Pub i pożar

adamaswtrasie.blogspot.com 1 tydzień temu
W dawnym Księstwie Sieradzkim pubów mało, stąd ostatni wpis o kioskach, ale jako, iż nie chcę jeszcze porzucać tego nieco alkoholowego tematu trza mi wrócić na Wyspy Brytyjskie. A konkretniej do Londynu. Miasta, które ukształtował jeden z najsłynniejszych pożarów w dziejach – Wielki Pożar 1666 roku.
Nieistniejący już bar Zakątek w Zadzimiu
Swoją drogą oni tam wszystko mają wielkie – taka polityka historyczna. Rok przed Wielkim Pożarem wybuchła wszak Wielka Zaraza, a Wielki Smród (1858) spowodował olbrzymią przebudowę Londynu (mamy też Wielki Londyn – w sumie nie ma praw miejskich, choć dwa z jego komponentów, City of London i City of Westminster, są miastami już od setek lat). Nie pamiętam, czy atak słynnej londyńskiej mgły, toksycznego siarkowego smogu z 1952, też nie miał takiego przydomku (jest to jedna z londyńskich atrakcji, która przeminęła na zawsze – niby szkoda, ale pamiętam, jak byłem w mniej jadowitym smogu w La Paz, i jednak nie szkoda).
Wielkie reklamy na Piccadilly Circus
Wracając do pożaru – Pałac Westminsterski spłonął przecież w XIX wieku, dając początek Big Benowi i nowym trendom w malarstwie. Cóż, jak mi w trakcie tego niezwykle gorącego tygodnia lata (bo tak, to tradycyjnie, lipcopad i siąpień, drodzy klimatyści) w wyniku iskry z drutów zapalił się ścięty rygras (jak mówimy na rajgras, jedną z uprawnych traw) nie wyciągałem farb i palety, tylko zadzwoniłem po strażaków. Rychło zlecieli się też – jak to na wsi – sąsiedzi do pomocy, ale dwa zastępy OSP szybko opanowały sytuację (chwała im za to). Ale moje pole nie jest parlamentem w stolicy ówczesnego imperium.
Pałac Westminsterski współcześnie
Wielki Pożar roku 1666 Westminster akurat ominął. Trwał od 2 do 5 września (więc, volens nolens, to wpis rocznicowy - rocznicowo także, 3-4.09.1939, zapłonął Złoczew, o czym w następnym wpisie, za tydzień) i spopielił City of London – centrum finansowe królestwa ostatnich Stuartów, z królami zresztą skonfliktowane i nie ufające Karolowi II (w czasie pożaru nie chciano w mieście królewskich gwardzistów – nie pomogło to w gaszeniu ognia). Centrum centrumem, a zbudowane było głównie z materiałów biodegradowalnych – znaczy się z drewna i słomy (mimo królewskich dekretów zabraniających używania takich komponentów; republikańskie protestanckie City nie będzie przecież słuchało kryptokatolickiego monarchy, ważne, iż słoma i deski są tanie). Domy, zwane jetty charakteryzowały się tym, iż każde następne piętro było nieco wysunięte w porównaniu z poprzednim (dzięki temu ogień mógł łatwo przeskakiwać z jednej na drugą strzechę, zwłaszcza, gdy drugiego czy trzeciego dnia pożaru rozpoczęły się burze ogniowe). Dziś w Londynie takich budynków już nie spotkamy, ale gdzieniegdzie na Wyspach da się je odszukać.
Jetty w Jorku
Albo w innych miejscach świata, gdzie zachowało się tradycyjne miejskie budownictwo drewniane.
Alzacki Colmar - słowo jetty przyszło do Anglii z języka francuskiego
Nie mówię tu o Łodzi i okolicach, tu drewniana miejska zabudowa jest z XIX wieku, całkiem nowoczesna.
Zgierz - drewniane domy tkaczy z XIX wieku
W każdym razie City of London spłonęło praktycznie całe – łącznie z rzymskimi jeszcze murami.
Pozostałości rzymskich czasów pamiętającego Muru Londynu
Spłonęła też średniowieczna katedra świętego Pawła (to ten kościół z kopułą, który pojawiał się przed - czy tam po - programami Benny'ego Hilla, z napisem Thames). I tak była w słabym stanie, remontować miał ją niejaki Christopher Wren, ale może by ocalała – gdyby nie drewniane rusztowania. W każdym razie kościół poszedł z dymem, a pan Wren mógł odbudować go po swojemu – wcześniej hierarchowie wzbraniali się przed jego pomysłami – w duchu barokowym.
Katedra Świętego Pawła
Odbudować City w takimż duchu się nie udało – wszystkie plany stworzenia nowoczesnego przestrzennego miasta (jak w XIX wieku w Paryżu i Berlinie) spaliły na panewce. A raczej na prawach własności gruntu. Ot, w pożarze nie poginęli właściciele działek miejskich, i nie bardzo można było je przejąć w imię nowoczesności. Swoją drogą źródła z epoki mówią zaledwie o kilku ofiarach pożogi, ale (podobnie jak przy katastrofie w Czarnobylu) nikt nie brał pod uwagę osób zaczadzonych czy zmarłych później z ran czy głodu. Więcej – 1/4 mieszkańców City – pochłonęła rok wcześniej zaraza (taka prawdziwa, nie ta o której wielokrotnie na blogu wspominałem byłem). Mimo to i tak udało się poszerzyć londyńskie ulice, i tym razem wyegzekwowano już zakaz budowania z drewna i słomy. Wychodzi na to, iż centrum Londynu jest mimo to miastem barokowym – ale jest to barok taki jakiś mało wystawny, klasycystyczny niemal. choćby projektowane przez Wrena Greenwich, leżące od centrum bardzo daleko, ale za to wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
Greenwich
Co to ma wspólnego z pubem? Otóż całkiem niechcący – będąc w pracy w londyńskim City – trafiłem do lokalu zwanego Ye Olde Watling. Położony w najbliższym sąsiedztwie katedry z zewnątrz wyglądał całkiem zacnie.
Ye Olde Watling
Zbudowany miał być przez Christophera Wrena zaraz po pożarze, który użyć miał do konstrukcji więźby rozebranych kadłubów statków, i początkowo miejsce spełniać miało funkcję biura architekta w czasie rekonstrukcji – czy też odbudowy – londyńskiej katedry. Ściany lokalu – zwłaszcza na piętrze – zdobią ryciny z epoki, przedstawiające plany nowej świątyni. I teraz niech-że W. Sz. Czytelnik przeczyta sobie następne zdanie głosem Roberta Makłowicza: Ye Olde Watling jest najlepszym przykładem na to, iż chodzenie po barach nie musi li tylko ograniczać się do spożywania trunków i zakąsek, może także być żywą lekcją historii. Cheers.


Wpis powstał zanim wspaniały sanocki skansen budownictwa drewnianego poszedł z dymem (spokojnie, nie cały). Może kiedyś zrobię jakiś memoratywny wpis, bo odwiedziłem to czarowne miejsce. Ale później. Na razie warto pamiętać, jak nietrwałe są drewniane konstrukcje...
Pamiętajmy o przeszłości
Idź do oryginalnego materiału