Przyjaciółka z pracy zaprosiła gości na naszą działkę z okazji swoich urodzin, nie pytając nas o zgodę

newskey24.com 5 godzin temu

Sześć lat temu razem z mężem kupiliśmy uroczą, letniskową działkę na Mazurach. Własnoręcznie przeprowadzaliśmy remonty, pielęgnowaliśmy ogród, w każdy wolny weekend uciekaliśmy z Warszawy, żeby choć na kilka dni cieszyć się ciszą i spokojem. Mimo iż nie planowaliśmy wielkiego warzywnika, posadziliśmy trochę podstawowych rzeczy: ogórki, pomidory, pietruszkę, cebulę, cukinię i paprykę. Tyle, ile trzeba, żeby było świeże na grilla czy do sałatki.

Razem z domkiem kupiliśmy działkę pełną malin, agrestu, porzeczek i już owocujących krzaczków truskawek. Gdy nadchodził czas zbiorów, często brałam owoce do pracy, częstowałam koleżanki przy kawie w kuchni. Wszyscy byli zachwyceni.

W tym roku do naszego działu przeszła pani Zyta z innej części biura. Wydawała się miła, uprzejma, zawsze nienaganna. Akurat wtedy przyniosłam porcję świeżych truskawek, więc podzieliłam się z nią bez wahania.

Zyta zachwycała się smakiem, dopytywała skąd mam takie owoce, czy sama uprawiam i jak wygląda nasza działka. Bez oporów opowiedziałam jej wszystko, jak wygląda, czego się nauczyliśmy przez lata, co posadziliśmy.

Kilka dni później przyszła do mnie osobiście z prośbą o… klucze do naszego domku. Chciałaby, by jej córka wraz z dziećmi mogła spędzić kilka tygodni na wsi, pooddychać świeżym powietrzem. Wyjaśniała, iż nas przecież nie będzie zaplanowaliśmy urlop w Zakopanem a jej córka w tej chwili jest na urlopie macierzyńskim i bardzo potrzebuje odpocząć od miasta.

Stanowczo odmówiłam. Była wyraźnie urażona, ale się nie upierała.

Dwa tygodnie później podeszła do mnie koleżanka z innego działu, Aniela. Zagadnęła, jak najlepiej dojechać pod naszą mazurską miejscowość, bo podobno będzie tam impreza. Okazało się, iż Zyta zaprosiła ją i resztę zespołu na swoje urodziny na naszej działce! Każdy miał dojeżdżać na własną rękę.

Poczułam, jak serce mi ściska z oburzenia.

Podeszłam do Zyta, patrząc jej prosto w oczy. Co sobie wyobrażasz?

Coś się stało? zapytała z niewinnym uśmiechem. Przecież nic się nie stanie, jeżeli raz zorganizuję u was urodziny. Jeden dzień, nikt nie zostaje na noc, nie masz o co się martwić, prawda?

Owszem, mam. Martwi mnie praca, którą włożyliśmy w ten dom. Martwię się, co ludzie zrobią z naszym trawnikiem, kwiatami, krzewami, meblami.

Mało tego choćby mnie nie zaprosiła. choćby nie spytała o zgodę.

Znów odmówiłam i tym razem widziałam, iż choćby nie próbowała ukryć obrazy.

Nie interesuje mnie to. Latami częstowałam wszystkich owocami, ale nikt inny nie ośmieliłby się potraktować mnie tak zuchwale i bezczelnie jak Zyta.

Idź do oryginalnego materiału