Różni ludzie Żona Piotra trafiła się… dziwna. Piękna bardzo, to fakt: naturalna blondynka o czarnyc…

polregion.pl 3 dni temu

RÓŻNI LUDZIE

Żona Andrzeja była… dziwna. Bez wątpienia piękność: naturalna blondynka o czarnych oczach, zgrabna, obdarzona bujnymi kształtami, wysoka. W łóżku prawdziwy żywioł. Na początku było tylko ogniste uczucie, nie było czasu w myślenie. Potem ciąża. No i pobrali się, jak należy.

Urodził się syn, też jasnowłosy i czarnooki. Życie jak u wszystkich: pieluchy, śpioszki, pierwsze kroki, pierwsze słowa. I Joanna zachowywała się jak przeciętna, młoda, troskliwa mama.

Prawdziwe zmiany zaczęły się, gdy syn był już nastolatkiem. Joanna nagle zainteresowała się fotografią. Ciągle z aparatem, ciągle jakieś kursy, warsztaty. Wiecznie gdzieś z tym swoim sprzętem.

Czego ci jeszcze brakuje? pytał Andrzej. Pracujesz przecież jako prawniczka, i to ci wystarcza.

Prawnikiem poprawiała łagodnie Joanna.

No prawnikiem. Lepiej byś trochę więcej czasu rodzinie poświęciła, zamiast włóczyć się nie wiadomo gdzie.

Sam nie rozumiał, co go tak drażniło. Joanna nie zaniedbywała przecież domu. Obiad ugotowany, porządek zrobiony, lekcje syna dopilnowane przychodził z pracy, kładł się na kanapie, oglądał telewizor, jak to powinno być. A mimo wszystko wkurzało go, iż żona znika gdzieś, gdzie nie ma dla niego miejsca. Jest jej pełno i jakby nie było wcale. Nigdy nie oglądała z nim telewizji, nie rozmawiała o ciekawych sprawach. Nakarmi i znów nie ma jej obok.

Ty w ogóle jesteś jeszcze moją żoną czy już nie? zdarzało się, iż Andrzej nie wytrzymywał, widząc ją znowu przy komputerze.

Joanna nie odpowiadała, zamykała się w sobie.

Lubiła też podróżować w egzotyczne miejsca. Brała urlop i ruszała z plecakiem oraz aparatem. Andrzej nie rozumiał tego.

Chodźmy do znajomych na działkę proponował. Saunę sobie postawili, swojski bimber mają doskonały. I tak w ogóle, powinniśmy mieć własną działkę.

Joanna odmawiała, ale zapraszała go w swoje podróże. Raz spróbował. Nic tam dobrego! Wszystko obce, ludzie mówią jakimś niezrozumiałym językiem, jedzenie za ostre, a widoki go nie ruszały.

Joanna więc zaczęła jeździć sama. choćby z pracy zrezygnowała.

A co z emeryturą? oburzał się Andrzej. Myślisz, iż jesteś jakąś wielką fotografką? Ty wiesz, ile trzeba zarobić, żeby w ogóle się wybić?

Joanna nie odpowiadała. Tylko raz, cicho, podzieliła się:

Będę miała swoją pierwszą wystawę. Własną.

Każdy może mieć wystawę burknął Andrzej. Wielkie mi osiągnięcie.

Poszedł jednak na wernisaż. Nie zrozumiał nic. Jakieś twarze, wcale nie ładne. Pomarszczone dłonie, mewy nad wodą. Dziwne, jak sama Joanna.

Wyśmiał ją za to. A potem… Joanna kupiła Andrzejowi samochód. Proszę bardzo, jedna rodzina, korzystaj. Sama choćby prawa jazdy nie zrobiła, prezent tylko dla męża. Zarobiła na zdjęciach, biegała po zleceniach.

Wtedy Andrzejowi zrobiło się nieswojo. Strasznie. Czuł się, jakby obok była jakaś obca istota, nie żona. Skąd te pieniądze? To chyba nie możliwe, żeby na takich fanaberiach na samochód zarobić. Może ma jakiegoś faceta? choćby jeżeli teraz nie, to na pewno kiedyś będzie miała.

Próbował choćby ją „edukować” lekko ją spoliczkował. Joanna chwyciła nóż kuchenny i pocięła Andrzejowi brzuch niegroźnie, dwa szwy, ale wciąż. Potem przepraszała, ale on już więcej ręki nie podniósł.

Koty uwielbiała całym sercem. Gdzie mogła, pomagała, przygarniała, opiekowała się. W domu zawsze były dwa koty. Były miłe, łagodne ale to zwierzęta! Jak można kochać je bardziej niż męża?

Pewnego razu zdechł jej kot nie udało się go uratować. Joanna strasznie to przeżywała: płakała, piła koniak, obwiniała się. Trwało to dniami. Andrzej nie wytrzymał:

Może jeszcze karalucha pożegnaj! rzucił ze złością.

Zobaczył jednak jej cieżki, smutny wzrok i ucichł. Machnął ręką, wyszedł. Niech robi, co chce.

Przyjaciele współczuli, koleżanki Joanny trzymały raczej stronę Andrzeja. Mówili: „ta twoja Joanna się wywyższa, pogubiła się.” Wtedy Andrzej znalazł pocieszenie u sąsiadki dziecięcej przyjaciółki Joanny, Irki. Prosta dziewczyna, ekspedientka, nie ciągnęło jej do sztuki, zawsze gotowa na seks, gadkę. Co prawda, piła, ale nie miał zamiaru się z nią żenić.

Czekał aż Joanna zauważy, oburzy się, rozpęta awanturę, wyleje zazdrość. Wtedy powiedziałby: „A ty? Gdzie cię nie ma?” Później by się pogodzili, wszystko wróciłoby do normy, Irkę by zostawił.

Ale Joanna milczała. Patrzyła tylko nieprzyjemnie. choćby w łóżku się odsunęła, uciekła do osobnego pokoju.

Syn już dorósł, skończył studia. Cały w matkę: czarnooki, jasnowłosy, inny.

Kiedy wnuki? pytał Andrzej.

Najpierw chcę coś w życiu osiągnąć i prawdziwą miłość poznać śmiał się syn, czyli Dominik. Wtedy będą wnuki, tato. Obcy, niezrozumiały. Matczyna krew. Z Joanną zawsze dobrze się dogadywali, bez słów się rozumieli. Andrzej czuł się niepotrzebny, dreszcze przechodziły, gdy wpatrywał się w ich czarne oczy. Szukał coraz częściej pocieszenia u Irki.

A potem Joanna się dowiedziała. Ktoś z sąsiadów jej powiedział. Andrzej też się nie krył specjalnie. Wrócił kiedyś do domu, a żona siedzi przy stole, pali papierosa i szeptem:

Wynoś się! Precz z tego domu!

Miała czarne, przerażające oczy z podkrążeniami. Andrzej poszedł do Irki. Czekał, aż żona zawoła go z powrotem. Po tygodniu napisała na WhatsAppie: „Musimy porozmawiać.” Ucieszył się, wykąpał, wypsikał dobrą wodą toaletową. A Joanna już od progu:

Jutro składamy papiery rozwodowe.

Potem wszystko jak we śnie: sąd, papierki, podpisy. Z mieszkania, które Joanna dostała po rodzicach, zrzekł się swojej części.

I co dalej? Będziesz żyła sama po rozwodzie? burknął wychodząc z sądu. Nie dodał już „kto cię zechce?”

Joanna uśmiechnęła się pierwszy raz od lat, szczerze, do niego:

Jadę do Gdańska. Zaproponowali mi tam poważny projekt fotograficzny.

Przynajmniej mieszkania nie sprzedawaj poprosił bez sensu. Gdzie wrócisz?

Nie wrócę odparła spokojnie. Widzisz… ja od dawna kocham kogoś innego. Też fotografa, z Gdańska. Z nim jest mi naprawdę świetnie. Ale myślałam: jestem mężatką, zdrada mnie odrzuca, a i powód do rozwodu nie taki jasny. Po prostu… jesteśmy różni. To chyba nie powód do rozwodu, prawda? Czy jednak powód?

Raczej nie potwierdził Andrzej.

A jednak się rozeszliśmy zaśmiała się Joanna. Najpierw mnie bolało, jak o Irce usłyszałam. A potem pomyślałam: wszystko dzieje się najlepiej, jak może. Będę szczęśliwa, i ty też. Weź ślub z nią, niech wam się wiedzie.

I wyszła.

Nie ożenię się rzucił jej w plecy Andrzej.

Ale Joanna już nie usłyszała.

Od tego czasu nie było od niej żadnych wieści. Tylko raz w roku króciutka wiadomość na WhatsAppie: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Zdrowia i szczęścia. Dzięki za syna.”

Życie niesie rozmaite drogi, nie zawsze łatwe do zrozumienia. Trzeba mieć odwagę być sobą, choćby jeżeli to znaczy iść inną ścieżką niż wszyscy. Czasem inaczej nie można odnaleźć swojego szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału