Ryby to nie tylko na piątek. Jak „Rybny u Krewety” zmienia kulinarne nawyki w Nowym Sączu

miastons.pl 2 godzin temu

Ryby w Nowym Sączu jeszcze niedawno kojarzyły się głównie z piątkiem i świętami. Dziś coraz częściej trafiają na stoły także w zwykły dzień tygodnia – i w dużej mierze to zasługa jednego miejsca. „Rybny u Krewety” gwałtownie zyskał opinię sklepu, w którym świeżość nie jest hasłem, a codzienną praktyką, a ryba przestaje być „trudnym produktem” dla klientów.

Maciek zrewolucjonizował Nowy Sącz i Sądecczyznę. Własna wędzarnia, gotowe dania dla zabieganych, krótkie składy i nacisk na jakość sprawiły, iż sklep stał się rozpoznawalny nie tylko wśród miłośników zdrowego jedzenia. O tym, skąd wziął się pomysł na rybny biznes, jak wygląda praca od zaplecza i dlaczego mieszkańcy Nowego Sącza coraz chętniej sięgają po ryby, rozmawiamy z właścicielem „Rybnego u Krewety”.

miastoNS.pl: Sklep Rybny u Krewety gwałtownie zdobył popularność w Nowym Sączu. Skąd wziął się pomysł na taki biznes?
Maciek: Zawsze kochałem ryby i wszystko, co jest z nimi związane – od łowienia po jedzenie. Pomysł był dość spontaniczny. Pierwszy sklep powstał sześć lat temu w Zgierzu i okazał się dużym sukcesem. A ponieważ moje życie i serce są w Nowym Sączu, naturalnym krokiem było otwarcie sklepu także tutaj.

„U nas degustacja to norma. Klient spróbuje, zakocha się w smaku i dopiero wtedy podejmuje decyzję.”

miastoNS.pl: Co Pana zdaniem najbardziej wyróżnia „Rybny u Krewety” na tle innych sklepów z rybami?
Maciek: Przede wszystkim jakość produktów, ich pochodzenie i dopracowane receptury. Wszystko, co trafia do naszej oferty, robimy w formie prawdziwej manufaktury. Nie ma tu przypadków ani skrótów.

miastoNS.pl: Lubi Pan zaskakiwać klientów. Często pytają, kiedy mogą trafić na degustację produktów?
Maciek: Raczej nie, bo u nas to normalne. Ostatnio przyszła klientka z mężem, chciała go przekonać do tatara z tuńczyka. On się wahał, a po chwili usłyszałem, jak mówi do niego: „zaraz spróbujesz, Kreweta cię poczęstuje”. Spróbował, zachwycił się i od razu poprosił o duże pudełko.

miastoNS.pl: Klienci często chwalą świeżość i smak. Jak wygląda codzienna praca, żeby utrzymać ten poziom?
Maciek: To bardzo ciężka i wymagająca praca. Do każdej potrawy trzeba podejść indywidualnie i poświęcić jej czas. Pracujemy od bardzo wczesnych godzin rannych. Wszystko przygotowujemy codziennie na świeżo, na czele z rybami wędzonymi. To dla nas kluczowe.

miastoNS.pl: Własna wędzarnia to hit w Nowym Sączu. Dlaczego zdecydował się Pan na ten krok?
Maciek: Wiedzieliśmy ze Zgierza, iż to działa. Klienci są coraz bardziej wymagający i oczekują najwyższej jakości oraz świeżości. My im to dajemy. Co ważne – bez chemii i konserwantów. Stawiamy na naturalny produkt.

miastoNS.pl: Jakie produkty klienci wybierają najczęściej? Co jest absolutnym hitem?
Maciek: Każdy ma swoje ulubione smaki i uważam, iż każdy produkt u nas jest hitem. Ale piątkowa zupa japońska to fenomen. Sprzedaje się szybciej, niż jesteśmy w stanie ją przygotować. Klienci zapisują się na nią choćby kilka dni wcześniej.

miastoNS.pl: W ofercie są też gotowe dania, pasty, zupy czy tatary. To ukłon w stronę zabieganych klientów?
Maciek: Zdecydowanie tak. Wielu naszych klientów to osoby zapracowane. Cenią to, iż rano mogą kupić ciepłą, wędzoną albo pieczoną rybę, a wracając do domu zabrać sałatki, zupy czy gołąbki z łososia.

„Dla nas ten sklep to już nie tylko biznes. To drugi dom.”

miastoNS.pl: Co poleciłby Pan osobom, które chcą jeść zdrowiej, ale nie wiedzą, od czego zacząć?
Maciek: Na początek ryby wędzone – najwyższej jakości, bez ulepszaczy i konserwantów. Do tego świeże ryby, które dostarczane są kilka razy w tygodniu. U nas jakość zawsze jest na pierwszym miejscu.

miastoNS.pl: Sklep jest aktywny w mediach społecznościowych i współpracuje z miastoNS.pl. Czy dziś bez tego da się prowadzić lokalny biznes?
Maciek: Myślę, iż byłoby dużo trudniej. Stawiamy na media, bo cały czas mamy nowości, a to najszybszy i najprostszy sposób, żeby poinformować o nich klientów.

miastoNS.pl: niedługo kolejna zabawa z voucherami dla czytelników. Dlaczego takie akcje są dla Pana ważne?
Maciek: Bo wiele osób jeszcze nie poznało naszego sklepu i smaków. Dzięki takim akcjom mogą nas odwiedzić po raz pierwszy i spróbować różnych rzeczy. To najlepsza forma zaproszenia.

Biznes prowadzę z moją żoną Ilonką. Zawsze jest przy mnie, wspiera mnie i motywuje, kiedy brakuje sił. Bardzo wiele jej zawdzięczam – bez niej ten sklep by nie istniał.

miastoNS.pl: Jakie są plany na najbliższy czas? Nowości, niespodzianki?
Maciek: Jak zawsze – będziemy zaskakiwać. Planujemy też większą akcję charytatywną, ale na razie nie mogę zdradzić szczegółów.

miastoNS.pl: Na koniec – z kim prowadzi Pan biznes i czym dla Was jest „Rybny u Krewety”?
Maciek: Biznes prowadzę z moją żoną Ilonką. Zawsze jest przy mnie, wspiera mnie i motywuje, kiedy brakuje sił. Bardzo wiele jej zawdzięczam – bez niej ten sklep by nie istniał. Ogromną rolę odgrywa też cały zespół Krewety. Dzięki nim sklep może się rozwijać. Dla nas wszystkich to już coś więcej niż praca – to drugi dom.

Dziękujemy za rozmowę.

Materiał partnera.

Idź do oryginalnego materiału