Serhiy kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów i pełen nadziei ruszył na randkę. Przy nowej miejskiej fontannie w Krakowie czekał, trzymając w dłoniach bukiet gerberów. Leśki nigdzie nie było. Zerknął na zegarek i wybrał jej numer – nikt nie odbierał. – Może się spóźnia – pomyślał, dzwoniąc ponownie. Wreszcie Leśka podniosła słuchawkę. – Jestem już na miejscu, gdzie jesteś? – zapytał od razu Serhiy. – To koniec między nami! – powiedziała nagle Leśka. – Co? Dlaczego? – zaniemówił chłopak. – Przez ten twój bukiet! – oznajmiła niespodziewanie dziewczyna. – A co z nim nie tak? – zdziwił się Serhiy, niczego nie rozumiejąc.

newsempire24.com 1 tydzień temu

Sebastian kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów i udał się na randkę. W radosnym nastroju stał przy fontannie, trzymając w ramionach bukiet. Nigdzie nie było widać Martyny. Rozejrzał się i wybrał jej numer. Nikt nie odebrał. Może się spóźnia pomyślał, wybrał jeszcze raz. Tym razem Martyna odebrała. Jestem już na miejscu, gdzie jesteś? zapytał natychmiast Sebastian. Między nami wszystko skończone! usłyszał nagle w słuchawce. Co? Czemu? zamarł. Przez ten bukiet! odpowiedziała niespodziewanie. A co z nim nie tak? zdziwił się chłopak, zupełnie nie rozumiejąc sytuacji.

Sebastian przeszedł już cały sklep z kwiatami. Bordowe róże, żółte tulipany, białe lilie, kwiaty w doniczkach i wazonach, zebrane w wystawne, ozdobne bukiety na każdy gust. Ale Sebastian kręcił się lekko zdezorientowany.

Pamiętał, iż kiedyś rozmawiał z Martyną o kwiatach, ale nie mógł przypomnieć sobie szczegółów tej rozmowy.

Na pewno wspominała, iż nie cierpi jednych kwiatów, a innych mogłaby oglądać bez końca.

Ale mówiła wtedy sporo, był to ich pierwszy dzień znajomości, a Sebastian był pod silnym wrażeniem nowej znajomej, lampki szampana wypitej w kawiarni i samej Martyny.

Z reguły był wygadany, ale tym razem tylko przytakiwał, zapatrzony w dziewczynę, jej długie, proste włosy, zgrabną szyję i urocze dołeczki w policzkach. Może to właśnie miłość?

I czy to aż tak ważne, co ona wtedy mówiła Wieczór był piękny!

A teraz, jak nie próbował, nie mógł sobie przypomnieć jej upodobań.

Proszę spojrzeć, jakie mamy gerbery! Takich nigdzie indziej pan nie znajdzie, teraz nie sezon. To szczególna odmiana.

Już musiał się decydować. Czas naglił.

I jak to zwykle bywa, akurat gdy zamierzał w końcu coś wybrać, zadzwoniła mama. Ostatnio dzwoniła zdecydowanie za często.

No i co, Sebastianie, nie zdecydowałeś się? Przecież piątek, może wpadniesz na weekend?

Nie, mamo, dużo spraw

Babcia czeka na ciebie, ciągle wypatruje przez okno

Przepraszam, mamo, naprawdę mam teraz strasznie dużo na głowie

Sebastian pożegnał się szybko.

Mama namawiała, by odwiedził rodzinne Sandomierz, gdzie mieszkała z babcią.

To nie był pierwszy taki telefon Sebastian czuł rosnącą irytację.

Co tam z babcią? Od dawna niedomaga starsza pani No ale przecież nie zostawi wszystkiego, by siedzieć u niej cały czas. Ma własne życie!

A życie nabrało tempa właśnie przez tę nową znajomość. Sebastian już marzył i mocno liczył na to, iż jeżeli dzisiejsza randka się uda, jutro zaprosi Martynę poza miasto.

Wiedział gdzie jest tu niedaleko miłe miejsce: ośrodek wypoczynkowy nad zalewem.

Mama od dawna chciała, by wreszcie ułożył sobie życie, więc teraz wreszcie zacznie je układać.

Tylko by tak sobie przypomnieć, jakie kwiaty Martyna lubi! Jak można nie pamiętać takich rzeczy!

Choć w ogóle te wszystkie kobiece drobiazgi czy to naprawdę aż takie ważne?

Ekspedientka, już lekko zniecierpliwiona, zamilkła i tylko zerkała na jego rozterki.

“Chyba coś mówiła o kolcach róż… Może nie brać róż!”

Sebastian zdecydował się na bukiet dużych gerber w kolorze biało-różowym. Przecież to zwykły gest, istotny jest sam gest. Musiał jeszcze wracać do pracy kończyła się przerwa.

Umówili się przy nowej fontannie w centrum miasta. Sebastian się trochę spóźniał, bo niespodziewanie zatrzymało go kierownictwo. Dodatkowe zebranie. Wyglądało, iż szykuje się dla niego awans.

Zadzwonił więc do Martyny, iż się spóźni i wyciszył telefon. W trakcie zebrania próbowała się dodzwonić mama, ale naprawdę nie mógł odebrać.

Potem pognał na spotkanie. W świetnym humorze zaparkował i niemal biegiem pojawił się przy fontannie z gerberami w dłoni.

Martyny nigdzie nie było. Rozejrzał się, przeszedł przez cały plac, w końcu zadzwonił. Bez odpowiedzi.

Usiadł na ławce. Może i ona się spóźnia.

Pomyślał, iż znów nie oddzwonił do mamy, ale wolał tego nie robić, teraz bardziej liczył się możliwy telefon od Martyny. Ale i tego się nie doczekał. Po dziesięciu minutach sam zadzwonił.

Tym razem Martyna odebrała.

Martyna, gdzie jesteś? Czekam już na ciebie.

Wiem. Siedzę w kawiarni naprzeciwko, na piętrze. Od dawna cię widzę.

Naprawdę? starał się ją wypatrzeć, ale nie widział. Może zejdziesz? Albo…

Spóźniłeś się, przerwała mu.

Wiem, przepraszam, Martyno, próbowałem dzwonić, szef mnie zatrzymał.

I kwiaty!

A co z kwiatami? nie zrozumiał.

choćby nie pamiętasz, jakie lubię!

Martyno, po prostu nie było innych!

Róż? Nie pamiętasz, iż uwielbiam róże? Przecież wszędzie są! W kółko ci powtarzałam, jak bardzo lubię róże A ty

Naprawię to Zaraz przyjdę, znajdę cię.

Sebastian wszedł do kawiarni. Martyna siedziała przy końcu sali, odwrócona w stronę okna.

Podszedł cicho, nie śmiejąc się już wręczać bukietu, położył go na stole. Martyna choćby nie spojrzała.

Sebastian z natury był rozmowny, więc i teraz próbował wszystko wyjaśnić i zachwycić ją swoim urokiem.

Wydawało się, iż mu się udało. Martyna już lekko się uśmiechała.

Wypili razem kawę, wyszli a na bukiet Martyna choćby nie spojrzała:

Proszę, zostawił pan kwiaty, dogoniła ich młoda kelnerka.

Nie, naprawdę, to dla ciebie uśmiechnął się Sebastian.

Ojej, dziękuję, dziewczyna była szczerze zaskoczona, i wyglądała na zadowoloną.

A Martyna znów posmutniała.

Martyno, już zaraz kupię ci największy bukiet róż!

Dziękuję, odparła sztywno, Już wystarczy mi dziś kwiatów.

Schodzili razem po schodach. Sebastian szedł za obrażoną dziewczyną. I znów telefon od mamy.

Wybacz, znowu nie w porę?

Martyna tego nie słyszała.

Nie, mamo, w sam raz. Przyjadę. Jutro przyjadę.

Tego wieczoru rozstali się z Martyną bez emocji. Sebastian już przeczuwał, iż więcej się nie spotkają.

Następnego dnia pędził znanymi sobie drogami, przez pola wokół Sandomierza.

A tam po horyzont morze kwiatów. Wszystko tętniło życiem, wiatr szumiał wśród łanów.

Sebastian wjechał w tę łąkę, jak sprzedawczyni układająca bukiet w kwiaciarni wybierał te kwiaty, które mu się najbardziej podobały.

Już wiedział, iż osoby, do których jedzie, ucieszą się z jego wyboru i tu się nie pomyli.

Gdy przekroczył próg domu, podzielił bukiet na pół.

Mama śmiała się i całowała go w oba policzki, a babcia

Babci pomogli usiąść. Drżącymi dłońmi wzięła podany bukiet, dotykała go z ledwością, bo wzrok już nie ten.

Jak dawno nie dostała kwiatów!

Zanurzyła twarz lekko w bukiecie i całą sobą chłonęła znajome, zapomniane już zapachy młodości, które gdzieś długo spały, a teraz wróciły na woń kwiatów z pól. Wysunęły się spod świadomości i poruszyły duszę.

Obudziły nie tylko wspomnienia, ale i ich prawdziwe odczucie, oczekiwanie na coś jasnego i nowego.

Jak dobrze! Życie trwa, życie trwa w jej wnuku.

Sebastian usiadł obok babci i położył głowę na jej kolanach. A ona głaskała go troskliwie, bojąc się zgnieść bukiet, który czule trzymała

Leżąc, Sebastian myślał, iż na pewno spotka tę jedyną, podobną do tych dwóch ukochanych kobiet w jego życiu. I będą się kochać tak, jak jego dziadkowie i rodzice. Najważniejsze poczuć to na czas.

Babcia długo nie chciała oddać kwiatów mamie.

Zaczekaj Najpierw nalej wody ze studni najlepiej do szerokiego wazonu powoli postaw tutaj będę patrzyła

Wnuk wręczył kwiaty.

Kwiaty, których wokół milion, a te te były najpiękniejsze. Bo wnuk je przyniósł.

Idź do oryginalnego materiału