Zosiu, zatrzymamy się u ciebie na jakiś czas, bo nie mamy choćby złotówki na wynajęcie swojego mieszkania! powiedziała mi moja koleżanka z dawnych lat.
Słuchaj, wiesz, iż jestem kobietą z energią mimo iż mam już 65 lat, to wciąż lubię bywać tu i tam oraz poznawać nowych ludzi. Wspominam czasy młodości zarówno z uśmiechem, jak i nostalgią kiedyś można było naprawdę robić, co się chciało! Raz z paczką zjeżdżaliśmy nad Bałtyk, innym razem rozbijaliśmy namioty pod Mazurami, a innym razem płynęliśmy łódką po Wiśle czy Bugu. I wszystko było w zasięgu ręki, czasem za naprawdę śmieszne pieniądze.
No ale teraz, wiadomo, czasy się zmieniły i tamte przygody odeszły w niepamięć.
Zawsze uwielbiałam rozmawiać z ludźmi, czy to na plaży w Sopocie, czy w teatrze we Wrocławiu. Z wieloma z nich do dziś utrzymuję kontakt czasem choćby zdarzało się spotkać zupełnie przypadkowo po latach na ulicy.
To było właśnie na Mazurach, gdzie poznałam Elżbietę. Wynajmowałyśmy wtedy pokoiki w tym samym pensjonacie, gwałtownie się zaprzyjaźniłyśmy i przez te wakacje byłyśmy nierozłączne. Potem pisywałyśmy do siebie listy, wysyłałyśmy kartki na święta. Jeden czas przepadł, potem drugi Aż pewnego dnia przychodzi do mnie telegram wyobraź sobie, taki stary telegram! Bez podpisu, tylko: O trzeciej rano przyjeżdża pociąg. Wyczekuj mnie na dworcu!.
Nie miałam pojęcia, od kogo to, więc oczywiście nigdzie z mężem nie poszliśmy. A tu o czwartej nad ranem dzwonek do drzwi. Otwieram, patrzę Elżbieta, dwóch nastoletnich dziewczyn, jakaś starsza pani i mężczyzna. A przy nich cały majdan walizki, torby Staliśmy z mężem jak wryci. Ale jak już przyszli, to nie wypadało wyrzucać więc zaprosiłam ich do środka. Elżbieta prawie od razu rzuciła:
No czemu po nas nie wyjechałaś? Telegram wysłałam! Taksówka kosztuje majątek!
Ale przecież choćby nie wiedziałam, iż to od ciebie!
A adres miałaś, to jestem. Myślałam, iż od dzisiaj będziemy się już widywać częściej, nie tylko listy pisać.
Potem Elżbieta opowiedziała, iż jedna z tych dziewczyn właśnie skończyła liceum i dostała się na studia w Warszawie. Cała rodzina przyjechała, żeby ją wesprzeć.
U ciebie zamieszkamy! Na wynajem nas nie stać, a wy tu tak blisko centrum mieszkacie!
No powiem ci, osłupiałam. Nie jesteśmy choćby spokrewnieni a tu nagle wpadają i chcą się wprowadzić na nie wiadomo jak długo! Trzeba było gotować, podawać, sprzątać po nich. Trochę jedzenia przywieźli, ale choćby herbaty nie zaparzyli, wszystko na mojej głowie.
Trzy dni tak wytrzymałam. W końcu siadłam z Elżbietą i poprosiłam ją i rodzinę, żeby się wyprowadzili, bo dłużej tak nie dam rady. Nie było dyskusji zrobiła awanturę, talerze leciały, krzyk na całą klatkę!
Spojrzałam na nią i naprawdę zaniemówiłam, nigdy bym się nie spodziewała. W końcu się spakowali. Tylko iż jak wyszli, okazało się, iż zniknął mój ulubiony szlafrok, kilka moich ręczników a choćby garnek z bigosem! Do tej pory nie mam pojęcia, jakim cudem go wynieśli, chyba pod płaszczem
Tak się zakończyła ta przyjaźń. I chwała Bogu ślad po nich zaginął, do tej pory nie widziałam ani nie słyszałam o Elżbiecie. Teraz, przyznam się, dużo ostrożniej podchodzę do nowych znajomości i raczej dwa razy się zastanowię, zanim kogoś zaproszę pod swój dachAle wiesz co? Może i przez tydzień chodziłam zła i rozżalona, iż tak mnie potraktowano, ale teraz po latach myślę sobie, iż to całe zamieszanie rozbudziło we mnie ducha przygody, o którym już prawie zapomniałam. Na nowo zaczęłam odwiedzać dawnych znajomych, podróżować po Polsce, a choćby nauczyłam się sama łowić ryby na Mazurach!
Czasem przy kawie opowiadam tę historię i wszyscy się śmieją, iż lepsza niż serial. A ja nauczyłam się, iż choćby najbardziej niespodziewane wizyty mogą być początkiem nowego rozdziału byle zachować czujność i schować bigos głębiej do lodówki.
Bo życie, moja droga, jest jak ten zaginiony garnek czasem coś ci niespodziewanie zniknie, ale zaraz znajdziesz coś cenniejszego: własny spokój, parę anegdot i odwagę, by otworzyć drzwi kolejnym nieoczekiwanym historiom.












