Zgliszcza przyjaźni
Alicja wróciła do mieszkania po dniu, który zasługiwał na solidną porcję herbaty z prądem. Przekręciła klucz w drzwiach i bez pośpiechu zdjęła buty jakby robiła to w zwolnionym tempie, nie z powodu fizycznego zmęczenia, a raczej namacalnej dusznej ociężałości. W przedpokoju panowała taka cisza, iż można by usłyszeć, jak kurz się zbiera na półce; z kuchni docierał jedynie przytłumiony głos telewizora. Alicja przez sekundę stała w bezruchu, nabierając odwagi, by wejść do środka, jakby miała wejść do wanny z lodowatą wodą. Dziś domowa rutyna smakowała wyjątkowo opornie.
W końcu powlokła się do kuchni. Przy stole siedział Łukasz, jej mąż. Przed nim dymił talerz barszczu czerwonego (który pewnie miał zakończyć światowy kryzys energetyczny), a on leniwie mieszał, zerkając od niechcenia na prognozy pogody w TVP1. Gdy Alicja pojawiła się w drzwiach, od razu podniósł wzrok.
O, dziś szybko. Wszystko w porządku? zagadnął z uważną troską, której nie sposób byłoby nie zauważyć.
Alicja bez słowa opadła na krzesło naprzeciwko męża. Objęła się ramionami, jakby chciała rozgrzać się po zimowym spacerze albo odpędzić niewidzialne złe moce. Jej sposób trzymania się mówił więcej niż sto słów, Łukasz od razu pojął, iż coś poszło bardzo, bardzo źle.
Nie nie jest w porządku wymruczała cicho, patrząc w bok. Właśnie wyszłam od Bronki. Chyba już nie jesteśmy przyjaciółkami.
Łukasz natychmiast odłożył łyżkę barszcz stracił na atrakcyjności. Z jego twarzy zniknęły wszelkie sygnały rozluźnienia: on włączył tryb słucham uważnie, nie przerywam, jestem do dyspozycji.
Co się stało? spytał w końcu z autentycznym lękiem.
Alicja wzięła głęboki oddech, jak uczniak przed ustnym egzaminem z polskiego, i zaczęła opowiadać:
To przez jej męża, urwała, czując, jak zbiera się w niej fala emocji. Wyobraź sobie, Andrzej jej zdradził. A ona, zamiast rozprawić się z nim, rzuciła się na tę biedną dziewczynę! Wykrzykiwała, iż ta lafirynda wiedziała, co robi, iż ona polowała na żonatych. Próbowałam Bronkę uspokoić, tłumaczyć, iż winny jest Andrzej i iż najpierw powinna wyjaśnić sprawę z nim Ale ona mnie nie słyszała! Wpadła w dziki amok, zarzucając mi, iż nie trzymam jej strony, tylko bronię tej tej ladacznicy.
Łukasz nerwowo kręcił łyżkę w barszczu już i tak nie miał apetytu. Zadał jednak pytanie, nie mogąc się powstrzymać:
Ale tamta faktycznie wiedziała? dopytał cicho.
Alicja aż rozłożyła ręce, kompletnie zrezygnowana.
Absolutnie nie! odparła z ogniem. Andrzej powiedział jej, iż jest po rozwodzie. Jeszcze jej nie pokazał dowodu, bo spieszył się na pociąg, jasne Próbowałam Bronkę przekonać: nie można winić dziewczyny za kłamstwa jej męża! Ale gdzie tam. Bronka najpierw mnie zwyzywała, potem rzuciła, iż z pewnością jestem nieprawa, bo tylko taka broni takich typów.
Tu już Łukasz złapał się za głowę. Było ewidentnie widać, iż na taki obrót spraw nie był przygotowany historia coraz bardziej przypominała mu telenowelę, tylko bez szczęśliwego zakończenia.
No ładnie rzucił pod nosem. I co dalej?
Alicja gorzko się uśmiechnęła, w jej spojrzeniu widać było całą paletę żalu i rozczarowania.
Potem było tylko gorzej mruknęła. Bronka zaczęła opowiadać wszystkim naszym wspólnym znajomym, iż stanęłam po stronie tej dziewczyny. Pytała retorycznie: Czemu to Alicja tak broni cudzych bab?, insynuując, iż sama muszę mieć coś za uszami. Możesz sobie wyobrazić? spojrzała na Łukasza, nie kryjąc już zupełnej bezradności. Myślałam, iż przyjaciel powinien wspierać A ona obróciła wszystko tak, iż to ja jestem winna! Oraz dodała kilka paskudnych insynuacji na mój temat!
W kuchni zapadła cisza ciężka jak świąteczny makowiec upieczony przez nieuważną teściową. Telewizor mruczał w tle, ale żadne z nich nie zaprzątało nim sobie głowy. Alicja zaczęła nerwowo miziać brzeg obrusa, jakby w tym geście szukała sposobu na uspokojenie się. Bolała ją myśl, iż ktoś, komu ufała całe lata, tak łatwo ją osądził.
Najgorsze, iż tylko chciałam jej pomóc dodała cicho, wpatrując się w śnieżny, zimowy świat za oknem. Mówiłam, iż powinna wkurzyć się na męża, a nie na tę biedną dziewczynę. Ale Bronka nie słuchała. I pół miasta już patrzy na mnie spod byka, szeptają za moimi plecami.
Łukasz wstał bez słowa, podszedł i objął Alicję ramieniem. Jego gest był ciepły i kojący dokładnie tego teraz było jej trzeba.
Wiesz, iż masz rację powiedział spokojnie i stanowczo.
No wiem, westchnęła, odrywając wzrok od śniegu, ale to nie pomaga. Tyle lat przyjaźni, a teraz wszystko legło w gruzach. Przez plotki i głupotę Szkoda gadać.
***
Przez następne dni Alicja starała się unikać ludzi i świata. Kiedy miała przejść koło sąsiadów w windzie lub spotkać znajomą twarz w Biedronce, w brzuchu momentalnie skręcało jej się żołądek. Nie lubiła tych nowych, ukradkowych spojrzeń, wymownych pauz, które zapadały, kiedy wchodziła do sklepu. Czuła się, jakby wszyscy mieli ochotę wystawiać ją na publiczne osądzenie i dorzucać dwa grosze do sądu nad jej osobą.
W domu próbowała zająć sobie głowę: a to ustawiała książki na półkach, a to robiła doktorat z szorowania fug w łazience, albo pichciła coś ekstrawaganckiego. Wszystko i tak kończyło się na tym, iż jej myśli krążyły wokół jednej sprawy jak łatwo i boleśnie wszystko może się rozsypać.
Coraz częściej myślała o wyjeździe gdzieś daleko, do miejsca, gdzie nikt nie wie, kim jest Bronka i cała ta telenowela. Marzył się jej nowy początek, daleko od oceniających spojrzeń i złośliwych komentarzy.
Bywało, iż wyobrażała sobie, jak wsiada w pociąg na Dworzec Główny w Warszawie i odjeżdża w nieznane dla spokoju ducha, dla złapania oddechu. Ale na marzeniach się kończyło. Musiała żyć w tu i teraz, gdzie każdy dzień przypominał, iż przyjaźnie bywają kruche jak porcelanowe filiżanki.
Któregoś wieczoru Alicja i Łukasz siedzieli przy kuchennym stole herbata parowała w dużych kubkach, w rogu świeciła lampka na klips. Na dworze już zapadł wieczór i pierwsze śnieżynki tańczyły w świetle latarni. Oboje milczeli, każde zamyślone, aż w końcu Łukasz przerwał ciszę:
Wiesz zaczął ostrożnie, mając minę, jakby proponował przeprowadzkę na Grenlandię, może powinniśmy się wyprowadzić? Choćby na drugi koniec miasta. Po co się tu męczyć, w ciągłym przypominaniu?
Alicja uniosła brwi, zaskoczona i trochę zdezorientowana, bo tego się nie spodziewała. Serce zabiło jej mocniej nie wiedziała, czy z radości, czy niepokoju.
Myślisz, iż to coś da? spytała cicho.
Jestem pewien odpowiedział, gładko, ale bez presji. Tu za dużo wspomnień, za dużo ludzi, którzy poddali się plotkom. Tam zmienisz perspektywę. Odpoczniesz.
Alicja popatrzyła do kubka, rozważając wszystkie minusy (nowy adres, nowe tramwaje, pakowanie miliona słoików) oraz plusy (święty spokój!). Trochę się bała, bo przyzwyczaiła się do swojego kąta, znajomych ścieżek i rytuałów, i już wyobrażała sobie kolegów w pracy pytających a co się stało, iż wyjeżdżasz, kochana?. Ale coraz mocniej też czuła, iż warto spróbować.
No dobrze odpowiedziała, a w jej głosie było więcej determinacji niż lęku. Spróbujmy.
Łukasza najwyraźniej odetchnął z ulgą, skwitował to krótkim, ale szczerym uśmiechem:
Super! Poszukam odpowiedniego miejsca, może coś blisko lasu. Trochę świeżego powietrza nam się przyda.
Poszukiwania mieszkania trwały dłużej niż polewa w pierniku przed Wigilią, ale żadne z nich nie marudziło. Przeglądali oferty w internecie, dzwonili do pośredników (ci próbowali im sprzedać choćby lokale bez okien), jeździli na oględziny, testowali korki na trasie. Zdarzało się, iż na zdjęciach apartament był jak z katalogu IKEA, a na żywo ten kot Perseusz z ogłoszenia chyba naprawdę miał pięć łap, skoro tyle śladów pazurów widzieli na meblach.
Mimo wszystko powoli, mozolnie, rozdzielali zadania: Łukasz ogarniał biurokrację, Alicja testowała, czy balkony mają wystarczająco dużo miejsca na fotel i zioła. Co kilka dni wspominała o Bronce i czuła, jak miesza się w niej żal z rozczarowaniem i lekką ulgą, iż ta znajomość zakończyła się, zanim zdążyła wyrządzić jeszcze więcej szkody.
Pewnego razu Alicja zaczęła przeglądać stare fotografie. Trafiła na zdjęcie z Bronką, kiedy jeszcze były nierozłączne jak pyzy z boczkiem śmieją się na plaży, wiatr targa im włosy, tyle słońca, iż choćby Okuniewska zazdrościłaby kadru. Niby inny świat, inne życie, inna Alicja. Teraz te czasy wydawały się już bajką.
Przez chwilę przyszło jej do głowy, by zadzwonić do Bronki i wyjaśnić jeszcze raz wszystko spokojnie. Ale wystarczyła myśl o jej minie i tonie podczas ich ostatniej rozmowy, by parsknąć gorzko. Nie, to nie miało sensu. Schowała zdjęcie głęboko do pudła, podziękowała losowi za lekcję i postanowiła ruszyć do przodu.
Po miesiącu udało im się znaleźć mieszkanie idealne nie największe, ale jasne, z wielkimi oknami i zielonym skwerkiem pod nosem. Dzielnica spokojna, z parkiem, rynek kwiatowy w środy i rozsądne ceny w lokalnej piekarni (aż się chciało żyć!). Pośrednik uprzedził z powagą, iż właściciele cenią ład i porządek, ale to tylko dodało miejscu uroku.
Przeprowadzka nie była może baśniowa kartony, pot i gryzienie się ze sklejaniem mebli oraz tajemniczo zaginioną pokrywką od rondla ale dało się wszystko ogarnąć. Łukasz żartował, iż prędzej nauczą się na pamięć numerów kartonów niż nowych sąsiadów; Alicja śmiała się, iż przynajmniej nie zgubi już nigdy przedłużacza.
Gdy już wszystko rozpakowali, Alicja krążyła po mieszkaniu. Zatrzymała się przy oknie, patrząc na świerki za oknem, bawiące się dzieci i sąsiada z jamnikiem. Pomyślała, iż wreszcie nie czuje się jak w pułapce własnych przeżyć. Ta dzielnica była miejscem, w którym mogła się poskładać z powrotem.
***
Przed przeprowadzką Alicja postanowiła zrobić coś, co jeszcze długo później analizowała w głowie (bo przecież Polka lubi roztrząsać wszystko na części pierwsze). Zadzwoniła do Andrzeja, męża Bronki, i umówiła się z nim w kawiarni na Pradze, gdzie nikt jej nie znał.
Gdy Andrzej przyszedł, wyglądał, jakby miał zaraz dostać ataku paniki. Zajął miejsce, zamówił kawę i, nieco sztywno, zaczął:
Cześć Nie spodziewałem się zaproszenia od ciebie.
Alicja upiła łyk herbaty, zebrała myśli i weszła w sedno:
Wiem, iż czeka was rozwód, i iż Bronka chce cię zrobić na szaro. Gromadzi materiały, którymi zamierza cię obciążyć. Ale sama też nie jest święta. Co powiesz na sprawę tej delegacji do Krakowa?
Andrzej zamarł z filiżanką w dłoni.
Ty chcesz?
Chcę, żebyś miał równe szanse. Nic więcej. Bronka nie jest bez winy niech sąd pozna prawdę o was obojgu.
Wyjęła kopertę ze zdjęciami i wydrukami, położyła między nimi. Nie było tu rzeczy kompromitujących wystarczyło, by popękał mit idealnej żony.
Andrzej spojrzał w środek koperty, zamknął ją ostrożnie. Widać było, iż waha się między ulgą, zaskoczeniem a wstydem.
Dziękuję powiedział cicho. Chyba nie spodziewałem się tego po tobie.
Wiesz, ja też odpowiedziała Alicja, wycierając parę z kubka. Po prostu mam dość tej gry w pozory.
Wyszła z kawiarni, biorąc głęboki oddech. Czy zrobiła dobrze? Tego nie była pewna. Może to był tylko sposób na zamknięcie przeszłości i wreszcie poukładanie wszystkiego według własnych zasad.
***
Po tej rozmowie Alicja postanowiła przeciąć wszystkie wirtualne więzi z Bronką. Usunęła jej numer, zablokowała w Messengerze, wyczyściła znajomych. Zajęło jej to mniej niż przetarcie podłogi, ale przyniosło o wiele większą ulgę.
W nowym mieszkaniu życie zaczęło układać się powoli, ale pewnie. W końcu urządzili się z Łukaszem po swojemu nowe firanki, zdjęcia z ostatnich wycieczek, trochę ziół na parapecie i zestaw kubków do herbaty, bo przecież jak bez tego funkcjonować. Alicja złapała fajną pracę zdalną, Łukasz przeszedł do innego oddziału firmy i codziennie w drodze do pracy sprawdzał, czy w osiedlowej piekarni są jeszcze ciepłe kajzerki.
Cieszyli się odkrywaniem okolicy znaleźli malutką cukiernię ze wspaniałą karpatką, zaprzyjaźnili się z sąsiadką Genią z parteru, która potrafiła narzekać na pogodę choćby przy 20 stopniach i pełnym słońcu. Było zwyczajnie, bez sensacji i dramatów i właśnie to Alicja doceniła najbardziej: nikt nie patrzył na nią jak na bohaterkę Mody na sukces.
Po raz pierwszy od dawna była po prostu sobą bez wiszącej nad głową potrzeby tłumaczenia się komukolwiek.
***
Któregoś ranka, już po pół roku w nowej rzeczywistości, Alicja patrzyła na wschodzące słońce. W dłoni trzymała kubek herbaty z bergamotką. Łukasz przewracał się w łóżku, marudząc coś pod nosem. Praca szła jej dobrze, choćby zaczęła uczęszczać na kursy akwareli chciała odkryć nową, zapomnianą dawno pasję. Cieszyła się z prostych rzeczy: dobrego śniadania, weekendowej wycieczki, leniwej rozmowy z mężem.
Pewnego razu odezwała się do niej przez Facebooka stara znajoma, Basia. Zaczęło się niewinnie:
Ala, słyszałaś, jak skończyła Bronka? Spotkałam jej sąsiadkę, i powiem ci
Alicja poczuła, jakby zacisnęło jej się gardło. Przez cały ten czas unikała plotek o Bronce uznała, iż nie po to zmieniła dzielnicę, by grzebać się w błocie. Ale ciekawość zwyciężyła.
Bronka chciała wyciągnąć jak najwięcej z rozwodu. Zatrudniła adwokata droższego niż używany samochód, zbierała niezbite dowody na Andrzeja. Ale Andrzej sam wyciągnął kilka niewygodnych faktów. Przed sądem poszły zdjęcia z jej wyjazdu do Krakowa i służbowych SMS-ów Skończyło się tym, iż Bronka musiała obejść się smakiem została z jednym autem i książeczką zdrowia.
Alicja powoli odłożyła telefon. Wyschnięta herbata zapomniała o swoim przeznaczeniu. Pojawiła się w niej dziwna ulga nie satysfakcja, raczej świadomość, iż prawda jakoś się przebiła i sama rzeczywistość spłatała sprawiedliwego psikusa.
O czym tak rozmyślasz? zapytał Łukasz, pojawiając się niespodziewanie w kuchni.
Basia napisała Bronka jednak nie odniosła takiego triumfu, na jaki liczyła.
Łukasz tylko się uśmiechnął, przytulił ją i wyjął z szuflady świeże rogaliki, które przywiózł rano z piekarni tuż pod blokiem.
Dobra, pijemy herbatę, jesz rogalika i zapominasz o starych sprawach. Dziś żyjemy spokojnie zaproponował z uśmiechem.
Alicja uśmiechnęła się. Tak, było jej dobrze nie dlatego, iż Bronka przegrała, ale iż w końcu wydarzył się happy-end, na który sama długo czekała.
***
Wieczorem Alicja wybrała się na spacer. Lubiła przechadzać się bez celu, chłonąć nowy świat dookoła siebie. Mijała światełka w mieszkaniach, dzieci na placu, sąsiadów z pieskami i kotami. Czuła się tu naprawdę u siebie bez bagażu plotek, bez walki o opinię, bez przyklejonej na czole łatki kontrowersyjna.
W parku przysiadła na ławce, pomiędzy krzakami bzu, i patrzyła na zwyczajne życie nowej dzielnicy. Myślała: Już nie jestem tą samą Alą, która bała się oceny. Teraz umiem postawić granice. I to jest najlepsze, co mnie spotkało.
Następnego dnia zadzwoniła do Basi.
Dzięki, iż mi napisałaś powiedziała szczerze. Nie potrzebowałam tej wiadomości, ale teraz wiem, iż mogę zamknąć ten rozdział z czystym sumieniem.
Dobrze zrobiłaś, iż się odcięłaś odpowiedziała Basia. Zasługujesz na święty spokój.
Rozmowa była krótka, ale uwalniająca. Jakby ktoś wreszcie wywietrzył z jej mieszkania zapach wszystkich minionych afer.
Wieczorem, kiedy Łukasz wrócił do domu, Alicja przywitała go uśmiechem. Przytuliła go, czując, jak wszelkie napięcie dnia znika.
Wreszcie wszystko jest na swoim miejscu powiedziała miękko.
I tak trzymaj poklepał ją po ramieniu, całując w czubek głowy.
Zjedli kolację, żartując o pogodzie (Gienia twierdzi, iż jeszcze będzie śnieg tej wiosny!), planowali wspólny weekend do lasu, na ryby albo leniuchowanie pod kocem. Za oknem spokojnie padał śnieg, przykrywając wszystko nową, białą warstwą. Sprawy dawno zamknięte. Nowy rozdział. Można żyć dalej.
Tym razem już po swojemu.















