Rodzinna żona – czyli jak wytrzymać z jedną kobietą przez całe życie? Mój brat zawsze pytał o sekret udanego małżeństwa, a ja odpowiadałem: miłość i ogromna cierpliwość. Ale to nie była odpowiedź dla niego – Piotr od młodości kochał wszystkie kobiety, każda była dla niego zagadką, a przy żonie Asi, która kochała go bezgranicznie i chroniła kolekcję porcelanowych figurek w naszym zatłoczonym domu, nigdy nie potrafił się zatrzymać. Z czasem zrujnowane małżeństwo, złamane serce i jedyna ocalała figurka stały się symbolem przemijającego szczęścia. Po latach, gdy życie przewiało Piotra przez kolejne nieudane związki i ciężką chorobę, odnalazł w sobie żal i dał mi ostatnie zadanie – przekazać Asi starannie zbieraną nową kolekcję porcelany oraz oszczędności, mając nadzieję na jej wybaczenie. Ta wzruszająca historia o przebaczeniu, rodzinnych tajemnicach, sile miłości i wyborach, które kształtują naszą przyszłość, pokazuje, iż czasem jedna „rodzinna żona” jest cenniejsza niż wszystkie życiowe przygody.

newsempire24.com 3 tygodni temu

RODNA ŻONA

Jak ty to robisz, iż od tylu lat żyjesz z jedną żoną? Jaki jest sekret? mój brat, za każdym razem wpadając do mnie z wizytą, zadawał to samo pytanie.

Miłość i ogromna cierpliwość. To cały mój sekret zawsze odpowiadałem jednakowo.

Taki przepis nie dla mnie. Ja kocham wszystkie kobiety. Każda to tajemnica, zagadka a mieszkać z przeczytaną książką, wybacz, to nie moja bajka ironicznie się uśmiechał.

Mój młodszy brat, Marek, ożenił się, gdy miał zaledwie osiemnaście lat. Jego wybranka, Danuta, była o dziesięć lat starsza. Delikatna dziewczyna, zakochana do szaleństwa, oddała mu całe swoje serce. Marek bawił się jej uczuciem, nie traktując sprawy poważnie.

Danuta gwałtownie wrosła w dom Marka, gdzie oprócz nich mieszkało jeszcze siedmioro krewnych. Urodziła synka, Stasia. Myślała, iż w końcu złapała szczęście za ogon. Cała młoda rodzina dostała do dyspozycji maleńki pokoik.

Danuta była znana z niezwykłej kolekcji porcelanowych figurek, których doglądała z nabożeństwem i skrupulatnością. Miała dokładnie dziesięć unikatowych figurek ustawionych na odrapanej komodzie. Cała rodzina wiedziała, jak bardzo cenne są dla niej. Często podchodziła do mebli, wpatrując się z zachwytem w porcelanowe cacuszka.

W tym czasie ja sam szukałem jeszcze żony, rozpatrywałem potencjalne kandydatki, marząc, żeby znaleźć tę jedyną, na całe życie. W końcu się udało ze swoją Krystyną dzielę byt już ponad pół wieku.

Marek z Danutą byli razem dziesięć lat. Danuta nie miała czym się pochwalić w tym związku. Robiła wszystko, by być dobrą żoną, kochała męża i syna, była cierpliwa i uległa. A jednak Markowi wciąż czegoś brakowało.

Pamiętam noc zimową, kiedy Marek wrócił pijany do domu. Zaczepił się Danuty o jakąś błahostkę, żartując okrutnie i chwytając ją za ramiona. Danuta, przeczuwając burzę, zabrała Stasia i wyszła na podwórko, znikając w śniegowej bieli. Chwilę później domem zatrząsł grzmot. To niebo spadło na ziemię dźwięk tłuczonej porcelany rozdarł ciszę. Danuta wbiegła do pokoju, jej serce zastygło. Cała ukochana kolekcja leżała rozbita na kawałki, tylko jedna figurka jakimś cudem przetrwała. Podniosła ją drżącymi dłońmi, przytuliła do ust i nie powiedziała ani słowa. Oczy Danuty, pełne łez, mówiły więcej niż tysiąc krzyków.

Między Markiem i Danutą wyrosła niewidzialna ściana. Danuta żyła jak na pograniczu jawy i snu, wykonując swoje domowe obowiązki, ale już bez radości, niemal automatycznie.

Marek pił coraz częściej, a w jego otoczeniu zaczęły pojawiać się podejrzane kobiety i szemrani znajomi. Danuta wszystko rozumiała, tylko zamykała się w sobie coraz głębiej, milczała i trwała obok. Marek coraz rzadziej wracał do domu, zaniedbywał rodzinę zupełnie. Danuta wiedziała już, iż nie dogoni wiatru na polu. W końcu rozwiedli się bez awantur, bez wyzwisk, cicho i po polsku. Danuta ze Stasiem wróciła do rodzinnego Opola. Ocalona figurka samotnie stała na komodzie Danuta zostawiła ją na pamiątkę.

Świat Marka zaczął się chwiać. Żył już tylko dla chwil, żadnych hamulców, żadnych zobowiązań. Zakochiwał się łatwo, rozstawał jeszcze łatwiej. Trzy razy żenił się i rozwodził. Często był do nieprzytomności pijany, ale mimo tego pracował w instytucie ekonomicznym w Warszawie. Jego podręcznik zyskał pewne uznanie, wróżono mu wielką karierę. ale wszystko to przegryzło mu życie nałogi i chaos roztrwoniły przyszłość.

W końcu nam się wydawało, iż Marek się uspokoił, wziął w garść. Ogłosił, iż żeni się z nieprzeciętną kobietą Barbarą, wdową z siedemnastoletnim synem. Poszliśmy na kameralne wesele, a zaraz potem wszyscy dostrzegli, iż Marek z pasierbem nie znajdą wspólnego języka. Ignorował ten fakt, nie doceniając jego wagi. Syn Barbary mocno się z Markiem ścierał, aż pewnego dnia wszystko runęło. Pięć lat wytrzymali, zanim rozeszli się na dobre.

Potem przy Marku kręciły się płynące kobiety Jolanta, Grażyna, Zdzisława Wszystkim obiecywał wieczność, ale los miał inne plany.

W wieku pięćdziesięciu trzech lat Marek ciężko zachorował nieuleczalnie. Wtedy nie miał już przy sobie żadnej z dawnych kobiet. Był sam, a o niego troszczyły się tylko jego siostry i ja.

Szymonie, jest pod łóżkiem walizka. Podaj mi ją, proszę Mówił z wysiłkiem, z trudem się poruszał.

Wyciągnąłem zakurzoną walizkę. Zajrzałem do środka: pełna porcelanowych figurek, każda zawinięta starannie w miękką serwetkę.

Zbierałem dla mojej Danuty Nie mogłem zapomnieć tego cichego żalu w jej oczach, kiedy zobaczyła rozbitą kolekcję. Niezłe życie ze mną przeszła. Pamiętasz, jak jeździłem po Polsce na delegacje? W każdym mieście kupowałem nową figurkę. Walizka ma podwójne dno, weź stamtąd pieniądze całe moje oszczędności. Oddaj Danucie. Może mi wybaczy. Już się nie spotkamy. Szymonie, przysięgnij, iż wszystko oddasz Danucie Marek odwrócił się do ściany.

Dobrze, Marek, przysięgam głos mi się załamał. Czułem, iż brat odchodzi na zawsze.

Pod poduszką jest koperta z adresem Danuty. Weź ją choćby już na mnie nie spojrzał. Nie miał siły.

Danuta ciągle mieszkała w Opolu. Staś, jej syn, zmagał się z jakąś rzadką chorobą. Lekarze rozkładali ręce, mówiąc: Może w Niemczech znajdziecie pomoc. Z listu od Danuty, który leżał u Marka pod poduszką, dowiedziałem się, iż nigdy nie zerwali kontaktu korespondencyjnie; to Danuta pisała, Marek nie odpowiadał.

Pochowałem brata. Potem spakowałem walizkę i ruszyłem w podróż, by spełnić jego ostatnią wolę.

Spotkałem się z Danutą w tajemniczym, spowitym mgłą miejscu na peronie wśród porannego szronu. Uśmiechnęła się przez łzy i mocno mnie objęła.

Szymonie, wy z Markiem jesteście jak dwie krople wody

Wręczyłem jej walizkę, szeptem prosząc o wybaczenie dla brata:

Danusiu, wybacz Markowi. To dla Ciebie oszczędności i coś jeszcze, od niego. Zobacz w domu. Byłaś jego rodną żoną, pamiętaj.

Rozeszliśmy się na zawsze.

Otrzymałem od Danuty już tylko jeden list.

Szymonie, dziękuję Tobie i Markowi za wszystko. Wdzięczna jestem losowi, iż Marek był w moim życiu. Figurki sprzedałam razem ze Stasiem kolekcjonerowi, nie mogłam patrzeć na nie spokojnie każda miała ślad Marka. Szkoda, iż odszedł tak wcześnie. Za pieniądze przenieśliśmy się do Kanady, siostra od dawna nas zapraszała. Już nic mnie w Polsce nie trzymało. Została tylko cicha nadzieja, iż Marek mnie zawoła. Nie zawołał Ale jestem szczęśliwa, iż zawsze myślał o mnie jak o swojej rodnej żonie. Staś tutaj czuje się lepiej, wręcz odżył. Żegnaj.

Adresu zwrotnego nie byłoCzasem myślę o tej walizce i o Danucie, która odjeżdżała w nieznane, zostawiając za sobą wszystko, co zabolało. Staś dorósł daleko od wspomnień, a Marek choć spóźniony zostawił po sobie coś poza zgliszczami. Może tak właśnie wygląda przebaczenie: nie przychodzi w słowach czy gestach, ale w odchodzeniu bez żalu, w spokojnym spojrzeniu w przyszłość, w pozwoleniu, by wspomnienia spoczęły jak te porcelanowe figurki raz rozbite, raz ocalone, na zawsze już częścią czyjejś historii.

Ilekroć porządkuję fotografie rodziny, odnajduję siebie w lustrze i cichy głos pyta: Jak ty to robisz, iż trwasz? Może nie ma na to sekretu. Może wystarczy, iż się pamięta i przebacza, choćby za późno. Właśnie tego nauczyła mnie Danuta: miłość nigdy nie jest bezużyteczna, choćby jeżeli nie trwa. Bo gdzieś, po drugiej stronie świata, w domu pachnącym nowym życiem, ona pozbierała swój świat na nowo. A Marek choć minął się z własnym szczęściem na końcu zostawił ślad, cichy jak świt na peronie.

Każdy czy trwa, czy odchodzi chce być czyjąś rodną żoną, rodnym mężem, bratnią duszą. I to zostaje. Uparte, kruche, nieśmiertelne. Jak miłość. Jak nadzieja. Jak pamięć.

Idź do oryginalnego materiału