Przyjechałam z tęsknotą w sercu, żeby Was odwiedzić, ale dorosłe dzieci wydają się już dla mnie jak …

polregion.pl 3 godzin temu

Wiesz co, ostatnio miałam taką sytuację, iż aż muszę Ci opowiedzieć bo roztrząsam to w głowie jak stary chleb. No więc Barbara, o której zawsze Ci wspominałam, wychowała trójkę dzieci: najstarszy syn Marcin wyjechał dawno temu do Niemiec, założył tam rodzinę, no i rzadko bywa w kraju. Co wakacje przysyła jej kartkę pocztową, raz choćby magnes na lodówkę przysłał. Barbara trzyma wszystko w pudełku po butach i jak jej smutno, to ogląda.

Pisze mu czasem, iż tęskni, iż chciałaby choć raz zobaczyć wnuki na żywo, a nie na zdjęciach z telefonu, i synową by chętnie poznała. Ale on zawsze nie mam kiedy, może kiedyś. Wyobrażasz sobie? Tyle lat!

Średnia córka, Jagoda, trafiła na Andrzeja wojskowego. Przeprowadzają się jak nomadzi po całej Polsce, czasem wpadają na niedzielę, zawsze na moment, choćby herbaty nie wypiją do końca. Przynajmniej Barbara mówi, iż Jagoda ma dobrego chłopa, iż szanuje zięcia, bo zawsze pan Andrzej matce drzwi potrzyma czy szalik zabierze.

A najmłodsza to Pola jej się życie trochę pokomplikowało. Wyszła młodo za mąż, synka urodziła Kacpra ale mąż zostawił ją z dzieckiem. Barbara powiedziała: jedź do miasta, może ci się tam powiedzie, no i Pola wyjechała do Poznania, szyje w małej szwalni, czasem dorabia coś po godzinach.

No i Barbara postanowiła odwiedzić Polę nie widziały się już trzy lata. Zapytała Dawida swojego męża czy da sobie radę tydzień bez niej. No jasne, jedź, odpocznij od chłopa zażartował, choć już dzisiaj wiem, iż trochę się tego bał, bo choćby jajecznicy zrobić sobie nie umie.

Barbara wsiadła do pociągu TLK, miejsce przy oknie, podróż długa przez pół Polski jechała, żeby zobaczyć córkę i wnuka. Na dworcu zadzwoniła do Poli, a Pola zaskoczona: Mamo, czemu nie powiedziałaś wcześniej, iż przyjedziesz? Jestem w pracy do wieczora

Barbara odpowiedziała, iż chciała zrobić niespodziankę, a Pola poprosiła, żeby zaczekała na nią. Barbara nie chciała siedzieć na dworcu, więc pojechała sama autobusem do ich bloku. Drzwi otwiera jej Kacper, już prawie dorosły podobny do dziadka Dawida jak dwie krople wody.

Cześć, babciu! przytulił się niechętnie, jakby trochę z obowiązku, a Barbara ledwo powstrzymała się, żeby nie rozpłakać się z radości.

Pola wróciła z pracy zmęczona, przywitała matkę, zaczęła krzątać się po kuchni przygotowała barszcz i usmażyła kotlety, postawiła je na stole i pyta: Mamo, zjesz jeden kotlet czy dwa?. Barbara głodna jak wilk, ale mówi: Połóż, ile masz, zobaczę ile dam radę.

Stanęło na pięciu kotletach taki to był wystawny obiad. Cały czas Barbara myślała, iż im krucho z pieniędzmi, choćby chciała podsunąć Poli trochę gotówki wiesz, takie babskie pomaganie. A przy stole Pola bez ogródek pyta: Mamo, kiedy planujesz wracać do domu?, jakby była jakimś nieproszonym gościem.

Sama została w mieszkaniu przez cały dzień Pola w pracy, Kacper gdzieś u sąsiadki, wieczorem wszyscy siedzą w swoich pokojach i choćby herbaty razem nie wypiją. Pola wychodzi z koleżankami, wnuk na boisko a Barbara sama jak palec.

Nudziło jej się okropnie, aż w końcu usłyszała, jak Kacper pyta matki: Mamo, a kiedy przyjedzie wujek Marek? Chciał zabrać mnie na Lecha w weekend. A Pola na to: Jak babcia pojedzie, to wtedy.

No to Barbara się spakowała bez słowa i wyszła, nie żegnając się z nikim tylko zadzwoniła do Dawida, żeby po nią przyszedł na dworzec. Dawid szczęśliwy, witał ją jak królową, bo strasznie się za nią stęsknił.

Wiesz, ona całe życie dbała o te dzieci, gotowała, pomagała, myślała, iż zawsze będzie im potrzebna a okazało się, iż teraz najbardziej potrzebny jest jej własny dom. I stary, poczciwy Dawid.

No, słuchaj Człowiek czasem za bardzo się stara, a potem zostaje mu tylko gorzka kawa i wspomnienia w pudełku po butach.

Idź do oryginalnego materiału