Istnieje pewien typ formy literackiej, który rzadko rozpatruje się zarówno z perspektywy językowej, jak i artystycznej. Słusznie, bo jako byt samodzielny nie ma on większej wartości. Chodzi o teksty, które pojawiają się na egzaminach językowych dla cudzoziemców. Zakładałem, iż mój kontakt z takimi materiałami zakończy się wraz z ukończeniem szkoły, ale po zapowiedziach Karola Nawrockiego dotyczących podniesienia wymagań wobec cudzoziemców na terytorium Polski musiałem ponownie zanurzyć się w świat tekstów z lukami i pytaniami typu prawda/fałsz – pisze Sasza Pohorelov.
Od materiałów dydaktycznych automatycznie oczekiwałem ultrapatriotycznych tekstów albo ód do heroldów polskości za granicą. Jak się jednak okazało, wszystkie teksty – zarówno na moim egzaminie, jak i w przykładach prezentowanych na oficjalnej platformie państwowej – są dość… progresywne. Żeby było jasne, nie trafiły mi się takie o queerowej tożsamości Słowackiego czy o performansach na terenie nowo wybudowanego MSN-u (choć ten drugi w sumie mógłby się pojawić, może w 2025 roku zabrakło na to czasu, zobaczymy). Nie zmienia to faktu, iż zamiast Mickiewicza była Tokarczuk, a odmiany czasowników wpisywałem nie do reportażu o rekonstrukcjach bitwy pod Grunwaldem, ale do krytycznego tekstu o kryzysie współczesnego polskiego stand-upu. Gdyby arkusze egzaminacyjne na poziom C1 były człowiekiem, byłaby to Kasia z Warszawy, która w pracy przedstawia się jako Katie, bo chce być bardziej inkluzywna wobec kolegów z zagranicy. Wedle jej rozumienia pojęcia inkluzywności, of course.
Innym elementem łączącym wszystkie materiały tekstowe okazała się ich absolutna nijakość. Były to głównie krótkie eseje na rozbudowane tematy, obejmujące kilka setek słów ze spacjami, przy czym lwią część zadań stanowiły pola do wpisania wyrażeń z ramki. Teksty instrukcyjne stanowią pewnego rodzaju apogeum funktorów, czyli słów, które nie mają samodzielnej roli w języku, służących do konstrukcji wyrażeń bardziej złożonych. W tym przypadku takim „wyrażeniem” jest sam kontekst egzaminu, a rolę funktorów odgrywa cały esej o, powiedzmy, Wojciechu Fangorze.

W czasie zbliżonym do terminu egzaminu zacząłem pracę nad esejem, który najprawdopodobniej nigdy nie zostanie opublikowany. Chyba iż ktoś odgadnie hasło do moich Google Docsów. Naskrobałem szkic tekstu o potencjalnym połączeniu kultury wellness ze zjawiskiem zoopsychozy w naturze. Dobrze brzmiący pomysł, który jednak powinien zostać zrealizowany przez kogoś znacznie lepiej obeznanego z tematami: kultury, wellness, zoopsychozy i natury. Po przeczytaniu ostatecznej wersji mojego eseju pomyślałem, iż niechcący napisałem idealny tekst na egzamin z języka polskiego jako obcego: lekko progresywny, gramatycznie poprawny, ale niewnoszący niczego nowego. Proponuję zapoznać się z jednym akapitem i spróbować poczuć się jak cudzoziemiec próbujący udowodnić swoje kompetencje w zakresie polszczyzny.
Sasza Pohorelov – twórca internetowy, autor treści wszelakich o różnym stopniu powagi. Pełnił funkcję redaktora zarządzającego magazynu „DUMA”. w tej chwili prowadzi konto memowe @












