PUDEŁKO Z ZAGINIONYMI OBIETNICAMI Od pewnego czasu Weronika zaczęła podejrzewać, iż w ich mieszkan…

twojacena.pl 6 godzin temu

PUDEŁKO Z ZAGINIONYMI OBIETNICAMI

Od jakiegoś czasu Weronika zaczęła podejrzewać, iż oprócz niej i męża w mieszkaniu mieszka jeszcze ktoś inny. I nie to nie był duch. Według niej duchy to poważne istoty: gdy już się pojawiają, to raczej nie po to, by zajmować się drobiazgami.
A tu zwykłe domowe psoty. Jakby jakiś chochlik się wprowadził.
Najpierw zaginęły sportowe skarpetki. Oczywiście osobno, jedna po drugiej. Nie byłoby dziwne, gdyby w pralce każda gospodyni wie, iż to się zdarza. Te białe z czerwoną lamówką, które Weronika zakładała na fitness, zawsze leżały na wierzchu w szufladzie. Jakby szeptały: Kiedy ostatnio nas ubierałaś?
I nagle zniknęły. Najpierw jedna, a na drugi dzień i jej para.
Znalazły się po tygodniu. W tym samym miejscu. Zwinięte w ślimaczki. Na wierzchu leżał krzywo przycięty kawałek szarawego papieru z wydrukowanymi, lekko koślawymi literami:
Zapomniałaś o nas przez 127 dni. Liczyłyśmy.

To twoja sprawka? rzuciła się Weronika na męża, gdy spokojnie przeglądał wiadomości na komórce. Tak subtelnie sugerujesz, iż powinnam wrócić do sportu?
W odpowiedzi dostała tylko zdziwione spojrzenie i całkowite zaprzeczenie.
No dobrze, skoro nie ty westchnęła Weronika, choć do końca nie wierzyła. Tomasz od lat słynął z żartów.

Potem zniknęła jej ulubiona spinka do włosów ta, która zawsze leżała na lustrze w korytarzu. I droga czerwona szminka na specjalne okazje, trzymana w torebce.
Obydwie rzeczy znalazła w kuchennej szafce, między kaszami a makaronami. Też zaopatrzone w karteluszki.
Na spince:
Zdecyduj się: długie czy krótkie włosy? Mam już dość leżenia zapomniana, a później nagłego żalowania.
Na szmince:
A kiedy ostatnio była ta specjalna okazja? Wyschnę tutaj na amen.

To już przestaje być śmieszne syknęła Weronika, potrząsając Tomaszem, który drzemał na kanapie przed obiadem.
Oszalałaś? burknął. Myślisz, iż sam bym sobie psuł życie takimi dowcipami?
To brzmiało rozsądnie. Mąż głupcem nie był, a Weronika poczuła narastający niepokój.

Zaczęła zapamiętywać, gdzie, co odkłada, czasem wracała kilka razy, żeby sprawdzić. choćby wybrała się na konsultację do lekarza. Starszy internista po badaniach stwierdził, iż jej pamięć jest lepsza niż jego własna.
Ale rzeczy dalej znikały.
Ulubione długopisy. Koszulka w paski. Krem do rąk.
A na koniec pęk kluczy od działki pod Warszawą. Po tej akcji Tomasz przez tydzień rzucał wymowne spojrzenia.

Weronika stała się drażliwa: źle spała, podskakiwała na każdy szmer, co chwilę przekładała telefon, klucze i portfel.
Aż przyszła ta sobota, jeszcze bardziej nietypowa niż zwykle.

Postanowiła wreszcie zrobić porządki w garderobie czas najwyższy. I nagle, w pustym kartonie po butach, znalazła wszystkie zaginione rzeczy. Starannie poukładane, jak w witrynie komisowej.
Bluzka spleciona z plisowaną spódniczką. Kartka:
Jeszcze potrafisz tańczyć?
Długopisy ułożone kolorami:
Gryziesz nas, kiedy się stresujesz. Mamy dość życia pod presją.
Klucze z kluczykiem i breloczkiem splecione razem:
Po prostu się wynudziliśmy. Na działkę nikt nie jeździ. Ale w przeciwieństwie do niektórych wróciliśmy sami.

Weronika zgłupiała.
W tych kartkach było coś sarkastycznego, trochę mądrego i lekko smutnego jakby pisała je sama do siebie, tylko z innego wymiaru, gdzie ma czas choćby na rozmowę z rzeczami.
Już chciała zamknąć pudło, gdy w samym kącie dostrzegła jeszcze jeden mały, szary kwadracik. Bez żadnej rzeczy przyczepionej tylko kartka.
Litery drżały i były rozmazane, jakby ktoś skropił je łzami:
Obiecałaś tej dziewczynce w lustrze, iż zostaniesz malarką.
To ja ta dziewczynka.
I bardzo mi tu samotnie, w pudełku z niespełnionymi obietnicami i zaginionymi nadziejami.

Weronika długo siedziała na podłodze, oparta o przepełnione półki, i wspominała.
Mała Weronika w przedszkolu kreśli kredkami domek, słońce, mamę, tatę i siostrę.
Szkolna lekcja plastyki fascynacja, jak akwarele rozpływają się po mokrym papierze.
Zapach farb olejnych w klubie plastycznym. Cisza w muzeum. Każdy pociągnięcie pędzla jak nutka magicznej melodii. Głos wykładowcy
Najpierw myślała, iż to będzie jej życie.
Potem hobby. Ucieczka.
Potem Nic.
Nie dlatego, iż nie miała czasu. Raczej dlatego, iż zawsze znalazło się coś pilniejszego, aż to miłe uczucie oczekiwania znikło tak samo niezauważalnie, jak znikły skarpetki, długopisy, klucze.

Przesunęła palcem po ostatniej kartce.
Wydawała się jakby żywa cieplejsza od innych i lekko drżąca. A może to drżały jej dłonie.

Czy naprawdę kolejna godzina w galerii handlowej czy kolejny przeczytany kryminał są ważniejsze od spełnionej marzenia?
Tej nocy Weronika długo przewracała się w łóżku. Sen nie nadchodził. O drugiej wstała z westchnieniem z ciepłej pościeli.
Dokąd idziesz? wymamrotał zaspany Tomasz.
Śpij, śpij mruknęła.
Gdzieś wśród szaf w garderobie widziałam stare farby pomyślała Weronika, a przechodząc obok lustra w korytarzu, złapała spojrzenie tej dziewczynki. Trochę przestraszone. Ale pełne nadziei.

Czasem to, co gubimy, przypomina nam o tym, co w nas najcenniejsze. To, co odkładamy na potem, bywa kluczem do szczęścia. Nigdy nie jest za późno, żeby spróbować jeszcze raz.

Idź do oryginalnego materiału