Z powodu noworocznych postanowień siłownie w styczniu przeżywają prawdziwe oblężenie, a osoby, które uczęszczają na nie regularnie, w tym czasie nierzadko czują się na nich nieswojo. - Bardzo nie lubię tego okresu. Wiąże się on z kolejkami oraz tym, iż nowi często po sobie nie sprzątają. Powtarzam sobie: Byle do lutego. Wtedy wszystko zaczyna wracać do normy - mówi Marzena, która od kilku lat ćwiczy w jednym z warszawskich klubów.
REKLAMA
Zobacz wideo "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w sukcesie". Anastazja Kuś w "Z bliska":
Na zajęciach brakuje miejsc, a prowadzący nie mogą się na wszystkich skupić
Agata po raz pierwszy w tym roku wybrała się na siłownię 6 stycznia. - Czekałam aż dziesięć minut na jakikolwiek sprzęt do zajęcia. Punkt, do którego chodzę, nie należy do najmniejszych w Warszawie. A mimo to trudno tam w okresie noworocznym o swobodę - zdradza nasza rozmówczyni.
Olga kilka lat temu regularnie uczęszczała na siłownię. Jak przyznaje, styczeń ze względu na tłumy był dla niej najgorszym okresem. - Na moich ulubionych zajęciach brakowało miejsc. A gdy już udało mi się na nie dostać, to przez zbyt dużą liczbę osób, panował na nich straszny chaos - opowiada. - Trener prowadzący nie miał możliwości, by sprawdzić, czy wszyscy poprawnie wykonują zadania. Uważam, iż to spory minus, bo przez to gwałtownie można zrobić sobie krzywdę i zniechęcić się do aktywności - dodaje.
Swoimi spostrzeżeniami podzieliła się też Justyna. - Chodzę od kilku lat na zumbę i mamy raczej taką "stałą ekipę". Co roku w styczniu przychodzi jednak nas dwukrotnie więcej. Potem w lutym coraz więcej "nowych" rezygnuje, przychodzi w kratkę, a w kwietniu zwykle zostają 1-2 dziewczyny, które chodzą regularnie.
Noworoczna presja. "To dosyć trudne doświadczenie"
Trenerka Agnieszka Kaczor zwraca uwagę na jeszcze inną kwestię. - Styczeń na siłowni to nie tylko motywacja. Dla wielu z nas to przede wszystkim stres. Na początku roku siłownie i kluby fitness pękają w szwach. Jednak obok noworocznego zapału pojawia się też duża presja. Niektórym wydaje się, iż wezmą się za siebie "teraz albo nigdy" - zauważa autorka instagramowego profilu @agnieszkakaczor_motywuje.
Ekspertka wyjaśnia także, jakie błędy prowadzą do tego, iż początkowy entuzjazm po czasie zanika. - Dla wielu osób rozpoczęcie aktywności fizycznej to dosyć trudne doświadczenie. Zastanawiają się, w co się ubrać, czy jakiej maszyny użyć. Pojawia się też obawa, iż ktoś będzie ich oceniał. Pracując od kilkunastu lat z ludźmi, widzę, iż ten lęk często jest większą barierą niż brak kondycji. Motywacja oparta na presji, porównywaniu się i zbyt wysokich oczekiwaniach gwałtownie się wypala. Gdy trening zaczyna kojarzyć się z obowiązkiem i poczuciem, iż "robię za mało", trudno w tym wytrwać. Dlatego u większości osób ten początkowy entuzjazm znika po kilku tygodniach - tłumaczy.
To nie jeden zryw zmienia ciało i nasze podejście do aktywności
Jak więc najlepiej podejść do noworocznych postanowień? - Zamiast stawiać na intensywność, warto budować nawyk oparty na poczuciu sprawczości, bezpieczeństwa i małych sukcesach. Takich, które dają realną satysfakcję i chęć powrotu, a nie potrzebę kolejnego "nowego początku" - mówi Agnieszka Kaczor.
I jak podkreśla, z tego powodu jej filozofia pracy opiera się na małych krokach. - Chodzi o to, żeby w ogóle zacząć i poczuć dumę, a nie presję. Krótkie treningi, choćby takie bez biegania czy skakania, które możemy wykonywać w domu, będą świetnym początkiem. Zmniejszają stres, dają poczucie bezpieczeństwa i pomagają zbudować dobrą relację z ruchem, bez karania się ćwiczeniami. Bo to nie styczniowy zryw zmienia ciało i zdrowie, tylko regularność i zgoda na to, iż niekiedy pięć minut dziennie na początek naprawdę wystarczy. A z czasem przyjdzie ochota na więcej, w zgodzie ze sobą - podsumowuje trenerka.
Jaką formę aktywności fizycznej lubisz najbardziej? Zachęcamy do udziału w sondzie i komentowania artykułu.












