No Stasiu, błagam cię! Naprawdę nie wiem, co robić, woda leci jak szalona, zaraz zaleję sąsiadów, a ta baba z dołu mnie chyba utopi! Ręce mi się trzęsą, nie mogę znaleźć zaworu! piskliwy i żałosny głos w słuchawce dźwięczał po kuchni, choć telefon wcale nie był na głośnomówiącym.
Danutka odłożyła powoli widelec na talerz. Dźwięk porcelany rozdarł ciszę jak dzwon zwiastujący kolejną rundę walki, toczącej się już trzeci rok. Naprzeciw siedział jej mąż, Stanisław, i z zakłopotaniem obgryzał wargę, raz patrząc na stygnący schabowy w sosie, raz na ekran świecącego telefonu.
Basia, spokojnie mamrotał. Który zawór, pod zlewem czy w łazience? Zakręć główny.
Nie wiem, gdzie! Stasiu, proszę cię, przyjedź! Boję się, jeszcze jak wrzątek, zaraz się utopię, a jestem sama, ratuj!
Stanisław spojrzał na żonę. W jego oczach wyraźnie malowała się mieszanka błagania i rezygnacji, której Danuta miała już po dziurki w nosie.
Danusiu, słyszysz? Zaleje! Basia to techniczny analfabeta, jak dziecko. Muszę jechać.
Oczywiście, musisz głos Danuty był spokojny, choć pod powierzchnią burzyły się fale przecież dziś nie mamy rocznicy. Przecież nie planowaliśmy wieczoru od dwóch tygodni, a ja nie stałam przy garach przez pół dnia. Jedź, Stasiu, ratuj Basię, bo sobie nie poradzi.
No nie zaczynaj Stanisław zerwał się, łapcząc kluczyki. To przecież stara znajoma jeszcze z podstawówki. Człowiek w potrzebie. Zaraz wracam, uszczelkę zmienię i koniec. Wstaw mięso do piekarnika, będzie ciepłe.
Trzasnęły drzwi. Danuta została sama, kuchnia napełniona zapachem uroczystej kolacji i goryczą rozczarowania. Podeszła do okna i spojrzała, jak auto męża znika w czerwcowym zmierzchu.
Basia. To imię brzmiało w jej małżeństwie jak niespodziewana fuga. Koleżanka z ławki, swój chłop, jak mówił Stanisław. Pojawiła się po rozwodzie z hukiem i już została. Początkowo raz poprosiła przewieźć wersalkę, potem naprawić komputer. Stasiu, złota rączka, zawsze pomagał.
Z czasem apetyt podrósł. Coraz częściej prosiła o pomoc: opona pękła w drodze do Białegostoku, półka trzasła w łazience, szafę trzeba złożyć, bo rzeczy walają się po kątach. A wszystko zawsze wtedy, gdy Danuta i Stanisław mieli plany.
Nie była zaborcza. Rozumiała w Polsce przyjaźń to świętość. Ale kobieca intuicja szeptała jej, iż to nie naprawy są sprawą. Basia była zgrabną brunetką, zawsze zadbaną, z ciężkim spojrzeniem, rozmawiała z facetami jakby byli królami Jagiełłami. Mistrzowsko grała na nutach damskiej bezradności, a Stanisław prostował plecy, czując się superbohaterem.
Danuta schowała kolację do lodówki. Apetyt prysł. Stanisław wrócił po trzech godzinach, cały ubrudzony, zmęczony, ale jakby dumny z siebie.
O rany, ledwo zdążyłem, była powódź! Syfon wystrzelił. Trzeba było lecieć po uszczelki do całodobowego. Basia się trzęsła, musiała wypić melisę.
Chociaż cię czymś poczęstowała? spytała Danuta, udając, iż czyta książkę.
He, herbatką, choćby szarlotkę zrobiła. Przekazała pozdrowienia i przeprasza za popsuty wieczór.
Szarlotką poczęstowała pomyślała Danuta. Czyli jak tryskała woda i nie mogła znaleźć zaworu, to piekła ciasto w piekarniku. Niezła komedia.
Wypowiedzieć tego nie zamierzała. Kłótniom nie było sensu Stanisław natychmiast zamykał się jak pancernik, zarzucając jej złośliwość i nieuzasadnione insynuacje. Trzeba było podejść do problemu po polsku sprytem. Danuta postanowiła: przy następnym awaryjnym razem z mężem pojedzie ratować świat.
Następny raz nadszedł szybciej, niż sądziła. Sobotni ranek mieli jechać na działkę. Pogoda czerwcowa, grill w bagażniku, w marzeniach Danuty lampka wina na tarasie. Gdy Stanisław ładował ekogroszek do bagażnika, zadzwonił telefon. Danuta poznała specyficzny dźwięk dzwonka ustawiony tylko dla Basi.
Tak, Basia? Co się świeci? twarz Stasia skamieniała. Iskrzy? Mocno? Pali się? Nic nie ruszaj, wyłącz korki! Zaraz będę.
Odłożył słuchawkę, podszedł do żony, która stała z sadzonkami bratków.
Dana, taka sprawa
Kontakt? przerwała.
Gorzej. Skrzynka elektryczna iskrzy. Cały dom śmierdzi spalenizną. Pan od prądu z administracji w sobotę nie przyjdzie, prywatny kasuje majątek i godziny czekać.
Czyli działka odwołana?
Nie, tylko podskoczymy, ja zerknę. Może bzdura naprawię od ręki.
Jadę z tobą powiedziała stanowczo.
Stanisław zaskoczony.
Po co? Ty się nudzisz tam
Niech cię nie boli głowa. Jedziemy razem. Po drodze zahaczymy o Basię.
Cała droga minęła w dziwnej ciszy. Stasiu ściskał kierownicę, liczył lampy na wigrach. Danuta wydawała się spokojna jak Wawel przy pierwszym śniegu.
Basia otworzyła w progu w satynowym szlafroku przed kolano i perfekcyjnym makijażu. Na widok Danuty na ułamek sekundy stężała jej twarz, ale natychmiast rozciągnęła uśmiech.
Danutka! Co za gość, a ja taka rozczochrana! odruchowo poprawiła włosy. Proszę, proszę! Stasiu, jesteś moim wybawcą, skrzynka tam warczy i strzela!
W mieszkaniu ledwie czuć było zapach spalonej izolacji, bardziej, jakby ktoś przypalił opłatek. Stanisław ruszył do rozdzielni z zestawem śrubokrętów.
Danuta, idź na kuchnię, wypijemy kawę, niech panowie się bawią zaszczebiotała Basia, próbując wywabić żonę męża.
Lepiej postoję tutaj. Może Stasiowi przyda się moja pomoc odpowiedziała z uśmiechem bez cienia wahania.
Z pomocą przy żarówce? Zawsze się śmiałam, iż Stasiu wszystko naprawi z zamkniętymi oczami. No, Staszek?
Ten choćby nie spojrzał, pochylony nad kablami.
Basiu, dlaczego nie dzwoniłaś po pogotowie energetyczne? zapytała Danuta cicho, ale stanowczo.
Eee, tam! Sama wiesz, jacy oni są wniosą brud, nakrzyczą i jeszcze coś popsują! Tylko Stasiu jest złotą rączką, jemu ufam.
Złote ręce mojego męża dziś miały grillować karkówkę na działce odpowiedziała Danuta z lekką ironią.
Wiesz, przepraszam Zawsze coś popsuć, a bez faceta w domu wszystko się rozwala jak kładka na Wiśle.
Po kwadransie Stanisław skończył.
Poluzował się kabel, trochę się przypaliło, już wymieniłem ale Basia, musisz wymienić bezpiecznik.
Och, Stasiu, kupisz, wymienisz? Oddam ci kasę, a potem ciasto upiekę!
Staszek nie ma czasu weszła jej w słowo Danuta. Dziś jesteśmy umówieni, a w następny weekend idziemy do teatru. Zadzwoń po elektryka, Stasiu napisze ci co i jak na kartce.
Basia rzuciła nienawistne spojrzenie przez chwilę, ale zaraz znów promiennie do Stasia.
Może chociaż kawkę wypijecie? Mam świeże eklerki!
Dziękujemy, jesteśmy syci odparła stanowczo Danuta i złapała męża za ramię. Czas nam jechać.
Kiedy wyszli, Stanisław westchnął.
Danusiu, czemu tak ostro? Basia nie chciała źle.
Ona nie prosi o pomoc, tylko twoje zainteresowanie Widzisz? Ten szlafroczek, te oczka Ona łowi na haczyk twojego współczucia.
Przestań. Jesteśmy przyjaciółmi od lat
No właśnie, od lat. I od lat robisz za pogotowie techniczne i męskiego psychologa za free.
Pojechali w końcu na działkę, ale niesmak nie minął. Danuta wiedziała: Basia nie odpuści podobał się jej wpływ, podobały jej się marionetkowe sznurki.
Kulminacja nastąpiła dwa tygodnie później. Stanisław wyjechał służbowo i miał wrócić w piątek wieczorem. Danuta szykowała obiad, zerkając przez okno. Telefon rozdzwonił się tuż przed szóstą.
Danusiu, będę troszkę później. Wracam już do Warszawy, ale Basia dzwoniła Katastrofa.
Jaka tym razem? Meteor spadł na Ochotę?
Nie, kupiła karnisz, ciężki jak cholera, sama próbowała powiesić, upuściła na nogę. Palec spuchnięty, może złamany. Karnisz leży na podłodze, nie da się przejść. Poprosiła, żebym wstąpił, podniósł, po maść skoczył.
Danuta westchnęła głęboko.
Stasiu, posłuchaj. Przejedź do domu i czekaj na mnie ja pojadę do Basi sama.
Ty? Po co?
Bo jestem kobietą. Wiem, jaką maść wybrać. Ty odpocznij. Obiad będzie gorący.
No… Jak chcesz. Tylko nie kłóćcie się…
Danuta gwałtownie działała. Nie zamierzała opatrywać Basi. Miała zamiar leczyć sytuację.
Odpaliła komputer. Zamówiła Złotą Rączkę najtwardszego fachowca z serwisu. Przez aplikację nabyła maść oraz bandaż z dostawą pod drzwi Basi.
Podjechała pod blok Basi. Przed nią stał już kurier z torbą z apteki. Odbiła mu paczkę i weszła, drzwi do mieszkania były otwarte.
W salonie półmrok, zapalone świeczki, butelka wina i dwa kieliszki. Basia leżała na sofie w tym samym szlafroku, noga wyciągnięta, karnisz zwalony na podłogę teatralnie.
Stasiu, przyniosłeś maść? rozmarzonym głosem wymruczała Basia.
Danuta weszła i zapaliła wszystkie światła, rozpraszając marzenia.
Basia zerwała się z kanapy, nagle zapominając o bolącej nodze.
Co czemu ty tu, Danuto?! Gdzie Staszek?
Staszek w domu, odpoczywa. Przyniosłam maść. Oraz pomoc.
Pomoc? Ja Stasia chciałam! On silny, karnisz powiesi!
Karnisz powiesi ekspert odparła Danuta.
W korytarzu rozbrzmiał dzwonek. Danuta otworzyła. Przed progiem stał herkules z narzędziami.
Dzień dobry, zgłoszenie na zawieszenie karnisza.
Tak, proszę, zapraszamy Danuta uśmiechnęła się. W pokoju, pokaże pani.
Majster wszedł, ocenił ścianę, wyjął wiertarkę.
Potrzeba większych śrub. Skąd drabinka? spytał fachowo.
Basia siedziała czerwona jak barszcz. Rzuciła Danucie nienawistne spojrzenie.
Po co to zrobiłaś? wysyczała, gdy hałas wiertarki zagłuszał słowa.
Pomagam przecież. Maść, fachowiec, rachunek opłacony. Staszek ma własne sprawy. Ty potrzebowałaś karnisza, nie mojego męża.
Basia zerwała się z fotela, prawie tańcząc na bolącej nodze.
Spadaj! Zgrywasz świętą! Stasiu i tak cię zostawi, bo z tobą jest nudno jak na imieninach u ciotki. Facet potrzebuje rozrywki!
Na pewno. Ale od dziś Stasiu oddaje ciebie w fachowe ręce. Jesteś dorosła, Basia. Może czas to połapać? uśmiechnęła się Danuta.
Wynocha! zasyczała Basia.
Jasne. Pan skończy za dwadzieścia minut. Miłego wieczoru i uważaj, by znów nie skręcić nogi.
Danuta wyszła, czując się lekka jak kartka. Nie kłóciła się z mężem, nie targała włosów rywalce. Po prostu wszystkim odsłoniła maski.
W domu Stanisław czekał zestresowany.
No i jak? Mocno się potłukła? Nie odbiera.
Danuta nalała sobie herbaty i spojrzała na niego.
Z nogą wszystko dobrze. Karnisz zawiesił fachowiec z serwisu, apteka dostarczyła leki.
Serwis? Przecież sam bym to zrobił…
Stasiu, posłuchaj. Czy naprawdę nie widziałeś sygnałów? Świece, wino, szlafrok, wieczne awarie tylko pod twoją nieobecność…
Stanisław spojrzał na stół, dłubiąc przy obrusie.
Coś tam podejrzewałem, ale nie chciałem myśleć… Znamy się tyle lat. Głupio było odmówić.
Frajer. Ją interesowała tylko twoja uwaga. Brałeś z naszego czasu i dawałeś jej. Dziś już nie musisz. Od dziś Basia zamawia Złotą Rączkę. Rozumiemy się?
Rozumiemy pokiwał głową. Dzięki, iż pojechałaś. Gdybym to ja wszedł na te świece… byłoby gorzej.
Basia już się nie odezwała nie po tygodniu, nie po miesiącu. Pewnie duma nie pozwalała prosić o cokolwiek po tym teatrze.
Pół roku potem Danuta spotkała ją w galerii handlowej. Basia pod pachą z dystyngowanym panem, pełne torby z drogich sklepów, uśmiech od ucha do ucha. Spotkały się spojrzeniami, Basia prychnęła cicho i odeszła, udając obcą.
Danuta tylko się uśmiechnęła. W końcu Basia znalazła kogoś, kto na legalu wiesza jej karnisze. A u Danuty i Stanisława w końcu zapanował wymarzony, cichy wieczór, przerywany tylko szelestem kart książki.
Herbata smakowała spokojem, urlop planowali w rytmie własnego zegara. jeżeli zaplanowali działkę, jechali na działkę już nikt nie wzywał ich do kolejnej awarii. Bo granice rodziny pilnować trzeba, choćby jeżeli intruz udaje najbardziej bezradną istotę pod słońcem.
A komu podoba się ta historia lajkujcie, bo przyjaźń przyjaźnią, ale granice trzeba stawiać. interesująca jestem, co wy byście zrobili na miejscu Danuty?











