Sama sobie winna
Tata, co to za nowe dekoracje? Przetrząsnąłeś antykwariat? Bogna zmarszczyła brwi, patrząc na białą, szydełkowaną serwetkę na swojej komodzie. Nie wiedziałam, iż gustujesz w takich starociach. Smak masz zupełnie jak babcia Zofia
Och, Bognusiu! Skąd się tu wzięłaś bez telefonu? Władysław Wysocki wyszedł z kuchni, udając pogodę ducha, choć w oczach miał skruchę.
Widzę, iż mnie nie oczekiwałeś mruknęła Bogna, zaciskając wargi, i ruszyła do salonu, gdzie już czekały kolejne niespodzianki. Tato Skąd to wszystko? Co się tutaj dzieje?
Bogna nie poznawała własnego mieszkania.
Kiedy dostała je od babci Zofii, wyglądało okropnie: stara PRL-owska meblościanka, wysłużony telewizor na obdrapanej szafce, zardzewiałe kaloryfery, miejscami odklejone tapety Ale to była jej własna kawalerka. Miała wtedy niewielkie oszczędności wydała je na remont. Wybrała styl skandynawski: jasne kolory i minimalizm sprawiły, iż dwupokojowe mieszkanie wydawało się większe. Każdy szczegół dobierała z czułością rolety, puszyste dywany, meble w beżach
Teraz zamiast ciężkich, nieprzepuszczających światła zasłon wisiał zwykły nylonowy tiul. Włoska sofa przykryta była syntetycznym pledem z ziejącym tygrysem. Na stoliku stała różowa plastikowa waza z równie jaskrawymi sztucznymi różami.
To jednak mały problem. Najbardziej Bogna czuła niepokój przez zapachy. Z kuchni dochodziło skwierczenie oleju i wstrętna woń ryby, wszędzie czuć było dym papierosowy. A przecież jej ojciec nigdy nie palił
Bognusiu, rozumiesz odezwał się Władysław. Sprawa jest taka Nie jestem sam. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale nie umiałem.
Jak to, nie jesteś sam? Bogna osłupiała. Tato, przecież się tak nie umawialiśmy!
Bogna, rozumiesz przecież, iż po twojej mamie życie dla mnie się nie skończyło. Jestem jeszcze młody facet, choćby emerytury nie dostaję! Nie mam prawa do prywatnego życia?
Bogna zaniemówiła. Oczywiście, tata miał prawo spotykać się z innymi kobietami. Ale czy w jej mieszkaniu?!
Rodzice rozwiedli się rok wcześniej. Mama zniosła zdradę ojca bez dramatów, jakby pozbyła się ciężaru, rzuciła się w rozwój, spotkania z koleżankami nie miała czasu w smutek. Ojciec za to zawył wrócił do kawalerki sprzed ślubu i przeraził się. Przez dziesięć lat wynajmował ją lokatorom, aż jeden popił i zasnął z papierosem. Pieniędzy na remont nie było, więc ojciec zapomniał o mieszkaniu, choć nie sprzedał. Tu nie dało się żyć: ściany okopcone, wybite okna, grzyb na parapetach Wspomnienie grobowca z horroru, nie domu.
Bogna, nie wiem, jak tu będę mieszkał żalił się wtedy ojciec, wzdychając ciężko. Tu i niebezpiecznie, i do zimy nie zdążę z remontem. Nie mam tyle pieniędzy na wszystko. Jak zamarznę cóż, taki los.
Bogna nie wytrzymała. Nie mogła pozwolić, by człowiek, który ją wychował, mieszkał w takim stanie. A co, jeżeli coś mu się stanie? Jej mieszkanie i tak stało puste, bo niedawno wzięła ślub i przeprowadziła się do męża. Po doświadczeniu ojca, choćby nie myślała wynajmować lokatorom.
Tato, zamieszkaj u mnie zaproponowała wtedy. Wszystko gotowe, wygody są. Zrobisz remont u siebie, potem się przeniesiesz. Ale jedno zastrzeżenie: żadnych gości.
Naprawdę mogę? zdziwił się Władysław. Córciu, dziękuję ci serdecznie! Uratujesz mnie Obiecuję spokój, cisza, żadnych problemów.
Spokój Jasne.
Wspominając tę rozmowę, Bogna została nagle wytrącona z równowagi przez otwartą łazienkę, z której wyszedł obłok aromatycznej pary. Spomiędzy drzwi, leniwym krokiem, wypłynęła kobieta około pięćdziesiątki w miękkim, frotowym szlafroku Bogny. Jej ulubionym. Teraz ledwie krył obfitości nieznajomej.
O, Władziu, mamy gościa? zachrypniętym głosem spytała kobieta, uśmiechając się z pobłażaniem. Można było uprzedzić, bo jestem w domowym stroju.
Kim pani jest? I dlaczego ma pani mój szlafrok? syknęła Bogna.
Jestem Gertruda, ukochana twojego ojca. Czego się tak stresujesz? Wzięłam szlafrok. Przecież się kurzył na wieszaku.
Bogna miała ochotę wybuchnąć.
Proszę go natychmiast zdjąć wydusiła przez zęby.
Bogna! Proszę, nie rób sceny! Gertrudka tylko próbował bronić kochanki ojciec.
Gertrudka po prostu założyła cudzą rzecz w cudzym domu! przerwała mu Bogna. Tato, czyś ty poważny? Przyprowadzasz kochankę do mojego mieszkania, pozwalasz jej grzebać w moich rzeczach bez pytania?!
Gertruda teatralnie przewróciła oczami i poszła do salonu, ciężko siadając na pled z tygrysem.
Ale z ciebie chamka rzuciła. Na miejscu Władka dałabym ci w skórę, niezależnie od wieku. Jak rozmawiasz z ojcem? Że żyje z inną kobietą, to nie twoja sprawa, dziewczyno.
Bogna aż zamarła. Obca baba, na jej kanapie, w jej szlafroku, grozi jej, jakby to ona tu rozdawała karty.
Nie moja, póki nie dzieje się w moim domu odpowiedziała lodowato.
W twoim? Gertruda uniosła brwi, patrząc na Władysława.
A on, wciśnięty w ścianę, nerwowo przenosił wzrok z rozgniewanej córki na bezczelną kochankę. Chyba liczył, iż burza rozproszy się sama, ale przewidywania właśnie się zmieniły na gorsze.
Ach Tatuś zapomniał pani powiedzieć? zimny uśmiech Bogny był jak kropla lodu. Powiem ja: On tu jest nikim. Gościem. Mieszkanie jest moje, wszystko tu kupiłam ja. Wpuściłam go na chwilę, ale nie sądziłam, iż sprowadzi swoją ukochaną.
Gertruda zarumieniła się.
Władek? jej ton był ostrzejszy niż mróz. Co ona mówi? Przecież twierdziłeś, iż to twoje mieszkanie. Okłamałeś mnie?
Ojciec wcisnął się w ścianę, chciałby zniknąć w tapetach. Uszy czerwone ze wstydu.
No Gertrudko, niezupełnie tak Źle mnie zrozumiałaś. Mam swoje mieszkanie, tylko nie to. Nie chciałem cię martwić szczegółami.
Nie chciałeś martwić?! Dziękuję! Teraz przez ciebie słucham wycieczek pod swoim adresem!
Bogna straciła cierpliwość.
Proszę wyjść. Oboje powiedziała zimnym głosem. Macie godzinę. jeżeli po godzinie tu będziecie zgłoszę sprawę gdzie trzeba. Myślałam, iż wpuszczam rodzinę
Ruszyła do drzwi, ale Władysław wreszcie oderwał się od ściany i rzucił się do niej.
Córeczko! Wyrzucisz ojca na ulicę? Wiesz, co się u mnie dzieje! Przecież tam zamarznę!
Władysław złapał ją za rękaw, serce Bogny zadrżało. Wszystkie dziecięce wspomnienia, poczucie obowiązku, litość dla niemłodego już ojca Łzy cisnęły się do gardła.
Spojrzała jednak na Gertrudę.
Ta siedziała w jej szlafroku, patrząc z najczystszą złością. Bogna wiedziała, iż jeżeli ustąpi choćby na chwilę, następnego dnia obca kobieta zmieni zamki i tapety.
Tato, jesteś dorosły. Wynajmij mieszkanie powiedziała zdecydowanie, wyswobadzając rękaw. Sam zawaliłeś sprawę. Umawialiśmy się, iż będziesz mieszkał sam, a ty przyprowadziłeś tu obcą osobę, pozwoliłeś jej nosić moje rzeczy i zabrudzić mój dom
O, żebyś się zadławiła tym swoim domem! warknęła Gertruda. Chodź, Władziu. Nie poniżaj się przed bachorem. Wychowałaś niewdzięcznicę
Pół godziny pakowania i było po sprawie. Ojciec wychodził bez słowa, zgarbiony jak staruszek. W oczach ten obraz już na zawsze: spojrzenie zbitego psa, którego wypędzono na deszcz. Ale Bogna nie drgnęła, nie pękła.
Gdy wyszli, najpierw otworzyła okna, by wypuścić smród ryby, dymu i tanich perfum. Zebrała szlafrok, pled i wszystko, czego dotknęła Gertruda wszystko poleciało do śmietnika. Następnego dnia zamówiła sprzątanie i ślusarza do wymiany zamka. Obrzydzenie dotykać czegokolwiek po tamtej kobiecie. Zwłaszcza tej.
Minęły cztery dni.
Teraz w mieszkaniu Bogny nie było ani sztucznych kwiatów, ani niechcianych woni. Mieszkała już u męża, ale wiedza, iż mieszkanie znów jest tylko jej, niosła ulgę.
Z ojcem nie rozmawiała. Czwartego dnia sam zadzwonił.
Halo? mruknęła, zwlekając z odebraniem.
I co, Bogna zaczął ojciec pijanym głosem. Jesteś szczęśliwa, zadowolona? Gertruda odeszła. Zostawiła mnie
O, jakie zaskoczenie prychnęła Bogna. Zgadnę: kiedy zobaczyła twoje prawdziwe mieszkanie i zrozumiała, iż przed nią harówka?
Ojciec pociągnął nosem.
Tak Postawiłem farelkę, spałem na dmuchanym materacu. Wytrzymała trzy dni. Po czym powiedziała, iż jestem biedak i kłamca. Spakowała się, wróciła do siostry i stwierdziła, iż zmarnowała czas A przecież się kochaliśmy, Bogna!
Jaka tam miłość? Ty szukałeś wygody, ona też. Tylko oboje się zawiedliście.
Cisza. Ojciec nie skończył.
Źle mi tu samemu, córciu Strasznie Mogę wrócić? Sam będę, obiecuję! Przysięgam!
Bogna spuściła wzrok. Ojciec siedzi gdzieś tam, w ruinie. Ale tę ruinę sam sobie zbudował zdradził matkę, okłamał córkę, potem wykręcał się przed Gertrudą.
Żal jej go było. Ale ten żal mógł zatruć ich oboje.
Nie, tato. Nie wpuszczę cię odpowiedziała. Zatrudnij ekipę, zrób remont. Naucz się żyć w tym, co sam sobie stworzyłeś. Mogę polecić solidnych fachowców. Tylko na to mnie stać. Potrzebujesz? Dzwoń.
Rozłączyła się.
Okrutna? Może. Ale Bogna nie chciała już, by ktoś zostawiał plamy ani na jej szlafroku, ani w jej duszy. Brudu nie zawsze można usunąć, czasem wystarczy go nie wpuszczać do własnego życia.















