż oddech w pojedynkę nie boli tak bardzo, jak myślała. Zaczęła marzyć. O podróżach, własnej restauracji, o życiu na własnych warunkach nie pod czyjeś dyktando. Wieczorami tańczyła po kuchni puściutkiego jeszcze mieszkania, jakby samo życie grało dla niej melodię.

A Marek? Podobno wrócił na portal randkowy, ale tym razem każdą nową znajomość zaczynał od zapytania: „Czy przypadkiem nie masz znajomej o imieniu Wioletta?” I już nigdy przenigdy nie spojrzał na szlafroki w sklepie.

Wioletta natomiast wiedziała już jedno: choćby po największej burzy przychodzi w końcu spokój. I tego spokoju zamierzała się trzymać z dumą, z podniesioną głową, z szerokim uśmiechem bo była w końcu najważniejszą bohaterką w swoim własnym życiu.

Idź do oryginalnego materiału