Samotność
Dame za stołki, kawaler zamąż ze wstydem, a ona odrzuciła. Lepiej od jednej, niż darmowa usługa na starcie życia.
Co tam, Katia? Człowiek nie powinien być sam, a kobieta zawsze przy mężczyźnie musi być. Inaczej to nie gra A potem nikt nie spojrzy. Samotność, wiesz jaka to? zapytała rozbawiona Katia, znudzona jej własnym marudzeniem, wchodząca w drabinę.
Samotność to straszne! odparła śmiesznie matająca się Masha, nie zauważając spotkań ze skrawek. To jakby podać komuś wodę, gdy nie ma pojemnika. Dzieci to twoje własne łup!
Gdzie? nie zwalniając tempa, Katia zaśmiała się.
Gdzie, gdzie w Karczewie! w końcu zrozumiała, iż matka nie śmieje się nad nią, otworzyła się szeroko Masha. Musisz wszystko przetrwać, a ja się o ciebie troszczę. Jedno to ciężkie. A twoja dusza wciąż płonie. Pozwólmy się poznać, co? Katia, facet jest dobry. A kto nie ruszy się i nie przybędzie szybko
Katia jest w rozkwicie już od dziesięciu lat. Kostek, jej dobroczynny, którym on się chwalił, pojawił się dziesięć lat temu z lewej strony. Wszedł raz, ale głównie. Katia, dowiedziawszy się o tym, wskazała przyjaciółce dwa podwójne łóżka, a potem i dwie kwiaty. Choć przyjaciółka próbowała udowodnić, iż raz w roku można i nic strasznego, jeżeli nie ma w tym szkody, łamiąc się w chustkę i płacząc męskimi łzami, Katia była niewzruszona. Rozwód nastąpił.
Mąż podszedł do niej poetycko, zostawiając kwiaty byłej żonie i dwójce dzieci do podpowiedzi. Dzieci wyrosły i rozeszły się po różnych stronach. Starszy syn mieszka i pracuje w Pile. Córka gwałtownie wyszła za mąż i wyjechała za granicę. Katia została mieszkać sama w bardzo przytulnym mieszkaniu dwupokojowym w centrum Krakowa.
Jedno mieszkanie nie krępuje jej. Zajęła się remontem, dobrą pracą i zarobkiem, które pozwalają jej żyć w satysfakcji, przyjmując gości dzieci i matkę Maszę. Do tego, mając niewielki intelekt, zawsze znajdowała sobie zajęcie i nie nudziła się. Czytała dużo, pływała, chodziła na jogę, lubiła podróżować, czasem ruszała w restaurację z przyjaciółmi. Generalnie żyła w swoim zadowoleniu.
Do tych dni, kiedy matka Masza nie rozstrzygała jej losu
Posłuchaj mnie, Katia. Facet dobry, nie stary jeszcze, sześćdziesiąt jeden lat. Siedem lat różnicy między wami. Dom ogromny, dobry, gospodarstwo pełne. Krowy, kozy, świnie, kury i nic nie brakuje! To zdrowe jedzenie, wiesz? Mleko, jajka, mięso. Do stu lat przeżyjesz, głupcze! A facet sympatyczny, balagur i wykształcony, wszystko po książkowo mówi Katia, spróbuj. Pozwólmy się poznać, co? rzekła matka przy spotkaniu, kiedy Katia nie dała się przekonać:
Dobrze, Masha, poznaj mojego sąsiadabalagura, tak będzie. Ale przyznam się, iż nic nie obiecałam.
Sprawy na wsi się nie zmieniają, tak mówią. I Masha, nie chcąc odkładać sprawy w długą szufladę, gwałtownie zorganizowała spotkanie z kawalerem.
Kawaler okazał się bardzo niczym. Masywny, umięśniony, wyglądał dobrze i solidnie. Ręce pracowite, czyste, paznokcie zadbane. Wyróżniał się starannie, krótko przystrzyżony. W sobie pewny, mówił niewyraźnie, ale wyraźnie. Nie liczy się słowo w karnacji, żartobliwy, rozbawiał się z rodziną do kilku lat. Imię rosyjskie, niezawodne Iwan…
Słowem po pierwszym spotkaniu drugi się przyciągnął, trzeci Stała się przyglądać Iwanowi Katerynie. Pomyślała, iż może i prawo matki, potrzebna jest podwójna dusza razem. Iwan nieustannie namawia na związek. Młody, dosyć już, żeby się ożenić, do nieświadomości, przyjedź do mnie, a i sprawa się zakończy.
Katia pojechała do lasu, żeby go zobaczyć, a przyjść. Tam u niego gospodarstwo, nie patrzyć w oczy. Krowy muczą, świnie rżą, trzody nie liczyć, widać nie widać. Pracowników jest dwóch twarze azjatyckiej narodowości. U Iwana sprzedaż nie kończy się. Tylko sprawa, iż telefon odbija, to po wodorze mięsa, to mleko kilka stało się Kateryna, jako część biznesu Iwana A on mówi:
Widzisz, Katka, ile mam spraw. Gospodarstwo potrzebne, żeby pomóc. Pracownicy dobrzy. Ale, jak mówią chcesz zrobić dobrze, zrób sam. A ty żona będziesz, już swego nie przegapisz, wszystko dopilnujesz. Daj też ręce kobiece potrzebne. Krowy doić, kozy, jajka zbierać. A dom bez gospodarstwa sirota! Ja ubijam, oczywiście, ale ręka żona i patrz lepszy niż męskie będzie. Przyjedź, co? A wiosna na nosu, siać już trzeba. Trzody czekają…
Katia wróciła do domu i zamyśliła się. A co ma ona zrobić? Ma piękną kwiatę w mieście, pracę przyzwoitą, małą działkę, gdzie latem sadzi warzywa, a zimą przyrzeka w lesie. I sama gospodarstwo. Maszynę kupiła sobie jeszcze w zeszłym roku za osiem tysięcy złotych. Gdzie chciała, siedziała i przyjeżdżała. Po co jej w ogródzie gorączkowo sprzątać, świnie czyć, kury dawać gniazda?
Przy tym jeszcze musi przygotować obiad dla męża, kupić rzeczy, po przyjść po zakupy, a po wszystkim gospodarstwo ogarnąć. A jeszcze dom ogromny w czystości utrzymać. Oczywiście, dochód z tego biznesu jest dobry, ale ona i tak nie żyje źle. Na emeryturę wyjdzie, wystarczy, a i oszczędności są jakieś.
To wszystko niezbędne i nie tylko, dla komfortowego życia Katia ma. A na starość plecy w ogródzie wyginać, taras siać, a z trąbką po dwóch piętrach gonić czy to naprawdę potrzebne? I wieczorem Katia zadzwoniła do matki.
Masiu, nie obrażaj się. Proszę, odrzucę propozycję Iwana o małżeństwo. Może komuś i szczęście taki pracowity facet, ale mi tego nie stać. On nie był wcale miły, Masiu. Nie szuka żony, a siłę roboczą. Żeby na podstawie prawa w jego gospodarstwie wtrącała się. Proszę, Masiu, zostanę w swoim samotności. A na starość, po wodzie podać, nie wszystkim to wlecie…
Długo Katarzyk matka rozmawiała, w końcu. Nie wypuściła łzy ze wściekłości po takim kawalerze. Ale pod wpływem groźnego Katyniego obietnicy, iż teraz rozmawia z nią, nie od razu przestanie i wołać, iż będzie szukać kobiet. Obiecywała więcej żeniaków pasujących matce nie szukać. Zajmować się takimi niewygodnymi sprawami nie przyjmuje.
Katia napisała Iwanowi wiadomość na telefon, w której zaznaczyła, iż spotkania proszę nie szukać, bo nie ma już chęci i okoliczności się zmieniły nie na jego korzyść. Na to później Iwan odrywał telefon niedługo dzień trzech. A po zamknięciu, zrozumiał widocznie, iż nie do dwojga przybył. On przecież był bystry człowiek. A Katia popuściła się wózkowi o ósmej rano, zrobiła szarlotkę, umyła się i usiadła wypić kawę z bułeczką. Spojrzała przez okno i pomyślała, iż dawno nie widziała dzieci, trzeba by po syna przyjechać, a córkę przywieźć na dzień przyjęcia. Jeszcze trzeba obowiązkowo kupić torebkę do tej pięknej, grubiej płócianej kurtki. I zadzwonić do Lenki, pielęgniarki, umówić spotkanie
I jeszcze pomyślała, iż jakby wszystko jednak dobrze być, nie jest egoistyczna. Czasem to bardzo przydatne. Zdrowy kobiecy egoizm














