Najpierw trzeba było uwierzyć, iż się udaDziś wiele spraw można załatwić jednym kliknięciem. Dwadzieścia lat temu rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Założenie organizacji wymagało cierpliwości, czasu i determinacji. A przede wszystkim - przekonania, iż warto.- Myśmy się z tym wszystkim „bujały” dwa lata - wspomina z uśmiechem Grażyna Szykuła, prezes zarządu Stowarzyszenia Kobiet Gminy Kamień. - To nie było tak jak teraz, iż napiszę maila, wyślę dokument i sprawa jest załatwiona. Trzeba było przygotowywać papiery, wysyłać je pocztą, czekać, poprawiać, znowu wysyłać. Czasami trzeba było po prostu wsiąść w samochód i jechać do Lublina, bo KRS-u nie było jeszcze choćby w Świdniku. Dzisiaj, kiedy mamy internet i większość spraw możemy załatwić z domu, trudno sobie wyobrazić, ile zachodu kosztowało wtedy stworzenie takiej
organizacji.Nie zniechęciło ich to. Wręcz przeciwnie. Każda kolejna przeszkoda tylko utwierdzała je w przekonaniu, iż skoro już zaczęły, trzeba doprowadzić sprawę do koń
ca.Nie było wielkiego biznesplanu ani skomplikowanej strategii. U podstaw całej inicjatywy stała potrzeba bardzo prosta - potrzeba spotkania drugiego człowieka. - Kobiety po prostu chciały się integrować. Chciały wyjść z domu, spotkać się, porozmawiać, pośmiać się, pobyć ze sobą. To był główny bodziec - mówi Grażyna Szykuła. - Ale od początku wiedziałyśmy, iż chcemy, żeby z tych spotkań wyniknęło coś więcej. Nie chodziło nam tylko o to, żeby raz na jakiś czas usiąść przy kawie. Chciałyśmy się rozwijać, zdobywać nowe umiejętności, organizować coś dla mieszkańców i mieć poczucie, iż robimy rzeczy
potrzebne.Był też dobry moment. Polska właśnie wchodziła do Unii Europejskiej, coraz częściej mówiło się o funduszach i możliwościach, jakie otwierają się przed lokalnymi społecznościami. - Słyszało się o środkach pomocowych i o tym, iż można dostać pieniądze na różne inicjatywy. Pomyślałyśmy wtedy: skoro są takie możliwości, to dlaczego my nie mogłybyśmy z nich skorzystać? Oczywiście na początku nie miałyśmy doświadczenia. Nie wiedziałyśmy, jak napisać dobry projekt, jak przygotować dokumenty, jak rozliczyć pieniądze. Wszystkiego musiałyśmy nauczyć się same, krok po kroku. Ale miałyśmy ogromną chęć działania - wspomina
prezeska.Pierwszy wielki sukcesSzybko okazało się jednak, iż ta determinacja przynosi efekty. Jeden z pierwszych przygotowanych przez kobiety projektów, złożony do Fundacji Rozwoju Lubelszczyzny, został pozytywnie oceniony.W tamtych czasach 50 tysięcy złotych - wówczas kwota przeliczana z euro - było dla stowarzyszenia ogromnym zastrzykiem finansowym.- Dla nas to były wtedy niewyobrażalne pieniądze. Nagle okazało się, iż możemy zrobić coś konkretnego, coś, o czym wcześniej mogłyśmy tylko marzyć. Nie chciałyśmy tych pieniędzy przeznaczyć na coś chwilowego. Zależało nam na stworzeniu zaplecza, które będzie służyło nam przez lata - opowiada Grażyna Szykuł
a.Dzięki pozyskanym środkom od podstaw wyposażono kuchnię w Strachosławiu. Pojawiły się meble wykonywane na wymiar, sprzęt AGD oraz zastawa stołowa na około sto osób.- To było dla nas naprawdę wielkie wydarzenie. Nagle miałyśmy miejsce, w którym można było działać, gotować, organizować spotkania i wydarzenia. Zobaczyłyśmy wtedy na własne oczy, iż dobrze napisany projekt i wspólna praca mogą naprawdę zmienić nasze możliwości -
podkreś
la.Część środków przeznaczono również na wyjazd edukacyjny do Zakopanego. Nie był to zwykły wyjazd turystyczny. Kobiety chciały zobaczyć, jak w innych częściach Polski powstają i funkcjonują produkty regionalne, jak wykorzystuje się lokalne tradycje i jak można na nich budować promocję własnego regionu.- Chciałyśmy zobaczyć, jak robią to inni. Podpatrzeć dobre pomysły, nauczyć się czegoś i wrócić z inspiracją. Ten wyjazd pokazał nam, iż nie trzeba mieć wielkiego miasta za plecami, żeby stworzyć coś ciekawego. Można wykorzystać to, co mamy u siebie – tradycję, ludzi, lokalne produkty i nasze umiejętności - mówi
prezeska.Owoce morza i odwagaPotem wydarzenia zaczęły nabierać tempa. Stowarzyszenie organizowało kolejne warsztaty - rękodzielnicze, zielarskie, kulinarne. Każde spotkanie było okazją do nauki, ale też do odkrywania świata, który wcześniej wydawał się odległ
y.Szczególne miejsce w pamięci członkiń zajmują warsztaty kulinarne.- Zapraszałam profesjonalne kucharki ze szkół gastronomicznych. Chciałam, żebyśmy uczyły się od najlepszych i żeby te zajęcia były naprawdę wyjątkowe. Gotowałyśmy dania, które wcześniej większości z nas choćby nie przyszłyby do głowy - wspomina Grażyna Szykuła. - Pamiętam, iż wiele kobiet pierwszy raz w życiu jadło wtedy krewetki, łososia czy inne owoce morza. Dzisiaj może trudno w to uwierzyć, ale dla nas było to prawdziwe wydarzenie. Było trochę ciekawości, trochę niepewności, dużo śmiechu i przede wszystkim ogromna radość. To właśnie takie chwile sprawiały, iż chciało się organizować kolejne spotkania -
dodaje.Warsztaty miały jeszcze jedną, niezwykle istotną funkcję - otwierały kobiety na nowe doświadczenia.- Chciałyśmy pokazać, iż niezależnie od wieku można się czegoś nauczyć, można próbować nowych rzeczy, rozwijać swoje zainteresowania i wychodzić poza to, co znamy. Dla niektórych kobiet te spotkania były pierwszą okazją, żeby zrobić coś tylko dla siebie. I to też było bardzo ważne - podkreśla
prezeska.Siedem tysięcy pierogów i jedna wielka wspólnotaZ czasem działalność stowarzyszenia coraz mocniej angażowała całą gminę. Jedną z najbardziej pamiętnych inicjatyw było lepienie świątecznych pierogów dla potrzebujących mieszkańców. Akcja pokazała, iż kiedy lokalna wspólnota naprawdę chce coś zrobić razem, granice między funkcjami i stanowiskami przestają mieć znaczenie. Do pracy ruszyli wszyscy - władze gminy, radni, sołtysi i mieszkań
cy.Dalsza część artykułu na kolejnej stronie. W czasie jednej z edycji wydarzenia w rekordowym czasie przygotowano i rozdysponowano aż 7 tysięcy pierogów.- To była ogromna akcja i ogrom pracy. Ale właśnie takie przedsięwzięcia najbardziej pokazują, czym jest wspólnota. Nagle wszyscy mają jeden cel. Jedni przygotowują farsz, inni lepią, kolejni gotują, pakują czy rozwożą. Każdy robi coś od siebie. I choćby jeżeli człowiek jest zmęczony, to widząc, ile osób się angażuje, dostaje dodatkowej energii - opowiada Grażyna Szykuł
a.Wsaprcie innych od początku była istotną częścią działalności stowarzyszenia. Już w pierwszych latach jego istnienia kobiety zaangażowały się w akcję pomocy osobom potrzebują
cym.Do gminy sprowadzono cały tir odzieży, która następnie trafiła do podopiecznych lokalnego ośrodka pomocy społecznej.- Wiedziałyśmy, iż jeżeli możemy komuś pomóc, to po prostu trzeba to zrobić. Nie zastanawiałyśmy się, czy to się opłaca, czy ktoś nas za to pochwali. Liczyło się to, iż konkretne rzeczy trafią do konkretnych osób. I chyba właśnie taka bezinteresowna pomoc od zawsze była jednym z najważniejszych elementów naszej działalności - mówi
prezeska.Tego nie da się policzyć w złotówkachDwie dekady działalności to nie tylko wydarzenia, spotkania i integracja. To również konkretne zmiany, które dziś można zobaczyć w wielu miejscowościach gminy. Współpracując z samorządem, stowarzyszenie pomagało pozyskiwać środki na rozwój lokalnej infrastruktury. Pieniądze przeznaczano między innymi na remonty świetlic, budowę siłowni w Strachosławiu czy instalację pomp ciepła.- Kiedy zaczynałyśmy, nie myślałyśmy choćby o tym, iż kiedyś będziemy miały wpływ na takie rzeczy. Chciałyśmy po prostu działać. Z czasem nauczyłyśmy się pozyskiwać środki i współpracować z samorządem. Dzisiaj patrzymy na wyremontowane świetlice czy nowe miejsca do aktywności i wiemy, iż to jest coś, co zostanie na długo po nas - mówi Grażyna Szykuł
a.Dzięki kolejnym inwestycjom i inicjatywom w poszczególnych miejscowościach powstawały miejsca, w których mieszkańcy mogli się spotykać, organizować wydarzenia i po prostu być
razem.Jednak kiedy Grażyna Szykuła mówi o największym sukcesie ostatnich dwudziestu lat, nie wymienia kwot. Najważniejsze są dla niej relacje.- Z perspektywy tych dwudziestu lat widzę przede wszystkim, iż to wszystko było bardzo potrzebne. Dzięki stowarzyszeniu poznałyśmy się głębiej. Zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać, spotykać się, pomagać sobie. Powstały przyjaźnie, które realizowane są do dziś. Tego nie da się przeliczyć na pieniądze - mó
wi.Jej zdaniem potrzeba budowania lokalnych więzi jest dziś choćby większa niż przed laty.- Szczególnie po lockdownie wiele się zmieniło. Ludzie zaczęli bardziej zamykać się w domach, mniej się spotykać. Czasami choćby sąsiedzi się nie znają. Dlatego tak ważne są miejsca i inicjatywy, które pozwalają ludziom znowu być razem. U nas na szczęście ta potrzeba przez cały czas jest bardzo
silna.Co ważne, do lokalnej społeczności coraz chętniej dołączają również osoby, które dopiero niedawno zamieszkały w gminie.- Bardzo cieszy mnie to, iż także młode osoby, które się tutaj wprowadzają, chcą się z nami integrować. Nie chcą być anonimowe. Szukają kontaktu, przychodzą na wydarzenia, angażują się. To pokazuje, iż można budować wspólnotę niezależnie od tego, czy ktoś mieszka tutaj od urodzenia, czy dopiero od kilku lat. Mam wrażenie, iż jest w nas coraz więcej takiej zwykłej, ludzkiej serdeczności. I to jest ogromna wartość - podkreś
la.Nie konkurencja, ale energiaDziś krajobraz lokalnych organizacji społecznych wygląda inaczej niż dwadzieścia lat temu. W wielu miejscowościach powstały koła gospodyń wiejskich, pojawiły się nowe grupy, nowe inicjatywy i nowe pokolenie osób chcących działać.Czy dla Stowarzyszenia Kobiet Gminy Kamień oznacza to konkurencję?- Absolutnie nie - odpowiada Grażyna Szykuła. - Ja się z tego bardzo cieszę. jeżeli powstają nowe koła i organizacje, to znaczy, iż ludziom przez cały czas chce się działać. A przecież właśnie o to chodzi. Nie musimy robić wszystkiego same. Możemy się wzajemnie wspierać, współpracować, wymieniać doświadczeniami i pomysłami. Każda grupa ma swoją energię, swoje talenty i swoje spojrzenie. Im więcej takich ludzi działa, tym lepiej dla całej gminy -
zaznacza.Dwadzieścia lat minęło bardzo szybko. Zaczynały od marzenia o spotkaniach, z czasem nauczyły się pisać projekty, pozyskiwać pieniądze, organizować duże wydarzenia i zmieniać swoje najbliższe
otoczenie.Po drodze były sukcesy, ale z pewnością nie zabrakło również trudnych momentów. A co dalej?- W trzecią dekadę wchodzimy z podniesioną głową. Mamy marzenia, mamy pomysły i cały czas mamy energię do działania. Przez te dwadzieścia lat nauczyłyśmy się, iż nie wolno się bać. jeżeli człowiek ma pomysł, trzeba spróbować. Czasami nie wszystko wychodzi od razu, czasami trzeba coś poprawić, czasami trzeba zacząć jeszcze raz. Ale najważniejsze, żeby się nie poddać - mówi prezes Szykuła. Po chwili dodaje:- Skrzydła cały czas mamy rozwinięte!Czytaj także:Wielka modernizacja drogowa w powiecie chełmskim. Ponad 22 miliony złotych na trasę Kamień - MichałówkaGm. Kamień. Gminne Święto Plonów w Ignatowie-KoloniiGmina Białopole przystąpi do Związku Gmin Lubelszczyzny. Radni podjęli jednogłośną decyzjęKoniec chaosu w zabudowie? Białopole szykuje planistyczną rewolucję