Róża weszła do mieszkania swojej przyjaciółki Małgorzaty, by podlać kwiaty i nakarmić jej żółwia. Małgorzata wyjechała z mężem na urlop. Róża otworzyła drzwi kluczem pozostawionym przez przyjaciółkę, przekroczyła próg i zaniemówiła! Wszędzie świeciły się światła, choinka mieniła się kolorowymi lampkami, a telewizor grał tak głośno, iż aż wibrowały szyby. Z łazienki dobiegały jakieś odgłosy. Róża uchyliła drzwi łazienki i aż klasnęła zaskoczona dłońmi.
Róża została sama na święta noworoczne. A raczej nie samotna z wyboru, tylko bezsilna wobec losu
Jej najlepsza przyjaciółka, Małgorzata, z mężem wymarzła się na ferie zimowe do Zakopanego, pięć dni przed Sylwestrem.
Powierzyła Róży odpowiedzialność za swoje ukochane rośliny i żółwia. Róża była z nich wszystkich najbardziej sumienna.
Obie mieszkały w tej samej kamienicy, choć w różnych klatkach.
Róża się zgodziła. Nie przeczuwała nawet, co ją spotka.
Na tydzień przed Nowym Rokiem jej chłopak, Andrzej dla niej po prostu Andrzejek z którym mieszkała dwa lata, podczas kolacji oznajmił nagle, iż zakochał się w innej.
A dziewczyna ta była już w czwartym miesiącu ciąży! Oczywiście jako porządny mężczyzna musi się z nią ożenić.
Tak pragnęła tego ona, jej mama i babcia. Andrzejek nie protestował.
A co ze mną? Róża wykrztusiła zdezorientowana łamiącym się głosem.
Andrzej spokojnie dokończył kolację, wytarł usta serwetką i powiedział:
Ty? Różo, nie przejmuj się. Przecież wiesz, iż już dawno nie było między nami uczucia, została tylko skorupka. To się zdarza. Powinnaś mi być wdzięczna, iż cię uwalniam ode mnie.
Nie pomożesz mi się spakować? Nie? To trudno, poradzę sobie.
I spokojnie zaczął się pakować
Róża przepłakała cztery dni bez wychodzenia z mieszkania. W końcu przyszła jej kolejna przyjaciółka, Wiesława, i w trakcie rozmowy okazało się, iż Róża przez te dni nic nie jadła, tylko piła kawę.
Wiesława i Róża planowały z Andrzejem wspólnie świętować Sylwestra w restauracji. Miejsce było już dawno zarezerwowane. Teraz Andrzej przyprowadzi tam swą ciężarną żonę.
Absolutnie nie chciała też spędzać świąt z rodzicami. Od razu by się nad nią litowali. Mamie Andrzej nigdy nie pasował
31 grudnia Róża, jak co roku, czekała na cud. Dlaczego? Może z przyzwyczajenia.
Rozum mówi, iż cuda się nie zdarzają ale przecież każdy z nas, jak dziecko, składa życzenia na Nowy Rok i łudzi się, iż może tym razem coś się wydarzy.
Dzień przechodził niepostrzeżenie w wieczór. Nic się nie działo. Róża przypomniała sobie, iż nie oddała Andrzejowi prezentu, który dla niego przygotowała miękki, puszysty sweter z błękitnej wełny.
Kupiła go dzień przed tym, jak odszedł. Po prawdzie sweter był drogi.
Rozpakowała go, przymierzyła. Był stanowczo za duży. Szerokie ramiona
Chyba na Andrzeja też byłby przyduży pomyślała i machinalnie złożyła go ponownie do torby.
Potem poprawiła makijaż, obiecała sobie nie płakać i wyszła na miasto.
Zawsze wierzyła, iż jak się spędzi Nowy Rok, taki będzie cały rok. Lepiej więc przespacerować się samotnie po mieście niż tkwić w pustym mieszkaniu.
Do północy brakowało półtorej godziny. Róża miała nadzieję, iż gwałtownie zleci i wróci do domu.
Było jej ciężko na sercu dojmująca samotność. Za oknem deszcz.
Zajrzała do osiedlowego sklepu spożywczego. W kieszeni znalazła zmięty spis rzeczy od Małgorzaty.
Po kwiatach była tam adnotacja, by żółwia karmić dwa razy w tygodniu.
Róży zrobiło się niewesoło.
No pięknie! Przez ten zawód sercowy zapomniałam o wszystkim! Małgorzata by mi nie darowała, gdyby żółwiowi coś się stało!
Jaki tam Nowy Rok!
Rzuciła się więc do mieszkania przyjaciółki, by wykonać swój obowiązek.
Otworzyła drzwi, przeszła przez korytarz i stanęła jak wryta!
Światła rozświetlały każde pomieszczenie, choinka błyszczała jak szalona, telewizor huczał.
Z łazienki dobiegły odgłosy. Róża uchyliła drzwi i aż podskoczyła zaskoczona.
W łazience stał nieznajomy mężczyzna, goląc się i podśpiewując coś radośnie.
Pierwsza myśl włamywacz! Ale po co włamywacz miałby się golić?
Kim pan jest?! zapytała stanowczo.
Mężczyzna gwałtownie zmył pianę, odwrócił się i uśmiechnął.
Spokojnie, proszę się nie bać! Jestem kuzynem Małgorzaty. Pracuję na co dzień w Gdańsku, przyjechałem na spotkanie służbowe, nie zdążyłem wrócić, a iż mam klucz do mieszkania mojej siostry zadzwoniłem, pozwoliła mi tu przenocować.
Żółwia pan widział? zapytała odruchowo Róża.
Widziałem i choćby nakarmiłem. Uciekł w tamten kąt, o tam wskazał za kanapę i zapiął koszulę na ostatni guzik.
Może się przedstawimy? Jestem Rafał.
Róża także podała imię. Uścisnęli sobie dłonie.
Może spędzimy ten Sylwester razem? Zostało tylko dziesięć minut! zaproponował.
Róża w jednej chwili opamiętała się i wybiegła po schodach, zostawiając zaskoczonego Rafała.
Zaczekaj! Czym cię wystraszyłem? zdążył zawołać.
Tymczasem Róża wpadła do swojego mieszkania, chwyciła torbę ze swetrem i popędziła z powrotem.
Wpadła do Małgorzaty mieszkania, drzwi wciąż otwarte, na zegarze wybijała północ.
Rafał podał jej kieliszek szampana, ona zaś wręczyła mu torbę.
Dla ciebie, na Nowy Rok! powiedziała cicho.
Rafał odpakował prezent, wyjął puszysty błękitny sweter i przymierzył.
Pasował idealnie, choćby w szerokich ramionach.
Sporo miałem w życiu noworocznych niespodzianek, ale ta jest najpiękniejsza odezwał się Rafał.
Ja mam dwie: rozwód z Andrzejem i spotkanie z tobą pomyślała Róża, ale głośno tylko się uśmiechnęła.
Następnego Sylwestra Róża, Rafał i ich mała córeczka świętowali już razem w ich własnym domuDźwięki wystrzałów fajerwerków rozbłysły za oknami, barwiąc zimową noc na kolorowo. Rafał i Róża, stojąc obok siebie, przez chwilę po prostu patrzyli przez szybę, pozwalając, by ta dziwna, nowa energia ogarnęła ich od stóp do głów. Było w powietrzu coś lekkiego, rześkiego, szansę na nowy początek choćby pośród minionych smutków.
Kieliszki wybrzmiały lekkim stuknięciem. Róża poczuła, iż naprawdę może wypowiedzieć życzenie i tym razem nie marzyć o cudzie, ale wybrać go dla siebie. Rafał uśmiechnął się ciepło i zdejmując choinkową bombkę, wręczył jej na pamiątkę.
Żeby przypominała ci, iż czasem najpiękniejsze chwile zaczynają się od przypadkowych spotkań powiedział.
Śmiali się, rozmawiali do świtu, a żółw w swoim kącie powoli pełzł po nowy liść sałaty bo i dla niego zaczął się nowy rok. Kiedy świtało, Róża poczuła się pierwszy raz od dawna lekko. Cuda, pomyślała, są tam, gdzie pozwolimy komuś zapalić światło w naszym ciemnym pokoju. Uśmiechnęła się więc do Rafała i do własnego odbicia w szybce bombki, z nadzieją na Nowy Rok zaczynający się od czegoś błękitnego i zupełnie niespodziewanego.










