Siedziałam w kuchni, pijąc kawę, podczas gdy syn mojego przyjaciela oglądał bajki. Kilka minut później rozległ się potężny huk.

polregion.pl 6 godzin temu

W dzień wolny od pracy zajmuję się domowymi obowiązkami. Nagle dzwoni do mnie znajoma, Zofia, i informuje, iż zaraz razem ze swoim synem przyjdzie do mnie. Tłumaczę jej, iż właśnie sprzątam mieszkanie, ale ona jakby mnie nie słyszała.

Dziesięć minut później są już u mnie. Nie jestem zachwycona obecnością jej syna, Janka, bo to bardzo ruchliwy chłopiec.

Siedzimy w kuchni i pijemy kawę, a Janek ogląda bajki w pokoju dziennym. Po kilku minutach słyszymy straszny huk. Wchodzę i widzę stłuczony akwarium. Ryby rozrzucone po całym dywanie, woda leje się po podłodze i wpada w każdy zakamarek.

Zofia od razu podbiega do Janka, sprawdzając czy nic mu się nie stało. Ja zaczynam wycierać wodę szmatą, żeby nie zalać sąsiadów. Po wszystkim Zofia oznajmia, iż wychodzi.

A dlaczego nie pomożesz mi zanieść dywanu do pralni? pytam. Nie, Janek jest bardzo zestresowany, muszę go uspokoić odpowiada.

Pytam Janka, jak to się stało, iż akwarium pękło. Odpowiada, iż przyleciał samolot z papieru, więc próbował go złapać. Najciekawsze jest to, iż patrząc bliżej, ten papier nie był zwykły. Janek pokazuje na szafę, mówiąc, iż stamtąd go wziął. Okazuje się, iż zrobił samolot z mojego aktu małżeństwa.

To sobie zrobisz duplikat, to żaden problem rzuca Zofia.

No pewnie, czym tu się martwić? Kupię nowe akwarium, wyrobię nowy akt, zapłacę za naprawę sąsiadowi. A na koniec Zofia obwinia mnie nie powinnam była trzymać dokumentów w widocznym miejscu.

Kiedy goście wychodzą, idę do sąsiada sprawdzić, czy wszystko z mieszkaniem w porządku. Po sprzątaniu kładę się, żeby odpocząć. Wieczorem dostaję wiadomość od Zofii, iż jestem jej dłużna pieniądze. Pisze, iż poszli do psychologa, bo Janek bardzo się wystraszył. Nie odpisuję, tylko blokuję jej numer.

Idź do oryginalnego materiału