Jak informuje regionalny dziennik Nordkurier, historia sportu potrafi zaskakiwać, zwłaszcza gdy pojawia się tam, gdzie najmniej się jej spodziewano. Niemieckie Anklam to miasto w Meklemburgii?Pomorzu Przednim, położone nad rzeką Pianą, niedaleko wyspy Uznam oraz popularnych miejscowości nadbałtyckich, takich jak Heringsdorf i Świnoujście. Nizinne otoczenie i bliskość Bałtyku sprawiają, iż region ten zwykle nie kojarzy się z narciarstwem. Mimo to właśnie tutaj zbudowano skocznię, która przez lata przyciągała zawodników i widzów. Dziś mało kto pamięta, iż w tym miejscu rozgrywały się zawody zimowe.
REKLAMA
Zobacz wideo Na narty w Polsce: pięć miejsc, w których poczujesz się jak w Alpach
Skocznia powstała na nizinach. Była symbolem ambicji lokalnych sportowców
Jak podaje archiwum Nordkurier, budowę skoczni w Anklam zrealizowano na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Obiekt powstał dzięki zaangażowaniu lokalnego środowiska narciarskiego oraz wsparciu państwowych funduszy, mimo iż region nie sprzyjał zimowym dyscyplinom. Inicjatorem przedsięwzięcia był nauczyciel wychowania fizycznego, który chciał zaszczepić narciarstwo w północnej części NRD. Koszt inwestycji wyniósł około 6 tys. marek (ok. 45-60 tys. zł w dzisiejszych realiach), co jak na tamte czasy było kwotą znaczącą. Choć brakowało naturalnych warunków, obiekt gwałtownie stał się ważnym punktem na sportowej mapie regionu. Umożliwiał skoki przekraczające 20 m, co dawało realną szansę na trening i rywalizację.
Zanim powstała główna skocznia, w Anklam istniały jeszcze dwa inne obiekty. Pierwszy zbudowano na terenie cmentarza, a drugi na miejskim placu sportowym. Dopiero trzecia budowla, zlokalizowana w pobliżu stadionu, stała się najbardziej rozpoznawalna i funkcjonowała najdłużej. Jej konstrukcja wykorzystywała dawną żwirownię jako naturalny zeskok i wybieg. Nietypowe położenie powodowało również liczne problemy. Po wybudowaniu garaży w strefie schodzenia z wysokości skoczkowie musieli radzić sobie z nowym zagrożeniem. Zdarzało się, iż lądowali na dachach, co wymusiło szybkie zmiany terenu i usypanie dodatkowego wzniesienia.
Brak śniegu nie zatrzymał rywalizacji. Maty pozwoliły trenować choćby przy odwilży
Klimat Pomorza Zachodniego często utrudniał uprawianie sportów zimowych. Aby przedłużyć sezon, w latach 60. skocznię wyposażono w specjalne maty. Dzięki temu możliwe było skakanie choćby wtedy, gdy śnieg topniał lub w ogóle się nie pojawiał. Rozwiązanie to pozwoliło organizować zawody i treningi przez kilka kolejnych lat. Obiekt funkcjonował do początku lat 70. , po czym został rozebrany. Zawodnicy zaczęli rozwijać się w innych dyscyplinach zimowych, takich jak łyżwiarstwo szybkie i biegi narciarskie.
Jak relacjonuje Nordkurier na podstawie rozmów z dawnymi sportowcami, dla dawnych zawodników i kibiców budowla w Anklam była czymś więcej niż tylko obiektem sportowym. To symbol czasu, gdy zimowe zawody odbywały się w miejscu całkowicie do tego nieprzystosowanym, a pasja wygrywała z warunkami naturalnymi. Pamiątki z tamtego okresu trafiły choćby do miejskiego muzeum.





