RÓŻNI LUDZIE
Żona Sławka była… dziwna, choć niezwykle urodziwa: naturalna blondynka o czarnych oczach, kształtna, piersiasta, długonoga. A w łóżku płomień. Najpierw była namiętność, trudno było się zamyślić. Potem przyszła ciąża. No to się pobrali, tak jak należało.
Urodził się syn ten sam typ: jasnowłosy, czarnookie dziecko. Wszystko było zwyczajne, jak u innych pieluchy, śliniaczki, pierwsze kroki, pierwsze słowa. Jagoda, bo tak miała na imię żona Sławka, zachowywała się zupełnie normalnie, gruchała nad synem, taka zwyczajna młoda mama.
Zmieniło się, gdy syn stał się nastolatkiem. Nagle Jagoda zafascynowała się fotografią. Cały czas coś robiła, chodziła na kursy. Ciągle z tym aparatem.
No czego ci brakuje? narzekał Sławek. Pracujesz jako prawniczka, no to rób to dalej.
Jako prawnik, poprawiała go Jagoda.
No jako prawnik… Zajmij się rodziną, zamiast włóczyć się Bóg wie gdzie.
Sam nie rozumiał, co tak go drażni. Przecież nie zaniedbywała domu. Obiady ugotowane, porządek, nauka syna na niej, wracał z pracy, kładł się na kanapie przed telewizorem jak się należy. Ale coś go gryzło: miał wrażenie, iż żona znika gdzieś, gdzie nie ma dla niego miejsca. Jest, a jakby jej nie było. Nigdy z nim nie oglądała telewizji, nie dzieliła się ciekawostkami. Nakarmiła i znów ślad po niej znikał.
Jesteś moją żoną czy nie? denerwował się Sławek, przyłapując ją ponownie przy komputerze.
Jagoda milczała. Zamknięta w sobie.
Jeszcze lubiła jeździć w jakieś egzotyczne kraje. Brała urlop i wędrowała z plecakiem i aparatem. Sławek nie rozumiał tego.
Chodźmy do znajomych na działkę. Zrobili saunę, mają świetny bimber. Już dawno czas kupić własną działkę.
Jagoda odmawiała, ale zapraszała go w podróże. Spróbował raz. No i co z tego? Wszystko wokół obce, mówią jakimś niezrozumiałym językiem, jedzenie nie do zjedzenia, pikantne i dziwaczne. Nigdy nie dbał o widoki.
Od tej pory Jagoda zaczęła jeździć sama. I jeszcze zrezygnowała z pracy.
A co z emeryturą? oburzał się Sławek. I w ogóle, co ty sobie myślisz? Wielka artystka? Wiesz ile trzeba forsy, by się przebić?
Jagoda nic nie odpowiadała. Tylko raz nieśmiało się podzieliła:
Będę miała swoją pierwszą wystawę. Moja własna.
Każdy dziś ma wystawę, rzucił Sławek. Też mi osiągnięcie.
Ale poszedł na otwarcie. Nic nie zrozumiał. Twarze jakieś takie, choćby nieładne. Pomarszczone dłonie, mewy nad wodą. Wszystko dziwne, tak samo jak Jagoda.
Zażartował z niej wtedy. A ona kupiła mu samochód. Proszę bardzo jesteśmy jedną rodziną, korzystaj. Sama choćby nie zrobiła prawa jazdy prezentował mu go. Zarobiła na własnych zdjęciach, biegała po zleceniach.
Wtedy zrobiło mu się dziwnie. Niepokój jakby pełzał w mieszkaniu. Co to za stworzenie, nie do końca pojęte, zamiast żony? Skąd te pieniądze? Od facetów? Przecież niemożliwe, żeby zarobić na takim dziwactwie na samochód. Skoro jeszcze nie zdradza, to pewnie zaraz będzie…
Nawet próbował ją “ustawiać” lekko, policzek. Chwyciła kuchenny nóż, przecięła mu bok dwa szwy na brzuchu. Dobrze, iż nie trafiła groźniej, histeryczka. Potem przepraszała. Odtąd już nie podnosił ręki.
Kotów kochała bardzo. Wszystkim pomagała, przynosiła do domu, leczyła, znajdywała im nowych ludzi. U nich zawsze mieszkały dwa koty. Miłe, czułe, ale przecież to nie ludzie! Jak można ich kochać tak bardzo, jakby choćby bardziej niż męża?
Pewnego dnia zdechł jej kot, nie zdołała uratować, odszedł jej na rękach w lecznicy. Przeżywała strasznie! I ryczała, i koniak piła, i siebie winiła. Przez kilka dni tak chodziła. Sławek już miał tego dosyć, rzucił zirytowany:
Może jeszcze za karaluchami będziesz lamentować!
Trafił na twardy, lodowaty wzrok zamilkł, splunął, odszedł. Niech robi co chce.
Przyjaciele współczuli, znajome żony też były po stronie Sławka. Wszyscy mówili, iż Jagoda zupełnie się zmieniła, pogubiła.
Wtedy Sławek znalazł pocieszenie u sąsiadki, która była jednocześnie dawną przyjaciółką Jagody Irka. Prosta i zrozumiała, pracowała jako ekspedientka, nie miała artystycznych aspiracji, była zawsze gotowa zarówno do seksu, jak i rozmowy. Tyle iż piła strasznie, ale nie zamierzał jej poślubić…
Czekał tylko aż Jagoda zauważy, oburzy się, zrobi awanturę, urządzi scenę zazdrości, rozbije talerze. Wtedy powie: “A ty? Gdzie znów przepadłaś?” Potem wybaczą sobie wszystko i znów będą rodziną. Irkę będzie można rzucić.
Ale Jagoda milczała. Patrzyła tylko dziwnie. W łóżku już zupełnie nic nie grali cała się kurczyła, gdy Sławek próbował ją przytulić. Przeniosła się do osobnego pokoju.
Syn całkiem dorósł, skończył studia na Uniwersytecie Warszawskim. Kara, cały w matkę: czarnooki, jasnowłosy i dziwny.
No a kiedy wnuki? pytał Sławek.
Darek tylko się śmiał: chcę coś w życiu zrobić, przeżyć prawdziwą miłość, wtedy możesz czekać na wnuki, tato. Obcy, niezrozumiały matczynej krwi. Zresztą z Jagodą zawsze mieli jakąś niewypowiedzianą harmonię, rozumieli się bez słów. Sławkowi wydawało się, iż jest niepotrzebny, a ten czarny wzrok robił się dla niego coraz trudniejszy do wytrzymania. Jeszcze częściej szedł szukać ucieczki do Irki.
Potem Jagoda się dowiedziała. Ktoś z sąsiadów doniósł. Sławek zresztą zupełnie się nie krył. Wrócił kiedyś do domu, a żona siedzi przy stole, pali papierosa. I tak cicho, jakby szeptem:
Wynoś się! Wynocha z tego domu!
A oczy czarne, straszne, podkrążone jakby nocą.
Poszedł do Irki. Czekał, aż żona go zawoła z powrotem. Po tygodniu dostał sms na WhatsAppie, iż musi porozmawiać. Ucieszył się, wykąpał, spryskał perfumami. A Jagoda już od progu:
Jutro idziemy złożyć pozew o rozwód.
A potem dalej wszystko jak we śnie: rozwód, papiery, podpisy, zrezygnował z udziału w mieszkaniu i tak było po rodzicach żony…
I co teraz będziesz robić? Będziesz żyć jako rozwódka? spytał trochę zgryźliwie przed Urzędem Stanu Cywilnego. Chciał jeszcze dodać: “Komu będziesz potrzebna?” ale się powstrzymał.
Jagoda uśmiechnęła się. Pierwszy raz od dawna szczerze i do niego:
Jadę do Gdańska. Dostałam tam poważny projekt.
Nie sprzedawaj mieszkania, poprosił dziwnie. Gdzie wrócisz?
Nie wrócę, odparła spokojnie, już była ex-żona. Rozumiesz, dawno kocham innego człowieka. Też fotograf, z Gdańska, cudownie się z nim dogaduję. Ale myślałam, jestem zamężna, zdradzać nie wypada, a i rozwód bez powodu… Jesteśmy po prostu różnymi ludźmi. To powód do rozwodu? Chyba nie…
Chyba nie… przyznał Sławek.
A jednak się rozwiedliśmy, roześmiała się Jagoda. Najpierw się wściekłam, jak o Irce usłyszałam. Ale potem uznałam, iż wszystko na dobre. Ja będę szczęśliwa, i ty też. Ożeń się z nią i niech będzie wam dobrze.
I wyszła.
Ja się nie ożenię, krzyknął za nią Sławek.
Ale Jagoda już nie słyszała.
Od tamtej pory żadnej wieści od niej. Tylko raz w roku, krótkie życzenia na WhatsApp: “Wszystkiego najlepszego! Zdrowia i szczęścia! Dziękuję za syna.”








